Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
niedziela, 19 sierpnia 2018
Zrób sobie komiks - Piotr Kasiński i Robert Trojanowski

Książka dla tych, którzy już lubią komiksy i dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, że lubią komiksy. A w świecie komiksowym tyle się dzieje: wznawiane są tytuły sprzed lat, ukazują się smaczne kąski nowości. I uwaga! – jest jeszcze sporo miejsca dla nowych autorów. Kto wie, może ta książka zainspiruje kogoś do aktywności komiksowym polu działania i za lat kilka ukaże się jakiś komiksowy przebój, którego początkiem będzie właśnie „Zrób sobie komiks”. Dwójka autorów komiksu: Piotr Kasiński i Robert Trojanowski  postanowiła podzielić się swoimi doświadczeniami i zachęcić do tworzenia swoich dzieł. Znajdziecie tu trochę historii komiksu – ale nie są to żadne długie i monotonne wywody znawców tematu. A więc czasy prehistoryczne, starożytny Egipt, Rzym, freski średniowieczne, skryptorium, gdzie ręcznie przepisywano księgi – wszystko podane lekko, oczywiście w formie komiksu. To wciąż nie były jeszcze komiksy, ale całość pokazuje, że człowieka ciągnęło do rysowania. W końcu nadchodzi czas druku – przełomowego wynalazku Gutenberga. Oczywiście mowa tu również o ojczyźnie komiksu – USA, gdzie zrodzili się tacy ponadczasowi bohaterowie jak Superman, Batman, Kapitan Ameryka. Dowiecie się jakie upodobania komiksowe mają różne nacje: co czytają Włosi, Francuzi, Belgowie. Wielu z bohaterów komiksowych zdobyło zresztą międzynarodową sławę: Tintin, Asterix i Obelix, Lucky Luke, Thorgal. Oczywiście autorzy pochylili się nad polskim komiksem – zwrócili uwagę na rok 1919, kiedy to narodziły się „Przygody szalonego Grzesia”. Choć nie ukrywajmy najbardziej znane nasze rodzime komiksy to „Przygody Koziołka Matołka” i dużo młodsze: „Tytus, Romek i A’Tomek”, Kajko i Kokosz, Kleks.

Sama książka podpowie naprawdę dużo praktycznych porad w kwestii tworzenia swojego komiksu: poznacie tu: język, kadry, odstępy, dymek narracyjny, onomatopeje, kreseczki lub smugi, by wyrazić drżenie, bieg. Dalej: zawody związane z komiksem – niektóre nazwy brzmią iście egzotycznie: inker, kolorysta, liternik. Jak zacząć rysowanie komiksu – jedną osobę, grupę osób, scenariusz. Jak stworzyć bohatera komiksu, wygląd, charakter, mieszkanie dla niego i pojazd. Generalnie wszystko sprowadza się do ćwiczeń. Sprawdza się tu stara maksyma, że bez pracy nie ma kołaczy. Chcesz być dobry, musisz często chwytać za ołówek. Warto mieć swój własny egzemplarz tej książki, ponieważ w środku znajdziecie tu miejsce do ćwiczeń – własnych pomysłów i prac. Ćwiczenia z rysunku, pisania, uruchamiania wyobraźni i kreatywności. Wizyta w świecie komiksu jest szczególnie miła, gdy ma się tak sympatycznych przewodników jak Pik i Robi. Nie ma czasu na nudę i jest MOC do działania.

Wiek 10+

Wydawnictwo Znak

piątek, 17 sierpnia 2018
Jak wytresować smoka - Cressida Cowell

 

„Jak wytresować smoka” – wielu znana jako kreskówka. A jest książka – i to jaka!!! – Bardzo zadziorna, śmieszna, jedyna w swoim rodzaju. Na początku trochę zlekceważona, bo przecież dzieciarnia „zna” (podkreślam słowo „ponoć”) – z filmu – a jakże. A potem okazało się, że z kreskówki niewiele się pamięta, książka sprawiła olbrzymią radochę, a po obejrzeniu kreskówki – tak dla przypomnienia i zachęceni lekturą – padło: uwaga!!!– wiekopomne stwierdzenie – KSIĄŻKA jest lepsza. I inna – bo tu i tam SA spore różnice. A przecież w książce było tak i tak – jednym słowem: było lepiej.

A więc: przenosimy się do odległych czasów dzikich Wikingów. Bardzo dbają oni o wychowanie swoich dzieci – ale nie myślcie, że chodzi o zasady kindersztuby, takie ą, ę – bułkę przez bibułkę. Rasowy Wiking musi być chętny do walki, zaczepki, musi bekać, pluć, przeklinać, mścić się. Tego oczekuje się od wikińskich chłopaków. I musi jeszcze dostać się do smoczej jaskini, porwać smoka i następnie go wytresować. Czkawka – syn wodza wikińskiego jest inny. Delikatny, nie znosi wrzasków, przelewu krwi – tymczasem wszyscy, łącznie z ojcem, mają wobec niego inne oczekiwania – przecież w przyszłości sam ma zostać WODZEM. Kiedy po wyprawie po smoka Czkawka wraca z jakimś mizernym smoczym chuderlakiem nikt nie wieszczy mu kariery wikińskiego rozrabiaki. Zresztą, czy sam Czkawka chce właśnie taki być? Czy zamierza upodobnić się do swoich adwersarzy, którzy marzą o tym, by w przyszłości pozbyć się chłopaka i stanąć na czele wikińskiego plemienia?

Bardzo udana książka pełna humoru – przyznaję, niekiedy przaśnego – są wesołe sytuacje, dialogi, opisy, ilustracje. Naprawdę: podczas lektury często słychać było wybuchy śmiechu. Dobra wiadomość jest taka, że na jednym tomie nie koniec tej historii. Ukazała się już część druga: „Jak wytresować smoka. Jak zostać piratem”. Na okładkach zapowiedź kolejnych części w najbliższym czasie – razem 6 książek.


„Jak wytresować smoka” z jednej strony bawi, daje możliwość przeniesienia się w odlegle czasy, przeżywania przygód. Z drugiej strony traktuje o starych i cennych wartościach jak: honor, odwaga, prawdziwa przyjaźń. Gdzieś pomiędzy wierszami, w trakcie doskonałej zabawy można też się wiele nauczyć i wynieść cenną naukę na przyszłość – co tak naprawdę jest ważne w życiu.

Wiek 8+

Wydawnictwo ZNAK

  

sobota, 28 lipca 2018
Mateusz i zapomniany skarb - Magdalena Witkiewicz / il. Joanna Zagner - Kołat

 

Jeśli szukacie lektury na lato – a akurat wakacje trwają w najlepsze – „Mateusz i zapomniany skarb” świetnie się do tego nadaje. Książka jest kontynuacją serii o Lilce, która jest siostrą Mateusza – jednak traktowanie lektury jako odrębnej, moim zdaniem nie stoi na przeszkodzie – zwłaszcza gdy czytelnikiem będzie chłopiec i zechce zapoznać się tylko z przygodami rówieśnika, a nie koleżanek – choć przyznaję, że książki o Lilce też czyta się dobrze. („Lilka i spółka”, „Lilka i wielka afera”). Mateusz wraz z siostrą Lilką i mamą udaje się do Amalki. To urocze miejsce bez szczególnych wygód – ale bardzo klimatyczne. Razem z chłopcem z uroków lata korzystać będą ciocie, wujkowie, kuzyni i kuzynki. Jest wesoło, głośno, choć  w tak wielkiej gromadzie bez konfliktów się nie obejdzie. Co chwila ktoś rzuca jakiś żarcik, opowie ciekawą historyjkę, coś ciekawego nieszczególnie szczęśliwego się wydarzy (szambo!). Jest też i tytułowy skarb, o którym dzieci dowiadują się przez przypadek. Otóż dorośli wspominają jak to przed laty, gdzieś w okolicy Amalki ukryli skarb. Nic tylko go odszukać. Przydałby się tylko sprytny plan działania. I dzieci już nad nim pracują.

Książka nie traktuje o trzymających w napięciu wydarzeniach i wciskających w fotel zwrotach akcji. Niemniej ciekawym doświadczeniem było obserwowanie leniwych wakacji pewnej grupki ludzi – tym bardziej, że mój młodszy syn doszukał się mnóstwa analogii z naszą rodziną. Chodziło o powiedzonka, reakcje dorosłych, scenki z życia rodzinnego, problemy dzieciaków – przyznam się, że  w niektórych miejscach śmiechu było co niemiara. W pewnym momencie syn stwierdził nawet, że „odnosi wrażenie jakby ktoś pisał o nas”. Gdyby ktoś chciał nas lepiej poznać (żart) i przeżyć parę wakacyjnych przygód – to jak najbardziej polecam.

Wiek 6+

Wydawnictwo Od Deski Do Deski

piątek, 27 lipca 2018
Niedźwiedź i słowik - Katherine Arden

Blisko 550 stron mija szybko jak sen. Jakże trudno znów wrócić do rzeczywistości – gdy się było w średniowiecznej Rusi, na dalekiej Północy gdzie zimno, a na przednówku panują głód i choroby. To tam właśnie ze swoją rodziną mieszka Piotr Władimirowicz. Ojciec trzech synów i jednej córki. Tymczasem jego żona informuje go, że znów spodziewa się dziecka – na świat przyjdzie dziewczynka podobna do swej babki: dzikiej, odważnej i tajemniczej. I taka właśnie jest Wasia, która od samego początku skradła moje serce. Dziewczynka widzi to, co niewidzialne dla innych. Słyszy to, czego inni nie słyszą. Wychowywana przez Dunię – starą piastunkę znającą baśnie, bajki i legendy. To dzięki Duni Wasia nabiera szacunku do przyrody i dawnych stworzeń, które mimo wiary ludzi w Boga jedynego, wciąż istnieją równolegle. Tamte istoty, którym dawniej oddawano cześć, tkwią nadal głęboko w powszechnej świadomości. Ludziom żyje się tu dobrze i dostatnio, a duszki są zadowolone. Na przykład domowik: duch opiekuńczy domu – pomieszkujący na zapiecku. W powieści nie raz chronił dom przed demonami z zewnątrz. Trzeba było o niego dbać, rozstawiając jadło po kątach. Bannik – opiekun łaźni. Leszy – opiekun lasu. Waziła – czuwa nad stajnią i końmi. Mieszkańcy sioła wiodą sobie spokojny żywot oddając Bogu co boskie, a swoim dawnym bogom i duszkom – co nakazywały tradycja i zwyczaje. Ale tak jest do czasu. Bo pewnego dnia Piotr Władimirowicz przywozi nową żonę – bogobojną Annę. Do wsi przybywa też ambitny pop. Nie podoba im się zachowanie ludzi, a ich pojawienie się oznaczać będzie dla wszystkich kłopoty i rewolucyjne zmiany.

Na początku byłam przekonana, że będzie to bajka dla dzieci. Bajki są przecież pisane z myślą o nich, nieprawdaż? Nawet odłożyłam książkę na chwilę na półkę z myślą: Jak tylko skończę z synem wspólne czytanie innej książki, zaraz sięgamy po „Niedźwiedzia i słowika”. Ale korciła mnie ta lektura, oj korciła. Już sama okładka była kusząca. Rzadko daję się nabrać na lepik okładkowy, ale „Niedźwiedź i słowik” miał w sobie TO COŚ. Zaczęłam więc sama i szybko dotarło do mnie, że to książka dla dorosłych. Potem doczytałam na okładce: wyraźnie z tyłu to właśnie napisano – ale ja rzadko czytam teksty okładkowe ze względu na ewentualne spolerowanie i podany wynik śledztwa, że mordercą okazał się ogrodnik. (śmiech). Powiem tak: książka jest niesamowita. Zaczęłam czytanie w sobotę rano i tak non stop z małymi przerwami – do niedzieli wieczór. A co do niesamowitości tej książki: może mam właśnie takie odczucia ze względu na gatunek? Bajka dla dorosłych napisana tak, że naprawdę trudno się od niej oderwać. Kto by pomyślał, że kwestia Dziadka Mroza, Pana Zimy, znanego z dziecięcych książek i kreskówek – tak mnie wciśnie w fotel? A to dopiero – ku mojej uciesze – początek. „Niedźwiedź i słowik” jest pierwszym tomem trylogii. Książka ma wiele elementów, które mnie urzekły. Po pierwsze nieprzewidywalność – nie wiadomo, co się za chwilę wydarzy. Mnóstwo rzeczy, wydarzeń mnie tu bardzo zaskoczyło. Plastyczność opowieści: książkę dobrze się czyta (to niewątpliwie też zasługa tłumaczki Katarzyny Bieńkowskiej). Katherine Arden ma dar do opowiadania, snucia baśni, bajek. Nawiązuje tym samym do dawnej tradycji, kiedy to czas spędzano wspólnie na rozmowach, wspomnieniach, a bajki były nieodłącznym elementem codzienności – przekazywane z ust do ust. „Niedźwiedź i słowik” to w końcu ciekawy obraz dawnego życia w średniowiecznej Rosji: zwyczaje, ubiory, zachowanie, religia, stosunki społeczne, przyroda, drewniana Moskwa, a nawet potrawy i wyposażenie wnętrz. Bardzo polecam!

(Tłumaczenie: Katarzyna Bieńkowska)

Wydawnictwo Muza

czwartek, 26 lipca 2018
Dwórki królowej Bony. Na straży miłości - Kalina Jerzykowska

Jagusia Szydłowiecka zostaje wezwana przez królową Bonę na dwór królewski do Krakowa. Jest Rok Pański 1530. Królewskiej parze od kilku lat z dużym zaangażowaniem służy brat Jagusi Paweł. Dziewczyna nie zjawia się tu przypadkowa. Rezolutna królowa bowiem ma pewien plan. Otóż Paweł zakochał się w pasierbicy Bony – córce Zygmunta I Starego z pierwszego małżeństwa z Barbarą Zapolya. Tymczasem Bona i Zygmunt mają inne plany wobec Jadwigi. To nic, że Paweł pochodzi ze znanej i cenionej rodziny polskich możnowładców. Chcą coś ugrać na małżeństwie córki z którymś z europejskich władców – takie były czasy, tak się wtedy robiło politykę. Jagusia tymczasem to niby dawna miłość Pawła, a jej nagłe pojawienie się na dworze, ma poruszyć na nowo jego serce i uczucia. Królowa jednak nie wie, że zaszła pewna pomyłka. Ale jaka – tego już nie zdradzam. Co wyniknie z tego wszystkiego? Jaką rolę odegrają w tej historii tytułowe dwórki? Każdej z nich przyglądamy się z osobna - Autorka po kolei skupia uwagę na innej z panien: Agnieszce, Anastazji, Cecylii, Elżbiecie, Ludmile, Zofii, Katarzynie. Są też i Bona i sam obiekt westchnień: Jadwiga. 

Książka Kaliny Jerzykowskiej jest przede wszystkim ciekawą wyprawą w wiek XVI. Sama postać królowej Bony od dawna działa na ludzką wyobraźnię. W wielu książkach, w kultowym serialu z Aleksandrą Śląską w roli głównej, to właśnie TA WŁOSZKA wysuwa się na plan pierwszy. Teraz mamy możliwość poznania tego, co się mogło dziać w kuluarach, na zapleczu dworskim. Podsłuchujemy i podpatrujemy królewskie dwórki, poznajemy ich knowania i plany, dowiadujemy się, co też dzieje się na dworze – kto z kim i dlaczego, i jakie to może mieć konsekwencje. Oczywiście głównym wątkiem jest tu miłość pary zakochanych młodych ludzi i gotowość dwórek do stania na straży tej miłości. Jednak w powieści poruszane są i inne tematy: historyczne, polityczne, społeczne. Można poznać codzienne życie na dworze, ludzi przewijających się po zamkowych korytarzach. Są przedmioty codziennego użytku, wystroju wnętrz, ówczesnej mody. Można podpatrzeć jak się wyrażano, jak zachowywano w określonych sytuacjach – to naprawdę ciekawy obraz dawnego życia. Kalina Jerzykowska próbuje stylizować wypowiedzi bohaterów na dawną mowę naszych przodków. Oczywiście w granicach rozsądku. Myślę, że za dalekie pójście w odtworzenie dawnego języka mogłoby współczesnego czytelnika, który z zamiłowania nie jest językoznawcą, zniechęcić. Często pojawiają się książki z fabułą w dawnych czasach, ale ze współczesnym językiem. Tutaj mamy do czynienia z delikatną stylizacją dawnej polszczyzny – ale zrozumiałej i nadającej klimat całej opowieści. Książka spodoba się tym, którzy rozmiłowani są w dawnych czasach i chcą na własne oczy (czytelnika) przekonać się, jak się żyło królewnom i dwórkom na zamku. Inna sprawa – że często to życie wcale nie było idylliczne i sielankowe – jak to w bajkach bywa – ale o tym już sza. Zapraszam do lektury.

(ilustracja na okładce: Sylwia Szyrszeń)

Wiek 12+

Wydawnictwo Literatura

wtorek, 24 lipca 2018
Ale historia... Stasiu, co ty robisz? - Grażyna Bąkiewicz/ il. Artur Nowicki

Jakże byłoby fajnie, gdyby lekcje historii wyglądały w naszych szkołach tak jak zajęcia pana Cebuli. Jest on oddany swojej pasji, jaką jest historia właśnie. Mało tego – potrafi nią zarazić swoich uczniów. Niekiedy potrzebują oni lekkiej „motywacji”, ale zawsze z ciekawością wykonują kolejne zadania. A jak wyglądają owe lekcji historii? Na pewno nie na wkuwaniu nudnych dat i faktów. Jedną z metod poznawania czasów zamierzchłych są podróże w  czasie. Dzieje się to za sprawą ławek, które teleportują uczniów do przeszłości. Wystarczy wskazać wiek, dalej konkretną datę – i fiuuuuu – już jakaś siła pcha cię w wieki minione. Tym razem do czasów Oświecenia nazywanych u nas również czasami stanisławowskimi – a to ze względu na postać króla właśnie – czyli Stanisława Augusta Poniatowskiego. Postać kontrowersyjna, nierówno oceniana i przez historyków i zjadaczy chleba. Jest też dość bogata literatura na jego temat – jedni Stasia bronią, inni ganią i krytykują. A jak jest w tej książce? Oczywiście nie zdradzę – niemniej autorka, również historyczka z zawodu, pokazuje jak najwięcej faktów z życia króla, z czasów epoki, pokazuje plusy i minusy jego działalności, rządów i artystycznych pasji. Czasy króla pozna osobiście 12-letni Słoniu i jego koledzy i koleżanki z klasy. Pamiętacie Słonia z poprzednich części serii? Jego tata jest dyrektorem szkoły. Aha – to już wiele Wam mówi. Teraz to właśnie Słoniu będzie musiał się wykazać. Ale czy same muskuły, które tak pieczołowicie pręży przed innymi, wystarczą, by dać sobie radę w innych czasach? Czy jednak będzie musiał docenić górę rozumu nad siłą. Przecież to epoka Oświecenia przed nami. Tak… tak obiecałam milczeć. W każdym razie Stanisław August Poniatowski zachowywał się co najmniej dziwnie w swoich czasach. I to tak bardzo, że sprowokowało to pytanie typu: „Stasiu, co ty robisz?” Po odpowiedź w dawne czasy zostaje wysłana grupka dzieciaków.

Historia i prawdziwa, i z przymrużeniem oka. Dużo uroku dają komiksy Artura Nowickiego. Humor słowny i sytuacyjny. Dzięki komiksowym okienkom wiele zawiłości historycznych na pewno łatwiej zrozumieć. Sam pomysł przenoszenia dzieciaków do innej epoki – jak zwykle się sprawdza. A mnie się marzy, by powstała część bardziej współczesna: kiedy to dzieciaki  przenoszą się do czasów młodości swoich rodziców. Chociaż nieeee - bardziej prapraprapradziadków, bo przecież czasy tu bardzo nowoczesne. Coś w rodzaju Powrotu do przyszłości z Michaelem J.Foxem. Tyle że tu oczywiście wystąpiliby uczniowie z klasy pana Cebuli. 

Wiek 9+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 20 lipca 2018
Damy, dziewuchy, dziewczyny. Podróże w spódnicy - Anna Dziewit-Meller/ il. Joanna Rusinek

Zawsze z przyjemnością czytam książki od dzielnych kobietach. Bo takich informacji nigdy dosyć. Bo jednak kobiety miały albo i mają w życiu gorzej, na pewno bardziej pod górkę. I dlatego wychodzę z założenia, że takie tytuły to MOC ENERGII dla dziewczynek. Akurat w kwestii lektur: ktoś policzył i większość bohaterów w książkach dla dzieci jest płci męskiej. A jeśli są dziewczynki, to przeważają księżniczki i królewny. Mało tego, często powielany jest jeszcze stereotyp: odważny chłopiec, bierna dziewczynka. Bez komentarza. Tak więc zadanie na dziś - czytamy dziewczynkom o dzielnych dziewczynkach, albo polecamy im lektury o kobitkach in action.

Tymczasem właśnie trwają przygotowania do wydania numeru specjalnego poświęconego damom, dziewuchom, dziewczynom. Kobietom, które podróżowały po świecie w … spódnicy. (Spodnie??? Absolutnie nie wchodziły w grę). Jakże teraz łatwo wsiąść w samolot, pociąg, samochód, na rower i ruszyć przed siebie. Kiedyś taka podróż była wyczynem nie lada. Kobiety miały inne, „ważniejsze” zadania do wykonania, które (z grzeczności) przemilczę. Pogoń za marzeniami, realizacja w życiu zawodowym, rezygnacja z rodziny – nie były mile widziane. Ba – czasami oznaczały wykluczenie z tzw. towarzystwa, albo chowanie takiej panny w jakichś zakamarkach i kątkach „dobrego domu”, co by nie gorszyła innych.

Różne epoki, różne postaci. Tylko marzenia i dążenia te same. Nelle Bly – amerykańska dziennikarka, która podobnie jak bohater powieści Juliusza Verne’a udała się w podróż dookoła świata. Gudrid Thorbjarnardottir – odkrywczyni z X wieku (!!!) – pierwsza Europejka, która stanęła na zachodniej półkuli. Sacagawea, Lady Hester Stanhope, Ida Pfeiffer, Alexandrine Tinne, Florence Baker, Mary Kingsley, Maria Czaplicka, Bessie Coleman, Krystyna Chojnowska-Liskiewicz, Walentyna Tierieszkowa, Junko Tabei, Felicity Aston – przyznajcie z ręką na sercu: ile tak naprawdę nazwisk z powyższej listy znaliście. Ja (ze skruchą) – niewiele. Zatem – książka ma przede wszystkim dużą wartość poznawczą, dalej: motywacyjną (o czym szeroko się rozpisałam). Całość w bardzo atrakcyjnej formie: ciekawe teksty, przyciągająca wzrok szata graficzna nawiązująca do prasy tradycyjnej z przeszłości, wywiady, dodatkowe informacje o miejscach i osobach drugoplanowych, teksty reklamowe różnych specyfików, potraw, biur podróży,  ciekawostki, czarno-białe prasowe ilustracje.

Na koniec – dodam tylko, że to drugi tom w ramach serii „Damy, dziewuchy, dziewczyny”. Poprzedni, z dopiskiem „Historia w spódnicy” wygląda tak (nic o nim nie piszę, bo nie znam). A czy będzie tom trzeci – zobaczymy: czas pokaże.

Wiek 10+

Wydawnictwo Znak

czwartek, 19 lipca 2018
Co widzimy w gwiazdach? Ilustrowany przewodnik po nocnym niebie - Kelsey Oseid

 

W najbliższym czasie oczy wielu z nas będą skierowane w kierunku nieba - a ściślej mówiąc Księżyca (nie przegapcie 27 lipca). Będzie się działo!!! Jeśli warunki będą sprzyjały, zaobserwujemy całkowite zaćmienie Księżyca. A może po tych obserwacjach częściej zaczniemy zdzierać głowy do góry, by popatrzeć, co się nad nami TAM dzieje? Może częściej popatrzymy na niebo? Gwiazdy, planety, Słońce, Księżyc. Jeśli złapiemy bakcyla, wówczas pomoc się na pewno przyda – w postaci ilustrowanego przewodnika po nocnym niebie – takim jak ten właśnie. Książka na pewno może być wstępem do „czytania” nieba ze zrozumieniem, poznawania go. Bo przyznajmy, wielu z nas wśród mnóstwa migocących punkcików tam w górze, potrafi rozpoznać niewiele: Wielki Wóz, Mały Wóz, Gwiazdę Polarną. A może będzie to początek przygody, która będzie kontynuowana dalej z innymi lekturami, filmami, wykładami znawców tematu? Na początek próbujemy okiełznać temat nocnego nieba swoimi siłami. Po lekturze mogę powiedzieć – jest MOC i są chęci.

Poznacie tu różne gwiazdozbiory, ich starożytne nazwy, nawiązanie do mitologii. Autorka pokazała też jak ludzie czytali niebo w dawnych czasach, gdy nie mieli do dyspozycji precyzyjnych narzędzi i instrumentów. Za to mieli w sobie olbrzymią chęć poznania świata. A więc: gwiazdozbiory Ptolemeusza, które różnią się od gwiazdozbiorów nowożytnych. Jak się okazuje ta działka nauki niesie z sobą różne niespodzianki, bowiem w erze oświecenia konstelacje gwiazd otrzymały również nazwy narzędzi i instrumentów naukowych, chociażby takich jak: Pompa, Piec, Węgielnica, Luneta, Sekstant, Kompas czy Sieć. Mają one też nazwy zwierząt i mitycznych stworzeń: Ptak Rajski, Psy Gończe, Kameleon, Jaszczurka, Ryś, Złota Ryba, Jednorożec czy Lisek. Gwiazdy zajmują tu najwięcej miejsca – ale poświęcono też dużo uwagi Drodze Mlecznej, Księżycowi (informacje przydadzą się za dni kilka), Słońcu, poszczególnym planetom Układu Słonecznego, planetoidom, kometom, meteorom. Oczywiście pojawia się odwieczne pytanie w kontekście nieba: Czy tam jest ktoś jeszcze? Jest próba odpowiedzi na to pytanie, co na pewno łatwe nie jest.

Każdy z nas urodził się pod jakąś gwiazdą może ta książka zainspiruje Was do wieczornego pikniku rodzinnego. Zadanie do wykonania na już: odnaleźć swój znak zodiaku na czarnym niebie.

Książka ciekawa, zawiera mnóstwo informacji, ciekawostek. Zilustrowana w tonacji … nocnego nieba. Nienachalnie, tak by zaintrygować, zainteresować, zapalić do poznawania tematu. Mnie się baaaardzo podoba.

Tutaj można zajrzeć do środka:)

Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 18 lipca 2018
Chcemy nasze czapki!- Eva Lindström

W tej książce nie znajdziecie ani żadnych czarów-marów, ani jakiejś strasznie niesamowitej albo zagmatwanej opowieści. Ta historia bardziej kojarzy mi się z opowieściami, które po raz „enty” opowiada się przy stole w miłym towarzystwie. Do powspominania, pośmiania się. Jest oczywiście narastające napięcie, budowanie nastroju, niepewność i ciekawość, czy aby tytułowe czapki dzieciaków na pewno się odnajdą. Bo w tej historii jest coś dla dzieci i dla dorosłych. Jest przede wszystkim ukazane, że z każdego, nawet niepozornego wydarzenia, można stworzyć ciekawą opowieść. Jest dziecięca chęć do zabawy, zatracenie się w niej, niedbałość o swoje rzeczy – bo w pewnym momencie akurat towarzystwo innych dzieci jest ważniejsze niż takie zwykłe czapki. Ale jest też nieporadność dorosłych, która z jednej strony śmieszy, choć z drugiej uczy też tego, by od czasu do czasu pośmiać się z samego siebie. A to akurat nam, dorosłym, niekiedy trudno przychodzi.

A cała historia zaczyna się niewinnie. Grupka dzieci udaje się do Adama na urodziny. Podczas przyjęcia tata chłopca …. czaruje. Do jednej ze sztuczek potrzebne są czapki przybyłych dzieci. Problem w tym, że te nagle znikają bez śladu. Czy się odnajdą?

Historia zaginionych czapek została opowiedziana prostym językiem - warto polecić początkującym czytelnikom. 

P.S. Ja z moją starszą siostrą też mam taką opowieść o pewnej czapce znalezionej na słupie energetycznym wiele, wiele lat temu. Tylko, że wtedy siostra tej czapki nie chciała. Po latach śmiejemy się z tej historii i czasem do niej wracamy podczas rodzinnych wspomnień.

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

wtorek, 17 lipca 2018
Rok w lesie - Petra Bartíková/ il. Aneta Žabková

Lubicie chodzić do lasu? Ja – bardzo. Las mam w zasięgu ręki. Parę minut spacerkiem albo kilka depnięć rowerkiem i już jest. W każdym razie taka książka jak ta zachęca do tego, by się tam udać z dziećmi. Nie, nie chcę pisać, że to alternatywa dla lasu. Bo las się dopiero wtedy czuje, gdy się w nim jest naprawdę: cudowny zapach olejków eterycznych daje po nozdrzach, słyszy się trzask złamanej gałęzi, obserwuje, co się dzieje w znajomym mrowisku, dziupli, u żurawi na łące. I myślę, że jak się chce, to się do lasu trafi. A co lubię w lesie najbardziej? Że (wiem, nie zaczyna się zdania od „że”) jak się łazi (tak: dosłownie „łazi”) po tych wszystkich nierównych ścieżkach, bruzdach, wyrośniętych korzeniach, trzeba uwagę skupić również na sobie. By stąpnąć prawidłowo, by nie upaść przypadkiem. I wtedy nieważne stają się problemy dnia codziennego, głowa w cudowny sposób odpoczywa od negatywnych myśli - stajemy się czujni jak tropiciele. Praca, szef, finanse, szkoła dzieciaków, bałagan w domu w jakiś cudowny sposób rozpuszczają w sosnowych i świerkowych olejkach eterycznych. Dlatego zachęcam do tego, by sięgnąć po książkę o lesie, ale potem OBOWIĄZKOWO sprawdzić, co w lesie piszczy, co słychać u wiewiórek. Wiem, wiem – ale są KLESZCZE. Tak, znam. Sama w tym roku miałam trzy spotkania oko w oko z tym potworem. Dwa osobniki spacerujące i jeden wbity.


Całość podzielono na cztery pory roku i kolejne miesiące z nimi związane. Każda z nich zawiera kilka krótkich informacji i ciekawostek dla nich charakterystycznych. I tak: jeśli wiosna to musza być fiołki, i młode warchlaczki dzików, pisklęta ptaków, miłość zwierząt, młode zajączki, ptasie trele i smaczny grzybek gęśnica wiosenna (nie znałam wcześniej). Jeśli lato to aktywne kuny, poziomki, troskliwy tato kowalik, płochliwe sarny, świetliki, wydry i bażanty. Jesień – tutaj bez kasztanów się nie obejdzie, i ptaków żegnających się z nami, jarzębiny i ryczących jeleni. Zwrócono uwagę na szkodnika, który ma przeuroczo trudną nazwę i jest trudny niestety do zwalczania: szrotówek kasztanowcowiaczek. Zimą za to są sikorki, jemioła, niedźwiedź, wilki i randkujące zające.


Oczywiście tematów jest więcej, nie sposób o wszystkich napisać. Są to naprawdę króciutkie informacje, by nie znudzić, ale by zaciekawić. Jest też kilka okienek do odkrycia i mini-książeczek do odkrycia. A w nich ciekawe pomysły na zagospodarowanie wolnego czasu z przyrodą: robienie zielnika, obserwacja zwierzęcych tropów czy poznanie liści znanych drzew. Całość fajnie zilustrowana, z humorem, kolorowo.

Wiek 5+

Wydawnictwo Adamada

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 178