Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
sobota, 26 stycznia 2013
Spaceruj z dzieckiem! 30 pomysłów na spacer w Warszawie - Lidia Raś/ pr.graf. Agata Droga - Bazan

To ciekawy projekt wyciągnięcia mam z dziećmi z domów, osiedli, placów zabaw – bo jak się okazuje wiek dziecka nie stoi na przeszkodzie, by już z najmłodszymi odkrywać ciekawe miejsca stolicy. I nie chodzi wcale tylko i wyłącznie o powszechnie znane Stare Miasto albo Zoo. Co to, to nie. Autorzy projektu postawili sobie ambitniejsze cele – bowiem ta pozycja to aż 30 ciekawych pomysłów – spacerów na poznanie miasta i atrakcyjne spędzenie czasu z dzieckiem w wieku 3-8 lat. Fajnie – można być razem, można poznać miejsca związane z historią, kulturą i znanymi postaciami. To też możliwość poznania smaków Warszawy – bowiem, gdy spacerowiczów dopadnie głód, autorka podpowiada, gdzie można dobrze zjeść.

Spacery zostały ponumerowane, choć realizacja turystycznego planu jest tu jak najbardziej dowolna – zależy od zainteresowań, nastroju dziecka i czasu do dyspozycji. I tak na przykład na Stare Miasto przewidziano 4 godziny, Zoo – 5, a Starą Pragę – 2. Numer spaceru okazuje się pomocny w usytuowaniu go na mapie załączonej do publikacji.

Propozycje wyglądają następująco:

Bielany, Park Skaryszewski, Muzeum Powstania Warszawskiego, Park Żeromskiego, Królikarnia, Łazienki Królewskie (I i II), Pałac w Wilanowie, Mariensztat, Nowy Świat, Biblioteka UW, Kampus UW, Muzeum Wojska Polskiego, Ogród Saski, Muzeum Narodowe, Okolice Pałacu Kultury i Nauki, Krakowskie Przedmieście (I i II), Plac Teatralny, Park Ujazdowski, Muzeum Chopina, Park Marszałka Rydza Śmigłego, Zamek Królewski, Stare Miasto, Ogród Krasińskich, Zoo, Nowe Miasto, Muzeum Kolejnictwa, Stara Praga, Centrum Nauki Kopernik.

Każdy spacer to oddzielna plansza o wymiarach ok. 10 cm x 14 cm (jak widać niektóre z miejsc przedstawione zostały na dwóch kartach spacerowych).

Karty spacerowe mają mnóstwo zalet - łatwo je/ albo tę wybraną, zabrać z sobą – schować do torebki. Na pewno nie będzie dodatkowym obciążeniem jak tradycyjny przewodnik – co w przypadku wyprawy z małym dzieckiem, na pewno nie jest bez znaczenia. Na danej karcie – kolorowa przejrzysta mapka, która wizualizuje całe przedsięwzięcie, i zegar z wymaganym czasem. Słoneczko i/lub gwiazdka śniegu sygnalizują  pogodę, która sprzyja spacerom. Wiadomo, gdy wybieramy się do muzeum można to zrobić nawet w mroźny dzien. Aby udać się do parku – słońce mile widziane. Na odwrocie kart – krótkie i zarazem najważniejsze informacje o danym miejscu i osobliwościach. Dla starszych dzieci – zagadki. Dla rodziców informacje dotyczące wstępów (wolne czy płatne), środków lokomocji i dalsze wskazówki: np. strony internetowe. Całość bogato ilustrowana, czytelna. Przyda się mieszkańcom Warszawy i tym, którzy wybierają się tam turystycznie.

Karty i mapa są zapakowane w kolorowym pudełku.

Wyd. Sierra Madre

Więcej informacji na stronie spaceruj z dzieckiem



piątek, 25 stycznia 2013
Osobliwy dom pani Peregrine - Ranson Riggs

Thriller dla młodzieży – choć przyznaję, że i starszy czytelnik może mieć frajdę przy lekturze. Na pewno od czasu do czasu potrzeba mocnych nerwów, bowiem autor buduje odpowiedni dla tego gatunku klimat. Zresztą ta książka takowy już posiada. Jeszcze bez zagłębiania się w tekst. A to za sprawą specyficznej oprawy graficznej książki. Zdjęcia. W charakterystycznym kolorze. Czasem wręcz przerażające. Uspokajająco działał fakt, że pewnie zrobione dla potrzeb powieści. Informacja o tym, że to jednak autentyki, bez odpowiedniej wiedzy – w jakim celu zrobione,  podziałała jak kubeł zimnej wody. Surrealistyczne, jak ze snu, Myśl, że taka historia mogła wydarzyć się naprawdę powoduje, że skóra cierpnie, a włosy stają dęba.

Jacob ma dziwacznego dziadka, który od małego karmi chłopca równie osobliwymi opowieściami. Do tego pokazuje zdjęcia z dziwacznymi postaciami, które ponoć są prawdziwe, opowiada niestworzone historie o ich życiorysach i umiejętnościach. Historia, która nie byłaby tą historią bez tych wszystkich udziwnień. Dziadek Żyd – sierota, który umknął niemieckim oprawcom, w czasie wojny trafia do osobliwego domu pani Peregrine, na samotnej wyspie niedaleko Wielkiej Brytanii. Podczas nalotu bomba trafia w budynek, a nastoletni Abraham postanawia walczyć z Niemcami. Ta książka to ekscytujący splot wydarzeń, przeszłości z teraźniejszością. Kiedy dziadek umiera w tajemniczych okolicznościach, u chłopca pojawia się pragnienie, by poznać tajemnicę dziadka. By sprawdzić, ile prawdy jest w tym, co opowiadał stary dziwak. Jakub razem ze swoim ojcem, niespełnionym ornitologiem, udaje się na wyspę znaną z opowieści, gdzie czeka go wiele niespodzianek.

Książka wciąga. I choć są rzeczy, które mnie denerwowały w lekturze, nie mogłam odmówić sobie przyjemności odłożenia lektury, dopóki nie dojechałam do końca. A że wstrętne grypsko szalało w naszym domu, jak przeciągi w osobliwym domu Ptaszyska, złożona chorobą leżałam w pierzu – czytałam przez cały dzień i skończyłam wieczorem (dzięki mężowi, który to w  tym czasie dawał sobie świetnie radę z naszymi muszkieterami). Co mnie denerwowało – wszechobecny psychoterapeuta, który, jak się potem okazało nie był bez znaczenia. Jednak gdy pojawił się na horyzoncie, zamruczałam pod nosem – co znowwuu? W ostatnim czasie przeczytałam kilka tytułów amerykańskich, i wszędzie pojawił się psychoterapeuta. Na pewno większe wrażenie zrobiła na mnie pierwsza część. Zupełnie w myśl przysłowia: strach ma wielkie oczy. Te wszystkie osobliwości, tajemnice, coś zupełnie nowego nieznanego – mogły zmrozić krew w żyłach.  W pierwszej części książki pomyślałam – właściwie – dlaczego to nie książka tyko i wyłącznie dla dorosłych. Ale potem zmieniłam zdanie. W drugiej części to pomieszanie gatunków: thrillera i książki przygodowej, ale faktycznie z mocniejszymi akcentami. Ciekawe zwroty akcji, wątek miłosny, odpowiednia dla wieku dawka grozy – to  wszystko tu znajdziecie. Czy będzie ciąg dalszy…… Czas pokaże.  Lubię takie otwarte zakończenia. Z jednej strony można dopowiedzieć sobie dalszy ciąg historii, z drugiej – oczekiwać wersji autora.

Wiek 15+

Wydawnictwo Media Rodzina



czwartek, 24 stycznia 2013
Poczytaj mi mamo. Księga trzecia

Na kolejną część Poczytaj mi mamo zawsze czekam z niecierpliwością. Bo to przede wszystkim książka dla mnie:))))) Jako wspomnienie z dzieciństwa. I bardzo się cieszę, że Wydawnictwo i księgarnie internetowe skąpią informacji na temat zawartości. Rzucają tylko suche (o! Przepraszam): Małgorzata Musierowicz, Ryszard Marek Groński, Krystyna Michałowska...., a ty człowieku cierp, gryź paznokcie i zastanawiaj się (a jakże!) co będzie teraz. Myślę, że nawet niekiedy podanie tytułu nie rozwiązuje problemu (o ile to faktycznie jest to jakiś problem). Tych książek było tyle, że nie sposób wszystkie zatrzymać tak długo w pamięci. Dopiero potem, kiedy otwiera się książkę, po plecach przechodzi przyjemny dreszcz: no tak: Przepraszam, smoku. Mniam. Katar żyrafy. Jasne. Jak mogłam zapomnieć. Choć nie ukrywam, że dużo w tej części nowego, co mogę odkrywać razem z moimi dziećmi. Fajnie - starsze dziecko garnie się samo do czytania. A te książki świetnie się nadają do rozgrzewki lekturowej.

Oczywiście, że nie utrzymam w tajemnicy, co w środku. Zatem ci, którzy lubią niespodzianki. niech niżej już nie czytają, a niezdecydowani –  dalej do przeglądu tytułów.


Maria Kowalewska: Sąsiedzi, il. Janina Krzemińska



Małgorzata Musierowicz: Boję się..., il. Wanda Orlińska

Tadeusz Kubiak: Warszawskim statkiem, il. Tomasz Borowski

Hanna Łochocka: Wyładunek z przeszkodami, il. Danuta Przymanowska - Rudzińska

Wiera Badalska: Muzyka na krzywej wieży, il. Bożena Truchanowska (na razie fotki brak)

Stanisława Domagalska: Kapeć, il. Edward Lutczyn

Stanisław Grabowski, Marek Nejman: O gadającym zegarze i maszynie do pisania wierszy, il. Maria Uszacka - Godlewska

Ryszard Marek Groński: Katar żyrafy, il. Maria Uszacka - Godlewska

Ryszard Marek Groński: Kameleon, il. Tomasz Borowski

Wiera Badalska: Przepraszam, smoku, il. Maria Uszacka - Godlewska

Razem 10 tytułów w jednej wielkiej księdze. Ładnie wydane, z mnóstwem ilustracji. Myślę, że nie trzeba przekonywać do przeczytania tej książki, a może lepiej - tych książeczek:)

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Król Liter (litery drukowane) - Eveline Hasler/ il. Christine Sormann

Król Liter może pomóc w zaprzyjaźnieniu się z literami. To wszak jego poddani. Maksymilian ciągle słyszy, że jego litery są niekształtne i takie brzydkie. Pewnego dnia chłopca nachodzi ogromna ochota, by napisać coś na murze. Soczystym, dojrzałym  kasztanem pisze swoje imię i nazwisko. Efekt końcowy robi na chłopcu duże wrażenie. Tyle że woźny jest innego zdania.  W nocy, we śnie pojawia się Król Liter wraz ze swoją świtą i chwali Maksa za wyjątkowo pięknie napisane litery. W szkole tymczasem czeka go kara za pomazanie muru. Król Liter i tym razem nie zostawia chłopca w kłopocie – jego litery i on sam odwiedzają klasę chłopca podczas nauki pisania. Poprzez zabawę, śmieszne wierszyki i ilustracje dzieci oswajają ten niełatwy temat. To pomieszanie baśniowości ze światem rzeczywistym, z doświadczeniami wielu współczesnych dzieci. Klasa Maksa może przecież równie dobrze być klasą mojego siedmioletniego syna. Książka powstała 20 lat temu – jednak temat jest wciąż aktualny, a Król Liter nadal kontynuuje swoją pokojową misję przyjaźni z literami – które chcąc nie chcąc, towarzyszą nam przez cale życie.

Pisanie nie jest rzeczą łatwą. Sama pamiętam moje zeszyty pierwszoklasistki zapełnione niekształtnymi literami. I to spojrzenie wychowawczyni, która mojej mamie tłumaczyła: Jak ja mogę dać jej (to znaczy mi) piątkę, jak ona (to znaczy: ja) ma TAKIE zeszyty, jak ona (to znaczy ja) TAK gryzmoli?  Ładnie starałam się pisać tylko na pierwszych stronach. Tylko wtedy nowy zeszyt był nowy, potem już był stary i się nie opłacało. Bo wcale nie było łatwo wstrzelić się akurat w tę, a nie inną linię. I na nic wszystkie dodatkowe laseczki i kółeczka za karę. Pisanie było koszmarem. Może dlatego od razu bardziej polubiłam słowo czytane, które odwdzięczyło mi się za to moje przywiązanie i lubienie niesamowitą podrożą do świata, z którego nie chciało się wracać do szarej rzeczywistości, gdzie czekał specjalny dodatkowy gnębiciel – czyli zeszyt do ćwiczeń w domu. Moje starsze dziecko kilka miesięcy temu rozpoczęło swoją przygodę z literami. Z różnym skutkiem. Raz są pochwały, czasami pani podkreśla na czerwono wszystkie wąsy, które wyjechały z linię. Ja się tym nie przejmuję. Wiem, że kiedyś zaskoczy i będzie dobrze. Rozumiem te bolączki. Jednym przychodzi łatwiej, innym trudniej. To może być bitwa, a w małej głowie mogą dziać się rzeczy niestworzone.

Książkę czytaliśmy wiele razy, ciągle do niej wracamy. Na pewno uzmysłowiła początkującemu uczniowi – że litery nie takie straszne, jak je malują. A zaprzyjaźnienie się z nimi może przynieść tylko same dobre rzeczy.

(w przygotowaniu Król Liter. Litery pisane)

Wydawnictwo ogłosiło konkurs plastyczny: Zostań Królem Liter. Jest jeszcze trochę czasu, by wziąć w nim udział (do 30.01.2013r.) Szczegóły tutaj - można wygrać właśnie tę książkę:)

A na stronie Rymsa - ciekawy wywiad z autorką:)


Wiek 5+

Wydawnictwo Hokus - Pokus



środa, 23 stycznia 2013
Kłopoty rodu Pożyczalskich - Mary Norton/ il. Emilia Dziubak

- A może Pożyczalscy mieszkają również w naszym domu? – usłyszałam po przeczytaniu pierwszego rozdziału. Przyznaję, że podobna myśl  nie opuszczała mnie, odkąd wyjaśniło się, kim są tytułowi bohaterowie. Nareszcie znalazłoby się racjonalne wytłumaczenie dla wszelkiego rodzaju niezrozumiałych i tajemniczych zniknięć. Coś było, leżało, stało, wisiało – wszyscy widzieliśmy – a na drugi dzień ani śladu po tym czymś. Rozpłynęło się, nie ma. Guzik od żakietu, broszka, kolczyk (ten od pary leży samotnie), kluczyk do skarbonki, igła wbita w poduszeczkę (została tylko nitka). A tu proszę, być może i pod naszą podłogą mieszkają maleńkie istoty, które żyją z pożyczania. Nie, nie – absolutnie nie z kradzieży. Nie nazywają tego tak. Ta jest wtedy, kiedy ktoś podwędzi im to, co oni najpierw sami pożyczyli od ludzi mieszkających na górze. Rodzina Pożyczalskich to Dominika, Strączek i ich córka Arietta. Żyją sobie w swoim świecie, siedzą na szpulkach od nici, ostrzem nożyczek od manicure obierają kartofle, czytają miniatury książek, w jakich lubowała się epoka królowej Wiktorii, robią swetry na szpilkach z czarnymi główkami. A najgorsza rzecz jaka może im się przydarzyć, to ta, że ktoś ze świata ludzi ich zobaczy. Oznacza to dla nich wielkie niebezpieczeństwo. Tymczasem Arietta zostaje zauważona przez chorowitego chłopca, który pomieszkuje u swojej ciotki na wsi – pomiędzy nimi zawiązuje się przyjaźń.



Proza Mary Norton ma specyficzny klimat. Jakże różni się od współczesnych powieści dla dzieci i młodzieży, w których autorzy często prześcigają się w wymyślaniu najbardziej wyszukanych scen, gagów, nieoczekiwanych zwrotów akcji. Żeby tylko czytelnik się nie znudził, żeby nie zwątpił i nie zarzucił książki w kąt. Takie lektury odzwierciedlają  tempo dzisiejszego życia. Czytelnik od najmłodszych lat konsumuje, a nie rozkoszuje się chwilą. Pędzi za czymś, a książki (niestety) często utwierdzają go w tym, że to jest jedyna właściwa droga. U Pożyczalskich jest czas na rozmowę, refleksję, na opis doznań wewnętrznych bohaterów: zachwyt, złość, strach, niepokój. 

Powieść działa na wyobraźnię. Bo czyż to nie wspaniała wiadomość, że pod podłogą zamiast wszelkiego rodzaju materiałów izolacyjnych, rur, drewna czy betonu może być mikro – świat, gdzie na kominku (ze starej prasy do wyciskania soku z jabłek) buzuje ogień, w maciupkich garnkach wielkości naparstka gotują się smakowite potrawy, a maleńkie istoty podsłuchują nasze rozmowy, w oczekiwaniu na nasz sen, by móc buszować po pomieszczeniach, wspinać się na firanki, wyrywać włosy ze starej wycieraczki do butów, w celu zrobienia szczotki do szorowania. Autorka wykorzystała zdolność dziecka do dostrzegania rzeczy niby niewidocznych, nieważnych, niepozornych  – dla dorosłych na pewno. Zwraca uwagę na szczegóły. To też nie przypadek, że to właśnie mały chłopiec zauważył Ariettę. Jego ciotka Zofia prowadzi ożywione rozmowy ze Strączkiem, jednak jest pewna, że to jakaś zjawa, która pojawia się po wypiciu kilku kieliszków madery. Tylko dziecko mogło dostąpić takiego zaszczytu. Dorośli nie widzący niczego więcej poza czubkiem własnego nosa, nie są zdolni do tego, odporni na wszystko, co baśniowe, fantastyczne i mitologiczne. Mary Norton koncentruje się na drobiazgach, które dorosły pewnie jak nic by rozdeptał swoim wielgachnym butem. Takiego malutkiego Pożyczalskiego również. 



A ilustracje? Są śliczne – delikatne, ulotne, zwiewne, poetyckie. Mnie zachwyciły elementy florystyczne – łąka pełna kwiatów, Arietta wkomponowana w dżunglę zielonych liści i owoców dzikiego wina. Wreszcie – wewnętrzna strona okładki i ornamenty roślinne na początku każdego z rozdziałów. Również ciemny świat pod podłogą rozświetlony grą światła z tęsknotą przedzierającego się przez wszystkie możliwe dziury, szpary i szczeliny.



Wiek 7+

Wydawnictwo Dwie Siostry

niedziela, 13 stycznia 2013
Najciekawsze mity greckie - Dimiter Inkiow/ il. Wilfried Gebhard

Kika tygodni temu w oczekiwaniu na wizytę do lekarza wywiązała się między mną a moim 5 – letnim synem taka rozmowa:

-Mama a Pięta Achillesa to jak się zrobiła u Achillesa?

No więc zaczęłam Mikołajowi opowiadać, jak to Achillesowa mama kąpała go jako niemowlę i nie zamoczyła tej pechowej pięty, i później ktoś go w nią trafił pod Troją i półbóg Achilles przez to zginął. Trafił go jakiś KTOŚ.

-A kto go trafił?– padło pytanie zadane bardziej w tonacji chęci uzupełnienia swojej wiedzy aniżeli sprawdzenia niewiedzy własnej matki. Nie spodziewałam się zasadzki. Po głowie zaczęły mi krążyć nazwiska tych wszystkich bohaterów dziesięcioletniej bitwy, ale przyznaję - strzelałam.

-Chybaaaa...... Hektor. Taaaa, to musiał być Hektor.

Na to moje dziecko z błyskiem w oku:

-Nie. Strzałę wystrzelił książę Parys, a pokierował do celu – bóg Apollo.

Takie są skutki czytania książek, w tym przypadku bardziej słuchania, bowiem od dłuższego czasu słychać z pokoju audiobook z Najpiękniejszymi mitami greckimi tego samego autora. Z ciekawości posłuchałam historii o wojnie trojańskiej, bo dziecko uparło się, by mu odpowiedzieć na pytanie, jaki interes miał Apollo w tym, by skierować tę strzałę akurat w feralną piętę Achillesa. Odpowiedzi nie było. Znaleźliśmy ją za to w kolejnym tomie mitów – w osobnym rozdziale.

Chciałabym zachęcić do zapoznania się mitami Inkiowa. Pisze je tak, że dzieciom na długo zapadają w pamięć. Mało tego, rodzą kolejne pytania – odpowiedzi szukamy w poważniejszych książkach, choćby to jak wyglądał Olimp oraz poszczególni bogowie i bohaterowie.

 

Najciekawsze mity greckie to inna książka niż Najpiękniejsze mity greckie. Niektóre zagadnienia są tutaj opowiedziane pokrótce raz jeszcze, raczej gwoli wprowadzenia, przypomnienia, dla tych, którzy mają tylko tę część mitów. Tak jest choćby z rozdziałem o powstaniu świata bogów, czy o radzie Olimpu. Razem 23 opowieści. To co przyciąga do nich dzieci – to prosty język i humor. Historie opowiedziane językiem dziecka, ale nie dziecinnie. A to spora różnica. W dodatku autor nie stroni od przaśnych zwrotów. Puryści językowi mogliby się do tego przyczepić, ale często te zwroty są swego rodzaju lekarstwem na strach, bo mitologia nie jest zagadnieniem łatwym do przekazu i zainteresowania tak małego czytelnika. Kiedy na przykład pojawia się śmierć – trzymetrowy Tanatos, kościotrup z czerwono-świecącymi oczami i ze srebrną kosa w ręku, padł na moje dziecko blady strach. Wystarczyło, że Syzyf (bo to po niego Tanatos przyszedł) wrzasnął na niego: „Nie widzisz, że jem śniadanie. Wynocha z mojego domu!”, strach odszedł. Tak więc ja ze zrozumieniem przyjmuję informację, że jeden bohater wymierza drugiemu kopka w wiadome miejsce. Humor językowy, sytuacyjny, jak również humor ilustracji na pewno mają tu określony cel. Niesprawiedliwa byłabym, gdybym skupiała się tylko na tym. Mity Inkiowa to solidnie skomponowane opowieści, świetnie rozbudowane dialogi, klimatyczne, klarownie przekazujące masę informacji o świecie bogów, herosów i potworów.

W tym wydaniu pojawiają się Demeter i Persefona, Posejdon, Nyks, Artemida, Eos, Hades, Midas, Semele i Dionizos, Ares i Afrodyta, Kadmos, Dedal i Ikar, Syzyf, Minotaur, Tezeusz i Ariadna.

Świetna książka, która może okazać się wstępem do Mitologii Parandowskiego czy Opowieści z Zaczarowanego Lasu Hawthorne'a. Jeżeli ktoś czyta dzieciom równolegle jeszcze Biblię – rodzą się arcyciekawe rozmowy filozoficzne, które mogą trwać godzinami. Pytaniom nie ma końca. Dorosły czasem może zostać wpuszczony w maliny, czego doświadczamy z mężem czasem na własnej skórze.

O "Najpiękniejszych mitach greckich" pisałam tutaj.

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina

poniedziałek, 07 stycznia 2013
Zbój - Renata Piątkowska/ il. Mikołaj Kamler

Renata Piątkowska napisała książkę, obok której chyba żadne dziecko nie przejdzie obojętnie. Konie. Pewna urzekająca lektura poszła w odstawkę – nie zdradzę jaka, bowiem nie zasługuje absolutnie na to, aby spotkał ją taki czytelniczy ostracyzm. Jak tylko skończymy o koniach zaraz do tamtej – pokrzywdzonej, wrócimy. Tylko jak tu skończyć, gdy ciągle trzeba czytać na nowo te same historie, analizować, dyskutować o końskich zachowaniach (nie miałam do tej pory absolutnie o czymś takim pojęcia). No tak – moje dzieci dostały kota na punkcie koni. Zresztą w książce znajdziecie oryginalną historię o przyjaźni kota z koniem właśnie. Co można podarować koniowi na urodziny, komu Aleksander Wielki w dużej mierze zawdzięczał swoje sukcesy na polu bitwy, czy konie sportowe można namówić na żołnierską służbę, a może istnieją pigułki, które pomogą okiełznać najbardziej upartego i złośliwego konia, jak wyglądała praca konia w kopalni. Autorka do dziesięciu końskich opowieści przemyciła porządną wiedzę na temat tych zwierząt, ich zachowań, wymagań, pielęgnacji, dyscyplin sportowych, pożywienia, a także specyficzne słownictwo, jak choćby rozeta, maść czy parkur. Te opowieści bawią i wzruszają zarazem. I tu uwaga – na pewno wzrasta zainteresowanie tematem jazdy konnej (dzieciarnia będzie się domagała takowych kursów, choć to i tak nieźle – bowiem w najgorszym razie na listę tegorocznych prezentów pod choinkę może zostać wpisany właśnie koń. Prawdziwy.). Jeśli w kącie pokoju dziecięcego stoi zapomniany koń na biegunach – jestem pewna, że przeżyje renesans. Uwaga w przypadku – gdy koń jest jeden, a dzieci więcej. Przygotować się na kłótnie, krzyki, ustalanie czasu bujania i próby przekupstwa co sprytniejszych osobników (nie dajcie się nabrać na kostki cukru). No i tatowie niech ma się na baczności – a ściślej mówiąc – ich kręgosłupy. Z braku koni bujanych, dzieci chętnie przenoszą się na grzbiety ojców, co być może, a nawet na pewno fajne jest na początku, ale potem i kolana bolą, i kończyny mylą się to w kłusie to w galopie. Nic to – kto ma dzieciątko, ten ma świątko. Takie są obowiązki z racji bycia rodzicem i czytania lektury.

Książkę polecam. Bardzo ciekawym pomysłem ilustratorskim jest koń z numerem na dole każdej rozkładówki. Gdy się szybko kartkuje książkę, koń zaczyna galopować. Przy okazji można zahaczyć o temat animacji.

Konie Mikołaja Kamlera nie mają absolutnie nic z dumnej pozy koni z kossakowskich obrazów. Tutaj z przymrużeniem oka, rozdają na prawo i lewo końskie uśmiechy, budząc sympatię i ogromne zainteresowanie.


Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

 



Bajki - La Fontaine/ il. Adolf Born

Co pewien czas odżywa u nas gorący temat kanonu lektur szkolnych. Prasa, radio – dyskutuje się pół dnia czy aby na pewno Słowacki wielkim poetą był i czy aby na pewno powinien znaleźć się na tej liście. Może gderam, pewnie też już z racji wieku, ale sama zauważyłam po sobie, że zaczynam doceniać wraz z upływem lat (tu: śmiech) niektóre lektury. Kilka miesięcy temu, jadąc w dalszą podróż pociągiem, zaczytałam się w Nad Niemnem. Z powodu pewnego projektu w pracy (Podróże z Panem Tadeuszem) odkurzyłam poezję Wieszcza. Bajki La Fontaine też pamiętam ze szkoły. Nawet mam przed oczami książkę z wypisami. I moje (wówczas młode bardzo) zdziwienie – bajki,a wierszem. Po latach z przyjemnością przypomniałam sobie te utwory i doceniłam ich mądrość. Bajki, w których bohaterami są przede wszystkim zwierzęta (choć nie tylko - też ludzie, rośliny, przedmioty codziennego użytku) – które pokazują ludzkie wady, ciemne strony, typowe zachowania, z morałem, ku przestrodze, dla żartu,

Dla kogo lektura? Myślę, że dla czytelnika w każdym wieku. I każdy znajdzie tu coś innego – dzieci - ciekawe historie, w których aż roi się od najróżniejszych zwierząt: tych z naszego podwórka (kot, kogut, mrówka, baranek) jak i egzotycznych (lew, małpa, lampart). Biorąc pod uwagę, że najmłodsi chętnie odwiedzają świat zwierząt – i tu zapewne znajdą coś dla siebie. Niektóre z tych bajek doczekały się na przestrzeni lat nowych wersji – skróconych, wydłużonych, uproszczonych. Dlaczego nie sięgnąć po oryginał, nie poczytać rodzinnie, porozmawiać, pośmiać się?

Autor słynnych Bajek

(1621 - 1695)

źródło: Wikipedia

Starsi – docenią mądrość i aktualne przesłanie. Biorąc pod uwagę – wiek tych utworów (pierwsze wydano w 1668r.) - można jedynie westchnąć: ho ho. Któryż ze współczesnych nie chciałby doczekać w przyszłości takiej sławy i takiego wydania. Wśród tłumaczy: Ignacy Krasicki, Stanisław Trembecki, Leopold Staff (najbardziej znani), Władysław Noskowski (najczęściej reprezentowany). Można czuć nie tyle strach co respekt przed tak nobliwymi utworami (o pardon – bajka to w końcu płeć piękna). Pojawia się tu wiele wyrazów i zwrotów archaicznych – ale myślę, że czytelnicy dadzą radę, w czym pomogą też końcowe przypisy i objaśnienia trudniejszych wyrazów.

Na odbiór tych bajek po latach – dodam – bardzo pozytywny odbiór, mają wpływ niewątpliwie ilustracje czeskiego artysty Adolfa Borna (pamiętacie go pewnie z Baśni braci Grimm). Ich prześmiewczy charakter ujmuje lat samym utworom. Może wpływ na lekturę tej książki (z tymi właśnie ilustracjami) ma też jakieś doświadczenia związane z czeskimi kreskówkami (których teraz w telewizji jak na lekarstwo – a szkoda), które pamiętam z dzieciństwa: gdzie krzywe było krzywe inaczej, a proste nie znów wcale takie proste, natomiast piękno rządziło się swoimi prawami. Bajki przeczytałam z przyjemnością – zarówno na płaszczyźnie tekstu jak i ilustracji to dla mnie taka trochę podróż sentymentalna, ale Was zachęcam do własnych poszukiwań.

 

Wydawnictwo Media Rodzina



niedziela, 06 stycznia 2013
Hobbit powędruje do....

Konkursowego Hobbita wysyłam do uczestnika, który został zalogowany jako:

Gość: , 61-152-255-130.dynamic.t-mont.net.pl 

Odpowiedzi poprawne:) Wszystkim bardzo dziękuję za udział w zabawie!

 

Tagi: konkurs
22:59, be.el
Link Komentarze (1) »
Wielkie małe kobietki - Aleksandra Polewska/ il. Ola Krzanowska



Czy można sobie wyobrazić, że Maria Skłodowska Curie była kiedyś małą dziewczynką? Tak, tak – właśnie ta wielka Maria. Podwójna laureatka Nobla: z fizyki i chemii. Albo Agata Christie – pierwsza dama kryminału. Uczą o nich w szkole, gdzieś tam śmigają w naszym życiu, myślimy o nich oglądając film, pokaz mody, słuchając piosenki – i nie zastanawiamy się, jak to było, kiedy znane postacie, niekiedy z pomników, były dziećmi. Aleksandra Polewska podjęła próbę przedstawienia dzieciństwa pięciu znanych i cenionych kobiet – spektrum szerokie, bowiem dzięki książce dzieci poznają pięć utalentowanych pan – naukowca, pisarkę, projektantkę mody, aktorkę i pieśniarkę. A ukazała je jako zwyczajne dzieci, które mają pasję i piękne marzenia. Mała Marysia, zafascynowana prawem ciążenia Newtona wyczekuje w sadzie pod drzewami aż jej jabłko spadnie na głowę. A mała Gabrielle, która cały świat zna jako Coco Chanel projektuje i szyje w klasztorze pierwszą małą czarną. Agata Miller (później Christie) prowadzi swoje prywatne śledztwo w nadmorskim miasteczku Torquay, gdzie w sklepie z zabawkami zniknęły hebanowe Murzynki. Mała Edith traci wzrok i uwielbia śpiew. A Audrey chce zostać primabaleriną, a kiedy do Holandii wkraczają hitlerowcy, zostaje członkiem ruchu oporu. Po każdej opowieści z dzieciństwa autorka umieściła krótką notę biograficzną. Wciągające historie, które pokazują, że warto mieć marzenia, bo te kiedyś się spełniają.

Wiek 7+

Wydawnictwo Czerwony Konik

 



 
1 , 2