Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
niedziela, 29 stycznia 2017

Już okładka książki jest swego rodzaju zapowiedzią czegoś niesamowitego, jakiejś tajemniczej historii. Dom przyczajony gdzieś na odludziu, dokąd ludzie rzadko zachodzą. Jego wygląd też nie budzi pozytywnych skojarzeń: dach kojarzący się ze spiczastym kapeluszem, sam budynek przypominający ponurego jegomościa w przydługawym płaszczu. Dookoła drzewa, krzaki, spowite nocą – czy to nie odpowiednia sceneria do opowiedzenia mrocznej historii? Ale na tyle mrocznej, by zainteresować młodego czytelnika, ale by nie przestraszyć. A dzieje się w tej książę wiele - już choćby z tego powodu, że Autorka rozciągnęła tę opowieść na przestrzeni 200 lat. Pojawiają się nowi bohaterowie, jest grupka postaci, która niezmiennie trwa w  tym domu od baaaaardzo baaaaaardzo dawna. Brzmi tajemniczo, prawda? Otóż historia zaczyna się od pewnego jeźdźca, który ścigany przez żołnierzy, pojawia się w owym domu pewnej ciemnej nocy. Prosi najmłodszego z domowników, małego chłopca, by ukrył w bezpiecznym miejscu małą buteleczkę z płynem. Malec spełnia jego prośbę i umieszcza eliksir ów w tajemnej skrytce. Tyle że co rusz ktoś natrafia na ów schowek, kosztuje płynu i staje się nie do końca nieśmiertelny. Cóż  to znaczy? Oczywiście nie zdradzamJ

Katarzyna Majgier napisała wciągającą książkę dla dzieci, nagrodzoną w IV Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren, który został zorganizowany przez Fundację ABC Cała Polska Czyta Dzieciom. Historia, w której przeszłość miesza się z teraźniejszością, rzeczywistość z fantazją. To doskonała okazja do tego, by pokazać, jak skomplikowana jest natura ludzka. Z jednej strony czasy się zmieniają: wszystko idzie naprzód, pojawiają się coraz to nowsze i wymyślniejsze gadżety – a jednak człowiek w środku zostaje wciąż taki sam. Z drugiej strony każdy może się zmieniać, może pracować nad sobą, mieć wpływ na swoje życie. A w jakim kontekście piszę te słowa? Zainteresowanych odsyłam do lektury, która śmieszy, złości (ach to zachowanie współczesnych rodziców), wzrusza. Oj, mocno gra na emocjach.

Bardzo podobały mi się ilustracje. Kojarzyły mi się ze światem stworzonym przez Tove Jansson w serii o Muminkach – ale to tylko takie moje odczucia. Ciekawam bardzo, co Wy na to?

Wiek 8+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

sobota, 28 stycznia 2017

Liczba książek o mamach zdecydowanie przewyższa tę o tatach. Ich lista byłaby pewnie nieskończenie długa. Stąd zawsze trochę z przekory jak i z ciekawości zaglądam do książek, w których to tato gra pierwsze skrzypce. W księgarniach, bibliotece, w swoich zbiorach. A ta, autorstwa flamandzkiego ilustratora i autora książek, na długo zapada w pamięci. Dlaczego? Bo świetnie pokazuje naturę człowieka: ojca, który jest kochającym i czułym opiekunem, ma „gładkie policzki i jabłko w gardle, w kąpieli śpiewa jak mama”. Jednak są dni, kiedy ten właśnie tato przeobraża się w istotę o zimnych rękach. To tata – „piorun”, o którym małe dziecko myśli „głupi tata”. Ojciec grzmi, ciska błyskawice. Na szczęście to mija i „mój tata ma ciepłe ręce. Jego palce smakują musem jabłkowym”.

 

Nie jest łatwo być rodzicem w dzisiejszych czasach. I na pewno nie jest to próba usprawiedliwienia nas rodziców waśnie. Przynosimy problemy, stres, pośpiech do naszych domów i mieszkań. A przecież nasze cztery ściany miały być azylem bezpieczeństwa – dla nas i naszych dzieci. Życie sprawia, że niekiedy przeobrażamy się – niekoniecznie w takiego potworzastego ojca jak w książce Klaasa Verplancke– ale nagle smucimy się, denerwujemy. Stajemy się ojcem, matką nie  z tej ziemi. Sami z trudem rozpoznajemy się w lustrze, a  co dopiero nasze dzieci. Książka w mądry sposób pokazuje, że w relacjach dziecko – ojciec, dorosły istnieje kolor czarny. Strach, niepewność, złość – to elementy natury ludzkiej. Czasem to właśnie one są na pierwszym planie. Negatywne emocje, które potrafią zepsuć dobry kontakt z innymi. Bardzo fajnie pokazuje autor, że po takich chwilach zawsze jest czas na refleksje, na budowanie więzi. I oby takich chwil było jak najmniej.

Wiek 3+

Wydawnictwo Dwie Siostry

piątek, 27 stycznia 2017

Można oniemieć w środku zimy? Gdy za oknem biało, mroźno, zimno, nieprzyjemnie. Nagle rozradowało się oko, ucieszyła dusza. Na wyklejce nocny ogród rozjaśniony bielą i zielenią. Zaraz przypomniał mi się mój ogród - kwietny, kolorowy. Nocny - rozjaśniony delikatną barwą fioletowej maciejki. Pachnący tak, że aż w głowie się kręci.


W książce Małgorzaty Strzałkowskiej zilustrowanej przez moją ulubioną artystkę książki dziecięcej - Elżbietę Wasiuczyńską, znajdziecie wszystkie barwy czterech pór roku zaklęte w liściach drzew, płatkach kwiatów, ułożonych w bukiety, kroplach deszczu, błękicie nieba, zapachach, motylich harcach, warzywach i owocach, złocie miodu, łanach zbóż, śpiewie ptaków. Liryczny przewodnik po całym roku, spacer, w którym towarzyszy mała dziewczynka? Skrzat? Duszek? Wróżka?

"Pomalutku krok po kroku..."

Wiosną "pająk z muchą gra w zielone". Latem "świt wreszcie wstaje wcześnie". Jesienią "już ucichło żab kumkanie". Zimą "mróz na dworze z wiatrem hula".


Dziecięce postrzeganie świata. Drobiazgi, obok których dorośli przechodzą szybko do porządku dziennego. Biedronki, złoty puszek na baziach, kleksy mleczy w zieleni, zapach truskawek. Małgorzata Strzałkowska zachęca do zanurzenia się po uszy w przyrodzie, do odnajdywania w każdej porze roku jej piękna i plusów. To nic, że jesień. Jest przecież taka szczodra, obdarowuje skarbami. A do tego świat nam złoci i brązowi, i czerwieni". To nic, że zima. "Na soplach wśród gałęzi psotna zamieć gra walczyka". Książka uczy cieszyć się każda porą roku, każdą pogodą i każdą barwą. A przy okazji można dowiedzieć się, jaka jest etymologia nazw poszczególnych miesięcy. "Pomalutku, krok po kroku..."


Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

czwartek, 26 stycznia 2017

 

Nieszablonowa biografia Marii Skłodowskiej–Curie. Wielkoformatowa książka (26-35 cm) – nie tylko do czytania, ale również do uzupełniania, kolorowania, rysowania. Możliwość poznania różnych sfer życia Noblistki: prywatnej, zwłaszcza rodzinnej, zawodowej. Towarzyszymy Marii na warszawskiej XIX-wiecznej ulicy, podczas przejażdżki rowerowej po francuskich wioskach, w pierwszym laboratorium – bardzo skromnym, urządzonym w drewnianej szopie, śledzimy jej badania nad zjawiskiem promieniotwórczości, podczas wypraw z aparatem rentgenowskim na front I wojny światowej. Dzieci poznają wygląd i przeznaczenie przyrządów pomiarowych o skomplikowanych nazwach: komora jonizacyjna, elektrometr kwadrantowy, lampa elektronowa, statyw, łapa (no coś takiego w gabinecie naukowca!), psychometr Assmanna czy taki (dziwne) … ugniatacz do korków.

Na końcu ciekawostka w postaci eksperymentu domowego. Maria Skłodowska-Curie wraz z mężem prowadziła  „Spółdzielnię” czyli szkołę domową dla swoich córek. Praktyczne zajęcia z języków obcych, historii, rysunku i oczywiście – a jakżeby inaczej -  fizyki, chemii i przyrody. 4 czerwca 1907 roku przeprowadziła lekcję pt. „Dlaczego niektóre przedmioty toną, a inne pływają?”. Na podstawie opisu można poeksperymentować. Wystarczą: korek, nakrętka, kapselek, kamyk, patyk, kora z drzewa, plastelina. Są i inne zadania do wykonania: łączenie kropek (w naukowym celu), naklejanie map konturowych Francji i Polski, urządzanie laboratorium uczonej, projektowanie ogrodu, którym cieszyła oczy.


Ciekawa pozycja dla tych, którzy lubią poznawać tajniki życia innych, lubią książki kreatywne ale też i dla tych, którzy za bardzo nie lubią czytać.Jest tu niewiele tekstu – jest on za to rzeczowy i spójny. Taka książka może zachęcić dzieci do sięgania po inne lektury. Przeczytać samemu całą książkę to sukces, który inspiruje i motywuje do dalszych odkryć czytelniczych.


Wiek 7+

Wydawnictwo Widnokrąg

środa, 25 stycznia 2017

 

Dziecięce serducha są niesamowite. Starcza w nich miejsca na miłość dla wszystkich misiów tego świata. Zastanawiam się, czy jest jeszcze ktoś, kogo nasze maluchy obdarzyły taką wielką, bezgraniczną, altruistyczną miłością. Miłością, która aż kipi od emocji, parzy wręcz. W dodatku trudno mówić tu o jakichkolwiek kryteriach tej miłości - każdy miś jest inny, ma odmienny charakter, inaczej wygląda. Jedne mają mniejszy inne troszkę większy apetyt, jedne mądre, inne przemądrzałe, a inne to reprezentanci gatunku o bardzo małym rozumku. Są piękne i wywołują w nas jedynie ciepłe uczucia. A wszystko w myśl hasła - Wszystkie misie są nasze i należy je kochać.


Bo czemu nie lwy, czemu nie słonie, hipopotamy, zebry, kangury? Pojedyncze, podwójne, ba, potrójne egzemplarze, to i owszem, zdobyły popularność ale sami przyznacie, że miśki i tak biją cały zwierzyniec o głowę i najbardziej na świecie kojarzą się z dzieciństwem. Co więcej, niektóre stały się ambasadorami krajów swojego pochodzenia. Puchatek, Paddington – mroczne zakątki Peru/ Anglia, Coralgol – Francja, Miś Kuleczka – Rosja, Miś Uszatek – Polska.


Jestem ciekawa, czy ktoś wie, dlaczego Miś Uszatek ma oklapnięte uszko? Przyznaję się, ja nie wiedziałam. Szukajcie odpowiedzi w „Misu Uszatku”. To kultowa książka, z ilustracjami Zbigniewa Rychlickiego. Krótkie opowiastki o przygodach pewnego misia ze sklepu z zabawkami i jego przyjaciół. O tym, co się dzieje wokół nas - o mrozie na szybach, bałwanku, bocianie, śmigusie-dyngusie, pociągu, cyrku, dzięciole, spadających liściach. W krótkich historyjkach dzieci znajdą odpowiedzi na tyle nurtujących pytań. W starych, liczących ponad 50 lat opowiadaniach, ukrytych jest wiele prawd – jak choćby te, że warto mieć przyjaciół, że do szczęścia wiele nie trzeba, a zachwycić może mała biedronka i czerwone nogi bociana. W dodatku książka inspiruje i zachęca dzieci do zabawy. Latawiec, hulajnoga, polewanie się wodą, chlapanie w deszczu, pociąg, pieczenie ciasta, saneczki, konik na biegunach, lepienie bałwana. Jakże inne zabawy i zainteresowania – niż komputer, tablet, telewizor.


Jubileuszowe wydanie opowiadań o Misiu Uszatku – niedźwiadku z klapniętym uszkiem. Niniejszy zbiór zawiera „ Przygody i wędrówki Misia Uszatka”, „Nowi przyjaciele Misia Uszatka” i „Gromadka Misia Uszatka”. Interesujący wstęp Małgorzaty Strękowskiej-Zaremby o perypetiach misia w filmie i książkach – w Polsce i za granicą. Kultowe ilustracje Zbigniewa Rychlickiego – przygodowe, w ruchu, wesołe. Krótkie historyjki z gromadką wiernych przyjaciół: Zajączek, Kruczek, Kogucik, Różowy Ryjek. 


Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

poniedziałek, 23 stycznia 2017

No właśnie: jak mówić? Bo TO wcale łatwe nie jest. Ktoś kiedyś powiedział: „Niezadowolony nastolatek to zdrowy nastolatek”. W książce autorki podpowiadają jak budować relacje z młodymi ludźmi, by chcieli rozmawiać z dorosłymi. By chcieli wysłuchać tego, co mamy im do powiedzenia. I odwrotnie. Jak twierdzą autorki i uczestnicy warsztatów, często jest pod górkę. Może warto spróbować, by trochę odetchnąć, ale i pozwolić innym żyć. W książce dużo jest mowy o uczuciach – o tym, jak sobie z nimi radzić, ze złymi emocjami. Są zachęty do współpracy – poprzez właściwe formułowanie komunikatu.  Czy powinno się być miękkim rodzicem, który szybko wszystko puszcza płazem, czy raczej powinno się karać, być konsekwentnym. Choć konsekwencja i sprawiedliwość siebie absolutnie nie wykluczają. Autorki przedstawiają metodę pięciu kroków , która pokazuje, że rodzice i nastolatki mogą usiąść razem i wspólnie rozwiązać problem.

Dla mnie jednym z ciekawszych rozdziałów był ten, w którym dopuszczono do głosu młodych. Rodzice oraz ich dzieci, nastolatkowe, wzięli udział we wspólnych warsztatach. Szukają dobrych stron w byciu nastolatkiem, mówią o swoich zmartwieniach, relacjach z rodzicami, przyjaciółmi. To interesujące doświadczenie – zobaczyć ten świat z perspektywy młodego człowieka wchodzącego w dorosłość. Nagle okazuje się, że to, co dorosłego nie obchodzi, obok czego przechodzi obojętnie, u nastolatka urasta do problemu przez duże „P”. Błahostka u dorosłego, może spowodować zamęt w głowie nastolatka, jak nawet nie koniec świata. Ktoś (przynajmniej tak twierdzi) nie pasuje do innych, nie jest akceptowany w grupie, stracił przyjaciół, ciuchy, fryzura, sylwetka, narkotyki, seks.

O tej książce nie chcę pisać osobiście. Każdy musi sam znaleźć przepis na jej czytanie i zrozumienie. Na wyciągnięcie z niej tego, co dla danego czytelnika istotne, najważniejsze, co może przenieść na własny grunt. Na pewno można w niej znaleźć wiele przykładów i podpowiedzi, porad. Jak odnaleźć się w roli rodzica albo opiekuna człowieka, który wszedł w „trudny” okres dorastania. To co spodobało mi się najbardziej, to szukanie dobrych stron. Próba „wykorzystania” tego słowa w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Odkrycie potencjału młodych ludzi, którzy nagle znaleźli się jakby w innym świecie, ale bardzo wartościowych i potrzebujących naszego wsparcia.

Wydawnictwo Media Rodzina

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Rodzina Baranowskich ucieka z Doniecka przed wojną do Polski. Rodzice z trójką dzieci przez dłuższy czas obserwowali rozwój sytuacji, zniszczenia w mieście, śmierć znajomych. W końcu podjęli trudną decyzję o wyjeździe. Nie jest łatwo zostawić swój dom, bliskich, dziadków, nawet … ulubione rowery. Miasto ogarnięte działaniami wojennymi, w którym zaczyna brakować żywności, szkół, pracy, pieniędzy, dachu nad głową. Ukraińska rodzina mieszka najpierw w ośrodku dla uchodźców na Mazurach. Musi sprostać trudnościom codzienności: zaaklimatyzowania się w  nowym miejscu, nauce języka polskiego. W końcu myślenia o Polsce, jak o swojej nowej ojczyźnie. Ale jak przestawić swoje myślenie skoro nawet koledzy z klasy okazują niezrozumienie i wrogość?


Książka porusza wiele aktualnych problemów: wojna, uchodźcy, szukanie swojego miejsca na ziemi, nietolerancja w stosunku do nowych i obcych. Barbara Gawryluk przedstawiła ukraińską rodzinę w nowym środowisku, które jest dla nich obce, nieznane. Tymczasem to ludzie jak my – ze swoimi marzeniami i tęsknotami, za lepszym życiem, spokojem i … pokojem. Bez wielkich słów autorka opowiada o losie tułaczy – jak obserwator z zewnątrz i bez żadnych ubarwień. Niestety, w tej opowieści nie wszyscy Polacy życzliwie myślą o obcych. To okazja do tego, by pokazać nasze słabości i wady. To też okazja do refleksji. Bohaterowie tej książki żyją naprawdę. Zmieniono nieznacznie ich dane. Ale nie to jest ważne. Książka uczy otwartości na NOWE i OBCE. Jest to szansa nie tylko dla osób szukających swojego miejsca an ziemi. Jest to szansa dla wszystkich. A w jakim stopniu się z niej skorzysta? – na to pytanie niech każdy odpowie sobie już sam.

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

sobota, 14 stycznia 2017

Do czytania wierszy Brzechwy specjalnie zachęcać nie trzeba. Baaaa, co ja piszę? -Też mi coś - "do czytania". Wielu zna je wręcz na pamięć. Pamiętam mojego tatę, który swoim wnukom cytował z pamięci: "Na Wyspach Bergamutach", "Zoo".

Cudne są te wiersze, na których wychowuje się kolejne pokolenie. W tej książce znajdziecie zbiór (ponoć) wszystkich wierszy, jakie tylko Jan Brzechwa napisał dla dzieci. Są wśród nich te najpopularniejsze, które i mi towarzyszyły w dzieciństwie. I oczywiście mniej znane utwory- choć czytając je, zastanawiałam się, dlaczego jedne z nich chwyciły za serce od razu, urzekły, wpadły w ucho, przez co stały się niesamowicie popularne. Inne - mniej. Ale i one mają mnóstwo uroku.

 

W "Kruku i krowie" znajdziecie odpowiedź na pytanie "dlaczego krowę nazwano krową". "Kot" to pretensje przemiłego futrzaka skierowane do Autora, że do tej pory nie napisał niczego o tygryskowym zwierzęciu. Przy lekturze "Nudów" wcale nudno nie jest. "Kapce" za to uzmysławiają , że wcale nie tak łatwo kupić kapcioszki dla babci. Szóstka w "Szóstce oszustce" ma niesamowite przygody. A znaki przestankowe: myślnik, dwukropek, średnik, kropka mają swoje problemy. "Dwie gaduły" to rodzajowa scenka z miasteczka, która mogła zdarzyć się wszędzie i zawsze.


Brzechwa w swych wierszach rozśmiesza, bawi się słowem, prowadzi do ciekawego i zaskakującego punktu kulminacyjnego. Wykorzystuje potencjał słowa, jego różnorakich znaczeń. Pokazuje tym samym możliwości rodzimej mowy. Nie każdy tak potrafi żonglować słowem, nie każdy. Ale Brzechwa to mistrz słowa. 


Techniczna strona języka to jedno, znaczeniowa - drugie. Natomiast jest też trzeci aspekt wierszy poety - wprowadzanie dziecka w świat cudów, gdzie niemożliwe staje się możliwe. W bajkowe klimaty, do królestwa, w którym król "pijał mleko i jadał dużo kaszy". Do zoo - gdzie małpy, zebra, renifer, krokodyl. Brzechwa dostrzegał w każdym potencjał do stania się bohaterem - choć czterowersowym. Po lekturze tej książce zwykła igła z nitką już nigdy nie będzie zwykłą igłą z nitką. Pięknie wydana, ze świetnymi ilustracjami Artura Gulewicza. Zresztą popatrzcie sami.


Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia 

piątek, 13 stycznia 2017

To propozycja dla najmłodszych: grube kartonowe kartki, które można przewracać tam i z powrotem. Dzieci poznają słownictwo związane z wakacjami. Na każdej rozkładówce wakacyjna scenka, a obok pojedyncze wybrane wyrazy nawiązujące do ilustracji. Dziecko buduje zamek z piasku, puszcza latawca, karmi kaczki, wędruje w górach, kąpie się w basenie, zbiera jagody w lesie, biega z kurami po podwórzu,, zjeżdża na sankach z górki na pazurki.


Maluch może poznawać otaczający go świat. Zarówno poszczególne scenki jak i wybrane elementy mogą być bodźcem do rozwijania mowy. Można czytać opowiadając. Dziecko opowiada, co widzi. Powtarza, co podpowiadają mu rodzice.


 


 

"Mój dom" dotyka codzienności najmłodszego dziecka, jego zabaw, rozwijających zajęć, kontaktów ze zwierzętami, przebywania na świeżym powietrzu, rodzinnych uroczystości, zwykłych rytuałów , takich jak: jedzenie, kąpiel, zasypianie. Pojawiają się członkowie rodziny: rodzice, rodzeństwo, dziadkowie. Dzieci rozpoznają przedmioty, z którym stykają się również w swoim domu. Jest wśród nich ukochana przytulanka, miłe łóżeczko, kaczuszka – towarzyszka kąpieli, jest i kotek.

Książka w poręcznym formacie, kolorowa z klasycznymi obrazkami.


Wiek 0+

Wydawnictwo Zuzu Toys

czwartek, 12 stycznia 2017

Mleczaki – to temat, na który w szufladkach pamięci rodzinnej odnaleźć można najróżniejsze historie i opowieści. W tej chwili, podobnie jak Marcyś moje młodsze dziecko (lat 9), „gimnastykuje sobie mleczaka”. A rodzic wie, że każdy mleczak jest WYDARZENIEM. Jak się pojawia i jak znika. Zarówno i to i to – zjawiska bardzo spektakularne. W myśl starego powiedzenia, że zęby się Panu Bogu nie udały. Nie da się przejść obok zębów ot tak sobie – bez problemów i zatrzymania – do porządku dziennego. Podobnie jak w rodzinie Marcysia. Naprawdę, skąd my to znamy – zamruczę pod nosem nie tylko ja.


Książka Katarzyny Wasilkowskiej zawiera dwa opowiadania. Mleczak jest w całości poświęcony kwestii ruszającego się mleczaka. Reakcji rodziny na białe „wahadełko” w buzi dziecka. Poniższa scena mówi tak wiele:

Mama powiedziała, że w takim razie umówi Marcysia do dentysty i koniec tematu. Tata powiedział, że nie będzie z głupim mleczakiem latał po dentystachJ))).

Jak skończy się ta dyskusja nad rodzinnym problemem? Bo mleczak to naprawdę temat rodzinny. Fajnie pokazany obraz w pewnym domu, przeciąganie liny: kto jest górą: spanikowany małolat, który całą uwagę kieruje na siebie, nic i nikt nie jest ważny: tylko ON i jego ZĄB? Czy może mama szukająca od razu wyjścia z sytuacji u specjalisty? Byle pomóc dziecku, byle było dobrze – i  to jak najszybciej. Czy może tata, gdzieś jakby oderwany od rzeczywistości, lądujący na Ziemi od czasu do czasu po to, by stwierdzić, że keine Panik auf dem Titanik, naprawdę nic się nie dzieje? To TYLKO ząb. Za chwilę wyleci i będzie dobrze.

 

Do tekstu przemycono sprytnie informacje na temat zębów, jak choćby te, że pod spodem mleczaka rośnie nowy zdrowy i silny ząb z korzeniem, i że wszystkie mleczaki kiedyś wypadną.

Drugie opowiadanie bardziej nastrojowe, refleksyjne. Mama idąca samotnie brzegiem morza i szukająca mleczaka synka. Bo był pod poduszką i znikł. A co będzie, gdy przyleci wróżka zębuszka? Ta mama, która w nocy powinna zbierać siły na ponowne zmagania z rzeczywistością, regenerować siły, ciągle się zamartwia. Zupełnie inne ilustracje niż w pierwszej części – tutaj zwrócenie uwagi na tło – zachodzące słońce, refleksy na wodzie.

Książka wydana w ramach serii: Poduszkowce. Na stronie Wydawnictwa czytamy: Seria przeznaczona jest dla dzieci młodszych. Znajdziecie w niej zbiory wierszy i krótkich opowiadań w sam raz na dobranoc. Poduszkowce przeniosą najmłodszych czytelników w świat marzeń, gdzie spotkają się oni z fascynującymi bohaterami i odkryją nowe tajemnice.


Wiek 3+

Wydawnictwo Literatura 

środa, 11 stycznia 2017

Od praktycznego pana bije chłód. Nie, nie od książki. Od jego osoby. Jest taki nieprzystępny – nie uśmiechnie się,  nie powie czegoś miłego, nie powygłupia. Jest do bólu … praktyczny. Wszystko od A do Zet  zaplanowane, przemyślane. Bez najmniejszej szansy na odrobinę szaleństwa. Nawet takiego najmniejszego jak choćby kręcenie się w kółko, puszczanie latawca. Już o łaskotaniu kolegów nie wspominając. Życie według kalendarza, planera.

Bez niespodzianek i zaskoczenia. W końcu – również – bez fantazji – świat, w którym białe jest białe, a czarne – czarne. Do czasu. Bowiem pewnego dnia w życiu praktycznego pana pojawia się … kot. Oczywiście musiał być powód pojawienia się tego osobnika w estetycznym mieszkaniu ww. pana. Koty są ponoć bardzo … praktyczne. I lepsze od tabletek na uspokojenie. Kot ma być panaceum na wszystkie bolączki. Jednak zwierzę ani nie mruczy ani nie działa kojąco na opiekuna. Zdenerwowany praktyczny pan udaje się do weterynarza, który zdradza mu bardzo praktyczną … tajemnicę. Zastosowanie się do rad specjalisty w kocim temacie zmienia na zawsze życie praktycznego pana – a jak? Oczywiście nie zdradzam.


Książka w znakomity sposób pokazuje jak warto w życiu zachować swego rodzaju równowagę, zdrowy rozsądek. Oddanie się tylko pracy, realizacji celów  bez czasu na chwilę oddechu, przyjemności prowadzi donikąd, w ślepy zaułek. I jakże ważne jest mieć kogoś, kogo można obdarzyć miłością, przyjaźnią. Warto o tym pamiętać, by się nie zatracić w pogoni za czymś, co do końca nie ma sensu. Tak sobie myślę - by potem nie żałować, że coś umknęło, że się nie zdecydowało na odrobinę szaleństwa:)

Wiek 5+

Wydawnictwo Bajka

wtorek, 10 stycznia 2017

Pomelo – słoń, który na co dzień mieszka pod dmuchawcem udaje się w podróż. Nieznane kusi wszystkich. Nic dziwnego, że i Pomelo pragnie wyruszyć już, zaraz, natychmiast. Ale to nie dalekie kraje i światy. To najpierw wycieczka po kątkach i zakątkach domu. Odkrywa nowe kształty, zapachy i smaki. Jakże ciekawym doznaniem jest lądowanie na puszystym dywanie, zjazd na śliskiej krągłości pomidora. Tylko że kwiaty z kanapy nie pachną a ludzik lego nie wiadomo czy żywy czy nie. Pomelo pragnie czegoś nowego. To, co najbliżej już go nie satysfakcjonuje. Zachowanie słonika przypomina trochę zasadę: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Poszukiwania trwają - aż do skrzynki jabłek, w której jest prawie tak samo przyjemnie jak pod liściem dmuchawca. 

 

Tymczasem…. Czy ktoś tutaj pisał o bliskich wypadach? Bo jednak Pomelo wyrusza i w dalszą podróż. To również okazja, by zadać kilka filozoficznych pytań – miłośnicy Pomelo chyba są już do tego przyzwyczajeni: czy czas aby nie mija trochę za szybko? Czy aby nowe doświadczenia nie sprawiają, że oto on, maleńki słonik, nie wszystko wystarczająco rozumie, nie wie gdzie jest i ... kim jest. Ot takie Pomelowe problemy i refleksje, które koniec końców rozwiązane zostaną na kartoflanym poletku.

 

Pomelo zachęca do poznawania nowego. Na swój sposób uczy odwagi podjęcia ryzyka i decyzji. Snując się po domu odczuwa brak czegoś. "Nagle wszystko wydaje mu się sztuczne". Podróż nadaje sens jego słoniowego życia: poznaje nowe smaki i zapachy, postacie, języki. Kartoflane poletko proponuje mu szerokie spektrum inności, a słonik - oczywiście otwarty na nieznane, przyjmuje wszystko z otwartymi ramionami, całym sobą.

A ilustracje? Jak to w przypadku Pomelo - zawsze cudne:) Teksty krótkie - na pewno poradzą sobie z nimi początkujący czytelnicy. A przecież przeczytać taką grubaśną książkę - to jest wyczyn że ho ho:)))



Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki 

poniedziałek, 09 stycznia 2017

Czytelnicza gratka dla miłośników przyrody, zwłaszcza młodych ornitologów. 76 gatunków spośród 10 000, które żyją na całym świecie. Podzielone na wróblowate  i niewróblowate (te w książce w zdecydowanie liczniejszej grupie, choć to właśnie „wróblowate” stanowią 60% ptaków na świecie).  Na początku słowniczek, który przybliża budowę ptaka, pióra oraz różne rodzaje lotu. Opisy poszczególnych ptaków zawierają nazwę gatunkową, zwyczajową, łacińską. Dalej średnia długość ciała z ogonem oraz rozpiętość skrzydeł. Czytelnicy znajdą tu również informacje na temat koloru upierzenia, występowania na świecie i w Polsce, oraz ptasie preferencje kulinarne. Do tego również informacje na temat gniazd i koloru jajek. Ciekawostką jest zapis onomatopeiczny – można dowiedzieć się jakie dźwięki dany ptak wydaje. I tak: sikorka bogatka śpiewa: cicibej cicibej; sroka – wydaje seryjne czak lub kek, kraska – rak rak. Znajdziemy tu liczne ciekawostki z życia danego gatunku: ot choćby taka, że szpak to zdolny śpiewak potrafiący naśladować różne dźwięki i sygnały np. telefonu komórkowego, a dzięcioł by zjeść orzecha szuka w drzewie odpowiedniej dziurki, przy pomocy której uda mu się dotrzeć do smacznego środka.

Wśród ptaków są te, których nazwy są raczej powszechnie znane: dudek, kukułka, dzięcioł czarny, jerzyk, jaskółka dymówka. Są również te mniej popularne: żółna, ibis szkarłatny, głuptak, ostrygojad, maskonur. Niektóre nazwy są śmieszne: cudowronka, kopciuszek, gęgawa, śmieszka.

Na końcu znajduje się indeks alfabetyczny, który pomoże w zlokalizowaniu danego osobnika w książce.

Książka jest ładnie wydana: na szorstkim kremowym papierze, z klasycznymi ilustracjami w stonowanych kolorach.

Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

piątek, 06 stycznia 2017

W powieści Katarzyny Ziemnickiej przygoda goni przygodę. Bo przecież właśnie z przygodami kojarzy się morze. Pirat Nat mieszka z rodzicami i siostrą na pirackim statku. Jakże oryginalne mają imiona: ojciec Mirogniew, mama Bazylissa i siostra Minodra. Nat mnóstwo morskich przyjaciół: delfiny, ośmiornicę Matyldę (to też matka chrzestna Nata), żółwia, ślimaka morskiego, gąbki i rozgwiazdy. Ciągle coś się dzieje: dzieci obserwują wyścigi do rafy koralowej. Wyobraźcie sobie te wszystkie kątki, zakątki, w których można wspaniale oddawać się zabawom i psotom: potężne maszty, pokład, piwniczki, magazyn, bocianie gniazdo, mostek i trap oraz żagle. I cały wachlarz zabaw do wyboru: można się chować, skakać, wspinać się, zjeżdżać. Oj, Natowi wyobraźni nie brakuje. Myślę, że razem z Natem mali czytelnicy nie będą się nudzili.

Wiek 5+

Wydawnictwo Publicat

 

 

czwartek, 05 stycznia 2017

Seria piłkarska ma swoich fanów. Nie tylko wśród aktywnych młodych graczy, ale również tych, którzy po prostu interesują się sportem lub lubią czytać o innych. Co jak co - ale życie innych zawsze bardziej fascynuje. A mało kto chyba zasługuje ze świata sportu na taką uwagę właśnie jak Neymar. Sam tytuł określa go jako "czarodzieja futbolu". Bożyszcze tłumów, który potrafi zachwycić tysiące na stadionie i miliony przed telewizorami.Triki piłkarskie wykonywane w pełnym biegu, wręcz cyrkowe numery. Krytykowany niekiedy za popisywanie się, za robienie show - ale czy nie o to w tym wszystkim tu chodzi?

W książce znajdziecie zatem głównie Neymara. Ale nie tylko. Tradycją tej piłkarskiej serii jest zaznajamianie młodego czytelnika z tematami związanymi z daną osobą - jego ojczyzną, życiem rodzinnym. W tym przypadku można poczytać o samej Brazylii, jej mieszkańcach, faunie i florze. Przyznam, że bardzo zaskoczyła mnie ... brazylijska flaga. Nie miałam pojęcia o tym, że ma aż tak bogatą symbolikę.

Dominują jednak informacje i ciekawostki o tytułowym bohaterze. Są i historyjki rodzinne, dzięki którym taka osoba z pierwszych stron gazet staje się na moment (chociaż tak) kumplem z podwórka. Jak choćby ta, że na Neymara w domu mówiono Juninho (Żuninio) - czyli Juniorek. I że miał mieć na imię ... Matheus, czyli Mateusz. Tyle że tata piłkarza w drodze do urzędu zmienił zdanie i wbrew woli żony nadał mu właśnie imię Neymar.

Poznacie tu rodziców Neymara, zwłaszcza tatę, który miał ogromny wpływ na karierę chłopaka z biednej dzielnicy. Dalej - historię wypadku, po którym piłkarz jakby narodził się na nowo.Przekonacie się, że piłka towarzyszyła Neymarowi od małego. Właściwie piłek w domu było wiele i były praktycznie wszędzie. Autor prześledził życiorys piłkarza od odkrycia przez poławiacza piłkarskich perełek poprzez życie w tzw. "trudnej dzielnicy" (która go ukształtowała) - bez wygód, w biedzie, grę wszędzie: na klepisku, ulicy, plaży, w szkółce piłkarskiej - po grę w prestiżowych klubach światowej klasy. Oprócz szczegółów z życia Autor przytacza też wiele informacji na temat miejsc, gdzie pojawiał się piłkarz, sytuacji społecznej, kulturowej, historycznej. Wplata ciekawostki z historii futbolu, przybliża postacie, które kiedyś stanęły na drodze mistrza. Wspaniałym dodatkiem są zdjęcia meczów, z medalami i drużyną.

Wiek 8+

Wydawnictwo Egmont

środa, 04 stycznia 2017

Czy można wyobrazić sobie życie bez samochodu? Chyba nie. Wtopiły nam się w krajobraz. Tymczasem historia motoryzacji jest baaaardzo długa. Sięgnąć trzeba do czasów prehistorycznych – kiedy to ludzie wymyślili koło. Człowiek chyba od zawsze marzył o pokonywaniu szybkości. Coraz większej i większej. Zaczynali od maleńkich prędkości. Potem szczytem marzeń było pokonanie magicznej setki na godzinę. Michał Gąsiorowski – pasjonat motoryzacji i dziennikarz, proponuje podróż w czasie – na czterech kółkach. Choć – chwila chwila – nie zawsze to były właśnie 4 kółka. Najpierw przenosimy się w czasie. 5 tysięcy lat temu powstały pierwsze wozy. Starożytna Grecja i  - Grek Heron – wymyślił coś w rodzaju pierwszego silnika. Leonardo da Vinci wymyślał w okresie renesansu różne pojazdy. To często prototypy dzisiejszych cudów techniki. Jego wyobraźnia inspirowała kolejne pokolenia. W późniejszych epokach – Nicolas Cugnot skonstruował pojazd na parę, a Carl Benz trzykołowy pojazd silnikowy na paliwo – i to całkiem niedawno, bo w 1888r.

Po fazie technicznych eksperymentów nadeszła era aut budowanych seryjnie. Henry Ford i jego czarne auta. Porsche i Volkswagen garbus, który zrobił karierę na całym świecie. Wszak w wolnym tłumaczeniu jego nazwa oznacza … samochód dla ludu. W 2003 roku z taśmy zjechało ostatnie auto tego typu. Przeczytacie w książce też o tuzach polskiej motoryzacji: warszawie, syrence, fiatach i polonezie, słynnych polskich kierowcach. Dowiecie skąd się wzięły tak naprawdę jeep, ferrari 125s, citroën 2 cv. Autor przytacza rzetelne informacje, ciekawostki, ploteczki z wielkiego samochodowego świata. Zapoznaje z ludźmi związanymi z motoryzacją, wspomina rajdy, wyścigi, legendy. Tłumaczy też sprawy bardzo prozaiczne i nie do końca oczywiste: np. jaka jest różnica pomiędzy silnikiem benzynowym a tym na ropę.

Lektura nie tylko dla chłopców, nie tylko dla dzieci. Każdy znajdzie w niej coś ciekawego dla siebie.

Wiek 7+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 03 stycznia 2017

 

Coś dla miłośników filmowej serii. Chyba specjalnych rekomendacji nie potrzeba. Moi synowie z tą książką przepadli na długie godziny. Trzeba ich było wyciągać z kątków i zakątków. Potem pojawiali się  z jakąś ciekawostką na temat danej postaci. Analizowali wygląd, cechy charakteru, wspominali sceny z filmu. I kłócili się, czy aby na pewno dana postać pojawiła się właśnie w tej a nie innej części. 

Ponad 200 różnych postaci ze wszystkich odcinków: pierwszoplanowych i tych, które pojawiły się tylko na chwilę. Każdy z nich opisany dokładnie: rodzima planeta, gatunek, wzrost, części, w których dany bohater się pojawiał, zdjęcie z opisem, jakaś ciekawostka z życiorysu, cechy charakterystyczne.


 

Książka na pewno jest dopełnieniem filmu, w którym akcja toczy się wartko i nie ma czasu na to, by poświęcić więcej uwagi każdemu. A tak można już w zaciszu domowym doczytać, że niejaki Coleman Trebor, Mistrz Jedi rasy Vurk, ma rosnący przez całe życie kostny grzebień czołowy i grubą gadzią skórę. Jest wybitnym negocjatorem, który potrafi rozwiązać nawet najtrudniejsze spory. Pochodzi z oceanicznej planety Sembla. Jego rasa uznawana jest za prymitywną. Tymczasem Vurkowie potrafią współczuć i są łagodni. Można zabłysnąć w tak zwanym towarzystwie. Ale nie tylko. Czytamy dla swojej satysfakcji:)

Wiek 9+

Wydawnictwo Egmont

 

poniedziałek, 02 stycznia 2017

 

Królik Kazik jest przewodnikiem dla najmłodszych po świecie liczb i literek.


Ogród, w którym mieszka Kazik pełen jest tajemnic i niespodzianek. Dzięki kolorowej książce i 30 dwustronnym planszom dzieci poznają świat, w którym żyje wesolutki zwierzak: wśród kwiatów i warzyw, owoców, doniczek, narzędzi ogrodowych, uli, drzew. Są one punktem wyjściowym różnych zadań polegających na kolorowaniu, liczeniu (w zakresie do 10), rysowaniu, ozdabianiu, otaczaniu pętlą, odwzorowywaniu i zakreślaniu. Pojawiają się proste działania np. „Pokoloruj o jedną truskawkę mniej niż wskazana liczba na koszyku”.

Dzieci rysują pszczoły przy ulach, uczą się rozróżniać lewą i prawą stronę, poznają pojęcia: mniej – więcej, przyimki: na, za, pod, obok, góra – dół i inne. Więcej pomysłów znajdziecie w małym zgrabnym etui, które kryje książeczkę, plansze i czarny flamaster.


Dla dzieci w wieku 4-5 lat.

 

Robot Eliot jest przewodnikiem po kosmicznym świecie. Razem z nim dzieci wyruszają w podróż po wszechświecie.


Również i w tym komplecie jest książeczka z zadaniami i kolorowe plansze. Oczywiście wszystko kręci się tu wokół KOSMOSU. Są gwiazdki, roboty, rakiety, sondy kosmiczne, teleskopy, Słońce, Księżyc, prom kosmiczny. To doskonała okazja, by za ich pomocą dorysować brakujące elementy, łączyć stwory i ich cienie, rysować po śladzie, szukać różnic i par.


Dzieci ćwiczą liczenie w zakresie do 10, zakreślają liczby, próbują odgadnąć szyfry, wykonują proste działania na dodawanie.


Dla dzieci w wieku 4-5 lat

Wszystkie zadania uczą spostrzegawczości, rozwijają zdolności motoryczne oraz myślenie logiczne. To dobry wstęp do nauki pisania, liczenia i czytania.

Karty pracy są zmywalne. Można wykorzystywać je wiele razy.

Wydawnictwo Kapitan Nauka