Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
piątek, 22 marca 2019

Dziwne jest pierwsze zdanie: Mam na imię Wandzia, Zosia i Basia. Można pomyśleć: ktoś się pomylił, zrobił błąd. Tymczasem – nic z tych rzeczy. To wzruszająca opowieść o żydowskiej dziewczynce, która po wybuchu wojny razem z rodzicami i kotem musi przenieść się do getta. Doświadcza tam zimna, głodu i strachu. Pewnego dnia dzięki dobrym ludziom Wandzia dostaje się do domu cioci Lusi – bezpiecznego azylu, gdzie przebywają też inne dzieci. Tylko musi nauczyć się swojego nowego imienia i nowej modlitwy.

 Jak rozmawiać z dziećmi o wojnie? Przecież nadejdzie ten czas, że pojawią się TE pytania. Ta książka dotyka losów żydowskich dzieci. Okropieństwa wojny wydają się być daleko. Wprawdzie czytelnicy poznają smutne hasło „getto”, ale żaden konkretny obraz ukazujący okropność i traumę tego miejsca nie zostaje przywołany. To my, dorośli, myślimy już stereotypami, przywołujemy znaną wiedzę, doświadczenia. To my boimy się takich lektur. „Dom cioci Lusi” jest książką, która pokazuje jeden życiorys, jedno życie o kilku imionach. Na pewno pojawią się pytania. To, jak będziemy czytać tę książkę z dziećmi i to, czym wypełnimy ciszę po lekturze, zależy od nas i od wrażliwości naszego dziecka.

Wiek 6+

Wydawnictwo Adamada

niedziela, 10 marca 2019

 

Kiedyś zastanawiałam się, dlaczego Lucky Luke nie ma jakiejś towarzyszki życia. A tu proszę. Jest odpowiedź.

Lucky Luke otrzymuje od burmistrza zlecenie ochrony pewnego cennego ładunku. Kowboj myśli, że będą to krowy, byki albo pionierzy. Tymczasem nasz bohater ma eskortować tabor z kobietami, którym marzy się wyjść za mąż za jakiegoś dżentelmena z Dzikiego Zachodu. Lucky Luke próbuje nawet ostrzec kobitki, że takie pożycie małżeńskie to jest poważne ryzyko, zwłaszcza na terenach, gdzie prawo nie jest przestrzegane. Ale na nic jego słowa. Panie odważnie wyruszają w drogę. „Ochroniarz” taboru podczas podróży otrzymuje telegram z ostrzeżeniem, że wśród pań prawdopodobnie ukrywa się groźny przestępca, który niedawno zbiegł z więzienia. Lucky Luke robi wszystko, by odkryć przebierańca – a jego odważne poczynania są różnie interpretowane przez kobiety. Ta część przygód oferuje znów całą masę ciekawych przygód i zdarzeń: spotkanie z Indianami, trąbę powietrzną, zerwany most, przeprawę przez Góry Skaliste, napad rzezimieszków i wzruszające śluby skojarzonych par. Lucky Luke dowiaduje się, że jedna z przywiezionych panien nie ma (tymczasowo) narzeczonego. Kandydat siedzi w areszcie, a panna potrzebuje opiekuna do czasu jego uwolnienia tzw. przyzwoitki. Kowboj przez chwilę zastępuje narzeczonego. Czy ta nowa sytuacja mu się spodoba? W kolejnej części znajdziecie znów świetne ilustracje, humor słowny i sytuacyjny, zobaczycie, jak wyglądało życie na Dzikim Zachodzie. I pojawiają się złote myśli naszego bohatera, jak na przykład ta: „Kobieta martwi się o swoją przyszłość aż do ślubu. Mężczyzna martwi się o swoją przyszłość dopiero od tego momentu”.

Wydawnictwo Egmont

piątek, 08 marca 2019

Piętnastoletnia Maja ze swoją paczką z gimnazjum wybiera się do cyrku. Po przedstawieniu razem z innymi widzami korzysta z możliwości przyjrzenia się bliżej występującym zwierzętom. Zwłaszcza mała małpka, przypominająca przemiłego pana Nilsona z Pippi Langstrumpf, przykuwa wzrok gapiów i złaknionych sensacji dzieciaków. Nagle zwierzę atakuje Maję i boleśnie rani ją w palec. Dziewczyna strasznie cierpi, kilka dni musi spędzić w szpitalu. Po powrocie do szkoły wszyscy dziwnie się zachowują, unikają jej. I wtedy Maja trafia na młodszą od siebie Zurię – Wystrzyżoną, tak ją nazywa. Niby młodsza, ale jakby dojrzalsza, wygadana, odważna, pozytywnie zwariowana, nie je mięsa, chodzi do szkoły tylko na piechotę. A Maja wszystkiego się boi, zachowuje się zawsze na dystans, o pół kroku w tył. Zupełne przeciwieństwo Zurii. To naprawdę świrnięta dziewczyna, która bardziej zdrowiem Majki przejmuje się losem małpki z cyrku. Majka z początku urażona zachowaniem nowej koleżanki, słucha z niedowierzaniem opowieści o losie zwierząt  cyrkowych. Szuka informacji w Internecie, dopytuje Zurię. Pewnego dnia, wkrótce po wypadku, dziewczyny postanawiają wykraść małpkę z cyrku, która, jak się okazuje, za kłopoty spowodowane ugryzieniem dziewczyny z widowni, została skazana na śmierć głodową w klatce. Jest to początek zwariowanych wydarzeń, wielkich zmian w życiu Majki i przewartościowania jej dotychczasowych priorytetów i … przyjaciół.

Każdy, komu nie są obojętne losy zwierząt, nie przejdzie obok tej książki obojętnie. Mało tego, niekiedy będzie wstrząśnięty opisami losu zwierząt klatkowych, cyrkowych, a nawet tych, które trafiają do weterynarzy przez błędy swoich właścicieli. Opis zakochanej pańci, która celowo karmiła swojego psa czekoladkami, by móc spotkać przystojnego weterynarza, zdenerwował mnie totalnie – ale chyba ten przykład nie wziął się znikąd? – i to jest właśnie w tym przerażające, że wiele z tych historii tutaj zdarzyło się naprawdę. Ludzka głupota i ignorancja często niestety szokują. Autorka bowiem nie unika trudnych tematów, nazywa rzeczy po imieniu, przedstawia niektórych ludzi w jak najgorszym świetle, jakby byli potworami. Ale jakie słowa cisną się Wam na usta, kiedy słyszycie opowieść o właścicielu lisiej fermy, który tak traktował lisy, że te z desperacji odgryzały sobie łapki?  To przede wszystkim opowieść o przyjaźni, która narodziła się przypadkiem, w dość niemiłych okolicznościach. To opowieść o przemianie – z bojaźliwej i nijakiej dziewczyny w osobę charakterną, walczącą, potrafiącą powiedzieć swoje zdanie. To w końcu książka niesamowicie uwrażliwiająca na zło, które wyrządza się „mniejszym braciom”.

P.S. Podobał mi się przepis Zurii na zdrowe podejście do życia: codziennie godzina na powietrzu, godzina porządnej nauki, godzina czytania przed snem i dwa solidne przytulasy.

Wiek 14+

Wydawnictwo Egmont

czwartek, 07 marca 2019

 

Osiem opowiadań, które poruszają ważne tematy z życia młodych ludzi. Opiszę kilka przykładów. W „Projekcie” widzimy jak grupa młodzieży stara się razem współpracować w sprawie projektu związanego z ilustracją do bajki. Różne pomysły, różne charaktery uczniów ścierają się w szkolnej rzeczywistości. Trudno się dogadać, każdy chce mieć rację. Pracy w grupie trzeba się nauczyć – zazwyczaj trzeba znaleźć kompromis.

W „Bestii” mamy do czynienia z przykładem dużej agresji w grupie. Czarnoskóra dziewczynka wysłuchuje różne przykre rzeczy od kolegów z klasy. Jeden z chłopców, Szymon, ujmuje się za koleżanką i wdaje się w bojkę z prowodyrem. Dzieci uczą się, że są inne sposoby na rozwiązywanie takich sytuacji, a stosowanie przemocy prowadzi w ślepą uliczkę.

„Cyganicha” przedstawia problem romskich dzieciaków i nastolatków w szkołach publicznych. Cyganicha tak naprawdę ma na imię Mońka i nie ma włosów, ponieważ cierpi na łysienie plackowate. Za to ma piękny glos, którym nie chce się pochwalić na konkursie. Dużo tu mowy o próbach integracji i inności, chęci niesienia pomocy. Ciekawy tekst o młodym człowieku, który ma długie włosy i złote serce.

„Pralnia pierza” pokazuje, że z pozoru groźni i nieuprzejmi ludzie w gruncie rzeczy są dobrzy i pomocni. Ludzie karmią się jakimiś dziwnymi historiami, stereotypami – i przy okazji chcący – niechcący potrafią zrobić komuś krzywdę. Ważne, by w czasach kultu wiecznej młodości dostrzegać starszych ludzi, takich jak pani Genowefa Zapiór, która prowadzi tytułową pralnię pierza. Pani Genowefa spieszy z pomocą młodemu człowiekowi i potrafi się zaprzyjaźnić z dzieckiem.

Najbardziej spodobała mi się historia „Słowo”. Pewna rodzina musi pozbierać się po śmierci matki. Trochę bujający w obłokach tata powtarza: „Przepadniemy jak nic”. Jesteśmy świadkami, jak ojciec i dwójka dzieci uczą się samodzielnego życia. Kiedyś było tyle na głowie mamy. Czy przeprowadzka do domu, z którego pochodziła  Klara, coś zmieni na lepsze?

W opowiadaniach poruszane są ważne elementy naszego życia: solidarność, odwaga cywilna, altruizm, poświęcenie, ochrona przyrody, uczciwość, zaufanie, tolerancja, odpowiedzialność, akceptacja, praca, otwartość i przyjaźń. Zwracają uwagę, że warto w życiu być, a nie tylko mieć.

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

środa, 06 marca 2019

Zazwyczaj w języku codziennym używamy słowa MAŁPA. Małpa to małpa – tak myślą przynajmniej niektórzy z nas. Nawet Aleksander Fredro pisząc swoją słynną „Małpę w kąpieli” nie sprecyzował o jaki gatunek małpy chodzi. Tymczasem Asia Gwis pokazuje, jak różne gatunki małp występują na Ziemi, jak liczna jest małpia rodzina. Kogóż tutaj mamy?: Makak wanderu, Nosacz sundajski, Rokselana złocista, Koczkodan białowargi, Uakari, Mandryl, Tamaryna wąsata, Marmozeta lwia, Koczkodan czerwononosy, Koczkodan nadobny, Saki białolica. To zaledwie kilka przykładów gatunków małp, ponieważ przez książkę przewijają się jeszcze inni przedstawiciele. Ale to już robi wrażenie, prawda? Autorka skupiła się na kilku aspektach małpiego życia. Pokazuje, w jaki sposób różne gatunki mogą się ze sobą komunikować: np. koczkodany wykorzystują do tego celu ogony i nosy. Ciekawym sposobem na okazanie życzliwości drugiej małpie jest … iskanie jej (!!!). Jaką rolę odgrywają rodzina i przyjaciele? Które małpy mieszkają wysoko na drzewach, a które pewniej czują się na ziemi? Które cenią sobie towarzystwo człowieka? Kogo, ze względu na gabaryty, możemy nazwać małpką, a kogo małpą? Jak wygląda życie śnieżnych małp żyjących w Japonii? W książce dziecko znajdzie ciekawostki na temat różnych gatunków, ich trybu życia. Np. o tym, że orangutan znaczy tyle, co „leśny człowiek”. Smutna jest informacja, że większości opisanych gatunków grozi wyginięcie. Autorka podpowiada, jak my zwykli ludzie, oddaleni od małp o tysiące kilometrów, możemy choć w minimalny sposób przyczynić się do ochrony tych zwierząt i ich środowiska. Pamiętajcie – unikamy produktów, w których występuje olej palmowy.

Książka jest bajecznie kolorowa, z mnóstwem ilustracji – to one dominują tutaj. Tekstów jest niewiele, są krótkie, zrozumiale napisane. To książka zdecydowanie dla małych dzieci – została wydana na grubych i sztywnych kartkach, ale i starsi czytelnicy będą mieli frajdę podczas lektury.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 05 marca 2019

Flagi zawsze budziły ciekawość i emocje. Wiąże się to z różnymi wydarzeniami sportowymi, politycznymi, historycznymi. Pojawiają się one w różnych kontekstach – taki więc nie dziwię się, że są one popularne wśród dzieci, i że chętnie sięga się po książki, które je prezentują.

Książka przedstawia flagi z danego kontynentu. Po kolei: Ameryki Północnej i Środkowej, Karaibów, Ameryki Południowej, Afryki Północnej i Wschodniej, Afryki Zachodniej, Afryki Środkowej, Europy Północnej i Rosji, Europy Zachodniej, Europy Wschodniej, Europy Południowej, Bliskiego Wschodu, Azji Środkowej, Azji Wschodniej, Azji Południowowschodniej, Australii i Nowej Zelandii. Wybrane kraje przedstawione są w formie krótkich statystyk: stolica, liczba ludności, powierzchnia, gęstość zaludnienia. Przy wybranych flagach krótki jej opis wraz z symboliką. Czy wiedzieliście, że na fladze Gwatemali znajduje się zwój pergaminu, na którym przysiadł kwezal herbowy – ptak symbol wolności. Republika Dominikańska na swojej fladze ma otwartą Biblię z wersetem: „Prawda was wyzwoli” (J 8, 32). Z kolei na fladze Chile biały kolor to ośnieżone szczyty Andów, błękitny – niebo, czerwony – walka o wolność. Gwiazda oznacza jednorodność państwa. Zabrakło mi niestety takiego opisu flagi polskiej – szkoda. Znajdziecie tutaj za to dużo ciekawostek, ale odnoszących się tylko do wybranych flag świata. Flagi poszczególnych państw można  naklejać na specjalnie wyznaczone do tego miejsca. Mapa danego kontynentu lub jego części pozwala umiejscowić dany kraj. Ten niecodzienny atlas flag zaczyna się od krótkiego wprowadzenia teoretycznego. Poznacie protokół flagowy, wzory na flagach, poszczególne części flagi, rozmiary, flagi międzynarodowe, stanowe oraz alarmowe. Jak się okazuje, flagi zdobyły też pewne rekordy. Wiecie może, która flaga jest najstarsza, a która największa? Czy  wiecie, co to są flagi wysokogórskie i pozaziemskie? Odpowiedzi szukajcie w tej książce.

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont

poniedziałek, 04 marca 2019

Książka ta pomoże opanować działania matematyczne w zakresie tabliczki mnożenia na liczbach od 1 do 12. Największą liczbą wynikiem jest 144. Każda liczba od 1 do 10 ma swoją stronę prezentacyjną i ćwiczeniową. Najpierw prezentacja działań. Dalej zabawa w odpowiedzi (dzieci przyklejają prawidłowe odpowiedzi). Na dole strony działania do rozwiązania. Dzieci wpisują brakujące liczby. Jeśli zadanie zostało wykonane prawidłowo – wykonawca w nagrodę otrzymuje zloty puchar (w formie naklejki do naklejenia w odpowiednie miejsce). Mnożenie przez 11 i 12 zajmuje wspólną stronę. Na samym końcu ćwiczenia utrwalające i sprawdzające wiadomości. Dzieci naklejają wyniki (te są kolorowe). Oprócz matematyki dzieci ćwiczą koordynację ruchową i manualną – muszą dopasować małą naklejkę z wynikiem do danego pustego miejsca. Na środku olbrzymi rozkładany plakat – z  całą tabliczką mnożenia przez liczby od 1 do 12. Można powiesić go w pokoju na ścianie.

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont

niedziela, 03 marca 2019

Ze wstępu książki dowiedziałam się, że  najwięcej czytają weganie. A co tak ich nęci czytelniczo? Etykiety!!! Bo trzeba dokładnie przeanalizować skład – czy w kupnych produktach nie ma przypadkiem jajek, masła, mleka itp. Jak pisze autorka – weganom trudno kupić gotowe dobre słodycze – dlatego łasuchy muszą robić je sami, w domu. I mimo, że nie jestem weganką – nabieram ochoty na te wypieki, bo wyglądają „bosko”. Robię listę zakupów i planuję, co upiekę; książkę polecam koleżankom i siostrom, które szukają czegoś innego, oryginalnego, na szybko, bez glutenu. Piszę o tej książce właśnie tutaj, bo czasem szukamy czegoś zdrowszego dla dzieci. Nie chcemy, by jadły przemysłowe słodycze pełne konserwantów i chemii, albo tłustych tradycyjnych wypieków, które są niezdrowe. Niekiedy trzeba sięgnąć po zdrowszą wersję ze względu na zalecenia dietetyczne. Wśród propozycji Alicji Rokickiej są słodkości prostsze, zdrowsze, mniej słodkie, bardziej słodkie, bardziej wyszukane, „na bogato”, odchudzone i tłustsze. Na pewno w tych przepisach nie ma jajek, masła, tradycyjnego mleka. Za to nie brak tu cukru i czekolady.

Na początku niezbędnik wegańskiego cukiernika – w którym znajdziecie informacje nt. sprzętów – różnych urządzeń przydatnych przy pieczeniu, produktów- mąk, olejów, mleka, śmietanki roślinnej, tofu, czekolady, orzechów, wegańskich galaretek itp. Autorka zaczyna od ciast, które są często podstawą innych wypieków – ciasta kruchego (również w wersji bezglutenowej), ciasta z wegańskich herbatników,  francuskiego, biszkoptowego, bitej śmietanki kokosowej (!!!). A potem już są same słodkości – jest ich tu naprawdę mnóstwo: małe ciasteczka i batoniki na jeden chaps do buzi po barokowe torty, z których kapie krem. Każdy powinien znaleźć tu coś dla siebie: wielbiciele ciasta drożdżowego, (bez)sernika, ciast z warzywami, tradycyjnych tortów i ciast kremistych, ciasta parzonego i lodów, którzy chcieliby poeksperymentować w kuchni, powinni być ukontentowani. Autorka wykorzystuje m.in. kaszę jaglaną, mąkę z migdałów, puree warzywne, olej kokosowy, daktyle, wodę po ugotowaniu ciecierzycy (beza), tofu. To, co ważne autorka w swoich przepisach wykorzystuje składniki raczej dostępne. Każdy przepis to spis potrzebnych składników, niekiedy jakaś ciekawa dygresja, następnie opis przygotowania. Od czasu do czasu znajdziecie na stronie znaczek: „bez pieczenia”, „bez glutenu”. Książka jest wydana pięknie, zdjęcia kuszą oj kuszą. Jeśli ktoś powziął jakieś mocne postanowienie, może być trudno.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

sobota, 02 marca 2019

Świetna pomoc przy nauce określania godzin. Zauważyłam, że niekiedy dzieci mają problemy z okiełznaniem zegara tradycyjnego. Zegary cyfrowe/ elektroniczne ułatwiają życie, ale też i … utrudniają. Są prostsze, częściej dostępne (komórki).  Tutaj zdecydowanie dominuje zegar tradycyjny – tarczowy. Dzieci poznają budowę zegara: liczby i wskazówki. Następnie próbują same odczytać godzinę. To, co mi się podoba to różne kolory wskazówek – długa zielona, krótka czerwona. W niektórych książkach autorzy kombinują ze wskazówką dłuższą i krótszą – przy czym dzieci nie zawsze zauważają różnicę. Wyraźnie widać, która wskazówka wskazuje konkretną godzinę, a która pełną godzinę albo minuty. Dzieci poznają pojęcia wpół do, kwadrans po, za kwadrans. Do każdego pojęcia  przewidziane są ćwiczenia utrwalające, dzieci rysują wskazówki na zegarach, znajdują naklejki  pasujące do zegarów. Na dole – w nagrodę za prawidłowo wykonane zadanie złoty puchar. Na końcu zegar cyfrowy,  który jest prostszy niż ta tradycyjna wersja ze wskazówkami. Podoba mi się to, że punkt ciężkości został przeniesiony właśnie na zegar tradycyjny, ponieważ dzieci niekiedy nie do końca radzą sobie z określaniem godziny na nim. Tymczasem ta książka pomoże nabyć umiejętności prawidłowego odczytywania godzin – w formie ćwiczeń i zabawy.

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont

Zastanawiam się, czy znajdę od razu „na szybko” tytuł z literatury dziecięcej, który przybliżyłby dzieciom Australię? Nic nie przychodzi mi do głowy, ale pomyślę, pomyślę. Tymczasem książka właśnie  zaznajamia z tym tematem. Choć pewnie nie to jest głównym celem tej książki. Ale od początku.

Kuba mieszka z ojcem nad rzeką, niedaleko australijskiego buszu. Każdy dzień wygląda jak poprzedni – jednym słowem nic ciekawego. Chłopcu w monotonnej codzienności towarzyszą rude kury z Petronelą na czele,  bury kot Rik i pies Bobi. Chłopak codziennie towarzyszy ojcu w drodze do chatki na wzgórzu, gdzie ten malował obrazy, po czym wraca na swoje podwórko do zwierząt. I tak w koło Macieju. Sam ojciec mawiał do psa: „Uspokój się, Bobi! Tu nawet za sto lat nic nie będzie się działo”. Nadchodzi dzień, który zmienia wszystko. Głośny strzał rozdziera ciszę. Po tym zdarzeniu chłopiec odnajduje osieroconą małą kangurzycę – będzie to przełom w życiu chłopca. Kanga towarzyszy wszędzie swojemu nowemu opiekunowi, podąża za nim krok w krok. Między Kubą a Kangą zrodzi się piękna przyjaźń. To właśnie jej najwięcej miejsca poświęca autorka, choć w tle nie brak samej Australii. Znajdziemy tu opisy buszu, fauny i flory wreszcie trudnego życia na końcu świata. Oprócz tego poruszone zostają bolesne zagadnienia śmierci, samotności i rozłąki. Trzeba liczyć się z tym, że podczas lektury mogą pojawić się trudne pytania. Ale to chyba dobrze, w końcu na tym polega zadanie literatury, że daje impulsy, tłumaczy świat – a kolor czarny przecież istnieje.

Piękna historia, z nieprzewidywalnym zakończeniem, które Was zaskoczy.

Wiek 9+

Wydawnictwo Znak

piątek, 01 marca 2019

Emilia uciekła z domu. Ukradła kartę kredytową swojego ojca, zabukowała lot do Stanów i opłaciła pokój w Nowym Jorku. Dalej, tylko dalej od swojego ojca, który zrobił coś strasznego. Na dodatek jeszcze te złośliwe wpisy w Internecie. Cały kraj o tym mówi, czego dopuścił się ojciec Emilii. Córka myśli o nim „idiota” i wróży mu pobyt w więzieniu. A jak ona ma odnaleźć się w takiej rzeczywistości? Gdy ma się tylko 14 lat nie przechodzi się ot tak sobie do porządku dziennego. W środku Emilii dzieje się burza z piorunami. Prawdziwy tajfun. Dziewczyna próbuje na własną rękę poradzić sobie z problemem. Byle dalej od ojca i domu rodzinnego. Czy odnajdzie się daleko, za oceanem? Tam spotyka trójkę Amerykanów, dziwacznych indywiduów, oprócz tego mnóstwo dodatkowych problemów. Do tego dochodzi nerwica Emilii, która ma fioła na punkcie czystości i higieny oraz jej nagle ataki paniki. A gdy dodam to tego spisu nieszczęść jeszcze groźny huragan Sandy, który właśnie spenetrował część wybrzeża i zbliża się do NY? Jak dziewczyna poradzi sobie w Stanach w takim doborowym towarzystwie? Co takiego złego zrobił jej ojciec? Jakie tego będą konsekwencje?

Książka pokazuje, jak trudne jest dorastanie młodych ludzi w obliczu problemów ich własnych i bliskich im dorosłych. Wrażliwi, empatyczni nastolatkowie nie mają grubej skóry gotowej odeprzeć ataki, nie potrafią powiedzieć – to nie jest ważne, nie obchodzi mnie to. Mamy tu przykład poważnego kryzysu w rodzinie. Emilia próbuje uciec z pola katastrofy, ale przy okazji wpada na kolejne miny. Czy tak się rozwiązuje problemy?

To książka, w której pewnie odnajdzie się  niejeden nastolatek. Autorka ciekawie przedstawiła emocjonalny misz-masz w głowie dziewczyny. Widać, jak wielki wpływ na samopoczucie, rozwój młodych ludzi, mają zachowanie i życie rodziców i opiekunów. Niekiedy dochodzi się do wniosku - X zrozumie. Jest przecież już duży/ duża. Dorosły/ dorosła. A tak nie jest. Każde nieszczęście w rodzinie ma wpływ na jej członków - w każdym wieku. Pewnie warto o tym pamiętać. Dobrym pomysłem będzie podsunięcie lektury również rodzicom młodych ludzi.

Wiek 14+

Wydawnictwo Dwie Siostry

czwartek, 28 lutego 2019

 

Smutna książka o życiu w niewoli, za murami getta. Bluma wraz z rodzicami, rodzeństwem i bliską rodziną musi opuścić dotychczasowe miejsce zamieszkania. Wraz z wozem załadowanym dobytkiem dziewczynka zostawia w dawnym miejscu swoje dzieciństwo, bo sceny, jakich Bluma  będzie świadkiem w getcie, nie powinny nigdy oglądać oczy żadnego dziecka. To obraz żydowskiej rodziny, która boryka się z nieopisaną biedą i głodem, strachem o dzisiaj i jutro. Razem z nimi powoli przyzwyczajamy się do codziennej rzeczywistości. Oswajamy ten nieludzki świat, w którym roślinki ciotki – wariatki Mirełe przypominają o lepszym życiu w przeszłości. Nowy świat, nowe życie, nazywane przez brata Blumy Arika Ziemią Obiecaną. Otoczony wysokim murem, z trzema bramami, który można było opuścić tylko za specjalną przepustką. W tym świecie istnieje miejsce, w którym panowała przynajmniej pozorna normalność – apteka Pana Apotekera. Gdzie panowały ład, porządek, spokój, gdzie można było zwrócić się o pomoc. Tytułowa postać  jest gdzieś w tle, na drugim planie. Tym dobrych duchem w getcie krakowskim jest Tadeusz Pankiewicz, właściciel apteki „Pod Orłem”. Nie opuścił tego miejsca i niósł pomoc ze wszystkich sił, jak tylko mógł – za pomoc  Żydom, za ich ratowanie został odznaczony medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. To u niego dzieci mają nadzieję na znalezienie lekarstwa na nienawiść i zło. Miejsce – schronienie, swego rodzaju azyl. Jeśli jest źle – trzeba biec do Pana Apotekera. Wymowna opowieść o trudnych czasach, przybliżająca bolesne wydarzenia z czasów ostatniej wojny. Czy z dziećmi można rozmawiać o wojnie? Spróbujcie przy pomocy książki Katarzyny Ryrych.

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura

środa, 27 lutego 2019

Jak opowiadać o ostatniej wojnie? Czy temat aby się już nie wyczerpał? Czy jest w stanie zainteresować młodzież, która, nie ukrywajmy, nawet zdając sobie sprawę z wagi tematu, jęczy, że już dość sięgania do przeszłości i nie chce słyszeć o kolejnej książce traktującej o II wojnie światowej. Bo w końcu tyle zostało już na ten temat powiedziane. Choć… kiedyś przeczytałam taką oto ciekawą myśl, że jeżeli ktoś nie wyciągnął wniosków z przeszłości, jest na najlepszej drodze do tego, by powtórzyć błędy przodków. Dotyczy to nas wszystkich – Polaków, Litwinow, Niemców. Może właśnie dlatego trzeba sięgać po takie książki. Mimo wszystko – mimo pokoju, ciepła w domu, pełnego brzuszka – bo nie znamy ani zimna ani głodu. Książka pokazuje końcówkę II wojny światowej z perspektywy młodych ludzi, którzy w ostatnim czasie nagle musieli szybko dorosnąć. Aby przetrwać , dać radę w nieludzkim świecie musieli przestać być dziećmi. Ruta Sepetys sięgnęła po formę krótkich relacji – czwórki ludzi, obcych sobie, różnych narodowości. To jakby wręcz reporterskie sceny z ich odczuć, myśli, strachów i obaw. Nie ma wśród nich ani zwycięzców, ani zwyciężonych. Jest za to człowiek, który się boi o życie, głodny, wyziębiony. Na przemian poznajemy losy Joany Litwinki, Alfreda – niemieckiego marynarza, który bierze udział w przygotowaniach do wypłynięcia w morze statku Wilhelm Gustloff na pokładzie z cywilnymi uciekinierami z Prus Wschodnich. Dalej: Emilii – Polki z kresów dawnej Rzeczpospolitej i Floriana – rannego Niemca z Prus Wschodnich. Wszyscy oni zmierzają do portu, gdzie przygotowywana jest akcja ewakuacyjna. Statki mają przetransportować uciekinierów w bezpieczne miejsce. Każda z tych osób ma jakieś tajemnice, z których nie chce się nikomu zwierzać. Grzeszki, przewinienia z przeszłości bliższej i dalszej, które skrzętnie ukrywa przed światem. Losy tej czwórki w dziwny sposób splatają się ze sobą. Pomimo początkowej niechęci ta międzynarodowa grupa wyrzutków (oprócz Alfreda) zżywa się ze sobą, czuje się odpowiedzialna za innych. Tylko Alfred wierzy w Hitlera i cieszy się, że może mu służyć. Reszta pozbyła się złudzeń. Jako że to książka do młodzieży, nie ma tutaj brutalnych opisów okropieństw wojennych. Jedni mają strach przed Rosjanami, a drudzy – przed Niemcami. Książka ciekawie pokazuje znany od lat mechanizm: ktoś na górze podjął pewne decyzje, natomiast najbardziej cierpią zwykli ludzie, którzy może nie końca rozumieją, o co w tej wojnie chodziło. Tak to już jest, że gdy się mówi  o milionach – przyjmujemy to ze smutkiem do wiadomości. Gdy mówi się o kilkorgu osobach, bardzo przeżywa się ich nieszczęście. W obliczu takiej tragedii narodowość przestaje mieć znaczenie. Gdzieś zacierają się różnice.

Wiek 15+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 26 lutego 2019

Sam i Julia to para myszek, które żyją w mysim świecie stworzonym przez Karinę Schaapman. W Internecie można znaleźć mnóstwo zdjęć tego mysiego świata. Obecnie autorce pomaga jej syn. Razem wymyślają nowe przygody, robią dekoracje. O Samie I Julii pisałam już dwa razy. Sprawdzam na stronie Wydawnictwa. Ukazało się już 5 książek. Można zobaczyć  myszki w ich domku, w cyrku, lunaparku i teatrze. Ostatnia cześć zabiera nas do portu.  Oczywiście przyjaciele na co dzień mieszkają w swoim Mysim Domku, „który jest dla nich całym światem”. Sam i Julia są na razie w mysiej szkole. Jednak po lekcjach planują udać się do portu, gdzie pracuje dziadek Sama. A tutaj tyle się dzieje. Autorka wyczarowała miniaturowy świat. Myszki opanowały dosłownie cały port: spacerują, pracują, robią zakupy, płyną łódkami, załadowują łodzie, wyładowują towary. Dziadek Sama musi rozplątać sieci – inaczej nie będzie mógł łowić ryb.  Sam i Julia odwiedzają stateczek dziadka, udają się na targ rybny, w stoczni obserwuj, jak budowana jest łódź. Idą nawet do Kapitanatu Portu, by zapytać  o możliwość udziału w wyścigu „jałb maskonurków”. Pewnie nie wiecie , o co chodzi. Tak, tak macie rację – Julia się zwyczajnie przejęzyczyła.

Książka przybliża tematykę portową, pokazuje mnóstwo szczegółów z życia  portu. Całość robi wrażenie – wykonanie myszek, ich ubrań, dekoracji przykuwa wzrok. Widać, jak wiele pracy autorka włożyła w przygotowanie tej książki. Mysi Domek ma wymiary: wysoki na 3 metry, szeroki na 2. To nie jest łatwa praca – i pewnie niewiele ma wspólnego z zabawą. Ta część to również Amsterdam w pigułce, bowiem można zobaczyć osobliwości tego miasta: most Oostenburg i most zwodzony nad rzeką Amstel. To też świat, którego po części już nie ma, bowiem wiele rzeczy dziś wykonywanych jest za pomocą maszyn, a nie ręcznie. Dzieci mają też możliwość poznania dawnych zawodów: w powrozowni powroźnik wyrabia grube sznury, które zawsze przydadzą się w porcie. Krótkie teksty opowiadają o Samie i Julii, ale to ogromne ilustracje dominują w tej książce.

Wiek 3+

Wydawnictwo Media Rodzina

Gdańsk jest często ulubionym miejscem wycieczek, wakacji. Warto zatem zaopatrzyć się w przewodnik, który pomoże lepiej poznać to miasto. Bo na początku mnogość osobliwości miasta może po prostu przerażać. Jak zrobić to z głową, by wywieźć dobre wrażenia, a jeszcze mieć świadomość, że się coś poznało, czegoś nauczyło, że nie był to czas stracony, albo, że nie przeholowaliśmy i przez następnych kilka lat nikt i nic nie zaciągnie nas na żadne zwiedzanie. Książka wychodzi naprzeciw oczekiwaniom młodych ludzi, których często nudzi nadmiar informacji o zabytkach, ludziach, miejscach i wydarzeniach. Tutaj znajdziecie propozycje siedmiu wycieczek z przewodnikiem Tomaszem. Towarzyszą mu Maja i Filip. Tomasz przygotował dla dzieci tajemnice i zagadki, które trzeba rozwiązać. I taka jest myśl przewodnia , która trochę kojarzy mi się z przysłowiem: „po nitce do kłębka”. I faktycznie, co rusz na każdej trasie pojawiają się zagadki, ciekawostki – ale te są podawane w wersji short – nie znudzą odbiorcy. Z niektórymi miejscami wiążą się pewne legendy – one również zostały przytoczone. A żeby nie było nudno – w komiksach cały czas się coś dzieje. Maja i Filip ciągną Tomasza za język, przekomarzają się, zadają zaczepne pytania. Przewodnik dotyka wielu obszarów. Są tu dzieła sztuki, jak słynny „Sąd ostateczny” Memlinga. Są mniej znane miejsca: jak choćby baszta o dziwacznej nazwie: „Patrz od kuchni”. Są szczegóły i szczególiki: lew w kościele św. Jana, obraz w Sali Czerwonej. Przytoczone zostały krótkie opowieści o bitwach na morzu, plany miasta, które pomogą nam odnaleźć właściwą drogę. Siedem tras, o których wspomniałam wcześniej: Trasa trzech wież, Port nad Motławą, Jak żyli dawni gdańszczanie, Błękitny Baranek, Kajakiem po Gdańsku, Twierdza Wisłoujście i Westerplatte, Rowerem wzdłuż plaży.  Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Niektóre rzeczy można pominąć, nad niektórymi można pochylić się na dłużej. Oprócz tras, legend, opisów, komiksów, znajdziecie tu również test na spostrzegawczość, rozwiązania zagadek, kalendarium najważniejszych wydarzeń z dziejów Gdańska. Książka dla dużych i małych. Integralną częścią książki jest bezpłatna aplikacja Adamada czyta dzieciom. Jak się okazuje, można zwiedzać Gdańsk również ze smart fonem.

Wiek 7+

Wydawnictwo Adamada

poniedziałek, 25 lutego 2019

Pewnie nie raz słyszeliście pojęcie „czarna dziura”. Od razu kojarzy się z fizyką, astronomią. Ale żeby taka czarna dziura stała się ważnym elementem czyjegoś życia, żeby od razu ją hodować, dokarmiać? Niesłychane rzeczy. Bo ta książka wbrew pozorom nie jest poradnikiem jak sobie poradzić z czarną dziurą, gdyby ta kiedyś znalazła się na naszej drodze (a takie rzeczy, jak się okazuje, są możliwe). To opowieść o smutku i stracie. Jest rok 1977 i jedenastoletnia Stella jakiś czas temu straciła ojca. Dziewczynka jest pogrążona w smutku i żałobie, nie może oswoić śmierci taty. Oboje byli sobie tacy bliscy. Stella podzielała jego pasję, wiele razy patrzyli razem w niebo. Tymczasem agencja kosmiczna NASA planuje wystrzelić w przestrzeń kosmiczną sondę, na której umieszczone zostaną najróżniejsze dźwięki z Ziemi: języki świata, odgłosy przyrody i zjawisk atmosferycznych. Stella ma swoje własne propozycje i w tym celu chciałaby spotkać się z jednym z urzędników agencji. Odesłana spod bramy przez czujnego strażnika, rozgoryczona i nieufna zamierza właśnie wrócić do domu, gdy ze zdziwieniem stwierdza, że towarzyszy jej pewne COŚ: czarna plama z błyszczącymi oczami. To właśnie tytułowa czarna dziura, którą trzeba nakarmić i nauczyć wielu rzeczy. Skąd się wzięła? Jaką rolę odegra w życiu dziewczynki? W końcu, dlaczego pojawiła się akurat teraz, po śmierci taty? Czy ma to jakiś związek z jego odejściem? Książka z jednej strony opowiada o bolesnych rzeczach (uwaga, w niektórych miejscach potrzebne chusteczki), ale z drugiej – podchodzi to tematu tak po ludzku, z humorem. Fabuła przeplatana jest co rusz jakąś zabawną sceną, żartobliwym stwierdzeniem. To mądra opowieść o radzeniu sobie ze smutkiem. Czarna dziura to poniekąd symbol każdego czarnego koloru w naszym życiu: pojawia się wtedy, gdy kogoś tracimy, gdy trzeba poradzić sobie z jakimiś kłopotami. Przygoda, śmieszne perypetie z czarną dziurą, też spora dawka wiedzy astrofizycznej o ciałach niebieskich i przestrzeni kosmicznej, grupa ciekawych bohaterów zaplątana w tę historię – a przede wszystkim mądre przesłanie dla osób, które straciły bliskich. Myślę, że nie tylko dzieci wyniosą coś ważnego z tej lektury. I tak sobie myślę, że właśnie takich lektur brakuje dziś w naszych szkołach. Szkoda.

Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

niedziela, 24 lutego 2019

Lutek i Józefina. Już te imiona wywołują miłe skojarzenia. Bo kto dziś ma na imię Lutek? Albo Józefina? Lutek to wieczny optymista. Dla niego szklanka jest zawsze do połowy pełna. Cieszy się świecącym słonecznikiem, lekkim wietrzykiem, szeleszczącymi liśćmi drzew. Natomiast Unka – sąsiadka Lutka, to czarnowidząca pesymistka. Jej szklanka jest zawsze do połowy pusta. Słońce za mocno grzeje (mimo że jest lato) i będzie susza, i uschną krzewy. A z kolei gdy zbliża się chmura zwiastująca deszcz – to zaraz będzie powódź. A jednak ta dwójka żyje obok siebie i się ze sobą zgadza. Lutek zawsze daje się wygadać Unce i na wszelki wypadek nie odzywa się  i czeka. Tymczasem w ogrodzie mieszka jeszcze mnóstwo innych stworzeń, które warto poznać: Kajetan, Ambroży, Tymek, Tosia i inni. Jesteśmy świadkami ich raz szarej, raz znów kolorowej codzienności. Jest radośnie, czasem smutno. A gdy kłopoty się zdarzają, wówczas pojawia się nie kto inny jak ciotka Józefina.

Prosta recepta na życie: cieszmy się z tego, co mamy. Nie zazdrośćmy innym, nie doszukujmy się czegoś, czego nie ma, a co unieszczęśliwia. Ta książka to radość z małych rzeczy, chwil z przyjaciółmi, sąsiadami i bliskimi. Warto spojrzeć na świat przez różowe okulary. Fajna lekcja optymizmu:)

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

środa, 20 lutego 2019

Kreatywna książka dla dzieci, które chcą pobawić się modą i papierowymi laleczkami. W środku znajdują się postaci kobiety i mężczyzny, które można ubrać za pomocą strojów z książki. Interesująca bluzeczka w kaktusy, do tego ciemne spodnie w białe grochy. Klasyczna bluzka z białym kołnierzykiem w komplecie z zieloną spódnicą. Długie, krótkie rękawki. Szorty i długie spodnie. Od wyboru do koloru. Są i fartuchy lekarskie.  I stroje strażackie. Zauważycie odważne zestawienia dla pana: komplet w ananasy i rakiety kosmiczne. To jest duży plus tej książki – zabawa modelami i wzorami. Można zapytać tatę, czy ubrałby się w jakiś konkretny model. A mama? Czy byłoby jej do twarzy w takiej sukience? Każdy strój ma specjalne zakładki, które należy odpowiednio zgiąć na danej postaci i dopasować. Można przebierać laleczki w nieskończoność, dobierać dodatki: muszki, broszki, kwiatki, pompony, opaski, kokardki, zegarki. Według gustu – na końcu znajdują się kolorowe naklejki, które pomogą przystroić laleczki. Dzieci przy okazji zabawy ćwiczą dokładność, mięśnie dłoni i … cierpliwość.

Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont

poniedziałek, 18 lutego 2019

 

W sąsiedztwie Smerfów pojawiła się wioska … dziewczyn. Jej mieszkanki organizują właśnie Wielkie Zawody Drzewa Smerfów. Jedna ze smerfowych dziewczyn – Burza – wydaje się być niepokonaną zawodniczką. Staje w szranki z Osiłkiem. I kiedy zawodnicy robią wszystko, by wygrać – nawet przy użyciu oszustwa i kłamstwa, nagle w wiosce dziewczyn zaczynają się dziwne rzeczy. Woda z wodospadu, która do tej pory obficie spływała po skałach, teraz przestaje płynąć. Nikt, nawet wszystkowiedząca Wierzba, nie ma smerfnego pojęcia, co się mogło stać. Smerfowe dziewczyny decydują się na zebranie drużyny i wysłanie ekspedycji w celu wyjaśnienia zagadki. Czy im się uda odpowiedzieć na pytanie: co się stało z rzeką? I czy rzeka znów popłynie?

Kobieca wersja Smerfów? Dlaczego nie. Znajdziecie tutaj przygody, zagadkę do wyjaśnienia, humor sytuacyjny i słowny, niebezpieczeństwa, przekomarzanie się, kto jest w czymś lepszy. Imponuje odwaga dziewcząt. I sprawdzają się porzekadła, że w jedności siła, i że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje. Jak zwykle są i smerfowe neologizmy, których znaczenie łatwo odczytać z kontekstu: niesmerfne uczucia, smerfołówka, najsmerfniejsza przyjaciółka, podsmerfować się. A co one oznaczają? Odpowiedzi w komiksie.

Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont

niedziela, 17 lutego 2019

Diy jest w modzie. Jest bardzo trendy. Widać to w Internecie, gdzie można znaleźć mnóstwo pomysłów na rzeczy zrobione przez siebie, poprzerabiane stare na nowe. Ta książka jest skarbnicą różnych inspiracji. A co najlepsze – to wykorzystanie tego, co już mamy. Nadanie sweterkowi nowego wyglądu – trzeba tylko pobawić się kolorami i farbami. Haftem można idealnie zakryć zabrudzenie, plamę lub dziurkę – a koszulka przy okazji na nowo cieszyć nasze oko. Na dżinsach można wyhaftować jakiś czadowy napis, a nudny kołnierzyk aż prosi się o ozdobienie go kosmicznymi wzorami. W pokoju nastolatki przyda się organizer z tamborków i starych spodni. A co powiecie na … las w słoiku? Stare puszki można wykorzystać jako pojemnik na przybory szkolne albo sztućce. A samodzielnie wykonana biżuteria? Od wyboru do koloru: bransoletka, kolczyki, broszka, naszyjnik, pierścionek z koralików. Nastolatka może pobawić się też w wytwarzanie kosmetyków. Bezpieczne, bez zbędnej chemii – balsam do ust, maseczki, odżywka do paznokci, odżywka do włosów, kula do kąpieli. W końcu  prezenty dla przyjaciół i rodzeństwa: kartka walentynkowa, torebki na prezenty z gazet, papier marmurkowy. 50 różnych pomysłów podzielone na 5 działów tematycznych. Każdy z pomysłów jest dokładnie opisany, krok po kroku. Wiele rzeczy można zrobić przy użyciu prostych materiałów: farby akrylowej, ziemniaka, druciaka kuchennego, patyczków po lodach, muliny do wyszywania, płatków owsianych, soli do kąpieli, gazet i tektury. Trzeba mieć tylko chęci.

Kiedy rozejrzymy się wokół z przerażeniem stwierdzamy, że toniemy w rzeczach. Książka podpowiada, żeby niczego lekkomyślnie nie wyrzucać. Wszystko można przerobić i wykorzystać. Na końcu autorka wyjaśniają magiczne słowa: recycling, upcycling, zero waste. Dzisiaj jesteśmy bombardowani wiadomościami, jak bardzo zanieczyszczone jest środowisko. Te hasła nabierają zupełnie innego znaczenia wobec wszystkich filmików pokazujących górę plastikowych śmieci płynących rzeką. Zdjęcia z ubraniami, które nie są już nikomu potrzebne.

W książce znajdziecie wiele kolorowych zdjęć, każdy pomysł jest przejrzyście i zrozumiale zaprezentowany. Jest mnóstwo pomysłów, które powinny przypaść do gustu nastolatkom.

Wiek 14+

Wydawnictwo Egmont

sobota, 16 lutego 2019

Historyk szkolny, pan Cebula, przyzwyczaił nas do tego, że zawsze zabierał nas w jakieś czasy książęce bądź królewskie. Mogliśmy poznać postaci miłościwie panujących: Mieszka I, Kazimierza Wielkiego, Władysława Jagiełłę i Jadwigę, Zygmunta III Wazę, Stanisława Augusta Poniatowskiego. Kiedyś pomyślałam sobie – tylu jeszcze królów i tyle tematów dla serii Ale historia… A tu niespodzianka. Najnowszy tom zabiera nas w czasy …

Ale od początku. Tym razem bohaterką wypraw do przeszłości jest 12-letnia Ola. Dziewczynka ma pewną tajemnice. Od jakiegoś czasu trenuje ju-jitsu, a w tym czasie powinna uczęszczać w lekcjach baletu. Tylko jak powiedzieć prawdę rodzicom? Problemy problemami, a życie toczy się dalej. Ola będzie musiała znaleźć sposób, by wyjawić prawdę. A może ta trenowana sztuka walki przyda jej się w wyprawach „zadawanych” na lekcjach historii? W klasie u pana Cebuli są ekstra ławki – taki autorski wynalazek historyka. Wystarczy przycisnąć specjalny guzik i ziuuuuuuuuuuuuuuuuuuu – ląduje się w przeszłości. Oczywiście tam, gdzie jest zadanie do wykonania. Droga do przeszłości trwa tyle, co wypowiedzenie słowa Su…per!. Tym razem klasa Oli ma sprawdzić, jak Polacy radzili sobie w niewoli zaborców. Ta wyprawa to nie tylko przygody, niebezpieczeństwa – bo co będzie, gdy akurat natrafi się na jakieś powstanie zbrojne przeciw zaborcom? Zdarzy się i podniesienie ręki na władzę carską, i lądowanie w warszawskim błocie w 1918 roku – data znamienita, bo 10 listopada. Dzień przed odzyskaniem niepodległości.  W książce dużo się dzieje, a młody czytelnik dowiaduje się, że droga Polski do odzyskania wolności była długa i pod górkę. Łatwo się o tym uczyć z podręczników historii, ale przeżyć na własnej skórze – to jest dopiero coś.

To również poznawanie postaci znanych z podręczników historii. Pojawiają się tu m.in. Dezydery Chłapowski, Emilia Plater, Adam Mickiewicz, Chopin, młodziutki Józef Piłsudski (i troszkę starsza jego wersja) zwany Ziukiem.  Czytelnik dowie się co nieco o XIX-wiecznej kuchni – zwłaszcza o recepturze na rosół, odwiedzi starą mennicę, w której jak w ukropie uwijali się mincerze, zobaczy jak wyglądały pojedynki – czyli dawny sposób na rozstrzyganie sporów, pozna emancypantki, stroje z epoki, odwiedzi Wilno z czasów Mickiewicza, podpatrzy życie polskiej szlachty.   I do tego dochodzi jeszcze obowiązująca etykieta, bowiem kiedy Ola idzie za Ziukiem jak cień, przyszły naczelnik państwa polskiego komentuje: „Panienki nie powinny zaczepiać kawalera”.

Temat świetnie podany – ta forma przekazywania historii podoba mi się od początku. Bardzo wartościowe są tutaj komiksowe scenki Artura Nowickiego. Bez nich ta książka nie byłaby tą samą książką. Dodają dużo smaczku. Jest ciekawie, czasem drżymy o bohaterów, a czasem śmiejemy się w głos. I czekamy na kolejny tom. Ciekawe jaki będzie temat…

Wiek 9+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 13 lutego 2019

Lusia wraz z koleżankami chodzi na lekcje tańca. Podobnie jak Alia i Julia żyje tańcem. Dziewczynki chciałyby w przyszłości zostać zawodowymi tancerkami. Tymczasem doradca zawodowy sprowadza dziewczyny na ziemię i proponuje im obrać inną drogę w życiu. Ma to być coś poważniejszego, sensownego, odpowiedzialnego. Coś, z czego będzie można wyżyć. Dziewczyny znajdują ciekawy sposób na ględzenie nawiedzonego doradcy i nie słyszą mądrych, życiowych porad. Tymczasem konsekwentnie oddają się swojej pasji. Bo jak się jest tam młodym, ma się też piękne marzenia. I o tym  jest właśnie ta książka: o tańcu, jego różnych formach – od klasyki, poprzez afrykańskie układy po  modern jazz. Trójka przyjaciółek goni z zajęć na zajęcia, spotyka się z rodzeństwem, przyjaciółmi. Ich życie wypełnione jest szkołą, w której od czasu pojawiają się kłopoty, bo wiadomo – taniec jest the best. Znajdziecie tu mnóstwo spraw dotyczących typowych nastolatków, którzy chcą czerpać z życia garściami. Tymczasem tak trudno czasem podporządkować się zasadom narzuconym przez dorosłych: rodziców, nauczycieli w szkole i nauczycieli tańca. Książka niesie ze sobą bardzo optymistyczne przesłanie: jeśli będziesz robił w życiu to, co lubisz, będziesz szczęśliwy. Nie brak w tej książce tzw. szwarccharakterow. Są zawistne koleżanki, które zazdroszczą sukcesów i gotowych są podłożyć nogę konkurentce. Ale generalnie panuje miła atmosfera, nie brak humoru słownego i sytuacyjnego. Książka powinna spodobać się miłośnikom komiksów i tańca. Krótkie historyjki dotyczące codzienności, relacji z innymi. Są nerwy związane z konkursami tańca, emocje z wyjazdem do Moskwy. Dzieje się dużo.

Wiek 9+

Wydawnictwo Egmont

poniedziałek, 11 lutego 2019

Miś Uszatek - postać znana z kreskówek, książek. Lubiana zwłaszcza przez (dawne) dzieci z ery „zwykłej” telewizji  - bez tych wszystkich udziwnień, umilaczy i pożeraczy czasu, cudów na kiju, z którymi mamy teraz do czynienia (w piątek miałam telefon z propozycją podpisania umowy na cyfrową telewizję – z 82 programami!!!). W każdym razie i ja miło wspominam bajki na dobranoc – charakterystyczne kukiełki Misia, Prosiaczka, Cioci Chrum Chrum. I książki z cudownymi ilustracjami Zbigniewa Rychlickiego. Książki napisane przez Czesława Janczarskiego – poetę, prozaika, tłumacza z języka rosyjskiego, dziennikarza i nauczyciela. O jego życiu na Kresach, działalności literackiej możecie poczytać w ciekawym wstępie Na początku był „Miś”. Autor kultowego „Jak Wojtek został strażakiem” i „Tygrysa o złotym sercu”. Skromny, nazwany przez Jana Bolesława Ożoga jako „cichutki poeta”. I drugi człon duetu: Zbigniew Rychlicki – laureat Nagrody im. Hansa Christiana Andersena, tzw. „Małego Nobla” (1982 r.). Autor kultowych ilustracji do „Plastusiowego pamiętnika”, cyklu o Dorotce i Krainie Oz i wielu, wielu innych.

W opisywanej książce znajdziecie „Bajki Misia Uszatka” i „Zaczarowane Kółko Misia Uszatka”.

Miś Uszatek wędruje po świecie. Jest już bardzo zmęczony. Razem z pajacykiem Bimbambomem dociera do Leśniczówki, w której mieszkają Basia i Wojtek. Obiecuje zostać w gościach na „trzydzieści bajek”. Dzięki nim dzieci poznają tajemnice oklapniętego uszka Misia, pajacyk Bimbambom opowiada o początkach pięknej przyjaźni. Okazuje się, że wystarczy tylko wyjrzeć za okno, by poruszyły się nitki wyobraźni. Wierzby stają się niezwykłymi drzewami z bajki, zaczynają dziać się cuda. Baletniczka z choinki nie chce nawet spojrzeć na dzielnego sąsiada Kominiarczyka, który wzdycha do ukochanej. A czy możecie wyobrazić sobie, jak smakują księżycowe naleśniki z serem? Znajdziecie też odpowiedzi na pytanie dlaczego bocian ma długie nogi i dlaczego kukułka nie buduje gniazda.

W Zaczarowanym Kółku Misia Uszatka Miś jest gościem w Domku Dwóch bardzo Wesołych Króliczków w miasteczku Zwierzątkowie. W Dniu Nowego Roku Miś Uszatek otrzymuje od przyjaciół zaczarowane kółko. „Trzeba tylko wypowiedzieć zaklęcie, a kółko potoczy się i zaprowadzi ciebie tam, gdzie chcesz”. A dokąd? Do lasu, do Królestwa Śniegu, do Ciepłych Krajów, nad Amazonkę. Wszędzie czekają go przygody, nowi znajomi i przyjaciele. Przeżycia, radości i smutki.

Niespieszne krótkie bajki, opowiastki, które uczą dostrzegać wartość i piękno w świecie najbliższym. Wystarczy tylko się rozejrzeć, by dostrzec, że tematem bajki może być wszystko: bocian, kaczuszki, rzeka, pole, płatki śniegu, deszcz. Książka pięknie wydana, grube i szorstkie kartki. Osoby wychowane na Misiu Uszatku nie kryją wzruszenia.

Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia


niedziela, 10 lutego 2019

Goscinny to autor słynnego Mikołajka i Asteriksa. Imponująca jest lista czytelniczych hitów, które weszły do powszechnej świadomości również dzięki filmom i kreskówkom.

Przenosimy się w czasy przed Chrystusem. Jest rok 50. Rzymianie podbili Galię. Wprawdzie nie całą – trzeba to podkreślić. Jest jedna wioska, która dzielnie stawia opór. Pewnie domyślacie się, że jest to miejsce, gdzie mieszkają Asteriks i Obeliks. A walka z najeźdźcą przynosi efekty - dzieje się tak za sprawa magicznego wywaru, który przygotowuje druid Panoramiks. Obserwujemy, jak toczy się życie w tym szczęśliwym zakątku na ziemi: dorośli zajęci są swoimi codziennymi obowiązkami, dzieci dokazują w szkole i poza nią. Asteriks i Obeliks polują właśnie na dziki. Tymczasem druid Panoramiks nieszczęśliwie spada z drzewa. Wtedy to podejmuje decyzję, że musi koniecznie spośród młodych galijskich druidów wybrać tego, któremu przekaże przepis na magiczny wywar. Asteriks i Obelkis są pełni obaw, czy aby jakiś nieznany i niedoświadczony druid przypadkiem nie wykorzysta mikstury do jakichś swoich niecnych celów. Czy słusznie? Znajdziecie w tej książce przygody, humor, świetne postacie. Wśród wymyślonych bohaterów historyczna postać Cezara. Poznacie legionistów rzymskich, rzymską taktykę wojenną, zobaczycie, jak wyglądało życie w prastarym grodzie. Ciekawa wyprawa do przeszłości z odrobiną magii.

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont

sobota, 09 lutego 2019

Pierwsza powieść francuskiej pisarki, która ukazała się w Polsce. Oczywiście – zaraz musiałam sprawdzić, któż to taki. Jak się okazuje – lista książek Marie-Aude Murail jest imponująco długa. A kim jest ów tytułowy Bystrzak? Tak naprawdę to Barnaba. Ma 22 lata i zawsze towarzyszy mu jego ulubiona przytulanka. Barnaba zachowuje się jak trzyletni maluch. Od śmierci mamy opiekuje się nim młodszy brat. Zaraz pojawia się pytanie: gdzie jest ojciec chłopców? Nie podołał wyzwaniu, ułożył sobie życie na nowo. Kleber i Bystrzak zostali sami, mają tylko siebie. Kleber ma dopiero 17 lat i postanawia wziąć na swoją odpowiedzialność Bystrzaka z zamkniętego ośrodka dla upośledzonych umysłowo. Nie może patrzeć na to, jak brat źle znosi pobyt w obcym miejscu, jak cierpi i tęskni. Czy sobie poradzą w życiu, w Paryżu? Chłopakom towarzyszy gromadka nowych znajomych wspólnie wynajmujących mieszkanie. Każdy z sublokatorów niesie ze sobą bagaż doświadczeń, każdy ma swoje życie, swoje problemy. Wydawać by się mogło, że to Bystrzak będzie dla nich kolejnym problemem, kulą u nogi. Jednak nic bardziej mylnego. Okazuje się bowiem, że to właśnie Bystrzak jest doskonałym antidotum na wszelkie problemy, nieszczęścia i bolączki. Również stare rany z dotychczasowego życia.

Trudny temat, prawda? Jednak autorka doskonale poradziła sobie z nim. A jak? Wprowadzając do swojej powieści elementy humorystyczne, z przymrużeniem oka. Nikt tu nie tragizuje, nie narzeka (jeśli już, to tylko troszeczkę), nie ma malkontentów. Każdy przyjmuje swoje życie takim, jakie jest, z tą tylko uwagą, że kiedy na horyzoncie pojawił się Bystrzak, zaczęło dziać się dużo dobrego. Dla wszystkich. Bardzo optymistyczna powieść, z życiową mądrością. Uczy empatii i dobrych relacji z ludźmi. Porusza kwestię niepełnosprawnych w społeczeństwie. I wzrusza, i śmieszy, i nie daje o sobie tak łatwo zapomnieć.

Po książce "Pasztety, do boju!" okazuje się, że literatura francuska dla młodzieży ma naprawdę wiele do zaoferowania. 

Wiek 15+

Wydawnictwo Dwie Siostry

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 78