Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
piątek, 07 grudnia 2018
Skoczkowie. Tajemnice mistrzów - Jarosław Kaczmarek

Pojawienie się tej książki było właściwie kwestią czasu. Można by nawet pokusić się o pytanie: dlaczego dopiero teraz?  Od wielu lat w sezonie zimowym trwa u nas skoczkowe szaleństwo. Małyszomania, Stochomania – ciekawe co jeszcze przed nami. Nasi mistrzowie tak nas przyzwyczaili do sukcesów, że skoki bez medali chyba by nas zaskoczyły. Warto więc poznać tajemnice skoków i skoczków (choć pewnie każdy Polak w teorii jest świetny). Tymczasem książka Jarosława Kaczmarka w przystępny sposób opowiada o tej dyscyplinie sportowej, która przed Adamem Małyszem była raczej może nie „wyspą nieznaną”, ale dla przeciętnego rodaka znad Wisły na pewno mało znaną. Autor jest nie tylko miłośnikiem, obserwatorem z boku. Stara się być jak najbliżej skoczków, penetruje skocznie, stara się wczuć w rolę skoczka, który mknie w powietrzu z prędkością przekraczającą 100 km na godzinę, „wchodzi” między kibiców, by podsłuchać nastroje. Odkrywa tajemnice mocy skoczków, którzy po zdjęciu kombinezonów są niesamowicie szczupli, mają drobną budowę ciała. Przybliża sylwetki naszych skoczków: Kamila Stocha z Zębu, który w wieku 3 lat nie chciał oddać nart swojej siostrze Ani. I dobrze się stało mimo kłótni. Wojciecha Fortuny – trzeba przyznać, że z takim nazwiskiem był skazany na sukces. Urodzony skoczek pokazał swoją klasę  w 1972 roku. Autor wzruszająco przedstawia ikonę polskiego narciarstwa Stanisława Marusarza. Bycie narciarzem pomogło mu w ucieczce z więzienia. Został skazany przez gestapo na śmierć. Podczas ucieczki skakał, biegł slalomem, musiał wykazać się niesamowitą sprawnością fizyczną. Przeżył ucieczkę. Dalej - Adam Małysz – Orzeł z Wisły, który w 2001 roku zmienił polskie narciarstwo na zawsze. Odnosił niesamowite sukcesy. I pomyśleć, że miał zostać dekarzem. Nieśmiertelny Noriaki Kasai (rocznik 1972!) – skoczek … od zawsze. Planuje wystartować na olimpiadzie w Sapporo w 2026 roku. Będzie miał wtedy 54 lata. Twierdzi, że wtedy zdobędzie złoty medal. Simon Ammamn, Gregor Schlierenzauer, Peter Prevc, Robert Johansson (ach ten wąsik!!!). Wiele ciekawostek i ploteczek dowiecie się na ich temat.

W przeciągu lat zmieniał się styl skoków narciarskich. Zmieniało się ubranie. Dawniej skoczkowie skakali tylko w wełnianych czapkach. Dopiero od 1976 r. w kaskach ochronnych. Dieta również ma ogromne znaczenie. Kiedy Adam Małysz zaczął odnosić wielkie sukcesy, wszyscy zaczęli go obserwować. Ktoś podpatrzył naszego mistrza, jak wcina bułkę z bananem. Banan od razu został „rozebrany” na czynniki pierwsze i stwierdzono, że faktycznie owoc ów może przyczyniać się powiększania zestawu medali, bowiem zawiera wiele składników odżywczych, mało tego – również serotoninę i norepinefrynę. Dalej: etapy skoków, sprzęt skoczków, słynne skocznie na całym świecie, strach, liczenie punktów, kalendarium imprez, upadki, kontuzje, tajemnice „mamutów”. Każdy chce być „naj”. Skoczkowie co rusz przekraczają granicę niemożliwego. Austriak Josef Bradl skoczył 100 metrów w 1936 roku. Fin Matti Hautamäki w 2003 roku odleciał na … 230 metrów.

Ciekawy jest rozdział o tym, jak  skoki mogą wyglądać za 100 lat. Fantastyczne dywagacje, co będzie – może. Ale tego już nie zdradzam. Można pokusić się o stwierdzenie, że i sam Lem by tego nie wymyślił.

Wiek 8+

Wydawnictwo Egmont

wtorek, 04 grudnia 2018
Wilczek - Katarzyna Ryrych/ il. Sylwia Szyrszeń

 

Osoby, które były świadkami stanu wojennego w Polsce, mają pewnie swoje osobiste wspomnienia związane z tym smutnym wydarzeniem. Ja pamiętam poranek zimowy 13 grudnia – strasznie śnieżny i mroźny. Moja mama zdenerwowana słuchała obrad sejmu w radiu. Potem zapłakana powiedziała, że wprowadzono stan wojenny i w jakiś dziecięcy sposób próbowała wyjaśnić, co to znaczy. Przypomniałam sobie ten obrazek sprzed lat właśnie przez „Wilczka”. Gdy przeczytałam o rozbitym kubku kakao pod nogami zapłakanej mamy Wiktora (zwanego Wilczkiem).  To chłopiec, który żyje w rodzinie zaangażowanej. Zarówno mama jak i tata są działaczami opozycyjnymi. Często dokądś idą, wtedy Wilczek zostaje pod opieką niezliczonej liczby różnych cioć i wujków. Zresztą jedna z tych cioć nadała chłopcu właśnie ten tytułowy przydomek „Wilczek”. Wilczek mieszka z nimi w akademiku. Przysłuchuje się przemówieniu „pana w okularach”. To określenie znało wtedy tyle dzieci. Organizowane są strajki, obowiązuje godzina milicyjna. W drodze do babci Wilczek jest świadkiem rewizji maminej walizki. Jest to smutne przeżycie i przygnębiający widok. Wyłączone telefony, brak kontaktów, przyczajony wron w kącie, nerwowe czekanie na powrót taty, wyłączenie ogrzewania w akademiku. I gdzieś pomiędzy tym małe dziecko. Dziecko, któremu zimno, ciągnięte ze spotkania na spotkanie, rozumiejące świat po swojemu, tęskniące za wciąż nieobecnymi, zaangażowanym ojcem. Jest to wzruszająca opowieść o grudniowych wydarzeniach z perspektywy przedszkolaka. Trudne decyzje, trudne wybory rodziców, rozstania. I to smutne mądre stwierdzenie: „Wszystkie wojny wyglądają tak samo”. Dzieci czasem mają swoje wyobrażenie na temat wojny. Chcą traktować ją jako przygodę. A tak nie jest – i doświadczenia Wilczka ze stanu wojennego to pokazują. Historia ta wydarzyła się naprawdę. Katarzyna Ryrych wspomina tu siebie – jako "gitarową ciocię", która zaprzyjaźniła się z mamą Wilczka.

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura

 

poniedziałek, 03 grudnia 2018
Kobiety i nauka. One zmieniły świat - Rachel Ignotofsky

Prywatnie cieszę się z takich lektur, które pokazują, ile dokonały kobiety. Jak się okazuje – w dziedzinie nauki: wiele, bardzo wiele. Temat i tak wybiórczo potraktowany, bo przecież nikt nie jest w stanie opisać wszystkich zasłużonych pań. Myślę, że takie książki dają siłę i motywację do działania.

Razem 50 kobiet – uczonych, badaczek, wykładowczyń, laureatek prestiżowych nagród. Z całego świata, z różnych epok i krajów. Choć patrząc na spis treści, który zawiera nazwiska i daty narodzin oraz śmierci, jakiś ruch w tej dziedzinie rozpoczął się dopiero w XIX wieku. Wcześniej za wyjątkiem paru nazwisk, które policzyć można na palcach jednej ręki – totalna posucha. Jakby kobiety w wiekach wcześniejszych w ogóle nie istniały. Wiele z tych nazwisk było mi wcześniej nieznanych. Z polskich kobiet jest tylko Maria Skłodowska-Curie. Ale to raczej zrozumiałe, skoro autorka jest z zagranicy i musiała „ogarnąć” cały świat. Ja mam taką cichą nadzieję, że publikacja o podobnym charakterze obejmie kiedyś nasze rodzime podwórko – bo mamy wspaniałe panie, które warto poznać. Rachel Ignotofsky zaczyna od Hypatii, która żyła w czasach starożytnych i była astronomką, matematyczką oraz filozofką. Życiorysy wielu tych postaci fascynują. Gros z nich miało pod górkę, działało wbrew przyjętym porządkom i konwenansom. Wiele z notek biograficznych naprawdę czyta się z ciekawością. Jak choćby o Marii Sibylli Merian, która połączyła naukę ze sztuką i została autorką ilustracji naukowych. Są wśród pań poetki, astronomki, matematyczki w jednym. Często łączą kilka pasji i we wszystkich są dobre i odnoszą sukcesy. Kolekcjonerka skamielin i paleontolożka Mary Anning, matematyczka i pisarka Ada Lovelace. Lekarka, inżynierka, wynalazczyni, psychoanalityczka, genetyczka, edukatorka, fizyczka, chemiczka, botaniczka, wulkanolożka, geolożka, neurolożka, sufrażystka, działaczka. Piszę i piszę, a system podkreśla mi niektóre formy jako błędne. Jeszcze do niedawna nie było w ogóle w naszym języku żeńskich form. Na tym gruncie jest jeszcze sporo do zrobienia. Wiele z opisywanych kobiet było pionierkami w swojej dziedzinie i przetarły szlak innym kobietom chcących wykonywać poważne i męskie profesje. Jak pomyślę, że w wiekach wcześniejszych nawet czytanie było uznawane za niebezpieczne dla kobiet – to aż mnie niemiły dreszcz po plecach przechodzi. Ciekawym elementem książki jest oś czasu obrazująca ważne momenty w dziejach kobiet. Dalej narzędzia laboratoryjne, które przez tak długie lata były niedostępne dla pań – teraz to może być krótka ściąga dla dziewczynek, które marzą o karierze naukowej w przyszłości. Są i (niestety) niechlubne statystki – ale myślę, że to może być akurat element mobilizujący do działania. Na końcu słowniczek trudniejszych pojęć – też dla przyszłych naukowczyń. Ta książka może świata nie zmieni (choć kto to wie?), ale świetnie pokazuje, w jaki sposób kobiety zmieniały i nadal zmieniają świat.

Wiek 9+

Wydawnictwo Egmont

niedziela, 02 grudnia 2018
Maleńkie Królestwo królewny Aurelki - Roksana Jędrzejewska-Wróbel/ il. Jona Jung

Bajka o Aurelce, która pewnego dnia otrzymała swoje Maleńkie Królestwo. Dziwnie to brzmi, prawda? Ale wyobraźcie sobie coś takiego: Wasze Królestwo przychodzi zupełnie nieoczekiwanie pocztą. Niby się wydaje takie malutkie. Tymczasem za sprawą czarodziejskiego psikacza, można stać się tak małym, że hop i można wejść do swojego Królestwa.

Samo Królestwo jest czymś zupełnie nowym dla Aurelki. Dziewczynka do tej pory znała życie królewien i księżniczek wyłącznie z bajek. „Aurelka Pierwsza, królewna Maleńkiego Królestwa”, musi sobie szybciutko przypomnieć, co robiły te wszystkie królewny w bajkach. I kiedy jej rozkazy wydają się jej samej troszkę nierozsądne (np. „Zawieście tron na drzewie! Chcę się na nim pobujać!”) Aurelka asekuracyjnie myśli: „Jutro powiem coś mądrzejszego”. Troszkę przypomina mi tym stwierdzeniem Scarlett z „Przeminęło z wiatrem”, która lubiła znajdować wyjście z trudnych sytuacji dzięki stwierdzeniu: „Pomyślę o tym jutro”. Tymczasem Aurelka doświadcza tego, że Królestwo to wielka odpowiedzialność, a prawdziwe życie królewny mało przypomina bajkowe życie z książek. Bo przecież jakieś nieprzemyślane zarządzenie może spowodować chaos. Jak choćby takie, że wszystko wolno. A skoro wolno, to Wielki Ochmistrz nie pojawia się i nie woła na kolację. Dama dworu zamiast kłaniać się w pas, skacze na skakance. A kucharka nie podaje posiłków, tylko (o zgrozzzzzzzo) obojętnie wzrusza ramionami.

Mądra, nie pozbawiona humoru opowieść o tym, że życie królewny ma swoje jasne i ciemne strony. I wcale nie jest takie słodkie, jak się powszechnie wydaje. Aurelka czasami ma serdecznie dość, bo musi podejmować decyzje wagi państwowej, odpowiadać na trudne i męczące pytania, nie ma czasu na zabawę. A przecież tak bardzo chciałaby być normalną, zwykłą dziewczynką. Tyci-tyci Królestwo też może sprawiać kłopoty, o których, jak i o licznych przygodach, przeczytacie w tej pięknie wydanej i zilustrowanej książce. Została doceniona przez czytelników. To zwyciężczyni pierwszej edycji konkursu Empiku: „Przecinek i Kropka”. Znajduje się też na Złotej Liście Fundacji ABCXXI – „Cała Polska czyta dzieciom”.

Wiek 5+

Wydawnictwo Bajka

sobota, 01 grudnia 2018
Gąsienice w czekoladzie i inne tajemnice motyli - Krzysztof Pabis/ il. Marta Tęcza

Ostatnio przeczytałam, że drastycznie spada liczba motyli. Mój ogród latem jest tego zaprzeczeniem, ale ja mam mnóstwo lawendy, ziół, róż – nic dziwnego, że jest ich pełno. Ach, zapomniałabym – jest też budleja, za którą motyle wprost przepadają. Ale może coś jest w tym smutnym stwierdzeniu? Jako dziecko pamiętam, że co rusz gdzieś napotykaliśmy na gąsienice, kokony – teraz już nie. Choć jakoś nie umiem sobie wyobrazić świata bez motyli. O nieeee….

O motylach napisano już tak wiele. Ale nigdy dla dzieci nie było chyba takiej książki. Mnóstwo informacji, ciekawostek podanych w tak atrakcyjny sposób. I to nie tylko oczywiste oczywistości, które wielu z nas pamięta ze szkoły – np. o cyklu rozwojowym motyli. W 45 rozdziałach Krzysztof Pabis – na co dzień związany z Katedrą Zoologii Bezkręgowców i Hydrobiologii Uniwersytetu Łódzkiego, z prawdziwą pasją znawcy tematu i miłośnika, dzieli się wiedzą o łuskoskrzydłych. Dlaczego użyłam takiego określenia? Odpowiedź oczywiście znajdziecie w książce, ale założę się, że tak jak i ja nie wiedzieliście, że w ten sposób można określić motyle. A czy wiecie może, że ćmy to również motyle? Znam ludzi, którzy twierdzą, że ćma to … ćma, a nie motyl. I że przepiękny pawik składa jajka na pokrzywie – aż dziw, że go nie parzy, prawda? Że jeśli znajdziecie kokon po motylu i zajrzycie do środka, zobaczycie w nim skórkę gąsienicy. I że serce motyla przypomina rurkę z otworami, i że motyle potrafią zachowywać się jak ludzie. Potrafią też udawać liść lub gałązkę. Motyle można znaleźć dosłownie wszędzie. W cieplejsze dni zimowe ponoć obserwator – uparciuch zaobserwuje gąsienice barczatki napójki.  Motyl kaktusowy pomaga w dalekiej Australii walczyć z kaktusem opuncją, którą nieopatrznie sprowadził na ten kontynent brytyjski kapitan statku. I faktycznie – prawdą jest, że gąsienice motyli mogą spałaszować naszą ulubioną czekoladę. Mowa tu o białych gąsieniczkach omacnicy spichrzanki. Wybrałam zaledwie kilka ciekawostek. A jest ich tu całe mnóstwo. Autor przekornie nadaje podchwytliwy tytuł kolejnego rozdziału – w formie pytania. Następnie stara się albo obalić tezę, albo ją potwierdzić. Autor pyta np.: Po co motylowi skrzydła? Co się dzieje, gdy gąsienice hałasują przy stole? W jaki sposób motyl udoskonali swój smartfon? Prawda, że same pytania są już zaskakujące? Atrakcją są wyśmienite ilustracje Marty tęczy. To połączenie tekstu z obrazem, przekorne swego rodzaju „zaczepianie” nas, czytelników, jakimś pytaniem, powoduje, że tę książkę chce się wertować, czytać.  I co najważniejsze – chce się obserwować przyrodę wokół nas.

Wiek 8+

Wydawnictwo Multico

piątek, 30 listopada 2018
Moje pierwsze 100 słów - grupa autorów

Kolorowa książka przybliżająca maluchom świat. Działy tematyczne: Mój dzień, W domu – tutaj poznają przedmioty związane z dziecięcą aktywnością. Są kredki, klucze (te dzieci uwielbiają), kubeczek, fotelik, nóż, widelec. Podoba mi się strona „Przed snem”. Pokazuje wszystkie elementy wieczornych rytuałów związanych z pójściem spać: wanienkę, gumową kaczuszkę, kapcie, nocnik, piżamkę, misia, karuzelkę, którą powiesza się nad łóżeczkiem. I oczywiście książkę do czytania. Bez książki przecież nie ma kolorowych snów. Dalej: kolory, jedzenie. Fajnie, bo tu znalazły się same zdrowe rzeczy, które potem przemieniają się w figury geometryczne. Chłopcy (a pewnie i dziewczynki również) ucieszą się z różnych pojazdów. Spodoba się Wam strona z cyframi od 1-9. W okienkach ukryte są różne przedmioty – oczywiście w ilościach odpowiadających danej liczbie. Maluchy po otwarciu okienka mogą ćwiczyć liczenie. Są dzikie zwierzęta i zwierzaki domowe, gospodarskie ze swoimi dziećmi, ulubione zabawki i przeciwieństwa. Na końcu w koronie drzew ukryty jest test: ile słów dziecko zapamiętało. Nie liczyłam, czy faktycznie jest tu 100 słów – ale jest ich na pewno wiele. Kolorowe obrazki mogą motywować i stymulować dzieci do opowiadania, rozwijania mowy. Jest też mnóstwo okienek do odkrycia. Kryją one w sobie liczne niespodzianki. Książka jest (o dziwo) dość dużego formatu (wymiary: 27 cm x 27 cm). Przed zamówieniem egzemplarza nie sprawdziłam jego wymiarów. Okazuje się, że lektura jest całkiem duża. Ale to naprawdę miła niespodzianka – bo ilustracje są dość duże i wyraźne. Kartki nie są najgrubsze – ale na pewno sztywne. Nie tak łatwo je zniszczyć od częstego wertowania tam i z powrotem (Przy czym nie są to typowe grubaśne kartony). A widząc atrakcyjną zawartość, można przypuszczać, że dziecko będzie po książkę często sięgało.

Wiek 0+

Wydawnictwo Egmont

Ballady i romanse - Adam Mickiewicz, Emilia Kiereś/ il. Marianna Sztyma

Tę książkę mogłabym czytać i czytać. Po pierwsze - swego czasu też lubiłam zagłębiać się w „Ballady i romanse”. I drugi powód: dzięki objaśnieniom Emilii Kiereś, jej interpretacjom, można czytać romantyczne utwory z większym zrozumieniem. Powiem nawet: to, co wydawało się trudne, teraz jest łatwe. Mało tego, wartość dodana tej książki jest taka, że ona właśnie uczy czytać dawną literaturę – nie tylko romantyczną, ale również z innych epok. Odkrywanie poszczególnych wersów krok po kroku, jak obieranie cebuli – pod niby suchą łuską, kryje się soczysty środek. Emilia Kiereś przyznaje się do wielkiej pasji, zamiłowania do tych utworów – i to wszystko tutaj wyraźnie widać. Podoba mi się, w jaki sposób autorka buduje relacje z nami, czytelnikami. Zwraca się do nas: „Widać różnice, prawda?”, „Jak się wkrótce przekonacie”, „Spróbujmy sobie wyobrazić”, „Na pewno nieraz słyszeliście”. Już we wstępie autorka stara się nas przekonać do swego zamiaru okiełznania Mickiewicza. Widać swego rodzaju nieśmiałość – bo czy ją zrozumiemy? Emilia Kiereś ma nadzieję, że przeczytamy książkę z przyjemnością. Ja mogę powiedzieć tylko o swoim odbiorze. Lektura jest REWELACYJNA. Wśród utworów te najbardziej znane: „Świteź”, „Świtezianka”, „Powrót taty”, „Pani Twardowska”, „Lilije”, „Romantyczność”. Są i te mniej znane: „Pierwiosnek”, „Kurhanek Maryli”,  „Dudarz”, „Rybka”. Razem 14 ballad i romansów. Pierwszy raz ujrzały one światło dzienne w 1822 roku.  Za cztery lata będziemy obchodzić ich 200-tny jubileusz. Nic dziwnego, że ich lektura może współczesnym sprawiać trudności. Zmienił się język, nie wszystek kontekst kulturowy, społeczny, topograficzny jest wszystkim jasny. A przecież ma to wpływ na odbiór tej poezji. Książka wygląda tak: najpierw przytoczony jest każdy z utworów Mickiewicza. Zaraz po nim następuje interpretacja Emilii Kiereś. Jej omówienia są jak gawędy, których słucha się naprawdę z przyjemnością, które czyta się z przyjemnością – powinnam właściwie napisać. Wprowadza nas do świata, który na pierwszy rzut oka wydaje się być nieprzystępny, obcy. Bo nie rozumiemy pewnych słów, które przecież wyszły dawno z użycia. Albo kontekstu – społecznego, historycznego, politycznego, kulturowego albo i biograficznego. Bo jak się okazuje, niektóre rzeczy należy czytać właśnie w oparciu o prywatne życie i doświadczenie samego poety. Dzięki komentarzom autorki poznajemy ludzi, miejsca, miejscowe legendy, fakty z życia poety, ludowe tradycje i obyczaje, które akurat w przypadku „Ballad i romansów” odgrywały niezwykle ważną rolę. I nie sięga przy tym po jakiś wyszukany język, ale tłumaczy przystępnie, zrozumiale, a co najważniejsze – ciekawie. Jest takie przysłowie: jeśli chcesz zapalić innych, sam musisz płonąć. Ta miłość do poezji Mickiewicza jest tu widoczna. Jest też mnóstwo ciekawostek, o których milczą podręczniki: zasuszony listek podarowany Adamowi przez Marylę, który ten przechowywał w swoim biurku do końca życia. Informacje o wstręcie Mickiewicza w czasie dzieciństwa do … pisania. Musiał ćwiczyć kaligrafię na deszczułkach. I o tym, że nasz wieszcz był … figlarzem, który np. w nietypowy, poetycki sposób podpowiadał koledze na lekcji historii.

Książka została pięknie zilustrowana przez Mariannę Sztymę. Jej prace świetnie budują klimat, tajemniczość, baśniowość utworów. Natomiast sama okładka z tytułem w odcieniu ostrym – żółtym to strzał w dziesiątkę.  Do tego sama czcionka, krój liter – jakby podrygiwały one w rytm jakiejś muzyki. To też swego rodzaju potraktowanie tematu na luzie, odbrązowienie Mickiewicza i ukłon w stronę współczesnego czytelnika. Jakby ktoś dodatkowo chciał powiedzieć – Mickiewicz jest naprawdę dla ludzi! Młodych ludzi  też – gwoli ścisłości.

Wiek 14+

Wydawnictwo Egmont

środa, 28 listopada 2018
Kosmiczne święta - Ingelin Angerborn/ il. Per Gustavsson

Zakamarki tak nas przyzwyczaiły do literackiego kalendarza adwentowego, że gdyby nie pojawił się w okolicy listopada jakiś nowy tytuł w ramach adwentowej serii – byłabym nie tylko ja zdziwiona. Podczytując książkowe fora, strony – wiem, jak wielkie w tym temacie były oczekiwania. A pojawienie się w księgarniach „Kosmicznych świąt” sprawiło wielu ogromną radochę. I prawdę mówiąc – kamień spadł mi z serca. Kalendarz adwentowy polega na tym, że codziennie otwiera się tylko jedno okienko z czekoladową niespodzianką. Kalendarz literacki to 24 rozdziały – do czytania po jednym każdego dnia – zaczynając od 1 grudnia na 24 grudnia kończąc. To jak delektowanie się delicjami. Powolne. Ale tak wyczuwa się doskonały smak.

Do tej pory ukazało się w ramach adwentowej serii pięć tytułów: „Wierzcie w Mikołaja”, „Prezent dla Cebulki”, „Święta dzieci z dachów”, „Hurra, są święta” i najnowszy. Książki te mają adwentowy, świąteczny klimat, „cieplutko” wprowadzają nas w atmosferę świąt, choć na dworze często mróz i zimno. W moim przypadku wartość dodana lektury tytułu: „Wierzcie w Mikołaja” jest taka, że zamarzyła mi się w oknie tarasowym wielka błyszcząca gwiazda. I powiem krótko: JEST! Ale wracamy do książki.

W domu Rutki trwają adwentowe przygotowania. Jutro rodzina chce zapalić pierwszą świecę adwentową. Rutka na wszystko musi czekać, co jej się oczywiście nie podoba. Ale czy Adwent nie jest czasem …oczekiwania? W domu Rutki zauważono, że giną ciągle jakieś rzeczy. Tak jakby domownikom ktoś celowo robił psikusy. Młotek, nóż do sera, nożyczki. Tymczasem Rutka, zachęcona przez mamę, zabiera się do pisania listu do Świętego Mikołaja. Lista zawiera tylko 3 punkty: Przyjaciel, prawdziwy pies, pies z wystawy w sklepie metalowym. Nie zdradzę nic więcej, bo nie chcę psuć przyjemności z czytania lektury, ale myślę, że lista, okładka i tytuł i tak dużo już odkrywają. Przy czytaniu literackiego kalendarza adwentowego będziecie mieli dużo frajdy. Jak przy odpakowywaniu ukrytych w tekturowych okienkach czekoladek. Każdy rozdział kończy się w najmniej spodziewanym momencie. Aż korci, by natychmiast zahaczyć o kolejny.

W książce poruszono ważny temat przyjaźni. Pokazano tutaj troskę o inną istotę. Ta opowieść uczy też dawania – Rutka wydaje swoje wszystkie oszczędności ze skarbonki na jedzenie dla Kosmy – przybysza z Kosmosu. Pojawiają się przygotowania do świąt – tutaj dzieci doświadczają zwyczajów i tradycji szwedzkich. Można je oczywiście porównać z polskimi.

Mnie bardzo spodobała się scenka wyjaśniająca, czy Święty Mikołaj istnieje naprawdę. Muszę ją tu przytoczyć:

„Anton wziął głęboki oddech, zanim zaczął mówić dalej.

-Bo mój starszy brat powiedział, że nie ma Świętego Mikołaja – wyszeptał. – Ale to przecież nieprawda, no nie?

Pani się uśmiechnęła.

-Moim zdaniem Święty Mikołaj istnieje dla tych, którzy w niego wierzą – odpowiedziała.”

Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

poniedziałek, 26 listopada 2018
Żelazny Kruk - Rafał Dębski

Ewah jest synem myśliwego. Chłopak może imponować. Mimo młodego wieku – ma poukładane w głowie. W przeciwieństwie do kowalskiego synalka Noroga, który często szuka pretekstu do zwady i bójek. Ewah chętnie pomaga rodzicom, nie boi się pracy, swój wolny czas wykorzystuje na pożyteczne zajęcia. Jednym słowem – wymarzony syn. Kowal, mający silną pozycję w wiosce, wykorzystuje ten fakt i próbuje uprzykrzyć życie zarówno myśliwemu jak i jego synowi. Ewah oczywiście buntuje się, tym bardziej że i on, i Norog są zainteresowani tą samą dziewczyną z sąsiedztwa. Tymczasem wiosce grozi wielkie niebezpieczeństwo. Słowa: Żelazny Kruk budzą strach wśród najodważniejszych . Olbrzymie, potworne ptaszysko, które pojawia się niewiadomo skąd, z olbrzymią ilością wojska, które morduje, plądruje i porywa w niewolę. Kilka dni temu ojciec Ewaha zauważa na niebie złowrogi cień. Potem następuje atak, w czasie którego w ciągu kilku chwil Ewah traci prawie całą rodzinę. Chłopak postanawia odnaleźć bestię i zemścić się za śmierć bliskich.

W tej powieści bohaterem pierwszoplanowym jest wspomniany już Ewah: odważny, honorowy, mimo licznych przeciwieństw i ciosów od losu chce podjąć wyzwanie od losu. 14-latek musi szybko dorosnąć, podejmować wybory i decyzje, które go niekiedy przerastają. Czuje odpowiedzialność za innych, zwłaszcza za malutką ocalałą w napadzie na wieś siostrzyczkę. Droga do Żelaznego Kruka nie jest łatwa. Tym bardziej, że wydaje się, że temat ten skrywa jakaś dziwna zmowa milczenia. Nikt nic nie wie, nie widział, nie chce mówić na ten temat. Podczas wyprawy na Ewaha czają się liczne niebezpieczeństwa, rzezimieszki, źli ludzie i tajemnicze niespodzianki. Chłopak nie raz musi dobywać miecza.

„Żelazny Kruk” to połączenie przygody z fantasy. Raczej niewiele książek tego typu właśnie dla młodzieży znalazłam wśród polskich autorów.  Dla Rafała Dębskiego musiało być to również swego rodzaju wyzwanie, bowiem do tej pory nie specjalizował się on  w tego typu „młodzieżówkach”. Powiem tak: przeczytałam z młodszym synem i bardzo nam się podobało. Teraz czekamy na ciąg dalszy. W planach jeszcze dwie kolejne części.

Wiek 11+

Wydawnictwo Jaguar

niedziela, 25 listopada 2018
Co ma kura z jaszczura? - Cristina M. Banfi, Cristina Peraboni, Rita Mabel Schiavo/ il. Román García Mora

Ta książka spodoba się miłośnikom dinozaurów, przeszłości i … zagadek detektywistycznych. Może to ostatnie zabrzmi dość dziwacznie, ale śledzenie pewnych elementów z dalekiej przeszłości właśnie może przypominać swego rodzaju śledztwo.

Dalej czytamy: „Wielka księga ewolucji”. Ewolucja to proces, który „wcześniej istniejące formy, poddaje wolniejszym lub szybszym przemianom, pokolenie po pokoleniu, aż do momentu, gdy potomkowie zaczynają wykazywać cechy zupełnie odmienne od tych, które charakteryzowały ich przodków”. Lektura w wielu miejscach po prostu zaskakuje. Być może osoby obeznane z tematem nie dadzą się zapędzić w kozi róg. Jednak tacy laicy jak ja, zrobią pewnie duże oczy na wieść o tym, że tyranozaur (tak, tak – właśnie ten straszy tyranozaur) jest spokrewniony z … kurą. To co zatem zrobić z tezą, że wszystkie dinozaury wymarły? Spójrzcie w niebo – mnóstwo na nim ptaków, których prehistoryczni kuzyni wprawdzie żyli miliony lat temu, ale one – ptaki – ich potomkowie, mają się całkiem dobrze. W książce znajdziecie porównanie archeopteryksa z kogutem, bezgrzebieniowce (nieloty), ewolucję konia, szablozębne koty, trąbowce, olbrzymie ważki, lądowe krokodyle, wombata, australijską megafaunę, leniwca, pancernika, (uwaga!) wilka w owczej skórze (cokolwiek to oznacza), wieloryby, rekiny. Pewnie zadziwią Was informacje o tym, jak wiele współczesnych gatunków ma swoich przodków umiejscowionych właśnie w odległych czasach prehistorycznych. Na przykład walenie i hipopotamy mają ponoć swojego wspólnego prapraprapradziadka. Przy każdym okazie wyjaśnienie ewolucyjnego śledztwa i badań. Pokazanie cech wspólnych, również tych, które na przestrzeni lat zaniknęły bezpowrotnie.

Książka zawiera ładne ilustracje, informacje raczej krótkie i konkretne, trzymające się stricte tematu. Czcionka przypomina tę, z tradycyjnej maszyny do pisania. Mnie się podoba.

Wiek 6+

Wydawnictwo Adamada

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 188