Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
niedziela, 28 lutego 2010

Nadszedł w końcu dzień rozwiązania półeczkowego konkursu – loterii – moje ulubione zwierzątko. Napłynęło 7 prac, w tym jedna poza konkursem, ponieważ ten przeznaczony był dla dzieci w wieku 3 -10 lat. Technika była dowolna, co pokazują nadesłane prace. Wszystkie były piękne i wszystkie pokazują, ile pracy dzieci włożyły w ich przygotowanie. Zresztą sami zobaczcie. Kolejność prac według daty ich nadsyłania:

Ola 

Ida

Marta

Iga

Lena

Marlena

Praca poza konkursem:

Adaś 2 latka

Niestety mam tylko jeden egzemplarz przecudnej Księgi dżungli Kiplinga z ilustracjami króla polskich ilustratorów – Józefa Wilkonia. W związku z dużym przedziałem wiekowym byłoby mi niezmiernie trudno wyłonić zwycięzcę i dlatego już na samym początku postanowiłam rozwiązać konkurs w formie losowania karteczek z imionami uczestników. Przed kilkoma minutami mój synek ranny ptaszek – Mikołaj wylosował jedną karteczkę – książka zostanie wysłana do ………….. OLI.

Nie wyobrażam sobie, by inne dzieci, które tak pięknie narysowały zwierzątka, zostały bez nagrody. Wyślemy do nich książkę – niespodziankę z naszej półki. Są to egzemplarze używane, ale w dobrym, albo bardzo dobrym stanie. Myślę, że książeczki sprawią wszystkim dzieciom wiele radości. Po otrzymaniu przesyłki proszę tylko o krótkie potwierdzenie na mój adres be.el@gazeta.pl

Dziękuję wydawnictwu Media Rodzina za egemplarz konkursowy

sobota, 27 lutego 2010

Moje dwa blogi otrzymały wyróżnienie.

Brulion be.el o książkach trochę poważniejszych od autorki blogu Mania czytania - za inspiracje, powroty do lektur z "niedzisiejszej" epoki i reagowanie na komentarze ;)

Półeczka z książkami od:

– Abieli (blog: Przeczytałam książkę - za pomysły na zabawę z dziećmi)

- Mdl2 (blog: Młoda pisarka czyta - za ciekawe podpowiedzi dla rodziców i dzieci.)

- Naczynia Glinianego (blog: Czytanki – Przytulanki - za moje pisanie o książkach i pomysły na zabawki)

Bardzo się cieszę i jest mi bardzo miło. Dziękuję. Ja też chciałabym wyróżnić kilka blogów Kolejność jest przypadkowa:

-Śmieciuszek życiowy, czyli co u Bazyla piszczy – kto czyta Bazyla wie, jak lekkie ma pióro. I jak potrafi rozśmieszyć, nawet jak pisze o rzeczach ważnych i poważnych. To wielki dar, a Bazyl to potrafi jak mało kto.

-Lubię czytać – za: o książkach Polaków rozmowy. Każda rozmowa z Katją – o dzieciach, pracy i tak prowadzi do książek. I są to bardzo fajnie spędzone chwile. Gadamy o książkach, a potem czytam o tym na jej blogu.

-Z potrzeby piękna – lubię klimaty skandynawskie i takie znajduję na blogu  Agnieszki. Pisze ciekawie o pięknych chwilach, dzieciach, przedmiotach. Często wzdycham oglądając zdjęcia z jej blogu – to odzywa się moja potrzeba piękna, otaczania się nietuzinkowymi przedmiotami, co nie zawsze mi wychodzi. Więc chociaż wirtualnie…

-Pikinini o dzieciństwie – lubię historie autorki, wspomnienia z przeszłości, kreatywne pomysły. I wpisy o książkach – te przede wszystkim.

Będzie mi miło, jeśli wyróżnieni przyjmą to wyróżnienie i sami nominują inne blogi.

piątek, 26 lutego 2010

Mama (czyli ja) pojechała kilka dni temu na BWK – czyli - Bardzo Ważną Konferencję do Wielkiego Miasta. A wróciła z takimi skarbami. Szczególnie cieszę się, że udało mi się kupić Wilczka, o którym słyszałam wiele dobrego. Zresztą po dzisiejszym czytaniu (NARESZCIE MAMO WRÓCIŁAŚ!!!!!!) mogę to tylko potwierdzić – cudowna książka. Nie było D.O.M.K.U. Polowanie trwa… I jeszcze przywiozłam przepyszne czekoladki, od których robią się taaaaaaaaaakie dziury w zębach. Coś dla duszy i dla ciała:)))

poniedziałek, 22 lutego 2010

Jeśli ktoś czytał pierwszy tom przygód Elli, na pewno sięgnie po kolejny. Bo Ella uzależnia, a każde spotkanie z nią oznacza wyraźną poprawę humoru. Timo Parvela, sam przez sześć lat nauczyciel w szkole podstawowej, umie na tę instytucję spojrzeć z przymrużeniem oka, umie wyciągnąć z niej to, co najlepsze. Ze szkołą generalnie jest tak: niby wszyscy narzekają, a po latach szkołę lubią i miło wspominają. Zamiast kolorów: czarnego i szarości, dominują ciepły żółty i  przyjazny pomarańcz. Szkoła Parveli jawi się jako miejsce miłe i przyjemne, w którym uczniowie lubią się spotykać i przebywać, mimo, że czasem jest jak jest. Swoją drogą zastanawiam się, jakim pedagogiem był sam autor. Czy takim, jak jego książkowy odpowiednik, któremu dość często wiele rzeczy wymyka się spod kontroli, którego przerastają pomysły jego małych podopiecznych? Trzeba tutaj dodać, że w tych działaniach nie ma ani krzty złośliwości, uczniowie dwoją się i troją, by osiągnąć zamierzony cel, zadowolić, wręcz uszczęśliwić swojego pana, a że czasem nie wychodzi? No i dobrze, gdyby było inaczej, wówczas byłaby to zupełnie inna książka. A tak dzieci czytają z przyjemnością. I ich rodzice też. Lepiej przeczytać dobrą książkę dla dzieci, niż kiepską dla dorosłych.

W tej części spotykamy Ellę i jej starą paczkę przyjaciół. Razem z nimi jedziemy na kolonie, zaczynamy drugą klasę, poznajemy WYKOŃCZYCIELA i ZABIJAKĘ, spędzamy noc w szkole, czyli jak zwykle – oj, będzie się działo. Timo Parvela ma lekkie pióro, specyficzny styl, duże poczucie humoru, którym umie zarazić czytelnika. Rozdziały są krótkie, świetnie nadają się do samodzielnego, albo do rodzinnego czytania, które na pewno sprawi dużo przyjemności.

Timo Parvela otrzymał w 1989 roku nagrodę Hansa Christiana Andersena, która często nazywana jest Małym Noblem.

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Polecam ciekawy wywiad z Elizą Karmińską - Pieciul, tłumaczką Baśni Grimmów, które w zeszłym roku ukazały się w księgarniach – ze świetnymi ilustracjami Adolfa Borna. O baśniach pisałam tutaj, a wywiad z autorką znajdziecie tutaj. Dowiedziałam się z niego, że dom wydawniczy Media Rodzina przygotowuje Wielkie wydanie z dwustoma baśniami. Ale będzie uczta! 

niedziela, 21 lutego 2010

Sven Nordqvist to król detalu i drugiego planu. Przypomina mi grawera, który w swoim warsztacie, z niesłychaną precyzją i cierpliwością tworzy swoją historię. Tyle, że zamiast rylcem, posługuje się ołówkiem. W książkach Nordqvista akcja toczy się swoją drogą, ale jednocześnie obok, w tle, dzieje się tyle, że przewrócenie kartki trwa i trwa. Tak jest i w tej książce. Może nawet: przede wszystkim w tej książce. Z tekstu na końcu dowiadujemy się, że Gdzie jest moja siostra? w zamyśle autora miała być wyłącznie książką obrazkową, dopiero później został dopisany tekst. Ciekawym jest fakt, że sam pomysł stworzenia tej obrazkowej spójnej historii powstał …25 lat temu. A że połączenie ilustracji z tekstem w tamtym momencie przerosło autora, projekt musiał odleżeć swoje na półce. Prosta historia, opowiedziana niewielką ilością słów, bo oto mysi chłopczyk nie może upilnować siostry. Mała ciągle gdzieś znika, ciągle sama wybiera się do różnych ciekawych miejsc. Braciszek wybiera się więc razem z wujem lub dziadkiem (?) na jej poszukiwania. Odwiedza miejsca, w których siostra lubi przebywać, bądź już kiedyś była. Ta historia toczy się swoim torem, dwie strony to kolejny etap podróży, ale tuż obok tyle się dzieje, że nie sposób od razu kontynuować podróży.  Ilustracje są jak marzenia senne – zatarte zostały granice między rzeczywistością, a marzeniami i fantazją. Jak surrealistyczne obrazy Salvadora Dali, ale bardzo dziecięce, kolorowe, pełne dziwnych stworzeń, scen, do których można opowiedzieć zupełnie nową historię. Zadaniem małych czytelników jest odnalezienie na każdym etapie podróży mysiej siostrzyczki. Za pierwszym razem wydawało nam się to niemożliwe. Oczy dzieci rozbiegły się we wszystkich kierunkach, zaglądały w każdą dziurę, do każdego kąta. Mimo mojej pomocy, nie zawsze udało nam się odnaleźć małą myszkę. Tęcza wyrastająca z maszynki do mięsa, balon z gruszki, chłop jadący na gruszce, inny z kolei z homontem na szyi, wielkie smocze jaja, żółw ciągnący olbrzymi garnek, koń z dwoma jeźdźcami, stado łosi w kropki, żyrafa jadąca taksówką. Długo można by tak wyliczać. Sven Nordqvist nie zapomniał o rodzicach – jest tu kilka scen dla dorosłych. Nic dziwnego, że tak chętnie podbieramy tę książkę naszym dzieciom. Jej duży format (350x280 mm) zmusza wręcz, by czytać tę książkę razem z pociechami – małym rączkom trudno raczej utrzymać tę książkę. A więc…

wiek 3+ 

 

Wydawnictwo EneDueRabe

 

sobota, 20 lutego 2010

Czarną Perłę przeczytałam z prawdziwą przyjemnością. Jeśli ktoś lubi czytać książki z historią w tle, będzie ukontentowany, zapewniam. Przenosimy się do XVII – wiecznego Amsterdamu. Holandia przeżywa właśnie złoty wiek. Świetnie rozwijają się handel, kultura, miasta, mieszczaństwo zyskuje na znaczeniu. Kraj ogarnęła właśnie tulipanowa gorączka, która nie jest bez znaczenia w naszej opowieści. Coraz więcej kupców widzi ogromne szanse na robienie interesów w dopiero co odkrytych Indiach Zachodnich. Także stara kupiecka rodzina Windjammerów próbuje swojego szczęścia. Niestety flota żaglowców i załoga toną u wybrzeży obcego kontynentu. Do drzwi Herculesa na Herengracht pukają wierzyciele, którzy współfinansowali tę nieudaną wyprawę, licząc na udział w wielkich zyskach. I kiedy wydawać by się mogło, że większość z nich skłonna jest zaufać raz jeszcze głowie potężnej rodziny, na pierwszy plan wysuwa się lichwiarz Hugo van Helsen. Serce Herculesa niestety nie wytrzymuje stresu i obowiązek troszczenia się o rodzinę spadnie od tej pory na barki 15-letniego Adama.

Czarna Perła to trzymająca w napięciu, ciekawie napisana powieść awanturnicza. I choć jej tematem nie są przygody w dalekich krajach, jest ona swego rodzaju wstępem do drugiego tomu, w którym czeka nas daleka wyprawa do Ameryki.  Autor wnikliwie potraktował tu tło historyczne, co jest niewątpliwie atutem tej powieści. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron poznajemy stary Amsterdam i dzieje rodziny. Potem akcja przyspiesza. Rodzina Windjammerów ma zaledwie kilka dni na oddanie długów lichwiarzowi. W tych dniach następować będą zaskakujące zwroty akcji, Adam walczy z czasem, by wyciągnąć rodzinę z kłopotów, trup ścieli się gęsto, przyjaciele zawiodą, wrogowie zaskoczą. Pojawia się też Jade – piękna córka Lichwiarza. To jej poświęcona jest kolejna część sagi. Chętnie po nią sięgnę, ponieważ bardzo lubię takie klimaty, a poza tym chciałabym dowiedzieć się koniecznie, co takiego Jade napisała w liście do Adama. W liście, który nie przeczytany, pomięty wylądował w brudnej wodzie kanału na Herengracht. Polecam!

Wiek – 12+

Semper Augustus pojawia się na kartach powieści. Czarna Perła przypomniała mi o innej książce sprzed lat. Tak pisał o tym cudownym tulipanie Zbigniew Herbert w Martwej naturze z wędzidłem:

Płatki nieskazitelnie białe, wzdłuż płatków przebiegają rubinowe, płomieniste żyłki, na dnie kielicha błękit, jakby odbicie pogodnego nieba. To był naprawdę okaz wyjątkowo ładny, ale cena jaką osiągnął Semper Augustus – pięć tysięcy florenów (równowartość domu z rozległym ogrodem) budzi dreszcz niepokoju. Tamy zdrowego rozsądku zostały przerwane. Odtąd będziemy poruszać się po grząskich rejonach chorobliwej fantazji, gorączkowej chęci zysku, obłąkańczych iluzji i gorzkich rozczarowań.

Wiek 12+

Wydawnictwo Jaguar

piątek, 19 lutego 2010

Ania Pafly pochodzi z Wiednia, Mania Körner z Monachium. Obie są w tym samym wieku i pewnego dnia podczas wakacji spotykają się w domu kolonijnym w Zdrojowej Górze nad Górskim Zdrojem. Nigdy wcześniej się nie widziały, a to co je łączy to… wygląd. Wyglądają tak samo. Jak bliźniaczki. Są nimi w rzeczywistości, bo jak się okazuje, Mania ma tylko mamusię, Ania – tatusia. Ich rodzice rozwiedli się kilka lat temu i podzielili dziećmi.  Kiedy dziewczynki odkrywają, że są siostrami, postanawiają swoim rodzicom zrobić małą niespodziankę. Mania pojedzie do tatusia, Ania – mamusi. Co z tego wyniknie – łatwo przewidzieć. Dziewczynki mają zupełnie inne charaktery - jedna potulna jak baranek, druga pokazuje pazurki. Nic dziwnego, że rodzice będą zachodzić w głowę, kto zaczarował ich dzieci. A gdy się dowiedzą…. Nie, nie zdradzę nic więcej. Powiem jeszcze tylko, że dziewczynki podejmą próbę pogodzenia rodziców. Czy im się uda?

Mimo, że książka liczy sobie ponad 60 lat, jest u naszych sąsiadów ciągle bardzo popularna. Można pokusić się o stwierdzenie, że właśnie dziś jest aktualna jak nigdy przedtem. Coraz więcej rozbitych rodzin, coraz więcej rodziców samodzielnie wychowujących dzieci. Jednak, czy książkowy Happy End jest w codziennym życiu możliwy? Nie mam takiej wiedzy i bardzo chciałabym odpowiedzieć twierdząco na to pytanie. Dzieci z rozbitych rodzin marzą często o tym, by rodzice znów szczęśliwie ze sobą razem żyli. Przychodzi taki moment, kiedy muszą w końcu zrozumieć, że to nie będzie nigdy możliwe. Potraktujmy zatem Manię czy Anię jako romantyczną bajkę, czasem smutną, czasem wesołą, o dwóch dziewczynkach, których marzenia się spełniły. Na pewno warto po nią sięgnąć. Kästner to ceniony niemiecki autor książek dla dzieci. W Polsce ukazało się kilka jego tytułów, a na każdy warto zwrócić uwagę.

Na rynku dostępny jest też audiobook pod tym samym tytułem, ale cena trochę odstrasza.

Wiek 9+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

czwartek, 18 lutego 2010

Polska Sekcja IBBY nominowała "D.O.M.E.K." Aleksandry Machowiak i Daniela Mizielińskiego do międzynarodowej Listy Honorowej IBBY 2010. Jest to lista najlepszych książek dla dzieci z całego świata, jej kolejne edycje ukazują się co dwa lata. Przyznaję, że od jakiegoś czasu śledzę hurra – recenzje tej książki w Internecie i w prasie. Pewnie w końcu się skusimy. Ostatnio na blogu Polska ilustracja dla dzieci przeczytałam o włoskiej i niemieckiej wersji tej książki. D.O.M.E.K podbija świat, bez dwóch zdań. 

Można zajrzeć tu do książki. 

 

Wczoraj znalazłam artykuł o kontrowersyjnych książkach dla dzieci. Pewnie Was zainteresuje. Trudno ocenić książkę po okładce i paru zdawkowych informacjach. Może ktoś zna jakiś tytuł i podzieli się swoimi refleksjami. My czytaliśmy z Tomkiem książkę Erlbrucha O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę (Hokus Pokus). Pamiętam nagonkę medialną na tę książkę i nie wiem, czy przy takim temacie wypada cytować klasyka, ale … było to faktycznie wiele hałasu o nic. Pisałam o niej tutaj. Dalej Robale, wydane przez Dwie Siostry. Też nie mam zastrzeżeń. Inne tytuły znajdziecie tu. Moje zdanie jest takie – z dzieckiem można rozmawiać o wszystkim – w myśl maksymy Terencjusza – Człowiekem jestem i nic, co ludzkie nie jest mi obce, ale w tym całym zamieszaniu bardziej nie chodzi o to czy rozmawiać, tłumaczyć w ogóle, tylko jak to robić. Dobra książka może oczywiście nam pomóc, ale zła – może pozostawić na długo niesmak, nawet obrzydzenie, a nie o to tutaj chodzi.

środa, 17 lutego 2010

Stephen Hawking to brytyjski astrofizyk, kosmolog i fizyk teoretyk. Jest między innymi twórcą teorii utraty masy przez czarną dziurę w wyniku kreacji po obu stronach horyzontu zdarzeń par cząsteczka – antycząsteczka na koszt energii pola grawitacyjnego (Wikipedia). Nie pytajcie mnie, co to znaczy. Raczej podsuńcie tę lekturę dziecku, a gwarantuję, że za chwilę będzie ono rodzinnym specjalistą od dziur czarnych i nie tylko. Hawking od wielu lat cierpi na stwardnienie rozsiane, prawie całkowicie sparaliżowany na wózku inwalidzkim, porozumiewa się ze światem za pomocą syntezatora mowy. Myślę, że znacie go z telewizji. Razem z córką napisał książkę, która podbiła serca wielu czytelników, a kto wie, może przyczyni się do pojawienia kolejnych Mikołajów Koperników, którzy będą chcieli zgłębiać tajniki wszechświata. Tak jak dwunastoletni Jerzy, tytułowy bohater. W każdym razie autorzy odczarowali fizykę, astrofizykę i Bóg raczy wiedzieć, co tam jeszcze, a co brzmi groźnie i ponoć gryzie. Tymczasem okazuje się, że fizyka nie taka straszna jak ją malują, a wiele rzeczy skomplikowanych, nagle jest – fiu fiu – proste jak drut. Dla naukowca Hawkinga meteoryty, planety, układ słoneczny, asteroidy, eksperymenty naukowe, niebo, gwiazdy, Kosmos, to bułka z masłem. Co ja piszę, z pysznym dżemem porzeczkowym z zapasów babki Marianny, – bo to sama słodycz przecież.

Jerzy jest ciekawym świata chłopcem, takim, co to do każdej dziury zajrzy i o wszystko zapyta. Jego rodzice są nastawieni bardzo anty do współczesnego świata – piją herbatę z pokrzyw, radzą sobie z wyboru bez sprzętów technicznych, piorą wszystko w rękach, mielą zboże na chleb – taka baaaaardzo ekologiczna dwójka dziwaków w rozciągniętych swetrach, uwielbiająca wszelkiej maści manifestacje w obronie czegoś tam. Rodzina mieszka obok opuszczonego domu z zarośniętym ogrodem. Kiedyś żył w nim ponoć jakiś staruszek, który nagle znikł w dziwnych okolicznościach i odtąd o tym domu mówi się tylko źle. Do czasu. Kiedy Fred – świnka Jerzego przedostaje się przez dziurę w płocie na zakazany teren, a potem ze smakiem chlapie soczek z czerwonej porzeczki w kuchni u Eryka, nowego sąsiada i jego córki Anny. Od tej pory świat chłopca wywraca się do góry nogami. Eryk razem z córką dzięki gadającemu komputerowi o wdzięcznej nazwie Kosmos, zabierają chłopca w dalekie podróże po Wszechświecie, odkrywają przed nim tajemnice i zagadki. Para autorów zbudowała ciekawą, trzymającą w napięciu historię, wplotła w nią wiele naukowych zagadnień, wprowadziła kilka czarnych charakterów, przez co zrobiło się jeszcze ciekawiej.

 

Naukowiec wcale nie musi być nudnym jak flaki z olejem ludkiem zatopionym w książkach. Ojciec Ani, zwariowany, nieporządny naukowiec ma duże poczucie humoru, wielką wyobraźnię i jest świetnym nauczycielem, choć przekazuje wiedzę w sposób naturalny i niekonwencjonalny. Ta książka to połączenie przygody, bajki i nauki. Żeby zainteresować dziecko kosmosem, nie trzeba wcale udawać się z nim do planetarium, albo kupować od razu drogiego teleskopu.  

W książce oprócz ilustracji do historii znajdziecie kilkanaście bardzo poważnych naukowych zdjęć – z kometami, księżycami Saturna, sondą kosmiczną, mgławicą planetarną, kosmicznymi chmurami itd. I mimo, że może pociecha nie zostanie w przyszłości kandydatem do Nagrody Nobla (chociaż, kto wie?), książka daje jej szansę obcowania choć na chwilę z nauką przez duże eN, a być może stanie się jednym z najprzyjemniejszych wspomnień dzieciństwa.  Polecam!

Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia 

wtorek, 16 lutego 2010

Co jakiś czas pojawiają się książki i filmy, które wykorzystują całe dziedzictwo bajkowo – literackie, a ich autorzy garściami czerpią z tego, co wybitni pozostawili nam w spadku, pokazując losy swoich nowych bohaterów w Krainie Baśni, gdzie to bohater ów raz spotyka Czerwonego Kapturka to znów o mało co nie rozdeptuje na swej drodze Tomcia Palucha. Efekt jest różnoraki. Raz mamy takiego oto filmowego Shrecka, który zjednuje sobie tysiące ludzi na świecie, innym razem mdli jak po naleśnikach z serem. Wiejemy do lasu to świetna powieść Lyn Gardner, pani krytyk teatralnej, co to w przerwach między przedstawieniami napisała książkę. I to jaką. Straszno w niej czasem że hej, śmieszno też. Właśnie nietypowy humor, niezły tupecik trzech panienek, ekscytujące przygody, ciekawa gra słów powodują, że książkę połyka się od razu, a potem rozgląda się za czymś na deser.

Wyobraźcie sobie mały domek przyczajony na skraju wielkiej puszczy, a w nim rodziców i dwie siostry. Tak jest przynajmniej na początku, bo potem pojawia się trzecia dziewczynka - Ani. Rodzina ta jest dość specyficzna – mama zbyt leniwa, by wywlec się z pierzyn, na swój sposób kochająca swoje córki, ale bez przytulania i czułych gestów. Kosztowałoby to ją za dużo wysiłku. Ojciec, zatopiony w marzeniach, ciągle przy mapach, w swoim gabinecie, albo w podróży. Pewnego dnia do miasteczka Grajkowo przybywa dziwny i mroczny zarazem De Wilde. Ma wyprowadzić z miasteczka szczury. Pomagają mu w tym wilki, zresztą on sam ma i wygląd i charakter dzikiego zwierza. Kto raz wszedł do miasteczka, już tak łatwo go nie opuści. De Wilde marzy o wielkiej władzy, a tę może zdobyć za pomocą…małej niepozornej metalowej piszczałki. Ta jest w rękach jednej z sióstr Eden. A siostry to już całkiem osobny temat. Aurora jest uporządkowana, dojrzała, dobra gospodyni i kucharka. Storm to trzpiotka, taki chłopak w spódnicy, co to woli bardziej po drzewach łazić niż siedzieć nad książkami.

Horror dla dzieci? Niby zaczyna się dziać coś poważnego, napięcie rośnie, człowiek zaczyna się nieźle bać, tu skrzypnie, tam skrzypnie, ktoś kogoś nieźle wystraszy, a nagle śmieszna riposta, bezczelne zagranie siostrzyczek rozładowują nabuzowaną do granic możliwości sytuację i jest dobrze. W książce odnajdujemy mnóstwo znanych motywów z baśni – jedne bardziej, inne mniej czytelne. Fajna historia o przyjaźni, takiej na zawsze, na dobre i na złe.  Coś w rodzaju Dumasowskiego: Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Obraz dorosłych nie pozostawia złudzeń – dzieci pozostawione są samym sobie, nie ma dla nich czasu, bo dorośli są albo zbyt wygodni albo oddają się karierze. Jaki tego skutek? Niezbyt wesoły, biorąc pod uwagę chociażby to, co przeżyły siostry Eden. Tak więc lektura – trochę ku przestrodze, trochę na poprawę humoru i trochę na  napędzenie sobie samemu stracha.

Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia   

niedziela, 14 lutego 2010

Książka lutego. Nie wiem, jak to się stało, że do tej pory nie zwróciliśmy na nią uwagi, a przecież Jabłonka Eli została wydana już jakiś czas temu. W bibliotece zawsze szukaliśmy czegoś innego – Mamę Mu, Findusa, a tu takie zaskoczenie. Duże i miłe. W prostych słowach autorka opowiada o pewnej przyjaźni. Ela kocha swoją jabłonkę, na której spędza tyle przyjemnych chwil z przyjacielem Olkiem. Towarzyszymy tej dziwnej przyjaźni przez wszystkie cztery pory roku. Historia zaczyna się wiosną, gdy jabłonka pokryta jest białym kwieciem. Latem rodzi owoce, jeszcze zielone i kwaśne. Dopiero jesienią owoce są gotowe do delektowania się nimi. Wreszcie nadchodzi zima, kiedy drzewo odpoczywa otulone pierzynką śniegową. Niestety, podczas wichury zostaje powalone przez silny wiatr, a nas ogarnia wielki smutek, że coś minęło bezpowrotnie, coś się skończyło. Gdy nadchodzi wiosna, mama Eli sadzi z  dziećmi nowe drzewko, które znów zaczyna rodzic owoce.

Jakże piękna jest ta historia. O przemijalności w naszym życiu – wszystko ma swój czas, jest początek i koniec, czasem bardzo bolesny. O tym, jakie zmiany zachodzą w przyrodzie. Autorka umiejętnie pokazała związek człowieka z przyrodą, życie proste, prace w ogrodzie, niewyszukane dziecięce zabawy. Wielkie radości z rzeczy małych.

Jesienią zasadziliśmy nasze pierwsze drzewa w nowym ogrodzie, Jest wśród nich też jabłonka. Czasem jedziemy popatrzeć na nasz ogród. Jeszcze tyle przed nami. Wyobrażamy sobie, jak tu będzie wyglądało za kilka lat. Dzieci będą się bawiły wśród drzew, razem będziemy pracować w ogrodzie, zbierać owoce. Ot, takie proste życie. Ale nam się podoba.

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

Jeśli ktoś śledzi inne blogi książkowe, niekoniecznie o książkach dla dzieci i młodzieży, pewnie zdziwi się, że właśnie tutaj piszę o książce Zafóna – autora takich kultowych powieści, jak Cień wiatru czy Gra anioła. Zafón, zanim zaczął pisać dla dorosłych, swoje powieści kierował do młodego czytelnika. Z tego właśnie okresu pochodzi Marina. Przyznaję, że umiejscowienie Mariny na tym blogu, znacznie ułatwiło mi ocenę tej książki. Dojrzały czytelnik może uznać ją za naiwną, czasem śmieszną, zwłaszcza jeśli chodzi o nastrój grozy, czy potwory, które od czasu do czasu się tu pojawiają. Biorąc pod uwagę, że jej adresatem w zamyśle autora ma być czytelnik młodszy, urasta ona zaraz do powieści bardzo dobrej, ba, powiedziałabym nawet, znacznie przewyższającej poziomem, kunsztem inne powieści dla młodzieży. Staje się natychmiast powieścią bardzo głęboką, i z przesłaniem, o prawdziwej przyjaźni, o życiu.  

To moje pierwsze spotkanie z Zafónem. Mnie Marina, osadzona w latach osiemdziesiątych XX wieku, urzekła od samego początku…

Piętnastoletni Óskar Drai jest chłopcem bardzo samotnym. Jego rodzice nie interesują się nim. Nawet tak rodzinne i ciepłe święta, jak Boże Narodzenie spędza w internacie. Wszystko zmienia się, kiedy pewnego dnia chłopak zapuszcza się w odosobnioną dzielnicę Barcelony, pełną opuszczonych alejek, zaułków, gdzie stoją ukryte domy jak z baśni. Chce uciec od szarzyzny dnia codziennego. Tutaj spotyka troszkę starszą od siebie Marinę, córkę sławnego niegdyś portrecisty i śpiewaczki operowej. Podczas wspólnego wypadu na cmentarz, Óskar i Marina widzą kobietę w czerni. W ostatnią niedzielę każdego miesiąca punktualnie o dziesiątej odwiedza bezimienny grób, na którym wyrzeźbiony jest dziwny symbol – motyl o rozłożonych czarnych skrzydłach. Dwójka przyjaciół podąża jej śladem. Od tej chwili nic już nie będzie takie jak kiedyś. Zaczynają się dziać rzeczy dziwne. Akcja zaczyna biec dwutorowo. Z jednej strony poznajemy coraz więcej szczegółów z życia Mariny i jej ojca, z drugiej zaś pojawiają się dziwne osoby, mają miejsce bolesne i niebezpieczne wydarzenia, które swój początek mają w przeszłości. Tam też tkwi rozwiązanie zagadki.

Już okładka książki ma w sobie coś mrocznego i w pełni oddaje klimat powieści. Jest tajemniczo, niesamowicie. Wiele scen rozgrywa się o zmierzchu, w nocy, lub o świcie, kiedy Barcelona spowita jest w tak charakterystycznym welonie mgiełki. To dziwna mieszanka. Wydawca nawiązał w recenzji okładkowej do Frankensteina. Tymczasem mi po głowie chodzą jeszcze powieści Verne’a i sióstr Bronte. Kilka razy i mnie udzielił się nastrój grozy. Choć nie raz kiwałam z niedowierzaniem głową – Nie, Zafón – tu przesadziłeś. Nie zapominajmy o tym, co napisałam na początku. Traktuję tę powieść jako rozgrzewkę przed kolejnym etapem kariery pisarskiej, kiedy to Zafón napisze powieści, które uczynią go jednym z najbardziej uwielbianych pisarzy. Myślę, że młodemu (dojrzałemu!) czytelnikowi książka spodoba się, a kto wie, może zachęci do sięgnięcia po inne książki tego autora. Ja już  się cieszę na audiobook Cień wiatru, który czeka w kolejce na półce (dla dorosłych). W każdym razie ręczę, że jak starsza pociecha zachwyci się Mariną, już nigdy nic nie będzie takie jak kiedyś. W doborze lektur również.

wiek 14+

Wydawnictwo MUZA

sobota, 13 lutego 2010

Jestem przeciwniczką dzielenia książek na dla chłopców i dla dziewcząt. Niech popróbują wszystkiego. Ale w tym przypadku aż mi się ciśnie na usta – książka dla dziewcząt. Dobra. Nawet bardzo dobra, a niech tam. Niech stracę. Przeczytałam z przyjemnością. Wielką. Ale od początku.

Kopciuszek nigdy nie dawał mi spokoju. Lubiłam, owszem, ale było zawsze pewne ale. Bo dlaczego dziewczyna się nie zbuntowała, nie powiedziała – nie – nie pokazała różków, nie pokazała języka, nie tupnęła swoją zgrabną skądinąd nóżką (chyba najbardziej znaną na świecie), tak jak dziewczątka w jej wieku potrafią. Książka Gail Garson Levine w końcu mi to wyjaśniła. Dziewczyna została z-a-c-z-a-r-o-w-a-n-a. Właściwie miał to być dar. Dar, który stał się przekleństwem. Ella będzie zawsze posłuszna- wypowiedziała brzemienne w skutkach słowa wróżka Lucynda. Odtąd będzie musiała wypełniać rozkazy innych. Zrobi wszystko, co jej będą kazali. I nie tylko zła macocha i jej córki staną na przeszkodzie jej szczęściu, ale właśnie ów niewygodny prezencik, który do pasji doprowadzi miłośników asertywności.  

Czy Ella zaklęta jest kolejną wersją Kopciuszka? To na pewno znana opowieść opowiedziana współczesnym językiem, osadzona w baśniowej kranie. Są wróżki, elfy, ogry, duszki, książęta, baronowe, księżniczki. Określenie współczesny Kopciuszek raczej mi nie pasuje. Znajdziemy tu pewne motywy z bajki Grimmów, ale autorka wiele rzeczy wymyśliła sama, dopisała, stworzyła ciekawe charaktery i powstała zgrabna historia dla dziewcząt, które w pewnym wieku marzą o księciu z bajki (a propos – takich nie ma!!!). Ta opowieść zasługuje jednak na swoją odrębną historię. Kopciuszek odżywa w niej na nowo, ale dzięki szczegółowym rysom bohaterów, dialogom pozwalającym wejrzeć w ich dusze, serca i umysły, dzięki dużej dawce humoru, romantyzmu i dramatyzmu, dostajemy danie zupełnie nowe - rafinesse, pyszne, które, mniam mniam, smakuje wybornie i które polecam samemu spróbować. Warto podrzucić dorastającej nastolatce (i jej mamie na odstresowanie).

Wiek 10+

Wydawnictwo Media Rodzina 

 

Do końca lutego trwa konkurs portalu Bajkopisarze.pl oraz wydawnictwa Czerwony Konik, inspirowany najpiękniejszą książką roku wg. IBBY "Podręczny nieporadnik. Młotek" Pawła Pawlaka i Wojciecha Widłaka.

Bohaterowie najpiękniejszej książki roku "Podręczny nieporadnik. Młotek", Profesor Kurzawka i Adjunkt Kwas zapraszają wszystkich do wymyślania "do czego jeszcze NIE służy młotek lub inny dowolny przedmiot codziennego użytku".. Swoje pomysły należy udokumentować w formie pisanej/rysowanej w portalu www.bajkopisarze.pl w Warsztacie Bajkopisarza po zalogowaniu się/zarejestrowaniu. W tytule pracy należy koniecznie umieścić słowa "NIE SŁUŻY do (...)" .

Ewentualne doświadczenia radzimy przeprowadzać za zgodą i pod nadzorem rodziców lub innych odpowiedzialnych osób. Organizatorzy nie biorą odpowiedzialności za ewentualne zniszczenia oraz uszczerbki na zdrowiu i majątku osób przystępujących do konkursu.

Ogólnonarodowe pisanie nieporadników trwa do końca lutego 2010 roku, a nagrodami w konkursie są książki Wydawnictwa Czerwony Konik.
tutaj jest link do
regulaminu

 

 

piątek, 12 lutego 2010

Mimo, że wizerunek Pippi stworzyła Ingrid Vang Nyman, to jednak ja, czytając książki o jej przygodach, najpierw dla siebie, teraz moim dzieciom, zawsze i tak przed oczyma miałam buzię dziewczynki, która spogląda na nas z okładki Ucieczka Pippi. Inger Nilsson na koniu. Moja pierwsza Pippi była długo czarno - biała (do Olimpiady w Sarajewie, kiedy mama kupiła KOLOROWY telewizor). Pippi w marchewkowych włosach zobaczyłam na jakimś fotosie w gazecie. Trzymała na nim olbrzymią śniegową kulę, co utwierdziło mnie tylko w przekonaniu, że Pippi jest najsilniejszym dzieckiem na świecie, i nawet do głowy mi nie przyszło, że to kula styropianowa. I te włosy. I dziesiątki małych piegów na delikatnej buzi. Opalona przez sitko:) pomyślałam. Pamiętam, jak to stwierdzenie mnie rozbawiło. Zdjęcie długo przechowywane było z nabożeństwem w specjalnym zeszycie z fotosami aktorów i piosenkarzy, który odziedziczyłam po mamie, i gdzie tylko doklejałam idoli mojego pokolenia. Żyła spokojnie swoim życiem pomiędzy maminym bożyszcze Zbyszkiem z Bogdańca a moim pofarbowanym Limahlem.  Dla mnie i tak największą gwiazdą była Pippi. Absolutnie nie żadna tam Inger Nilsson, tylko Pippi.

Dlatego bardzo cieszę się z najnowszego wydania Zakamarkowego. Dla mnie to taka podróż z łezką w oku. Myślę, że to nie tylko moje odczucia. Wielu rodziców, którzy wychowali się z Pippi, sięgnie po tę książkę również z myślą o sobie:) Astrid Lindgren napisała ją na podstawie scenariusza filmowego. Tak naprawdę to ucieczka Anniki i Tommy'ego, a Pippi na prośbę mamy rodzeństwa tylko im towarzyszy. Bez pieniędzy, konia (ten "wraca" do Wilii Śmiesznotki na początku podróży), większych zapasów jedzenia. Przeżywają po drodze mnóstwo przygód, które wcale nie są czymś nadzwyczajnym, ale opowiedziane przez Lindgren, w prosty sposób z humorem, zgrabną puentą, na długo zapadają w pamięci. I choć włosy czasem dęba mi stają, gdy sobie pomyślę, że moje dzieci mogłyby wpaść na pomysł ucieczki z domu, pływania w beczce, paćkania sobie rąk jakimś superklejem, taplania się w wodzie gdzieś tam, bez nadzoru ratownika(!), to czytamy bez cenzury i śmiejemy się.

Rozbawiła mnie scena, kiedy Pippi ratuje przed bykiem małego Siusiu - Nissego. Tata chłopczyka z wdzięcznością kieruje do niej te słowa:

-Ty, że tak powiem, uratowałaś życie mojemu synkowi - rzekł. - Powinnaś coś za to dostać!

-Takie rzeczy to robię za darmo - odparła Pippi.

W książce znajdziemy dużo zdjęć autorstwa Bo-Erika Gyberga, które rozbawią maluchy (i nie tylko)- Annika szorująca prosiaka, Pippi w błocie, broda z makaronu, konsumpcja całego rybiego szkieletu, podróż na dachu pociągu, czy akrobacje czerwonowłosej artystki na linie.  Do tego jak zwykle niezawodny tekst szwedzkiej autorki.

Mimo, że Astrid Lindgren stworzyła mnóstwo postaci, które później mogliśmy zobaczyć na taśmie filmowej - braci Lwie Serce, Ronję, Emila, dzieci z Bullerbyn, to dziesięcioletnia Inger Nilsson była chyba najbardziej bliska granej postaci. Dorosła aktorka (z wykształcenia sekretarka) była też "filmowym dzieckiem", które przemawiało na pogrzebie pisarki.

Książka jest zadedykowana Inger Nilsson, Marii Person i Perowi Sundbergowi oraz tym wszystkim dzieciom, dla których wspomniana trójka na zawsze pozostanie Pippi, Anniką i Tommym.

Wiek 3+

(zdjęcie z książki)

Wydawnictwo Zakamarki

środa, 10 lutego 2010

Wychowałam się na książkach o Indianach. Zresztą wielu rodziców z mojego pokolenia również. Mąż do dzisiaj pielęgnuje swoje wspomnienia związane z pewnymi lekturami okołoindiańskimi. Ta fascynacją tą kulturą, minęła już chyba bezpowrotnie. Dzieci mają dzisiaj innych idoli. Chociaż, kto wie…Na pewno nie czeka nas nagły nieoczekiwany przełom w tej kwestii, ale pojawianie się takich książek jak Biały Mustang, wznowienia (ostatnio Winnetou i innych w ramach serii Książka do plecaka) przyczyniają się do tego, że Wielki Duch nadal jest wśród nas. I tak jak podczas lektury książek o wodzu Apaczów mam wrażenie, że Karola Maya zbyt ponosiła fantazja (germańska), tak w przypadku książek Satha – Okha, naszego rodzimego Indianina, wszystko wydaje się być autentyczne a przez to bliskie (Zachęcam do sięgnięcia po jego Ziemię Słonych Skał, którą czytałam wieki temu, a którą chętnie bym sobie teraz przypomniała). Biały Mustang to zbiór baśni legend indiańskich. Już to czyni je fascynującymi. Poznać inną kulturę, inny świat. Spróbować tego, co minęło bezpowrotnie. Świat czerwonoskórych kojarzy się nam często z filmami różnej maści, tymczasem film swoje, a rzeczywistość swoje. Pamiętam artykuł w niemieckiej gazecie Tam, gdzie kręcił Costner. Analfabetyzm, bezrobocie, alkoholizm, kryzys tożsamości, odcięcie od korzeni, to tylko kilka problemów, z którymi borykają się dzisiejsi spadkobiercy baśni i legend indiańskich. Zresztą Sat-Okh często wspominał o tym w swoich licznych wywiadach i artykułach, nie unikał tematów trudnych. Biały Mustang daje możliwość poznania wierzeń indiańskich, wielu tradycji i zwyczajów, codziennego życia czerwonoskórych, poszanowania przyrody, trwania w  zgodzie z odwiecznymi prawami. To świat dziki, w którym panuje odwieczny porządek. Z kart książki emanuje wielki szacunek dla przyrody – Matki Ziemi, Słońca, Wiatru.  

Mnie zaciekawiła bardzo postać samego autora. Sat – Okh, znaczy tyle co Długie Pióro. Kryje się pod nim Stanisław Supłatowicz – polski Indianin. Urodził się prawdopodobnie w Kanadzie w 1920 r., zmarł w Gdańsku w 2003 r. Historia jego życia jest fascynującym tematem na książkę. Był synem Stanisławy Supłatowicz, szlachcianki zesłanej w 1905 r. na Sybir i Indianina – Wysokiego Orła z plemienia Szawanezów. Ponoć jego pradziadem był sam wielki wódz Tecumseh. Wśród Indian wychowywał się do 1936 r. Następnie przybył z matką do Polski, tutaj przeżył okupację – uciekł z transportu do Auschwitz, działał w AK. Po wojnie aresztowany, kilka lat przesiedział w więzieniu.   Potem pływał jako marynarz na statkach. W 1958 roku zaczął pisać książki, które przetłumaczono na wiele języków.

wiek 9+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia 

wtorek, 09 lutego 2010

Zachęcam do wzięcia udziału w konkursie. Do wygrania Księga dżungli Kiplinga. Szczegóły tutaj.

Wydawnictwo Media Rodzina 

niedziela, 07 lutego 2010

Dobrze, przyznaję się, nie miałam pojęcia, że była w ogóle książka. Dla mnie Proszę słonia, zawsze było kreskówką. Do dziś pamiętam świetny dubbing Ireny Kwiatkowskiej - mamy Pinia i Ludwika Benoit - Dominika. Pewnego dnia Piotruś, czyli Pinio, znajduje na strychu porcelanowego słonia. Ustawia go na półce z książkami. Rodzice Pinia są bardzo zmartwieni faktem, że chłopiec jest niskiego wzrostu i dlatego bez przerwy faszerują go witaminami. Pinio tymczasem wrzuca pigułki do słonia, by przekonać się, czy witaminy mają wpływ na jego wzrost czy nie. Chłopiec sobie i tak rośnie bez witamin, a Dominik ho ho. Z niego to się zrobił dopiero porcelanowy olbrzym. Śmieszna historia o perypetiach słonia w wielkim mieście. Czytamy z prawdziwą przyjemnością. Co jakiś czas pojawia się kwiatek z poprzedniej epoki – a to milicja, a to kronika filmowa. Solidna literatura dla dzieci. Kto tak dzisiaj pisze, proszę słonia? Ilustracje autorstwa Zbigniewa Rychlickiego (Razem ze słonkiem, Plastusiowy Pamiętnik)

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 05 lutego 2010

Janoscha poznałam dokładnie 20 lat temu w oryginale i zaskoczył mnie totalnie. Od tego czasu, każda książka jest dla mnie osobiście wydarzeniem i niespodzianką. Miłą. Kolejny tytuł udowadnia, że pisarz, którego życiową drogą miało być kowalstwo, ma swoją własną wizję świata, uparcie stoi przy swoim i jest niepokorny jak mało kto. Ktoś by powiedział, phi, słownik obrazkowy, też mi coś. A jednak… Miś + Tygrysek = humor i dowcip. Tak jest i w tym przypadku. Zazwyczaj słowniki obrazkowe dla maluchów przedstawiają daną literkę, a następnie wyrazy do niej pasujące. Na przykład litera A: arbuz, abażur, auto, autobus. Tutaj jest podobnie, tyle że Janosach wybiega poza utarte schematy.  Litera D: to obok dinusia, dromadera i delfina jeszcze drewniana łyżka, Dokąd to, Dominiku?, dobry garnek, Dobremu kucharzowi niedużo potrzeba. Wybrane pojedyncze przykłady: S: stary staranowany samochód, Ś- śmieci wpadają do śmieciarki, Ł - łódź łatwo przecieka, ZZająca zapał do muzyki duży, aż się dookoła kurzy, P Poczekamy parę godzin na przyjazd PKS-u, płomienna peruka ptaka. Nam się podoba. Maluchy czasem z niedowierzaniem słuchają opisów obrazków, a potem się zaśmiewają i czekają na kolejne rozweselające, czasem absurdalne przykłady. Każde hasło zilustrowane przez autora, często z przymrużeniem oka (szczotka do paznokci). Coś mi się wydaje, że Janosch musiał nieźle się bawić przy pracy. Z własnego podwórka wiem, że dzieci przepadają za tym, co nietuzinkowe, niegrzeczne, zwariowane i pokręcone jak kudły Tygryska.

Tak trzymać, Szanowny Panie Autorze, czekamy na kolejne książki – i kuć żelazo, póki gorące, bo dzieci Pana uwielbiają.

Wiek 0+

Wydawnictwo Znak

Beatrix Potter (1866-1943) jest znana przede wszystkim jako autorka Piotrusia Królika. Tymczasem pisała też o innych zwierzętach. Dwie niegrzeczne myszy, Pani Tycia Myszka, Beniamin Truś, Wiewiórka Orzeszko, Prosiak Robinson, Kaczka Tekla Kałużyńska i Krawiec i jego kot, w sumie 22 książki. Pochodziła z arystokratycznej rodziny i od dziecka kochała przyrodę. Obserwowała ją, robiła rysunki, potem dopisywała do nich historię. Dzięki książkom stała się niezależna finansowo. Nie zapominajmy, że był to początek XX wieku, rzecz dzieje się w Anglii z jej wszystkimi konwenansami. Kobieta nie miało wtedy łatwo. Jeśli kogoś interesuje życie autorki tutaj znajdzie dużo ciekawych informacji na ten temat. A teraz o książce.

Krawiec i jego kot niedawno obchodzili setne urodziny. Staruszek i jego przyjaciel Urban mieszkali w małym domku, w którym zajmowali tylko kuchnię, bo byli biedni i nie stać ich było na więcej. Tam, gdzie krawiec miał swój sklep, mieszkały pod podłogą małe myszki, którym krawiec zostawiał często lśniące skrawki na płaszczyki. Kiedy nagle zachorował, myszy odwdzięczyły mu się, a kot Urban od tej chwili polował tylko na myszy, które nie mieszkały w domu i w sklepie krawca. Książka jest dobrą okazją do rozmów o pomocy, jakiej można udzielić innym w czasie choroby.

A tak wyobrażała sobie pomagające myszy sama autorka. Właśnie szyją frak dla pana burmistrza.

Wiek 3+

 

 

wtorek, 02 lutego 2010

Lotta nie umie jeździć na rowerze. Choć twierdzi z przekorą, że umie, oczywiście, że umie. I to na takim prawdziwym, dwukołowym. Dziecięcy rowerek jej nie interesuje. Ma nadzieję, że dostanie rower na urodziny. Kiedy wśród prezentów jednak go nie znajduje, wówczas postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Pożycza sobie wielki rower, taki dla dorosłej osoby, z rupieciarni cioci Berg, a już za chwilę mknie z górki na pazurki wzdłuż ulicy Awanturników. Można sobie tylko wyobrazić, jak skończy się ta pierwsza rowerowa przejażdżka. A co przyniesie jeszcze dzień urodzin? Przecież jeszcze się nie skończył. Może jakąś nową niespodziankę?

 

Astrid Lindgren jak zwykle – świetna. Ilon Wikland również. Lotta, która się nie poddaje, uparcie dąży do celu, próbuje i jeszcze raz próbuje. Myślę, że może wiele nauczyć maluchy. Cudna jest strona, gdzie z drzewa sypią się białe jak śnieg kwiatki. W mroźny zimowy dzień budzi w nas tylko ciepłe uczucia. I tęskno nam, bardzo tęskno za wiosną.  

Czy rozpoznajecie Astrid Lindgren w stroju kominiarza?

 

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki 

 
1 , 2