Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
poniedziałek, 24 listopada 2014
Strażacy - Emilie Beaumont / il. Sylvie Michelet

Książka, którą pokochają mali chłopcy. Bo znacie jakiegoś malucha płci męskiej (a ponoć i nie tylko:), który w przyszłości nie chciałby zostać strażakiem? Ta książka ze względu na grube kartonowe strony nadaje się już dla najmłodszych adeptów pożarnictwa. Dzieci "odwiedzają" straż pożarną, razem z książkowymi przedszkolakami poznają tajniki remizy i zawodu strażaka. Są tu informacje o kondycji strażaków, ich zawodowych ćwiczeniach, pracy na co dzień: w różnych trudnych sytuacjach - nie tylko wtedy, gdy ogień zagraża życiu ludzkiemu. Podczas jednego pożaru cały czas śledzimy rozwój wypadków: od zgłoszenia telefonicznego, przez alarm w remizie, gaszenie pożaru i ratowanie ludzi aż po zakończenie całej akcji. Jakimi narzędziami posługują się strażacy, jak wygląda ich strój, z kim współpracują, gdzie można ich spotkać? Odpowiedzi na te i inne pytania dzieci znajda na pewno  w tej malej książce. To też doskonała okazja, by porozmawiać o bezpieczeństwie i zachowaniu się podczas wypadku.

Na każdej stronie kolorowe ilustracje z małą ilością tekstu. Do częstego przeglądania - tam i z powrotem. Razem 30 stron "strażackiej" lektury.

Wiek 3+

Wydawnictwo Olesiejuk


Dylematy młodego mężczyzny

Mikołaj (lat 7) gra ze mną w balona. Nagle łapie go i ni stąd ni zowąd pada pytanie:

-Mama, a czy są takie kobiety, dla których w życiu najważniejsza jest piękność?

niedziela, 23 listopada 2014
Domino i Muki. Po drugiej stronie czasu - Zofia Stanecka/ il. Daniel de Latour

Wycieczki w czasie w książkach dziecięco - młodzieżowych od zawsze mają wzięcie. Przenoszenie w przyszłość lub do przeszłości niesie ze sobą wiele niespodzianek - niezrozumienie obyczajów i języka to początek niezłej katastrofy i nieporozumień. Różnego rodzaju "gadżety" z epoki, pozycja społeczna mieszkańców, dzień codzienny - to wszystko często dodaje smaczku całej historii. Inaczej jest, gdy bohaterowie planują taka "wycieczkę". Są przygotowani na historyczne "niedogodności". Inaczej - jak dzieje się to zupełnie wbrew woli bohaterów. Trochę wody w Wiśle upłynie, zanim spostrzegą się, że wylądowali w innych czasach, a ludziska wokół nich, to nie weseli przebierańcy.

Domino i Muki (naprawdę: Dominika i Dominik)- uczniowie szóstej klasy, to para przyjaciół, która przypadkiem znalazła się w okolicach Gniezna w epoce średniowiecza. Choć plany od samego początku były zupełnie inne. W Warszawie Wisła zalała tunel remontowanej Wisłostrady - ciekawskie dzieciaki postanawiają przechytrzyć ochronę budowy i zajrzeć do tunelu. Przy czym tunel ten stanie się dla nich również tunelem czasu, który przeniesie ich do innej epoki, gdzie kilka razy ich życiu będą groziły niebezpieczeństwa, gdzie spotkają postacie znane z podręczników historii - w tym Wojciecha, który w tej historii dopiero przygotowuje się do wyprawy do Prusów w celu ich nawrócenia.

Książka dla miłośników historii, przygody. Są momenty śmieszne - wynikające z niezrozumienia obyczajowości epoki. Jest też dużo momentów tragicznych - zwłaszcza koniec historii - kiedy dwójka przyjaciół staje się świadkami śmierci Biskupa Wojciecha. Na pewno można wiele się dowiedzieć z lektury na temat dnia codziennego w średniowiecznym grodzie, pożywienia, warunków mieszkalnych. Są wrogowie, szeptuchy, ołtarz, na którym składano ofiary, jest książę, mieszkańcy grodu i podgrodzia - jeszcze zagubieni w wierze - z jednej strony oddający cześć nowemu Bogu, z  drugiej - czujący respekt przed dawnymi pogańskimi bogami. Spodobał mi się sposób przedstawienie św. Wojciecha - człowieka z krwi i kości, z ludzkimi obawami i pełen niepewności - ale również człowieka twardego, odważnego, który gotów jest na śmierć w imię Chrystusa. Dla uczniów ciekawym elementem fabuły będzie przedstawienie roli kobiety w tamtym świecie. Bez prawa głosu - nawet w sprawach najważniejszych. Bez szans na obronę - w momencie oskarżenia o czary.

Mam nadzieję, że perypetie gnieźnieńskie to nie koniec przygód Domina i Mukiego - i Autorka ma pomysł na inną przygodę. Patrząc na naszą historię - jest mnóstwo wątków do zagospodarowania. Widzę w tych nienapisanych opowieściach (a może już są?) również miejsce dla dwóch "uboząt": sepleniącego skrzata Czesława i utopca, którzy wnieśli do tej historii i śmieszne elementy, i pełnili rolę aniołów stróżów, co by dwójce dzieciaków z XXI wieku krzywda się nie stała. Na co czekamy z niecierpliwością i zainteresowaniem.

Wiek 11+

Wydawnictwo W drodze


środa, 19 listopada 2014
Instrukcja obsługi Pieska Jacósia - Andrzej Marek Grabowski, Sybilla Berwid - Wójtowicz/ il. Katarzyna Kołodziej

Ależ oczywiście, że ma być - Jacóś. A dlaczego? - nie zamierzam tego zdradzać. Sami byliśmy ciekawi. Autor trzymał nas długo w niepewności. Nie liczcie więc na to, że rozwiązanie zagadki znajdziecie na trzeciej stronie, i nie piszcie do wydawnictwa, że wkradł się na okładkę błąd. Jacóś to Jacóś. Ale od początku.

Kasia marzy o psie. Jednak jej tato kategorycznie się temu sprzeciwia. W dzieciństwie został boleśnie pogryziony przez psa - i choć rany już dawno się na nodze zabliźniły, to straszne wspomnienia pozostały na zawsze. Kiedy pewnego dnia Kasia znajduje małego psiaka w śmietniku, bez chwili wahania decyduje się go wziąć do domu. Na nic jednak prośby i żale - pies zostaje oddany do schroniska. Dziewczynka nie poddaje się i zaczyna walkę o psa.

Udana książka o tym, jak to jest, kiedy nagle w życiu człowieka pojawia się pies. Na pewno to lektura dla dzieci, które tak jak Kasia marzą o tym, by mieć jakieś zwierzę. Do fabuły autor przemycił mnóstwo informacji na temat psów, ich zachowania, zwyczajów, pielęgnacji. Na końcu książki oddano głos, a właściwie pióro, cioci Basi (tak naprawdę Sybilli Berwid - Wójtowicz, która na psach zna się doskonale). Ciocia pisze list do Kasi, w którym instruuje dziewczynkę, jak powinien postępować początkujący właściciel psów: na temat jedzenia i picia, zakazanych pokarmów, zdrowia, towarzystwa itp.

Książka obfituje w różne przygody - bo na pewno domyślacie się, że wcale nie tak łatwo przekonać tatę Kasi do Pieska (pisownia wielką literą również nieprzypadkowa). Jest śmiesznie, niekiedy wzruszająco. Nie pominięto trudnych tematów związanych z biologiczną sferą zwierząt.

Skutki czytania tej lektury mogą być dwojakie: uświadomienie sobie tego, jaka odpowiedzialność ciąży na właścicielach zwierząt może jednych zniechęcić do kupienia/ zabrania ze schroniska psa. Z drugiej jednak strony - osoby kochające te zwierzęta - po poznaniu losów Kasi i Pieska, z pewnością będą chciały również zrealizować swoje marzenia. Kasia uczy, że marzenia się spełniają.

Drodzy rodzice - na pewno pojawią się prośby: Chcę mieć psa. Więc z góry ostrzegam:)

Wiek 6+

Wydawnictwo Literatura

poniedziałek, 17 listopada 2014
Puszek, Druciak, Zakładka i inne isty - Anna Karwińska/ il. Jan Bajtlik

Tytułowe tajemnicze postacie to maskotki - przyjaciele Alicji. Dziewięciolatka nosi je w niedużym kwadratowym koszyku. Oprócz nich są jeszcze inne isty, to znaczy - istoty - chciałam napisać. Jak choćby pstrokata Wełniczka. I Irati - lalka z suchych liści kukurydzy, ziarenek i filcu. I Zakładka z kawałków filcu naklejonych na tekturze. Alicja nie boi się pytać. Chce poznać świat. Zdaje sobie sprawę z tego, że może osiągnąć swój cel poprzez szukanie odpowiedzi. Choć jest świadoma tego, że ta pytanina nigdy się nie skończy, a mądry człowiek ciągle będzie miał jakieś pytanie w zanadrzu, co rusz znajduje nowy temat do dyskusji. Alicja pyta.... i tak zaczynają się ciekawe rozmowy między nią, autorką i maskotkami.


Książka stała już od jakiegoś czasu na mojej półce i ciągle było coś ważniejszego do napisania. Ale dziś, kiedy zaczęłam ją czytać - nie mogłam się oderwać. I trwałam przy niej tak długo, aż nie skończyłam. Mimo, że to lektura dla dzieci - powinni też przeczytać ją dorośli. Książka podpowiada, jak rozmawiać na trudne, ale ważne tematy.

Czasem łamiemy sobie głowę: jak wytłumaczyć małemu człowiekowi definicję społeczeństwa, kwestię uczciwości, pojęcie piękna i brzydoty w sztuce, reklamy, kultury, biedy i bogactwa, wspólnoty kulturowej, przywództwa. Nie są to tematy łatwe. Niekiedy, gdy już  podejmujemy się ich wyjaśnienia, sięgamy po gotowe definicje - pokrętne, trudne, jednostronne. Tutaj temat badany jest z wielu stron, zadawane są pytania poboczne, przy okazji poruszane jest jakieś inne istotne zagadnienie. Dialogi bohaterów - wciągają. Niekiedy jest jak w bajce - innym znów razem dyskusja przybiera formę filozoficznej dysputy. A wszystko dziecięco - ale (na szczęście) nie dziecinnie.


Doskonałym uzupełnieniem są awangardowe ilustracje Jana Bajtlika. Minimalistyczne, ale bardzo wymowne. Podobnie jak strony z literami - kojarzyły mi się osobiście z plakatami. Jest ich mnóstwo, w ciekawych kolorach. Każdy rozdział kończy się pytaniami skierowanymi do czytelnika. Dyskusja bohaterów książkowych może płynnie przenieść się na forum rodzinne. To też bardzo ciekawe doświadczenie.


Wiek 6+

Wydawnictwo Narodowe Centrum Kultury

niedziela, 16 listopada 2014
Młody ornitolog. Encyklopedia - Andrzej G. Kruszewicz

O tej książce mogę napisać tylko same dobre rzeczy. Zresztą autor - Andrzej G. Kruszewicz - dyrektor warszawskiego zoo, dał się już nie raz poznać jako propagator miłości do przyrody i to z talentem do opowiadania. (Nie, nie ma w jego książkach wielkich słów). Jego książki czyta się z przyjemnością. Na upartego - człowiek z wielką wyobraźnią, czuje się tak, jakby brał udział w przedsięwzięciach autora: w obserwacjach i wyprawach. Właściwie to nawet można by pokusić się o stwierdzenie - książka wystarczy. Jednak między wersami jest tyle pasji, miłości do tego, co nas otacza, że w człowieku budzi się swego rodzaju nutka zazdrości, która nakazuje wręcz sięgnąć po wygodne buty, wciągnąć na siebie odpowiednie odzienie i wybrać się do lasu, na pola, łąkę, by samemu doświadczyć spotkania oko w oko - z przyrodą - i to wcale nie przez wielkie P. Bo wcale nie chodzi o to, by od razu iść tropem wilka. Może wystarczy zadrzeć głowę wysoko i przyjrzeć się zwykłym wróblom, które w naszym dachu zbudowały sobie gniazdo. Tak a propos - z książki Kruszewicza dowiedzieliśmy się, że to gatunek, któremu grozi wyginięcie (!).


Na okładce czytamy: Encyklopedia dla całej rodziny. I to się zgadza, bowiem książka zainteresuje czytelników w każdym wieku. Zwłaszcza tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z obserwacją ptaków. Całość została podzielona na kilka części. W ciekawym wstępie Wiedzieć więcej autor namawia do odkrywania świata wokół siebie. W przyrodzie nie ma stagnacji - ciągle jesteśmy świadkami zmian. Ale często zachodzą one bez naszego udziału - po prostu jesteśmy na pewne rzeczy ślepi. A wystarczyłoby szerzej otworzyć czy. Drugi rozdział przygotowuje do obserwacji. To dział poświęcony ornitologii - systematyka (w skrócie), przygotowanie się do prowadzenia obserwacji, planowanie wyprawy ornitologicznej, prowadzenie notatek, bezpieczeństwo, dokumentacja fotograficzna, najlepsze ptasie miejsca w Polsce, kolekcjonowanie piór, dokarmianie i pojenie i inne. Następnie autor opisuje wybrane ptaki występujące w Polsce, które podzielił na: ptaki śpiewające i ... wszystkie inne. Razem 120 gatunków. Rozkładówka zawiera najczęściej opisy dwóch ptaków, choć zdarzają się miejsca, w których na opis danego osobnika przeznaczono dwie wielkie strony. Znajdziecie tu mnóstwo konkretnych informacji na temat występowania, wagi ciała, rozpiętości skrzydeł, zachowania. Autor często sięga również po ciekawostki i ....ptasie plotki:) I choć w dzisiejszym świecie nie jest mile widziane wyciąganie rodzinnych sprawa (ach ci celebryci) - akurat w przypadku ptaków, dodaje to smaczku ptasim historiom. Jak choćby ta, że łabędzie, nurogęsi i gęgawy są niezwykle troskliwymi rodzicami. Albo że perkoz rdzawoszyi składa białe jaja, które potem ciemnieją - a dzieje się tak za sprawą barwników gnijących części roślin, które służą jako "kołderka" dla jaj, gdy rodzice muszą na chwilę opuścić gniazdo. Takich smaczków w książce jest bardzo dużo. Całość - bardzo kolorowa - a to za sprawą zdjęć doskonałej jakości. Ptaki "uchwycone" w ciekawych momentach - podczas zalotów, zdobywania pożywienia, chowania młodych, kąpieli. Na końcu znajdziecie Skorowidz, który na pewno pomoże odnaleźć danego osobnika. Autor przedstawił też listę gatunków, które zostały stwierdzone w Polsce.  Są to najaktualniejsze dane z 2014 roku. Ostatnia strona to budowa ptaka - części ciała i upierzenia oraz wzory na upierzeniu.


Całość wydana z wielka starannością - wagi słusznej i o dużym formacie 23 cm x 28 cm.

Polecam:)

Wiek 6+

Wydawnictwo Multico



sobota, 15 listopada 2014
Dołek jest do kopania - Ruth Krauss/ il. Maurice Sendak

Ta książka przypomniała mi takie oto scenki z życia mojego młodszego syna. Kiedy zaczął mówić, lubił przychodzić do mnie i pytać: Mamo, kogo dzisiaj kochasz? A ja mu odpowiadałam: Dziś kocham wszystkie pająki. Na to Mikołaj: No to ja jestem dzisiaj twoim pająkiem. I tak kochałam po kolei różne Stworzenia Boże: biedronki, węże, smoki, pieski, koty, pasikoniki i muchy. A moje dziecko stawało się po kolei biedronką, wężem, smokiem, pieskiem, kotem, pasikonikiem i muchą. Kiedy wspominam tamte chwile, od czasu do czasu wodzę się na takie oto pokuszenie, żeby z tych naszych "kochanych" historyjek popełnić książkę, ale musiałaby to być książka obrazkowa - a  w tej kwestii - talentu brak:)

Przypomniałam sobie o tym, kiedy zobaczyłam ilustrację i tekst: Dzieci są do kochania. Do czego zmierzam? Dołek do kopania to kwintesencja dzieciństwa, radosnych, niesfornych zabaw, postrzegania świata przez maluchy, które potrafią zachwycić się zwykłymi kamykami (kamyki są przecież do zbierania i układania w kupki),zegarkiem (zegarek jest do tykania), czy zapałką (zapałka jest do zdmuchiwania). Odkrywania nowych obszarów, do których my, dorośli, tak często dopisujemy ważną filozofię czy regułkę. Tutaj znajdziecie proste definicje dziecięce, ale nie dziecinne - zadziwiające, niekiedy śmieszne, ale płynące z małego serca, szczere, może niekiedy dziecięco naiwne - a przez to urocze. Słońce jest po to, żeby był piękny dzień. Albo: Schody są do siedzenia. Kiedy tę książkę czytał nam na głos mój starszy syn, pomyślałam sobie, że ta książka może też powstała z obserwacji jakichś scenek rodzinnych, dzieci w parku - przy zabawie, podczas leniuchowania. Z zapisków rodzinnych, ciekawych powiedzonek małych ludzi. Może to też pamiętnik pewnego dzieciństwa, o którym wiedzieli tylko autorzy. Jednym słowem - dziecięcy świat - jego uroki, niesforność, beztroska.

Lubię książki a'la lektury mojej mamy. Kiedy ta powstała - moja mama miała dwa lata. Maurice Sendak narysował dzieci "w akcji". Ich dzieciństwo trąci myszką, ale ma tak wiele uroku. Dzieci bawią się godzinami na dworze, mają szmaciane przytulanki, kamyki, zwierzaki, muszle, patyki, tytułowe dołki do zabawy. Nie ma tu drogich zabawek i gadżetów. I niech mi teraz ktoś powie, że bez komputera nie można żyć:))) Ach - i jeszcze coś: Świat jest po to, żeby było na czym stać;)

 

Wiek 3+

Wydawnictwo Dwie Siostry



piątek, 14 listopada 2014
Lipcowe przypadki Agaty - Sławomir Hanak/ il. Agnieszka Semaniszyn - Konat

 

Wakacje już za nami, ale my trochę w nich utknęliśmy - mimo listopada - a to za sprawą fajnej wakacyjnej opowieści. Sięgnęliśmy po nią po udanym tytule: "Marcel i skarb pradziadka" w ramach "Zagadkowej serii". Tym razem bohaterką jest Agata Halata, która razem z rodzicami wyjeżdża latem nad morze. Tutaj spotyka znienawidzonego kolegę z klasy Marcina. Na całe szczęście i on i jego siostra zaczynają się z Agatą dogadywać, co owocuje wspólnymi wypadami w teren. Podczas zwiedzania starego zamku dzieciaki znajdują starą butelkę z listem. Mają kierować się różnymi wskazówkami i mają spróbować rozwiązać tajemnicę. Krok po kroku są coraz bliżej celu. Przygoda goni przygodę, dzieciaki główkują, ładują się w tarapaty, wykorzystują swe różne umiejętności. Nie ma czasu na nudę, telewizor. Ot prawdziwe wakacje jak w starych książkach przygodowych, jakie pamiętam z dzieciństwa. 

Jest pewna rzecz, która mi się nie spodobała. Kwestia morza. Agata nigdy nie widziała morza. W dzisiejszych czasach wydaje się to nieprawdopodobne - biorąc pod uwagę media, gdzie widać gołym okiem, że nad naszym morzem nie ma choćby palm. Nawet moje dzieci w to nie uwierzyły. Brakuje mi w tej książce trochę dziecięcej wolności. Takiej jaka była w "Wakacjach z  duchami", "Księdze strachów" czy "Podróży za jeden uśmiech". Świat całej trójki bohaterów, mimo że bogaty w przygody, jest bardzo uporządkowany i kontrolowany przez rodzicieli. Nawet jeśli decydują się na jakiś krok, myślą o rodzicach, konsekwencjach, by zadzwonić, poinformować. Brakowało mi tu szaleństw, nocnych wypraw, jakiejś dzikości. Nie zmienia to jednak faktu, że książkę czyta się dobrze - i że od dzieciarni opędzić się nie mogłam:) 

Wiek 8+

Wydawnictwo Skrzat

środa, 12 listopada 2014
Gdzie się cis nad grobem schyla - Alan Bradley

 

To moje pierwsze spotkanie z Flawią. Gdy rozpytałam dookoła  –  to oczywiście wszyscy słyszeli, czytali. Tak, tak – to te świetne staroświeckie kryminały? – padało z różnych stron. Taaa- tylko dlaczego ja po nie wcześniej nie sięgnęłam?  Słyszałam, ale ciągle było coś ważniejszego. Tymczasem to nie tylko dobry kryminał, ale doskonała wyprawa w czasie, do powojennej angielskiej prowincji. Klimat znany z powieści Christie – z tą różnicą, że dla młodego czytelnika. Flawia de Luce jest rezolutną jedenastolatką  lubiąca zaglądać wszędzie tam, gdzie nie powinna. Żyje sobie razem z trochę nieprzystępnym i zagubionym ojcem i dwiema siostrami w rodzinnej posiadłości w Buckshaw. W domu się nie przelewa, komornik stoi u drzwi, na stół wjeżdżają tylko skromne potrawy, rodzinna budowla czasy świetności ma za sobą. W jednym z licznych pomieszczeń Flawia ma swoje laboratorium – tu testuje różne substancje chemiczne, trucizny. Tu przeprowadza analizy i badania, wyprzedzając o głowę działania miejscowej ślamazarnej policji. W tej części przy otwarciu grobu świętego Tankreda – patrona miejscowego kościoła, robotnicy odnajdują ciało zaginionego niedawno kościelnego organisty. Powoli powstaje lista podejrzanych. Flawia oczywiście ma swój pomysł na rozwiązanie tej zagadki.

 Do tej pory ukazało się już pięć części serii Flawii de Luce. Nie mając możliwości wglądu do wcześniejszych części - nie dokonam porównania. Dużo rzeczy mi się w tej powieści podobało. Po pierwsze klimat. Autor potrafił stworzyć scenerię jak ze starych czarno – białych filmów powojennych. Dopuszczalny odcień sepii. Mnóstwo tu szczegółów – w wyposażeniu, krajobrazie – których fizycznie w czasach obecnych jak na lekarstwo. A jeśli są – to w rzeczywistości jakby w cieniu – tu zostały wyeksponowane na światło dzienne. Jak choćby organy, które odegrały tu niepoślednią rolę. Dalej: bohaterka – Flawia. Młody pyskol, który i w język potrafi się ugryźć. A jeśli – to wtedy, gdy ma w tym jakiś ukryty cel. Potrafi zażarcie walczyć o swoje. Odważna, niepokorna, z głową niesamowitych pomysłów. Nie zna słowa – nie i nie wolno. Po trzecie fabuła. Niby zabójstwo – to już gdzieś było. Jednak tu poprowadzona z niesłychaną swadą, wątkami pobocznymi – i to tak, że w pewnym momencie faktycznie trudno rozgryźć, kto faktycznie zabił.  Bardzo polecam tę książkę – będziecie się przy niej dobrze bawić.

Wiek 13+

Wydawnictwo Vesper

piątek, 07 listopada 2014
Jest taka ilustracja ...

Wiem, wiem - na zimę przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. Jesień rozpieszcza nas słońcem i przyjemnym ciepłem - któż by tam myślał o zimie:)) Ja też za nią nie tęsknię. Wystarczą mi długie (ciepłe:) jesienne wieczory - z dobrą grą (planszową;) albo książką. Ale dziś zauroczyła mnie zima - na ilustracji Marianny Sztymy. Zajrzałam na stronę Rymsa i znalazłam perełkę - ta ilustracja zatrzymała mnie, wyciszyła. Powiesiłam na widoku w kuchnio - salonie. Pochodzi z książki "Z powrotem, czyli fatalne skutki niewłaściwych lektur".

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 118