Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
środa, 23 lutego 2011
Tajemnica zaczarowanego klasera - Danuta Zawadzka/ Agnieszka Semaniszyn

Wakacje w domu wcale nie muszą być nudne. Ojciec Aleksa właśnie stracił pracę i nici z wyjazdu nad morze. Dziadek podarowuje wnukowi klaser. Niby zwykłe znaczki, a jednak gdy chłopiec zagląda do środka, dzieją się przedziwne rzeczy - postacie podskakują, król Ranulf usiłuje coś ważnego powiedzieć, wielka ważka pojawia się w realu i wplątuje we włosy Zuzki, w końcu coś białego stara się pochłonąć Aleksa i wciągnąć do jakiegoś innego świata. Wiele rzeczy da się od razu przewidzieć i happyend wisi w powietrzu, ale... W książce dzieje się dużo, szybko, jest czarny charakter i trzech  sprawiedliwych, którzy chcą rozwikłać tajemnicę klasera. Duże litery pewnie przypadną do gustu najmłodszym, a ilustracje Agnieszki Semaniszyn a’la Bohdan Butenko współtworzą pewien klimat charakterystyczny do starych powieści detektywistycznych zilustrowanych przez mistrza zwariowanej kreski. Bardzo podobają mi się niby ucięte ilustracje, których dalszy ciąg czytelnik musi sobie sam dopowiedzieć.

Wiek 9+

Wydawnictwo Skrzat

Harold i fioletowa kredka - Crockett Johnson

Harold to czterolatek, który za pomocą fioletowej kredki wyczarowuje swój świat. Ta kredka sprawia, że chłopiec idzie wymarzoną drogą, może wejść w każdą przysłowiową dziurę, może mieć wszystko dla siebie – księżyc, las, jabłonkę, strasznego smoka, ocean, łódkę, piknik, dziewięć rodzajów placka, łosia, jeżozwierza, wzgórze – nie, nie wzgórze – ale nawet wysoką górę i balon z koszem. Na jego kredkowe wezwanie zjawia się policjant, który wskazuje mu drogę do domu. W tym świecie wszystko jest możliwe. Gdy czytaliśmy o nim, przypomniały się nam piosenka z przedszkola – kolorowe kredki, wyczarują wszystko, to co chcę i Karolcia Marii Krüger oraz jej błękitna kredka.

Harold i fioletowa kredka to książka o nieograniczonych możliwościach dziecięcej wyobraźni. Ilustracje minimalistyczne, proste – mały (czarno – biały) chłopiec, kilka fioletowych linii, kresek, które tyle znaczą. Podobnie tekst - jedno, dwa zdania na stronę, w wersji polsko – angielskiej. Wydawca napisał na okładce – Harold posiada magiczną kredkę. Każda kredka w rękach dziecka jest magiczna. Przed oczami mam moje dzieci, które dzięki kredkom czarują dla siebie. Czarują? Też coś. One święcie wierzą w to, co narysowały. Góra zarysowanych kartek, kredki najróżniejszej długości, te najbardziej ulubione i najlepsze – króciutkie jak ogarki świeczki. Są na tych kartkach zamki, okręty, stada koni, helikoptery i samoloty. Ich mali autorzy są farmerami, kowbojami, odkrywcami, nurkami, żeglarzami, robotami. Świat, do którego warto się przenieść, choć na chwilę. Tak samo jak do świata Harolda… I podobnie jak w książce Johnsona – jest w tym rysowaniu pasja, twórcze realizowanie swoich marzeń, wielka radość z tworzenia. Nic dziwnego, że widząc tę całą otoczkę: wybieranie ładnych nie pomiętych kartek, najlepszych kredek, dyskusję, co kto rysuje, z taką pieczołowitością podpisuję autora, nanoszę datę i chowam do specjalnie do tego przeznaczonego kuferka.

A linia? – może mieć wiele znaczeń, można interpretować ją różnorako. Gdzieś na wysokości 1 metra od ziemi mamy porysowane ściany w prawie całym domu. Każdy z nas widzi na nich coś zupełnie innego – dla Cioci – Kloci, która wpadła z wizytą, są to zwykłe mazgaje, które niby psują cały image naszego mieszkania i pokazują rodziców w (baaaaardzo) negatywnym świetle, że niby nie dopilnowaliśmy, pozwoliliśmy itd., dla  moich dzieci jest to np. byk z wielkimi rogami, ja widzę ślimaka. To dowodzi, że wyobraźnia dzieci chadza swoimi ścieżkami i dzieci czasem widzą to, co dla dorosłego jest niewidoczne. A pamiętacie Małego Księcia? Dorosły osobnik widział kapelusz, a dziecko słonia połkniętego przez węża boa. Podobnie w książce Johnsona – dzieci widzą więcej niż my, analizują linie, kreski, które dla nas dorosłych są często tylko liniami i kreskami, a dla maluchów to zaproszenie do magicznego świata, do którego tylko one mają klucz.

A jak wyglądał smok? Zajrzyjcie do książki:)

 

Pewnie nie wiecie, ale Harold i jego fioletowa kredka przyszli na świat w USA w 1955 roku i dla wielu Jankesów  jest to cool -towa książka dzieciństwa.

Wiek 3+

Wydawnictwo Media Rodzina

poniedziałek, 21 lutego 2011
Pamiętnik grzecznego psa - Wojciech Cesarz, Katarzyna Terechowicz/ il. Joanna Rusinek


W domu Hanki i Henryka świat się wywrócił do góry nogami. Pojawił się pies – alaskan malamut – Winter. Phi – powie ktoś, kto nigdy psa nie miał. Tymczasem życie szczeniaka i całej czteroosobowej rodziny całkowicie się zmieniło. Winter tęskni za mamą i rodzeństwem, musi poddać się tresurze, nauczyć sie manier, psiej kindersztuby, musi oduczyć się okazywania psiej miłości przez naskakiwanie na eleganckie wieczorowe sukienki i garnitury zaproszonych gości, na białe płaszcze spacerujących paniusinek . Henrykowie natomiast zaczynają chować papcie i buty do szafek,  co cenniejsze i bardziej kruche przedmioty na górne półki, muszą wysupłać parę groszy :) za wyrządzone przez Wintera szkody, co rusz wypychają się na poranne podniesienie łapy, wypominają sobie, czyj to był pomysł z tym psem, obwożą szczeniaka po wystawach, zawodach psich zaprzęgów, odwiedzają weterynarza itp. A całą tę historię poznajemy z psiej perspektywy. Winter opowiada, co mu się podoba a co nie, co lubi, za czym nie przepada. A co najciekawsze – w jakiś dziwnie pokręcony sposób rozumie określenie: grzeczny pies. Ma swoje zdanie na ten temat, zupełnie inne niż jego nowa rodzina. Właśnie – nowa rodzina, bo Henryk, Hanka, Julia i Alek stają się jego rodziną – a za Winterem i kolejnym nowym członkiem rodziny (?) w ogień by poszli.


Książka zajęła III miejsce w II Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren w kategorii 6-10 lat zorganizowanym przez Fundację Cała Polska Czyta Dzieciom. I choć rekomendowana jest dla dzieci 8+ - ja przeczytałam ją mojemu sześciolatkowi, który już od dłuższego czasu chodzi za nami i uparcie powtarza – Chciałbym mieć psa. Mądra, dowcipna lektura. Świetnie wypada humor sytuacyjny, kiedy to lecą filiżanki i talerze na głowę, na sukienkach zostają ślady psich łap, gdy ginie kurczak z półmiska. Jednak autorom zdecydowanie nie tylko o to chodziło – pies to obowiązki, odpowiedzialność, wielka zmiana w życiu – i to na bardzo długo. To nie pluszak, którego można oddać komuś, gdy się już opatrzy i znudzi. Pies ma wielkie serce, myśli, czuje – w zamian za przyjaźń ofiarowuje swoją. Z książki można dowiedzieć się wiele na temat psiej natury – w końcu zwierzęta są wielką pasją Katarzyny Terechowicz i Wojciecha Cesarza – a to w tej książce jest bardzo widoczne. Czyta się wyśmienicie – jest kolorowo, co chwila wielkie na dwie strony ilustracje Joanny Rusinek. Jednym minusem jest dzielenie zdań, czasami wyrazów między stronami kiedy to pojawia się właśnie ten pochwalany przez mnie obrazek. Następuje zawieszenie głosu, dziecko dopada do ilustracji i … przez chwilę nie wiadomo co dalej. A ja wracam i szukam zgubionego wątku. Mimo to - wyśmienita lektura i jak najbardziej zasłużona nagroda:)

Wiek 8 +

Wydawnictwo LITERATURA

Kreativ Blogger

Jakiś czas temu otrzymałam wyróżnienie od mamy Stasia i Olka, autorki wspaniałego bloga - Do dzieci z pasją. Zajrzyjcie tam koniecznie – znajdziecie wiele ciekawych pomysłów na zabawę z dziećmi. Dziękuję  bardzo za to wyróżnienie. Zanim przyznam moją nominację, muszę napisać 7 rzeczy, których o mnie nie wiecie. Hm – nie powiem, jest to dosyć trudne, bo ja sama siebie do końca nie znam. Pozwolicie, że potraktuję odpowiedź rodzinnie i napiszę coś o moich dzieciach.

1.       Mikołaj jest najweselszym dzieckiem pod słońcem. Dla niego nie ma problemu – szybko się godzi, rzadko kłóci.

2.       Tomek – to mały filozof. Wierci dziurę w brzuchu i cały czas ma dylemat: Być albo nie być.

3.       Moje dzieci interesuje wszystko – przez to mam braki w AGD – nie mam łyżek, nie mam warzeszek, kwirlejek. Zamiast tego są szpady, miecze.

4.       Lubię wcześnie wstawać. Nie wyobrażam sobie długiego wylegiwania się w pierzynach.

5.       Nie lubię jeździć samochodem wieczorową porą. Chętnie zostaję w domu. W ogóle – nie jestem asem kierownicy. Jeżdżę, bo muszę.

6.       Bardzo lubię dom. Mogłabym być kurą domową – mam tyle zainteresowań, że ciągle brakuje mi czasu.

7.       Jestem optymistą czarnowidzącym. Czasem trudno mi się zdecydować na coś – bo staram się zobaczyć konsekwencje danej decyzji.

 

Tym razem wyróżnienie przypadnie dla trzech blogów (kolejność przypadkowa)

1.       / 2. Małe i większe formy oraz tekturowo. Autorami są mama i syn, mały Alek. Bardzo lubimy tam zaglądać. Ja szukam inspiracji na stronie Małe i większe formy, a moje dzieci ach-ają i och-ają, gdy widzą, jak Alek się bawi, co wyczarowuje z papieru, tektury, masy solnej, jaką ma kolekcję samochodów.

3.       dla Bazyla, czyli śmieciuszka życiowego. Gdy czytam jego recenzje, to gęba mi się wywija w uśmiechu i myślę sobie – wesołe jest życie.

sobota, 19 lutego 2011
Maniusia - Wanda Żółkiewska/ il. Leonia Janecka

Robię porządki w biblioteczce przed czekającą nas niebawem przeprowadzką. Przeglądam, sortuję, przekładam, pakuję już coś niecoś do kartonów. W tym całym rozgardiaszu znalazłam książkę dla dzieci, która mi się kiedyś (dawno dawno temu – stety niestety) szalenie podobała – widać to po jej stanie (rok wydania 1975). I choć nigdy nie czułam mięty ani do chemii ani fizyki, zawsze podziwiałam Marię. Oj, pokazała całemu światu, że kobieta potrafi. W tamtych czasach… Tym bardziej ciekawiło mnie, jak wyglądało jej dzieciństwo, kiedy nie była tą sławną Marią Skłodowską – Curie (1867 - 1934), ale zwyczajną Maniusią. Autorka musiała się pewnie natrudzić, by napisać tę książkę, bo o dzieciństwie Marii niewiele wiemy. Jak sama przyznała, napisała ją na podstawie książki córki noblistki Evy, w której (książce) pojawiły się krótkie wzmianki o małej Marii.  Wokół tego zbudowana została cała otoczka – życie rodzinne, codzienność w Warszawie pod koniec XIX wieku, dialogi. Mała Maniusia czytała na przykład Przyjaciela Dzieci, Wyspę tajemniczą Verne’a, a gdy była bobasem przylgnęło do niej przezwisko wymyślone przez matkę – Anciupecio.

Mania chodziła na pensję pani Jadwigi Sikorskiej – z tornistrem na plecach, w granatowym mundurku z białym kołnierzykiem, w kraciastej narzutce, z jasnymi warkoczami i właśnie w jednej z książek ojca przeczytała o … doświadczeniach alchemicznych, które bardzo ja zafrapowały – teraz już wiemy, dlaczego. Mania – trochę niższa i tęższa od siostry Heli, ciągle się guzdrała, lubiła chrupać cukierki  i owoce, lubiła karuzelę w Ogrodzie Saskim i strasznie się wstydziła, kiedy dobrze wypadła przed rosyjskim inspektorem Hornbergiem. I martwiła się chorobą matki, brakiem pieniędzy, pracą ojca...

Szkoła, ówczesna Warszawa – ulubione miejsca na spacery, tajne nauczanie, mieszkanie profesora – ojca Mani, a w nim biblioteka: Gramatyka języka polskiego, Kalendarz ilustrowany na rok 1877, Przewodnik po Warszawie Sobieszczańskiego, Encyklopedia Powszechna Orgelbranda. Gablotka, w której ojciec Mani przechowuje przyrządy fizyczne. Czy tak było naprawdę – nikt tak do końca nie wie.

Przypominam książkę, którą dziś czyta mało kto (tak samo pewnie, jak inne ksiażki autorki) – a okazja jest nie byle jaka – bo rok 2011 to rok Marii Skłodowskiej – Curie. W książce charakterystyczne ilustracje Leonii Janeckiej (Chłopcy z Placu Broni)

Dwa poniższe zdjęcia pochodzą z innej książki –  to już poważniejsza lektura, napisana przez córkę Evę – Madame Curie. Niektóre książki na mojej półce dosłownie znalazłam na ulicy – w Monachium podczas mojego wałęsania się  po mieście przed jedną biblioteką stał karton z książkami do zabrania: Tam właśnie znalazłam biografię naszej noblistki i inny skarb nie związany z tematem:) -  Götter, Gräber und Gelert. Roman der Archaeologie C.W. Cream’a (Bogowie, groby i uczeni. Powieść o archeologii).

Ojciec z córkami - Władysław Skłodowski był nauczycielem fizyki i matematyki. Maria - stoi z lewej strony.

Matka - Bronisława Boguska zmarła na gruźlicę, gdy Mania miała 11 lat. Maniusia kończy się w momencie, gdy dziewczynka chce wybrać się w świat na poszukiwanie wody żywej - dla mamy.

Wiek 9+

piątek, 18 lutego 2011
O czytaniu...

Corot, Jean-Baptiste-Camille- Czytająca kobieta

Wczoraj dużo było o czytaniu. Nie wiem, skąd takie zatrważające statystyki – ale patrząc na moich znajomych, wielu z nich czyta, wielu czyta swoim dzieciom, kupuje książki, regularnie chodzi do biblioteki. Ba, wielu ma pełne regały książek. Ale nie mnie podważać wyniki mądrych badań i statystyk. W każdym razie do myślenia dało mi to, że coś koło 50 % z nas nie czyta ani jednej książki w ciągu roku. U Czechów jest to … 10% (!!!). Wszyscy narzekają, choć każdy kij ma dwa końce – podwyższona stawka VAT, likwidacja bibliotek na wsi, śmieszne sumy na zakup nowych książek. W zeszłym tygodniu byłam z Tomkiem w bibliotece – Zapytałam o Powiastki Beatrix Potter, te z tekstem spolszczonym przez Małgorzatę Musierowicz. Pani bibliotekarka popatrzyła na nas tak dziwnie, jakbym zapytała o kolejne lądowanie na Księżycu, a potem dodała, że w zeszłym miesiącu dostała….  200 złotych : słownie dwieście złotych na zakup nowych książek i prawdę powiedziawszy nie wiedziała co z tym zrobić. Niech się mądrzy tego świata zastanawiają, dlaczego wyniki są jakie są. Może przyczyny nie trzeba szukać tylko w nas – że niby nam się nie chce itp. Wydajemy dużo na książki, nasze rodzinne rozmowy zawsze prowadzą do książek, z siostrami, które pomieszkują za granicą potrafimy prowadzić długie dysputy na temat przeczytanej lektury, choć mogłybyśmy plotkować o ich duńskich albo angielskich sąsiadkach, wysyłamy sobie książki (choć cena wysyłki grubej książki za granicę to równowartość kolejnej jakiejś interesującej nowości albo białego kruka upolowanego na allegro) – dla chcącego nic trudnego, ale naprawdę fajnie by było, gdyby książki były tańsze, a biblioteki zasobniejsze – a to już niestety nie od nas zależy.

wtorek, 15 lutego 2011
Skrzacie damy

O skrzatach ostatnio głośno. A to za sprawą Słonecznego jaja Elsy Beskow – książki wydanej przez Zakamarki. Trochę jest sensacji w tej całej historii, bowiem okazuje się, że to nie pierwsze wystąpienie Beskow na naszym rynku. Na jagody (1903) Marii Konopnickiej (1842-1910) zostało opatrzone ilustracjami Beskow  z zupełnie innej książki (Puttes äventyr i blåbärsskogen -1901r.).

Szwedzka autorka wydawała książki autorskie – swoje piękne ilustracje łączyła z prostymi opowieściami. Joanna Olech niedawno na łamach Tygodnika Powszechnego (polecam ten artykuł!) trochę zgasiła emocje w związku z tą sprawą, tłumacząc mianowicie, że to co dziś postrzegalibyśmy jako prawdziwy skandal, w tamtych czasach, na początku XX wieku, uchodziło za dość często praktykowany zwyczaj – ot wydawca odsprzedawał prawa do ilustracji, do których z kolei ktoś inny dopisywał zupełnie nowy tekst. Moje Na jagody, do przeczytania których tak bardzo namawiała mnie mama po zapisaniu się do biblioteki, to książka z ilustracjami Zofii Fijałkowskiej. Co ciekawe – w klimacie książek Beskow. Bardzo mi się podobały.  Konopnicka  zasłynęła jako autorka kolejnej skrzaciej opowieści – O krasnoludkach i sierotce Marysi (1896). Powieść z ilustracjami J.M. Szancera. Ponoć jest na liście lektur szkolnych. Jestem ciekawa, jak współcześni mali czytelnicy odbierają obie książki.

Elsa Beskow (1874 - 1953)

Tutaj można zobaczyć Na jagody z ilustracjami Beskow.

Szwedzi mają zatem swoją Elsę Beskow. My – Marię Konopnicką. Niemcy  - Sibylle von Olfers (1881 – 1916). U nas z kolei ta pisarka jest zupełnie nieznana. Przyszła na świat w Prusach Wschodnich w zamku Metgethen niedaleko Königsberga (dziś Kaliningradu). Trzecia z piątki dzieci od najmłodszych lat wykazywała olbrzymie zainteresowanie rysunkiem i malarstwem. Wrażliwa, bardzo religijna, z bogatą wyobraźnią, głową pełną pomysłów na najbardziej wymyślne zabawy. Z buzią anioła, a może i samej Madonny, stroniła jednak od nauki – przynajmniej na samym początku – robiła sobie żarty z poważnych lekcji udzielanych przez zatrudnionych w zamku guwernerów. Zamiast tego wolała wymyślać książeczki z własnymi ilustracjami dla swojej młodszej siostry. Była przeszczęśliwa, gdy do Metgethen przyjechała jej ciotka Maria – malarka i pisarka w jednej osobie. I to skąd – z dalekiego i światowego Berlina. To ona udzieliła jej pierwszych profesjonalnych lekcji rysunku. Mała Sibylle znikała na długie godziny w różnych zakątkach ogrodu i z wielką pieczołowitością malowała i rysowała świat roślin i zwierząt. Rodzina z różnych powodów musiała opuścić zamek i przeniosła się miasta. Siedemnastoletnia Sibylle pojawiła się w Berlinie, gdzie dalej zagłębiała tajniki malarstwa i rysunku u swej ciotki. Myli się jednak ten, kto myśli, że wielkie miasto zawróciło dziewczynie w głowie.

Ani specyficzny klimat ówczesnego Berlina, ani liczni adoratorzy (a Sibylle była chodzącą pięknością - widać na zdjęciu) nie odciągnęli jej od już dawno powziętego zamiaru. 21 maja 1906 roku dziewczyna wstąpiła w Königsbergu do Zgromadzenia Sióstr Św. Elżbiety, w którym przebywała od kilku lat jej starsza siostra Nina. Zszokowała rodziców, którzy od najmłodszych lat inwestowali w jej wykształcenie – jako dobrą partię na rynku małżeńskim w przyszłości. Już jako siostra Maria Alojza przybyła w 1908 roku do Lubeki, gdzie zaczęła uczyć m.in. rysunku w szkole katolickiej. W międzyczasie sama pobierała jeszcze lekcje na Akademii Sztuk Pięknych. Wtedy zaczęła chorować na płuca. Zmarła 29 stycznia 1916r. w wieku 35 lat. Do dziś znana jest jako autorka 10 książek obrazkowych. Widać w nich odbicie epoki – fascynację secesją – mnóstwo w nich motywów roślinnych, płynnych falistych linii, subtelnej pastelowej kolorystyki. Stworzyła baśniowy świat - podobny do tego, jaki pojawił się w książkach Elsy Beskow. Pełno w nich skrzatów, małych ludków, stworzonek, kwiatów, traw... Zresztą popatrzcie sami:)

Was Marilenchen erlebte – to pierwsza książka, wydana w 1905 roku.

Każda kolejna książka to coraz większa sława i popularność.

Najpopularniejsza jej książka: Etwas von den Wurzelkindern (1906r.) Można obejrzeć ją tutaj.

Klasyka w Szwecji i Niemczech ciągle jest modna. Pokoje dziecięce przyozdabiane są reprodukcjami z książek Beskow i von Olfers - mało tego - są jeszcze kubeczki, puzzle, klocki, kalendarze, kocyki. Muszę odnaleźć Na jagody na półce u babci Basi - pożyczymy i zobaczymy, czy zainteresują współczesnych małych czytelników:) A Sierotka Marysia? - słyszałam różne zdania na jej temat. Zobaczymy... W każdym razie - nie wiem jak inni to robią, ale ilustracje towarzyszą maluchom w dniu codziennym. My też mamy się czym pochwalić;)

 

Informacje o Sibylle von Olfers znalazłam w Internecie.

niedziela, 13 lutego 2011
Matka Polka - Zuzanna Orlińska

Dostałam od Zuzanny Orlińskiej prztyczka w nos. Dałam się nabrać na przewrotny tytuł, a potem okazało się, że również przewrotną książkę. Wykoncypowałam sobie bowiem, że rzecz będzie o matce Polce – urobionej po łokcie męczennicy, z niezadowoloną miną, poświęcającą się dla swoich pociech. Nic bardziej mylnego. Polek to chłopiec – Apolinary. A matka Polka jest zupełnie inna niż …  typowa matka Polka. No tak -  rude tak mają. Ida Sierpniowa, Pippi, Ania z Zielonego Wzgórza –  kilka sympatycznych, pozytywnie nakręconych  rudowłosych wariatek - chudziutkich, niepozornych, natchnionych, ale z poczuciem humoru. Matka Polka jest jedną z nich – tyle że w rozmiarze XL, z burzą rdzawych niesfornych kędziorów. Można z nią konie kraść, przez boży rok paraduje w trampkach, urządza synowi pirackie przyjęcie, uczy, bawi, pomaga, tłumaczy, słucha, otacza opieką – jak dobra matka. Nie, absolutnie nie - mama, mamusia, mamka. W życiu Polka dzieją się czary mary. Nagle świat zmienia się dookoła, pojawiają się potwory, piraci, Święty Mikołaj, dziwna staruszka. Moja mama czarownica – taki tytuł więcej by mi powiedział, choć z pewnością  tak bardzo nie zaintrygował. Pełna humoru, ma w sobie to coś. Bo sami przyznacie - trzymanie w piwnicy zamiast równiutkich rzędów marynat, konfitur i kompotów sarkofagu egipskiego świadczy o sile charakteru tytułowej bohaterki – a tego jest tu tyle że ho ho. Autorka na końcu pisze - ojciec Polka  to też nie jest taki sobie zwykły ojciec. Ale to już  temat na zupełnie inną opowieść – czekamy zatem z wielką niecierpliwością.

 

Wiek 6+

 

Wydawnictwo Akapit Press

SamSam wyszywanki pojadą do ...

Dziękuję wszystkim za udział w kolejnym candy (obiecuję – będą następne). Niniejszym ogłaszam, że rączęta mojego młodszego dziecięcia wylosowały Mammęmisia (autorkę blogu "domowy zakątek"), którą proszę o kontakt. Pozdrawiam!

Tagi: candy
18:16, be.el
Link Komentarze (3) »
niedziela, 06 lutego 2011
Musisz to komuś powiedzieć - Barbara Ciwoniuk

Narkotyki, pierwsza miłość, konflikty z rodzeństwem i rodzicami, przyjaźń, alkohol. Ktoś może pokusić się o stwierdzenie – ale to już było. Pewnie, że było. A gdy dorzucę do tego jeszcze … Konopnicką? Tę Marię Konopnicką, od Naszej szkapy i Krasnoludków. Dla jednych zaczyna robić się jeszcze ciekawiej. Inni – szerzej ziewają. A jednak. Powieść Barbary Ciwoniuk, mimo że podejmuje tak często podejmowane w powieściach młodzieżowych wątki, może zainteresować młode pokolenie, znaleźć swój krąg czytelników – zmusza do myślenia, refleksji – nad życiem, swoim, najbliższych, każe zweryfikować przyjaźń, ślepe zauroczenie drugą osobą. W końcu podpowiada, że warto być sobą, mieć swoje zasady. A że czasem jest trudno. To jest wpisane w nasze życie – stety – niestety.

Milena jest uczennicą gimnazjum – prymuską z polskiego. Właśnie skończył się kolejny rok szkolny, zaczynają się wakacje i zamiast o wodzie, wolności, czasie tylko dla siebie,  dziewczyna myśli o warsztatach literackich związanych z postacią Marii Konopnickiej. Poetka urodziła się w 1842r. w Suwałkach, rodzinnym mieście Mileny. Dziewczyna chce wziąć udział w konkursie na jej temat. I Paweł też – obiekt jej westchnień. Właśnie dostał się do LO. Przystojny, delikatny, uroczy. Bogata wyobraźnia, tak charakterystyczna dla człowieka oczytanego, pozwala stworzyć jej wyidealizowany obraz chłopaka, w który święcie wierzy aż …do pewnego momentu. No cóż, życie weryfikuje pewne prawdy. Ona sama - pełna kompleksów, ani wamp, ani ideał urody, ani nazbyt modna, ciągle przyrównuje się do swoich „przeuroczych” koleżanek, typowych słodkich idiotek, które mają tylko fiu-bździu w głowie. I widzi siebie maluczką – bo tak się porobiło, że pewne rzeczy nie są zbyt popularne. Do czasu – bowiem na samym początku wakacji pojawia się Łukasz, przystojny syn znajomej z Gdańska, z czarną przeszłością i mnóstwem swoich mniejszych i większych tajemnic. To on uświadamia Milenie – co ważniejsze – mieć czy być. Ona sama na początku chce być lubiana i akceptowana przez wszystkich – przez nauczycieli, rodziców, kolegów  z klasy, w końcu przez nowe starsze towarzystwo, do którego należy jej Paweł. Choć widzi złe rzeczy – ich wulgarne zachowanie, alkohol, chamstwo, brnie w ten świat – umie odmówić i owszem, ale jest ślepa, nie widzi obłudy, gierek psedo-przyjaciółki. W końcu nadchodzi czas przebudzenia…

Książka zawiera tyle wątków, że faktycznie mogłabym pisać i pisać do rana. W każdym razie akcja w wielu miejscach zaskakuje – to, co niby było takie oczywiste, potem już takie oczywiste nie jest – i dobrze, bo dzięki temu powieść … nabiera charakteru.

Ciekawym zabiegiem było wmieszanie w to wszystko Marii Konopnickiej. I choć czasem niektóre dialogi związane z jej życiem – zwłaszcza, gdy Milena opowiadała o niej przyjaciołom przy ognisku lub rodzinie podczas kolacji, wydawały mi się sztuczne, muszę stwierdzić, że sprawa zainteresowała mnie i to bardzo. Autorka wykorzystała wątek Konopnickiej do dyskusji na temat homofobii i tolerancji. Inny wcale nie znaczy gorszy – choć czasem trudno przyjąć to do wiadomości. Nie można też oceniać postępowania kogoś tylko na podstawie kilku informacji – zwłaszcza osoby, która żyła ponad 100 lat temu.

Książka pokazuje, że życie nastolatka nie jest łatwe. Nie jest łatwo też jego rodzicom. Ale zastanówmy się – która rzeka ciekawsza – ta z wybetonowanym, korytem, uporządkowanym? Czy może ta z licznymi meandrami, poszarpanymi i porośniętymi brzegami, dzika natura?

Musisz to komuś powiedzieć zostało wydane w ramach serii Plus minus 16. Powieści z tej serii to skok na głęboką wodę; w codzienne problemy młodzieży (chłopaków i dziewczyn), ich dyskusje z najbliższymi, pierwsze poważne związki i decyzje. Znajdziecie tu aktualne historie, słodko-gorzkie – jak życie każdego, kto już trochę zna smak dorosłości.

 

Wiek 16+

Wydawnictwo Literatura

 
1 , 2