Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
sobota, 03 listopada 2018
Co mówi tata Alberta? - Gunilla Bergström

 

Albert i jego tata w zwykłej codziennej rzeczywistości , w której ciągle brakuje czasu, gdzie wciąż się za czymś goni. Jest sobota i chłopaki wraz z Miką rozpakowują zakupy. Szybko, szybko. A tu jeszcze trzeba nastawić pralkę, poupychać wszystko do szafek, szafeczek, na półki, do lodówki. Wszyscy chcą się uwinąć z robotą, bo to sobota - marzenia o relaksie są jak najbardziej uzasadnione. W końcu wszyscy na niego zasłużyli. Wreszcie KONIEC. Tata robi sobie kawę, Albert znika z ciekawą książką w jakimś kącie. Tymczasem coś zaburza ten spokój, to wytęsknione weekendowe nicnierobienie. Na szczęście mężczyźni w tej książce (jak i serii) mają duże poczucie humoru, z każdej opresji mimo pozornej porażki, wychodzą zwycięsko, z uśmiechem na ustach. Książka uczy na pewno optymizmu. Jest wiele podobnych sytuacji, które wyprowadzają z równowagi, po ludzku denerwują, bo coś poszło nie tak, bo znów jest pod górkę. I zaraz humor popsuty. Natomiast tata Alberta uczy dzieci i nas, rodziców, że po burzy wstaje słońce – tzn. choćby nie wiem jak było smutno, coś nie udaje się – warto śmiać się z samych siebie, a pretensje, że ktoś zrobił źle, odstawić do kąta. Powiem krótko – „lody kalesonowe” mnie totalnie rozbroiły i będę o nich pamiętać w złe dni. I oczywiście złote myśli taty Alberta. Dzieci pewnie pomyślą: dobre rady są po to, by je jednym uchem wpuścić, a drugim wypuścić. Na co my rodzice odpowiadamy – niby rady rodziców denerwują dzieciaki, a jednak czasem się przydają. Bo ich brak może zdezorganizować porządek dnia. O czym można się przekonać przy tej właśnie lekturze. Ale już nie marudzę – idźcie czytać książki.

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

piątek, 02 listopada 2018
Pomelo rośnie - Ramona Bădescu/ il. Benjamin Chaud

Czy czuliście kiedyś, kiedykolwiek „superhiperekstrakosmiczną moc"? Tak jak Pomelo? Właśnie odkrył, że … urósł. Jeśli dobrze pamiętacie poprzednie przygody Pomelo, to zapewne wiecie, że ten malutki, różowy słoń  zawsze mieścił się pod niewielkim dmuchawcem.  A tu taka niespodzianka. Tylko że proces rośnięcia wcale nie jest taki prosty. Bo Pomelo – jak się okazuje, w związku  z tym ma mnóstwo pytań i wątpliwości. Jak choćby takie: „Czy rosnąć to przestać błaznować”? I czy (gdy dorośnie) „będzie musiał robić rzeczy, na które wcale nie ma ochoty”? "Pomelo rośnie"- w tym przypadku wersja baaardzo filozoficzna. Punkt ciężkości z przygód został przeniesiony na wyjaśnianie wątpliwych kwestii, rozmyślania, dochodzenie do swoich wniosków.  Książka na pewno do oglądania (ilustracje jak zawsze przecudne i niezwykle oryginalne), do dyskusji, stawiania pytań, szukania odpowiedzi, wiercenia dziury w brzuchu mamie, tacie, babci, dziadkowi: A jak to z tobą było, gdy TY rosłeś? Co wtedy czułeś? Czego się bałeś? Czy sprawiło ci to radość? Czy coś się skończyło,  a może coś zaczęło? Słonik jak zawsze przedstawiony w różnych sytuacjach – śmiesznych i mądrych. Dla nas, czytelników, jest piękny koniec, który akurat (a rzadko to robię) tutaj zdradzę: „Pomelo czuje, że jest już wystarczająco duży na wielką przygodę”. I to jest to, co nas baaardzo cieszy, bowiem oznacza to, że może za chwilę, wkrótce poznamy nowe przygody małego różowego słonika, które nas rozbawią i na pewno czegoś nauczą. Dla miłośników Pomelo ważna wiadomość – to chyba pierwsze takie wielkoformatowe wydanie (23,5 cm x 31,5 cm). Jest dużo do oglądania i czytania.

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki  

czwartek, 01 listopada 2018
Czytam sobie. Maestro pokoju. O Ignacym Paderewskim - Brygida Grysiak/ il. Jagna Wróblewska

 

W ostatnich dniach nazwisko Ignacego Paderewskiego (dowiedziałam się z mediów, że też Ignacego JANA Paderewskiego) jest odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki. Pierwszy premier niepodległej Polski. W dodatku muzyk – tego nigdy w historii Polski nie było. Obchodzimy 100-lecie niepodległości. Nic dziwnego, że są wspomnienia, przywołuje się wydarzenia, sylwetki osób zaangażowanych. Pamiętam czasy mojego dzieciństwa, kiedy to w okresie listopadowym w telewizji i radiu ta ważna rocznica była przemilczane. Nic - cisza w eterze. Takie niemiłe wspomnienie. Teraz wybór przeogromny. Czyli dla każdego coś dobrego. Postać Paderewskiego mogą poznać też dzieci uczące się czytać. Biografia artysty – w dzieciństwie krnąbrnego chłopca o płomiennych włosach, niechcącego ćwiczyć techniki, za to uwielbiającego improwizować. Czy możecie sobie wyobrazić, że Paderewski był tak popularny jak … np. Ronaldo? Wielbicielki marzyły o tym, by zdobyć pukiel włosów rudej czupryny swojego idola. I to właśnie za sprawą Paderewskiego o Polsce zrobiło się głośno. Wykorzystywał znajomości i swoją sławę do tego, by znaleźć dojście do osób decydujących o porządku ówczesnego świata. Udało mu się. To między innymi dzięki Paderewskiemu mieszkamy dziś w wolnej Polsce. A jak to się stało – dowiecie się z tej małej książki.

Kolejna część serii „Czytam sobie z kotylionem” jest przeznaczona wyraźnie dla starszych dzieci – i to nie tylko ze względu na wyżej postawioną poprzeczkę dotyczącą umiejętności czytania. Chodzi też o tematykę. Odnosi się ona do sytuacji w Polsce sprzed 100 – lat. Na pewno temat „podejdzie” bardziej dzieciom interesującym się historią.

Dla tych, którzy nie zetknęli się z tymi małymi cudeńkami wspierającymi naukę czytania, zaznaczę tylko, że poziom 3 to ostatni i najbardziej wymagający etap nauki czytania przeznaczony dla dzieci w wieku 5 - 7 lat. Oznacza to: 2500-2800 wyrazów w tekście, użycie wszystkich głosek, zdania bardziej złożone i dłuższe, alfabetyczny słownik wyrazów. Po lekturze dziecko może zdobyć „Dyplom sukcesu” (na końcu książki. To ważne dla początkującego czytelnika, który zmierzył się z książką, która tak bardzo przypomina lekturę dla dorosłych – a to przecież daje satysfakcję:)

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont

środa, 31 października 2018
Pewnego razu w Londynie - Gregory Rogers

Jeśli lubicie podróże w czasie, to akurat w tej książce czeka Was niespodzianka. Współczesny Londyn i mały chłopiec z piłką na ulicy. Oczywiście można się domyśleć ciągu dalszego – pewnie pójdzie jakaś szyba. Tak, tak ofiarą jest zabite do połowy dechami okno starego teatru. Piłka rzecz cenna, więc chłopiec dostaje się do opuszczonego teatru i rozpoczyna poszukiwania. Przy okazji znajduje starą szafę z kostiumami. Chłopiec przymierza znalezioną pelerynę – dzieci lubią się przecież przebierać. Jest piłka, potem strzał w zasłoniętą kurtynę iiiiiiiiiiiiii…. nagle okazuje się, że nasz bohater jest na scenie teatru elżbietańskiego. A tu pojawia się wściekły pan William Szekspir (tak, ten Szekspir), który rusza w pogoń za małym piłkarzem. Tak, tak moi Państwo. Ni stąd ni zowąd mamy wiek  XVI. Szekspir ubrany w pludry i bogato zdobiony kubrak goni co sił chłopaka. A my mamy dobrą sposobność ku temu, by przyjrzeć się dawnemu Londynowi.

Tyle że dziecko nie wie, co to jest ten cały Londyn. Kim jest Szekspir. I nie ma sensu wbijać mu do głowy tych naszych dorosłych prawidłowości. Za to malec widzi chłopca potrzebującego pomocy i na swój sposób odczytuje tę historię. Ciekawa jestem jak – bo ilu czytelników, tyle również możliwych interpretacji. Ta przygoda bowiem nie ma żadnych słów. To czytelnik „odczytuje” scenki komiksowe na swój sposób. Dla dorosłego rozwścieczona postać będzie, wiadomo, Szekspirem. Dla dziecka zbójem, jakimś źle wychowanym dorosłym, który nie rozumie, że dziecko ma prawo do rojbrowania. My, dorośli, zobaczymy Tamizę, most londyński, słynne więzienie. Jakiś znawca tematu pewnie dopatrzy się jeszcze więcej szczegółów historycznych czy architektonicznych. Dopowie coś na temat dawnych teatrów budowanych na wzór rzymskiego Koloseum, umiłowaniu królowej Elżbiety I do przejażdżek wodnych, korzystania z usług kata w celu uciszenia buntowników. Dziecko spojrzy na tę historie zupełnie inaczej. A jest co opowiadać, bo jak już pisałam wcześniej, jest to komiks. Mnóstwo obrazków, bohaterów, ciekawych miejsc. Jest wątek ucieczki i pogoni zarazem, wywołujących u maluchów emocje, a może nawet i gęsią skórkę. Można dopowiadać: kto, co, co będzie za chwilę. Można się domyślać, tworzyć własne scenariusze, odgadywać myśli uciekinierów, goniącego, uwięzionego. Książka zdecydowanie „rozwiązuje” język i buduje relacje, pobudza wyobraźnie i wzbogaca mowę. Dostrzeżono jej atuty nagradzając ją wielokrotnie na całym świecie.

Wiek 3+

Wydawnictwo Literówka

wtorek, 30 października 2018
Wielka księga prawdziwych tropicieli - Adam Wajrak

 

Wielka księga prawdziwych tropicieli – myślę jednak, że nie tylko dla tropicieli. Również dla nas, zwykłych zjadaczy chleba – trochę być może zbyt leniwych, zalatanych, by rzucić wszystko i „pójść w naturę”.  Za to tęskniących czasem, może nawet często, za światem przyrody. Światem, który dla wielu wcale nie jest na wyciągnięcie ręki. Zatem z jednej strony to arcyciekawy poradnik dla tych, którzy idą (lub chcą iść) przez życie śladami przyrody. Z drugiej zaś – to odskocznia dla nas, zwykłych mieszczuchów – za to niesamowicie uwrażliwiająca, ucząca empatii w stosunku do zwierząt i roślin i kierująca naszą uwagę na przyrodę wokół.  Bo wcale nie chodzi o to, by od razu bociek na naszej posesji wybudował gniazdo. Albo by spotkać na którejś z wędrówek żmiję lub węża. Bardziej o to, by dostrzec to COŚ:)) Też w maleńkim wymiarze, w szczegółach i szczególikach – czasem trzeba przyłożyć nos do kory drzewa, schylić się ku ziemi. Wielu z nas nie ma ogrodów, pola, ścieżki za domem, która poprowadzi w siną dal. Niekiedy nasz kontakt z zielenią, zapachem kwitnących drew, brzęczących pszczół ogranicza się tylko do kilku kroków: od klatki wejściowej bloku do samochodu stojącego na osiedlowym parkingu. Warto dostrzec uroki świata obok. I tego uczy właśnie Adam Wajrak – znany dziennikarz, autor poczytnych książek i filmów. Odkrywa mnóstwo tajemnic przyrody. A pisze o tym tak, że człowiek dostaje gęsiej skórki, zaczyna drążyć temat i stawia sobie pytanie: „Dlaczego wcześniej to mnie NIE interesowało? To przecież FASCYNUJĄCE!”. Wajrak podzielił książkę na cztery pory roku. To nie tylko zbiór dziesiątek cennych informacji. To również ciekawostki, ploteczki z lasu, łąki, pasa zieleni, plaży (te najbardziej oplotkowane ploteczki, nieformalne, na luzie lubimy najbardziej). To w końcu dzielenie się swoimi doświadczeniami – jako zaprawionego w boju tropiciela i obserwatora, potrafiącego przejść dziesiątki kilometrów dla jakiegoś rzadkiego gatunku zwierząt, mogącego leżeć godzinami pod jakąś norką, w krzakach – w mokrym, niewygodnym, chłodnym środowisku – dla jednego zdjęcia, czasem obrazu, który koduje się w głowie na długie lata. Autor podpowiada jak zachowywać się w określonych sytuacjach i warunkach, w zależności od pory roku, jak się ubrać, maskować  terenie, jak podczas wypadku kontaktować się z pilotem helikoptera, jak tropić zwierzęta, jaki sprzęt zabrać ze sobą na wyprawę. Tych porad jest naprawdę dużo – i pewnie najlepiej uczyć się na dobrych praktykach i … cudzych błędach. Oczywiście jest też mnóstwo wiedzy na temat, głównie zwierząt. Ale w tle są też informacje o roślinach, środowisku – różne różności. Np. w jaki sposób owce pomagają górskim krokusom, jak przygotować miksturę wabiącą motyle, jak wygląda Puszcza Białowieska nocą, ile lat tak naprawdę mają najstarsze dęby w Polsce, jak wygląda życie modliszek, dlaczego Mikołaj Rej (tak, tak ów znany pisarz i poeta) nie lubił dudków, jak się naprawdę sprawa ma z kontrowersyjnym kornikiem w Białowieży, jak się zachować podczas spotkania oko w oko z młodym zwierzęciem? Treść wzbogacona licznymi fotografiami.

Osobiście jestem też miłośniczką książek Lechosława Herza (warto je poznać – pokazują m.in. uroki małych wsi i miasteczek). To tam kiedyś wyczytałam, że Adam Wajrak uczył się obserwacji świata od swojego wujka, który od wielu lat zabierał małego Adasia na pierwsze wyprawy. Zresztą wujka wspomina również Wajrak  w tej książce: (Lechosław Herz) „wbił mi do głowy najważniejszą rzecz. Od niego wiem, że najciekawsze przygody i największe wyzwania dla prawdziwych tropicieli nie czekają gdzieś hen daleko, ale zupełnie blisko. Dosłownie tuż za rogiem.” I niech to będzie podsumowanie tej książki, z którą warto się zaprzyjaźnić.

Wiek 8+

Wydawnictwo Agora

poniedziałek, 29 października 2018
Magiczny pierścień -Peter Svetina/ il. Damijan Stepančič

W zalewie literatury angielskiej, amerykańskiej, nawet ostatnio skandynawskiej, naprawdę ciekawym przeżyciem czytelniczym jest książka słoweńska. Niewiele tytułów dla dzieci z krajów leżących nad Adriatykiem. Może dacie się skusić na inne klimaty:))) Tym bardziej, że często wybieramy Słowenię jako cel wakacyjny. Warto sięgnąć zatem po literaturę tego kraju. 

Ludmiła Kraśnicka jest śpiewaczką operową. Niedawno zamieszkała w nowym miejscu, gdzie nikogo nie zna. Pewnego dnia kobieta udaje się na jarmark i kupuje pierścień o ponoć magicznych właściwościach. Ludmiła niestety nie zdążyła się zbytnio nacieszyć nowym zakupem, ponieważ pierścień wyślizguje jej się z rąk i dalej turlać się przed siebie. Nie tak łatwo go złapać – mnóstwo ludzi z miasteczka rusza w pogoń za pierścieniem. Czy aby ten pierścień na pewno jest magiczny, jak go zachwalał sprzedawca? A jeśli tak, to na czym polega ta jego niezwykłość?  

Magiczny pierścień to nie tylko bajka. To również wyprawa do przeszłości - podejrzewam, że do początków wieku XX albo okresu przedwojennego. Tak mi się przynajmniej wydaje na podstawie ilustracji i samego tekstu: strojów bohaterów, figlarnych wąsików dżentelmenów pozwijanych w ślimaczki, rekwizytów antycznych sprzętów w postaci aparatu fotograficznego i cudu techniki – dwupłatowca czy kataryniarza z katarynką. Sama historia zawiera motyw lubiany przez dzieci: wyliczankę – powtarzankę znaną choćby z „Rzepki” Tuwima czy  „O kurce Złotopiórce i kogutku Szałaputku” Ewy Szelburg-Zarembiny. To też opowieść o szukaniu ludzi w dniu codziennym, kontaktów i relacji z nimi. Człowiek jest istotą społeczną, ciężko żyć w  samotności, czego zresztą doświadcza artystka. Mimo przeniesienia tej historii do przeszłości, jest ona aktualna właśnie dzisiaj. W dobie smartfonów, laptopów, tabletów, Internetu. Mamy dziesiątki znajomych (u niektórych idzie to w setki, tysiące), a tak naprawdę jakbyśmy nikogo nie mieli. Oszańcowujemy się w swojej prywatności, wolimy relacje na odległość niż bliski kontakt przy stole przy filiżance dobrej kawy czy herbaty. Dzieci nie spotykają się na dworze, gdzieś w ciekawym miejscu, ale wysyłają do siebie sms-y albo wiadomości na messengerze. Ludmiła wychodzi do ludzi, najpierw nieśmiało – o dziwo nie wykorzystuje swojej popularności. Tylko nieliczni miłośnicy opery ją znają i kojarzą. Tak jakby chciała, by ktoś dostrzegł w niej wartościowego człowieka bez tej całej otoczki celebryctwa i próżnego bywania w wyższych sferach. Trochę pomaga jej magia. To pokazuje, jak bardzo potrzebujemy drugiego człowieka, przyjaciół. Zakończenie to też dowód na to, że razem można osiągnąć tak wiele, pokonać przeszkody, wszelkiej maści trudności.

Książka została wydana w ramach projektu: "Nasza Mała Biblioteka". O szczegółach możecie poczytać tutaj. 

Wiek 5+

Wydawnictwo Ezop

niedziela, 28 października 2018
Przyjaciele Elmera - David McKee

Elmer to najbardziej znany słoń w kratkę na całym świecie. Są wersje dłuższe i krótsze jego przygód. Jakiś czasem temu pojawiły się kolorowe „kartony” dla najmłodszych dzieci. Kilka kart z przygodami słonia, zapoznanie się z książkowym przyjacielem, którego można bliżej poznawać z wiekiem dzięki lekturom dla troszkę starszych dzieci – mianowicie z dłuższym tekstem. Tutaj Elmer spotyka swoich najbliższych przyjaciół i znajomych. Jest ich całkiem spora gromadka: zebra, żyrafa, wąż, kangur, myszka, lew, sowa, niedźwiedź polarny i gepard. Każdy z przyjaciół jest „naj”. Bo na pewno tak w istocie jest – ale jest też „naj”, bo to doskonała okazja ku temu, by maluchy poćwiczyły stopień najwyższy przymiotnika: najbardziej kolorowy, najbardziej pasiasta, najwyższy, najdłuższy, najmniejszy, najbardziej skoczny, najgłośniejszy, najmądrzejsza, najbielszy i najbardziej cętkowany. Ważne też jest przesłanie: każdy z przyjaciół Elemra jest inny i Elmer to akceptuje - i to jest właśnie piękne. Książka zatem rozwija słownictwo i uczy tolerancji w stosunku do innych. Ilustracje bajecznie kolorowe – dobry materiał startowy do „rozwiązywania” języka, do opowiadania o tym, co widać na obrazku.

Wiek 2+

Wydawnictwo Publicat

sobota, 27 października 2018
Reksio. Niezawodny przyjaciel - Maria Szarf

 

Reksio pewnie jest Wam dobrze zanany – a to za sprawą kultowych kreskówek. Od jakiegoś czasu Reksio – jak i inni bohaterowie kreskówek sprzed lat, przeżywa swego rodzaju renesans. Również dzięki nowym, bogato ilustrowanym wydawnictwom. Przygody sympatycznego kundelka to też dobry sposób dotarcia do małego czytelnika z ważnym przesłaniem. Tak jest i w tej książce. Z jednej strony pojawiają się postacie znane z TV, z drugiej został opracowany tekst z ważnymi informacjami. Adaś – znany nam chłopiec o bujnej czuprynce, nazywany przez moje pokolenie nie inaczej jak „pan Reksia”, chciałby zostać wolontariuszem w miejskim schronisku dla zwierząt. Organizuje zbiórkę karmy i koców dla zwierzaków. Następnie planuje z Reksiem wizytę w schronisku. Niestety, przez nieuwagę Adasia drogi psiaka i chłopca rozchodzą się. Jeden gubi drugiego, zarówno jeden i drugi szukają siebie nawzajem. Na szczęście wszystko dobrze się kończy.

Książka porusza problematykę wolontariatu w schronisku dla zwierząt. Dzieci poznają obowiązki wolontariusza: m.in. czyszczenie klatek, wyprowadzanie psów na spacery. Pokazują też sytuacje z „psiej” perspektywy. Jakiekolwiek dobre warunki panowałyby w schronisku, pieski i tak zawsze będą tęsknić za domem, który może stworzyć im odpowiedzialny człowiek. Niektóre z książkowych piesków są smutne, czekają aż ktoś je zabierze do siebie i otoczy opieką. Psie marzenia, przygody z czasów „przed schroniskiem”. Książka uwrażliwia i uczy dzieci empatii na niedolę czworonogów. A może zachęci do wizyty w schronisku, pracy wolontariackiej – a kto wie – do podjęcia dojrzałej decyzji i zaopiekowania się czworonogiem, który tęskni za domem?

Inne książki z przygodami Reksia znajdziecie tutaj

Wiek 5+

Wydawnictwo Publicat

piątek, 26 października 2018
Kuchnia Iwaszkiewiczów. Przepisy i anegdoty - Maria Iwaszkiewicz

Najpierw przyszła paczka ciesząca oko:)

W środku była książka:)


Bardzo chciałam zajrzeć do kuchni Iwaszkiewiczów. Zwłaszcza po lekturze biografii autorstwa Anny Król: Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie. Pięknie i nietypowo opisana codzienność mieszkańców domu w Stawisku. „Kuchnia” jest jakby dopełnieniem tamtej książki. I opowiadań Iwaszkiewicza, w których jedzenie ma często swoje przysłowiowe pięć minut. Zresztą o tym czytamy na samym początku „Kuchni”. Sama kuchnia może kojarzyć się wyłącznie z przepisami kulinarnymi. Nic bardziej mylnego. To też wspomnienia, anegdoty o samym jedzeniu, miejscach, ludziach. O jedzeniu nie tylko w związku z tradycjami Iwaszkiewiczów. Z zainteresowaniem przeczytałam choćby o tradycji serwowania dań na początku XIX wieku i o zmianach wprowadzonych w tym względzie przez carskiego ambasadora Kuragina. Albo o tradycjach kulinarnych za czasów królowej Jadwigi, Katarzyny Medycejskiej i Elżbiety Austriaczki. Po tych kulinarnych wyprawach w czasie i przestrzeni lądujemy w kuchni Iwaszkiewiczów, gdzie rodzinne smaki i zapachy. Gdzie wspomnienia o ojcu, który z zagranicznych podróży przywoził do poczytania menu. Gdzie notatki kulinarne – trzeba przyznać, że skąpe, bo: „Nie przywiązywaliśmy widać do takich drobiazgów wagi”. Całość podzielona na: dni powszednie (śniadania, obiady, podwieczorki) i święta (wigilia i Boże Narodzenie, Ostatki, Popielec, Wielkanoc). Pomiędzy są wspomnienia o różnych domach i mieszkaniach, kucharce Pawłowej, która gotowała dla rodziny przez długie lata – która, jeśli się już uparła, pewnych potraw nie gotowała (np. placków ziemniaczanych!!!). O świstających w korytarzu kulach w czasie przewrotu majowego. O kuchni, w której stałe przesiadywanie było zabronione. O kogucie, który spał na słomiance przed drzwiami i który zmarł śmiercią naturalną. O filiżance herbaty, o której ojciec Jarosław marzył zawsze przed snem, ale której nigdy nie dostał, bo … nie było takiego zwyczaju. O babach wielkanocnych, które potrzebowały spokoju do wyrośnięcia – stąd panowały: zakaz trzaskania drzwiami i nakaz chodzenia na paluszkach.

Wspomnienia pojawiają się jako wstęp do poszczególnych części lub przy wybranych przepisach: np. o Krzysztofie Baczyńskim przy kruchych babeczkach z owocami. To jest też językowa uczta. Bo któż dzisiaj w tym zabieganym świecie napisze tak o powidłach śliwkowych: (str. 187) „Do zrobienia powideł potrzebne są następujące rzeczy: sad ze śliwkami węgierkami, pogoda w kwietniu lub maju, gdy śliwy kwitną, pogoda w sierpniu i we wrześniu, gdy śliwki dojrzewają, drabinka, duży sagan, sprawny piec, kopyść do mieszania i dużo cierpliwości do tegoż. Potem to już głupiostwo”. To „głupiostwo” mnie rozczuliło – naprawdę.

Same przepisy – aż chce się podsumować: ładnie i składnie napisane, niekiedy z wtrąceniami autorki: „Mój syn twierdził nowatorsko, że nawet dobrze dać sera rokpol i poczekać aż się w jajecznicy stopi”. Znajdziecie tu dania polskie i nie tylko, tradycyjne i te bardziej wyszukane: smażony ser z kminkiem z żurem obok kawioru z bakłażanem i kotletów cielęcych w Papielotach. Widać, że w kuchni Iwaszkiewiczów eksperymentowano, bo pojawiają się domowe wariacje a’la Iwaszkiewicz właśnie. Tak jest ze szparagami, sałatką z „płytkiego morza” czy kurą po literacku (ach, żeby od tego tak talent do pisania przyszedł). Łezka się kręci w oku czytając o dawnych tradycjach świątecznych. Dzięki przepisom z tej książki można cofnąć się nie tylko do przeszłości, ale pewne elementy wprowadzić we własnym domu.

Książka jest pięknie wydana – na eleganckim papierze, z ładnymi zdjęciami. To grubaśne tomisko, które może być ciekawym prezentem dla kogoś, kto lubi i czytać i gotować.

Wydawnictwo Znak

czwartek, 25 października 2018
Medal za uśmiech... Czyli dzieci mają głos! - Anna Czerwińska-Rydel/ il. Katarzyna Kołodziej

 

Order Uśmiechu to odznaczenie przyznawane dorosłym przez dzieci. Medal znany przede wszystkim ze swej prostoty: uśmiechnięte słoneczko na niebieskim tle, którego autorką była dziewczynka: Ewa Chrobak-Szota. Właśnie w mijającym (toż za chwilę listopad) roku 2018 obchodził swoje 50-te urodziny. Kawalerami Orderu Uśmiechu – bo tak nazywa się odznaczonych – są 1024 osoby. Jaki jest warunek, żeby go otrzymać? Na pewno nie wystarczy się tylko ładnie uśmiechać. Trzeba działać na rzecz dzieci. A po wypiciu porządnej porcji soku  z cytryny należy się serdecznie się uśmiechnąć – od ucha do ucha.

Książka przybliża sylwetki 100 laureatów tego zaszczytnego odznaczenia – w kolejności alfabetycznej. Zaczyna Marta Bogdanowicz, którą ja osobiście cenię za książkę o masażykach dla dzieci a kończą trzej wychowankowie Janusza Korczaka. Zresztą od Starego Doktora Janusza Korczaka powinnam zacząć – o nim też jest tutaj mowa. Grono Kawalerów Orderu Uśmiechu jest liczne i różnorodne. Są tu lekarze, piosenkarze, muzycy, sportowcy, dziennikarze, twórcy literatury dla dzieci i młodzieży, pedagodzy, działacze społeczni, aktorzy, reżyserzy, artyści plastycy, politycy, arystokraci i osoby duchowne.

Kim są laureaci na co dzień, dlaczego właśnie im dzieci przyznały ten zaszczytny tytuł? Poczytajcie.

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 185