Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
niedziela, 31 sierpnia 2014
Przygody Baltazara Gąbki - Stanisław Pagaczewski/ il. Alfred Ledwig

W dzieciństwie była kreskówka w telewizji. I choć podobnie jak książka nosiła tytuł: Porwanie Baltazara Gąbki, nie raz zachodziłam w głowę - dlaczego tak jest. Bo w kreskówce Smok Wawelski był zdecydowanie na pierwszym planie - profesor Gąbka gdzieś w tle. Ale lubiłam, i to bardzo - i Don Pedra - szpiega z Krainy Deszczowców, z jego tajemniczym Karramba! I kuchmistrza Bartoliniego i masę różnych postaci o dziwacznych i zarazem śmiesznych nazwiskach.

Z przyjemnością sięgnęłam po latach do przeszłości - razem z dziećmi. Z tą różnicą, że w przypadku progenitury - najpierw była książka - potem kreskówka. I zaczęły się dyskusje: a to było inaczej, a w książce Don Pedro wcale taki zły nie był i więcej tam było postaci samego Profesora (jeśli w ogóle może być kogoś więcej). Przecież to znamy - w filmowych albo bajkowych adaptacjach - bez porównań się nie obejdzie. Czytaliśmy z przyjemnością - długo, bo książka wagi słusznej. Wszak to trylogia - wyraz, który w Polsce zarezerwowany jest dla Sienkiewicza - tutaj dotyczy Smoka Wawelskiego właśnie i grupy jego wiernych przyjaciół.

Książka przygotowana przez Wydawnictwo Literackie liczy sobie ...ba... ponad 700 stron. Została wydana bardzo starannie - z ciekawą okładką, na której widzimy plejadę najważniejszych postaci. Na półce zachęcająco prezentuje się grzbiet - z tytułowym naukowcem Gąbką, który tak przekonująco opowiada o swoich badaniach, że jesteśmy skłonni uwierzyć w jego odkrywcze twierdzenia na temat żab latających i mypingów. W środku jest dużo ilustracji - kolorowych, wyraźnych, niekiedy na całą stronę albo pół. Trzy powieści w jednym: Porwanie Baltazara Gąbki, Misja Profesora Gąbki i Gąbka i latające talerze.

Dwie pierwsze powieści znane są dzięki kreskówkom. Natomiast ostatni tytuł może dla wielu czytelników okazać się absolutnym novum. Znajomi bohaterowie po długim śnie nagle przenoszą się w późne lata 70-te XX wieku. I choć w grodzie Kraka nigdy nie brakowało nowinek technicznych - że wspomnę już choćby kultowe autko sympatycznego Smoka - trzeba będzie zderzyć się z burzliwymi czasami, codziennością pełną współczesnych rekwizytów i postaci. Smok - jak to Smok - otwarty zawsze na przygodę - z ciekawością postara się sprostać temu wyzwaniu - podobnież jak i pozostałe postacie.

Książkę czyta się wyśmienicie. Powinnam napisać - książki (w liczbie trzech). To połączenie bajki, książki przygodowej, obyczajowej i historycznej. Dorośli na pewno znajdą tu wiele analogii do minionego systemu - aż prosi się o to chociażby czarny charakter z pierwszej części - słynny Don Pedro, który, potem o dziwo zmieni się o 180 stopni. Przygoda goni za przygodą. Wszystko okraszone inteligentnym humorem, sprawnymi dialogami. I mimo tego, że jest to powieść ... trochę staroświecka - gdzie wszystko toczy się swoim tempem, są tajemnice i niespodzianki na miarę dziecka, i dawka strachu o odpowiedniej temperaturze - to jest to zdecydowanie jej atut. Nie ma tu zbędnych dłużyzn - jeśli zdarzają się opisy krajobrazów i postaci, są one bardzo sugestywne, można łatwo sobie wyobrazić nieistniejące w rzeczywistości krainy, bohaterów.

Podsumowując - książka bardzo rodzinna - na długie wieczory czytelnicze. Dla rodziców - jako wspomnienie z dzieciństwa. Dla dzieci - dobra i spora dawka przygody na wysokim poziomie, bez zapierających w piersiach dech zwrotów w akcji (jak w amerykańskich filmach) ale trzymająca w napięciu, nie pozwalająca zakończyć na 20 minutach głośnego czytania dziennie - co to to nie;)

Wiek 5+

Wydawnictwo Literackie


środa, 27 sierpnia 2014
Przygoda z Europą - Kreatywna książeczka dla dzieci - il. Paulina Płachecka, Zuzanna Szelińska

Miłe wspomnienie - dla tych, którzy właśnie wracają z wakacyjnych wojaży. A dla tych, którym nie było dane w tym roku poznać uroków europejskich zakątków - dobry pomysł na podróż palcem po mapie. Trochę historii, geografii, sztuki, literatury, polityki, przyrody - w pigułce i to już dla najmłodszych. Dzieci mogą kolorować, wycinać i składać modele budynków, bawić się naklejkami. Kolorowanka - choć nie do końca, której tematyka związana jest z mniej i bardziej znanymi miejscami w Europie. Postacie z bajek, stroje z dawnych epok, piękne zamki, islandzkie wulkany, charakterystyczne zabytki, potrawy, zabawki, dzieła sztuki, drzewa liściaste i iglaste, łodzie i statki. Dzieci odwiedzają Alpy, tulipanową Holandię, fińskie jeziora i Morze Śródziemne, Paryż, Pizę, Rzym, Moskwę. Europa wzdłuż i wszerz.


Kolorowanka, która nie tylko bawi ale i uczy. Dzieci rozwiązują proste zadania: segregują śmieci, szukają różnic, próbują znaleźć wyjście z labiryntu. Krótkie teksty zapoznają z danym miejscem. Gdzie mieszka Święty Mikołaj, kiedy została zbudowana pierwsza linia kolejowa w Anglii, jak wygląda holenderski krajobraz, jak wyglądają Alpy latem i zimą - to niektóre zagadnienia przybliżone w "Przygodzie z Europą". Dodam jeszcze, że książka jest dwujęzyczna - równolegle z językiem polskim jest wersja anglojęzyczna.


W książce znajdziecie: 75 naklejek, 4 rozkładane krajobrazy Europy, 4 modele budynków z grubego papieru do składania. Jeśli zatem pociechy się nudzą, przygotujcie kredki lub farby, nożyczki, długopis albo ołówek i do startu ...hop.


Wiek 3+

Zuzu Toys


wtorek, 26 sierpnia 2014
Niesamowita matematyka - Jonathan Litton/ il. Thomas Flintham

Wydawnictwo Wilga

poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Emma chce grać jazz - Przemysław Wechterowicz/ il. Anna Nowocińska - Kwiatkowska

Gdybym miała krótko podsumować tę książkę, zrobiłabym to tak: o marzeniach i konsekwencjach tych marzeń. Na razie w wersji mini. Bo przecież marzeniem Emmy - małej małpki, która właśnie rozpoczęła szkolną edukację - jest tylko i aż ... grać jazz. Ale za chwilę pojawią się nowe, poważniejsze, bardziej odważne cele i dążenia. Własne wybory i decyzje, które mogą boleć, które mogą zasmucić najbliższych. Na razie niepozorne, delikatne - małe konflikty. W myśl zasady małe dzieci - ok, już nie gderam. Wszyscy znają...

 

Emma kocha muzykę, ma do niej talent. Właśnie z nią łączy swoją przyszłość. Chce grać jazz - to jej cel. Ale są inne obowiązki: szkoła, pomoc w domu. Nic z tego - małpka jest uparta. Ale gdyby tylko na tym się skończyło. Za chwilę poznaje skutki swoich wyborów: problemy w szkole z nauką, zaległości, które trudno nadrobić, konflikt z mamą. I choć na początku nasza bohaterka nie widzi problemu, sprawa z każda kolejną stroną lektury staje się coraz bardziej poważna. I na nic podwójne fikołki i śmiech. Życie ... no cóż to nie tylko zabawa.

Autor trafnie nakreślił osobowość małej Emmy - dziecka z marzeniami, ideałami, z wytyczonym celem. Pokazał też - bez nadętego moralizowania i wygrażania palcem - że każdego czeka w życiu ciężka praca zanim osiągnie swój cel. Porusza też cenne wartości jak odwaga i przyjaźń.

Książka bardzo energetyczna - dzięki ilustracjom. Na pewno rozładowują one gęstą atmosferę. Choć konflikt czai się w afrykańskim powietrzu, cała historia nabiera lekkości dzięki wesołym i soczystym kolorom, geometrycznej i wzorzystej przyrodzie i nietuzinkowym postaciom. Choć temat wcale nie łatwy - nie brak tu humoru i spojrzenia na całość trochę z przymrużeniem oka. Myślę, że i my rodzice, możemy dużo nauczyć się z tej lektury.

Wydawnictwo Skrzat

Czerwony Kapturek w wielkim mieście - Aaron Frisch/ il. Roberto Innocenti

Ta książka to przede wszystkim ilustracje Innocentiego, którego znamy już z Pinokia czy Domu. Jest też tekst - bardzo oszczędny. Nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest on ... zbędny. Bo patrząc na miasto włoskiego ilustratora, śmiało można samemu opowiedzieć i dopowiedzieć tę historię, w której na próżno szukać baśniowego klimatu. Czerwonego Kapturka specjalnie przedstawiać nie trzeba - znamy wszyscy motywy: koszyczek ze smakołykami dla chorej babci, las, wilk, Babciu, a dlaczego masz taaaaakie duże zęby?, leśniczy. Tutaj przeniesiono baśń Grimmów do współczesności. Wielkie miasto - brudne, krzykliwe, pełne niebezpiecznych zaułków, anonimowe. Patrząc na sąsiadów rodziny dziewczynki w czerwonej czapeczce trudno uwierzyć w to, aby panowały między nimi dobrosąsiedzkie stosunki. Nie sądzę, by mama Sophii pożyczała sól albo cukier od opryszka w kapeluszu mieszkającego na parterze. Sophia pakuje ciastka, miód i pomarańcze do plecaka i udaje się do chorej babci. No właśnie: plecak zamiast koszyka, zamiast lasu - centrum miasta - bardzo uwodzicielskiego i zarazem odpychającego. Krzykliwa feeria barw, reklamy, nęcące wystawy, hałas, piski opon,  narzekania ludzi, smród spalin i koszy na śmieci, zapach spalonego tłuszczu z przydrożnych kiosków oferujących frytki hot dogi marnej jakości. I ostrzeżenia matki - te nic a nic się nie zmieniły - idź prosto do babci, nie rozmawiaj z nikim, nie zbaczaj z drogi. Ale tak jak u Grimmów - Sophia zapomina o słowie danym matce i sama wytycza swoją rutę przez dżunglę budynków, sklepów, galerii, ludzi. Trafia tam, gdzie trafić nie powinna. W końcu spotyka wilka....


Książka pokazuje uniwersalność starej baśni. To nie przeżytek. Można znaleźć jej motywy we współczesnym świecie. Ale baśń kojarzy nam się przecież ze specyficznym klimatem. Istnieje przymiotnik: baśniowy. Epitety typu: baśniowy świat, baśniowy klimat - wywołują pozytywne konotacje. Tutaj baśń została obdarta z tego - ilustracje Innocentiego są mroczne, pełne drażliwych motywów - niekiedy na drugim planie. Głodny bezdomny owinięty w  brudny koc, agresywne graffiti, śmieci walające się pod nogami, opuszczone i straszące budynki z czerwonej cegły. A może Innocenti uchwycił istotę baśni, która sama w sobie nie ma wiele wspólnego ze wspomnianym wcześniej przymiotnikiem baśniowy.? Kto czyta baśnie, ten wie, ile niekiedy w nich okrucieństwa, tragizmu, ale i prawdy o człowieku - jakkolwiek nieprzyjemnej. Moje prywatne przemyślenia pokazują, że książkę Innocentiego i Frischa można czytać na wiele sposobów, można czytać w różnym wieku. Gdybym pracowała ze starszą młodzieżą omówiłabym ją na lekcji w gimnazjum i szkle średniej. Baśń w wielkim mieście. Można znaleźć w niej tak wiele punktów zaczepienia, drugie dno,domysły i znaki zapytania. Zabawa z motywami, symbolami - literaturą w ogóle. I niech nie zmyli was Czerwony Kapturek w tytule - to nie jest książka dla małych dzieci:)


Jak już pisałam - ta książka to przede wszystkim ilustracje. Jestem ciekawa, co było pierwsze: tekst czy obrazy Innocentiego przedstawiające wielkie miasto wraz z jego wszystkimi bolączkami. Pełne szczegółów i szczególików, dopięte na ostatni guzik. Raz mroczne i odpychające. Innym razem jaskrawe i krzykliwe. Niekiedy trudno odnaleźć na nich czerwony punkcik - czyli kroczącego przez miasto Czerwonego Kapturka. Wtopionego w tłum, anonimowego.

Wiek 10+

Wydawnictwo Media Rodzina


 

niedziela, 24 sierpnia 2014
Marcel i zagadka pradziadka - Anna Boderek - Pocheć/ il. Agnieszka Semaniszyn - Konat

Wakacyjna opowieść - z tajemnicą. Autorka zastosowała dość powszechnie znany motyw w literaturze dziecięcej: otóż Marcel, rezolutny 10-latek, wakacje miał spędzić zupełnie w inny sposób. Kiedy dociera do niego, że będzie musiał całe dwa miesiące zostać u dziadków na wsi - nie jest zadowolony. Początkowa nuda zmienia się w intrygującą przygodę. Chłopiec podczas porządków w piwnicy natrafia na stary pamiętnik pradziadka. Z niego to dowiaduje się o skarbie rodzinnym. I tak po nitce do kłębka - chłopiec krok po kroku rozwiązuje zagadkę i odkrywa rodzinne tajemnice, których tu akurat nie brakuje.

Temat, wydawać by się mogło, na opasły tom - tymczasem autorka potraktowała go sprawnie i bez zbędnych dłużyzn i opisów. Raz dwa przechodzimy do kolejnego etapu rozwiązywania zagadki. Przy takim zabiegu jest miejsce na charakterystykę bohaterów i miejsc, budynków, są powroty do przeszłości - dużo tego, a przy takim sposobie pisania nie ma mowy o nudzie. Czyta się bardzo fajnie - historia wciąga, jest kilka niebezpiecznych momentów, które wywoływały zdenerwowanie u małego słuchacza. I choć taka książka jest skazana na happyend - było miło towarzyszyć Marcelowi przy szukaniu skarbu z przeszłości. Poza tym taka lektura inspiruje do stawiana pytań na temat własnej przeszłości, przodków. A nuż ktoś odkryje, że tak jak Marcel, pochodzi z hrabiowskiej rodziny. U nas padło pytanie na temat naszych (może:) arystokratycznych korzeni, ale stety niestety, mimo wysiłków umysłowych, nie doszukaliśmy się żadnego pra--pra-pra-pradziada Juliana hrabiego, i to ani z mojej strony ani z męża, a już tym bardziej dworu czy zamku, w którym można by szukać skarbów. Padło jeszcze pytanie, czy można tak sobie opukiwać mury w kościele - wiadomo - w jakim celu - tym bardziej, że po moim mieście krąży legenda o skarbie (rzekomo) ukrytym w murach kościoła farnego przez uciekiniera z Francji po rewolucji francuskiej. Tak więc drodzy rodzice - jeśli to czytacie - uważajcie na dzieci po tej lekturze, bo dziecięca kreatywność nie zna granic:)) Są gotowe nawet opukać mury w kościele aż po sam sufit - byle tylko przeżyć fascynującą przygodę:)


Bardzo fajna - jeszcze - wakacyjna - lektura. Okazuje się, że przygoda czeka na dzieci tuż za rogiem. Znajdą tutaj tajemnicę, humor (urokliwe ilustracje), czarny charakter, niespodzianki i powody do tego by zaszczękać z nerwów zębami - oczywiście wszystko w odpowiedniej dawce dla ośmiolatka +.

Wiek 8+

Wydawnictwo Skrzat

wtorek, 19 sierpnia 2014
Zagadki jeża Pepe. Kości - Rozalia Niedźwiecka/ il. Angelika Salska

Sympatyczna kontynuacja przygód jeża Pepe. Poznaliśmy go jakiś czas temu, gdy wiewiórce zaczęły znikać orzechy. Teraz pies Muchomor ze smutkiem stwierdza, że zakopywane przez niego kości również znikają. Kiedy nie pomaga prywatne śledztwo podwórkowe - obserwacja najróżniejszych zwierząt, Muchomor postanawia poprosić o pomoc swojego (i naszego również) znajomego - jeża Pepe. Ten w mig rozszyfrowuje zagadkę.

Zagadki jeża Pepe skierowane są do młodszych czytelników. Do tej pory ukazały się już wspomniane "Orzechy". Wydawnictwo zapowiadało kontynuację - sprawdziłam na jego stronie, na razie na temat nowości - cicho sza. Ma się ukazać "Drzewo" - ale kiedy - nie wiem. W każdym razie czekamy:)

Książkę czyta się dobrze, dzieci angażują się w rozwiązanie zagadki, podają swoje "pewne" typy. I choć starsze dziecko mruczało pod nosem: kret, kret - młodsze do końca w napięciu czekało na odkrycie podwórkowego przestępcy, którym faktycznie okazał się kret:)

Mnie bardzo spodobały się ilustracje Angeliki Salskiej - i tak jak "Orzechy" były (bez porównań się nie obejdzie) płomiennie jesienne - tak "Kości" są wiosennie miętowe.

Wiek 4+

Wydawnictwo Raducha

czwartek, 07 sierpnia 2014
Turlututu. A kuku, to ja - Herve Tullet

Kolejna książka Tullet'a, która tak bardzo zaskakuje, że chce się i śmiać i podskakiwać:) Bo takiej książki dla dzieci dawno nie widziałam, żeby sprawiała tak wiele niespodzianek i radości. Więc dlaczego sobie nie podskoczyć, albo nie zanucić pod nosem? Turlututu to dziwaczny osobnik z wielkim okiem i koroną na głowie. Zaprasza do wspólnej wędrówki: na biegun, na pustynię, na księżyc. Tam za zimno, tu za ciepło – nic to, wystarczy nacisnąć guziczek i już przenosimy się w inne miejsce.

Masz ochotę pomalować ścianę na zielono? Nic prostszego – trzeba tylko dobrze wymieszać żółtą farbę z niebieską. Ściana jest mokra – to podmuchaj. Masz dobry humor - pośpiewaj w języku Turlututu. Pukasz do drzwi, włączasz światło, głośno wołasz, robisz psikusa czytającej osobie, wypowiadasz magiczne zaklęcia, szukasz Turlututu w różnych pudełkach, sprawiasz, że rośnie on i ciągle rośnie. Czy to możliwe?

Ależ oczywiście, że tak. Ta książka to nie tylko doskonała zabawa, to też niesamowite pole do dziecięcej wyobraźni, która jest bezgraniczna. Dużo śmiechu i tajemnic, pułapek i zagadek – i dla małych i dla dużych. Propozycja wspólnej zabawy Tulleta to również ciekawa kontrpropozycja dla książek interaktywnych inaczej  – które gęsto zapełniają księgarskie półki. Ale nie ma tak łatwo – nie odezwie się tu gotowy dźwięk – trzeba go wytworzyć samemu. Nie zaświeci się światło – trzeba sobie to wszystko wyobrazić. I to jest właśnie siła tej książki. Kreatywność górą.

Wiek 4+

Wydawnictwo Babaryba

Zamiast Jot - jabłka na różne sposoby i inne literki

 

Daleka jestem od wplątywania książki dziecięcej w wielką politykę. Ale dziś przypadkiem natknęłam się na coś takiego. Ze wszystkich strony bombardowani jesteśmy: jabłka, jabłka, jabłka. Skojarzenie mogło być tylko jedno. I takie było.

 

 

Zdjęcia znalazłam na stronie Rymsa.  Wpis absolutnie niepolityczny - a dotyczący sympatycznej książki: Słodkie abecadło. Pod jot - oczywiście - JABŁKA - a te są niestety ostatnio bardzo polityczne :(



 

wtorek, 05 sierpnia 2014
Dzieci pana Astronoma - Wanda Chotomska/ il. Marta Kurczewska

Przy ulicy Astronomów,

w jednym z bardzo wielu domów,

mieszkał sobie razem z żoną

roztargniony pan Astronom.

W domu nie widziało go się,

bo wciąż błądził po Kosmosie,

przez ogromne teleskopy,

których zresztą miał na kopy, przez soczewki i lunety

badał gwiazdy i planety.

 

Znaliśmy dzięki Bajkom Grajkom - gdzie głosów użyczyli m.in.: Krzysztof Kolberger, siostry Winiarskie, Jerzy Bończak, Bożena Dykiel, Jerzy Tkaczyk. I choć powinnam pisać o książce, nie sposób wspomnieć tamtej produkcji - z lat 80-tych. Bardzo optymistyczna historia pewnej rodziny. Właśnie tak wyobrażam sobie familię,w  której KTOŚ ma pasję - tutaj tato bez przerwy spogląda w niebo. Nic dziwnego, że jego dzieci: Teleskopek i Teleskopka idą tą samą drogą. Dzieci są zajęte wieloma codziennymi sprawami: karmieniem kota, obserwacją świata dokoła, ale psocą niesamowicie,a przy okazji przemycają do tekstów mnóstwo informacji na temat Słońca, Księżyca,planet, Kopernika, gwiazdozbiorach, gwiazdach. Nie ma tu absolutnie czasu na nudę. Ktoś kiedyś powiedział: aby zapalić innych, samemu trzeba płonąć. Od pana Astronoma bije tak wiele optymizmu i pozytywnej energii, że nie sposób nie dać się porwać i zainteresować żywo tematem. Z tej opowieści można naprawdę wiele się nauczyć.

Dzieci wiercą dziurę w brzuchu, czyli zadają pytania, a  tato cierpliwie odpowiada. I to jak:

Dlaczego Słońce świeci?

To jasne jest od razu.

jeśli się wie, że Słońce

to wielka kula gazów.

Te gazy wciąż są w ruchu

i żarzą się i prażą

w słonecznym wielkim brzuchu.

Słońce to kula gazów,

to gwiazda rozżarzona,

stąd właśnie płynie światło,

stąd płynie ciepło do nas.

Popatrzcie naokoło:

to wszystko, co widzicie - świat roślin, ludzi, zwierząt -

Słońcu zawdzięcza życie.

 

W środku znajdziecie sympatyczne ilustracje Marty Kurczewskiej, która jest autorką wizerunku wikinga Tappiego;)

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 114