Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
niedziela, 21 grudnia 2014
Jego wysokość Longin - Marcin Prokop/ il. Joanna Rusinek

 

Do książki Marcina Prokopa, dziennikarza (i nie ukrywajmy - również celebryty) podchodziłam jak do jeża. Przy wysypie różnych książek zwierzeń (nie zawsze do końca prawdziwych, naciąganych), wywiadów rzek, w których znani i lubiani (bądź nie) otwierają swoją duszę przed nami - pomyślałam sobie: kolejna książka o wszystkim i niczym, napisana, by było wielkie halo. Dałam szansę najpierw Prokopowi dla dorosłych. To dlatego książka o Longinie leżała na półce i czekała jak na oswojenie jeża. Sięgnęłam po "Wszystko w porządku. Układamy sobie życie", napisane razem z Hołownią. A że jestem zwierzęciem absolutnie nie - telewizyjnym i nie dałam się oczarować słodkim (ponoć) oczętom dziennikarza, sama wyrobiłam sobie zdanie na temat. I ... wsiąkłam. Najpierw w książce cegle, wagi słusznej, która pozwoliła mi podsumować - Facet ma po kolei w głowie (o tym że Hołownia tak ma - już się wcześniej przekonałam - też lekturowo), potem w Longinie, który okazał się fajną lekturą - wyprawą do przeszłości - kiedy komuna szalała, a ludzie radzili sobie jak mogli, by wytrwać, może nawet przetrwać w absurdalnej rzeczywistości różnych braków i niedoborów.

Prokop ciut młodszy ode mnie, napisał książkę dla swojej córki Zosi. Przedstawił w niej swoje dzieciństwo - którego ni w ząb współczesne małolaty i nastolatki pojąć nie mogą. Bo jak zrozumieć choćby to, że pół klasy miało to samo (chińskie) wyposażenie piórnika (ach te kredki świecowe z pandą i pachnąca gumka do mazania), albo te same relaksy. "Taaa" - usłyszałam kiedyś od zaprzyjaźnionej osobniczki nastoletniej - "Ciągle mówicie o tych relaxach, które ponoć na nogach pół szkoły miało, a teraz te buty kosztują kilkaset złotych. Nie narzekajcie, wcale tak źle nie mieliście". I bądź tu człowieku mądry.

Prokop opisuje swoje dzieciństwo w latach PRL-u z przymrużeniem oka. Był zwykłym dzieckiem (no - może trochę za ...długim, co mu utrudniało nie raz życie), które doskonale radziło sobie w tamtej rzeczywistości. Broił że hej, miał swoje marzenia (jednym  z nich było Atari ojca), często musiał wychodzić z opresji. Ot zwykłe, codzienne życie młodego chłopaka, który musi walczyć o swoje miejsce na życie z Bracholem. Czasem odpyskuje rodzicom, podpadnie dziadkom (ach to radio nastawione podczas codziennej drzemki). I właśnie w te codzienne perypetie zwykłego chłopaka z podwórka Prokop wplótł elementy PRL-owskiej rzeczywistości. Nie zawsze śmiesznej. Bo obok słynnej oranżadki w proszku, saturatora, krzywych ścian, niedopasowanych mebli, jest Smutny Pan w ciemnych okularach, do którego Martuś (Prokop) pisze list z prośbą o oddanie paszportów, które ów Pan pewnie trzyma pod "łószkiem", a bez których nie można wyjechać na wakacje tam, gdzie by się chciało.

Prokop pokazał dorastanie dzieciaków bez współczesnych gadżetów i nadmiaru zabawek - smartfonów, laptopa, tabletu, Internetu. Był wtedy czas dla kolegów, na wyprawy, wspólne zabawy, poznawanie świata i .... brojenie. Ludzie mieli mniej, ale byli dla siebie. Sami załatwiali swoje sprawy - kiedy coś się stało (np. gdy groziło wyrzucenie ze szkoły) babcia robiła pyszne pączki i udawała się do dyrektora szkoły. Pomijając wszystkie smaczki PRL-owskie, książkę dobrze się czyta. Jest dużo śmiechu i możliwości podpatrzenia życia w czasach, które jeszcze niedawno były wyraźnie w nas namacalne, w pamięci i doświadczeniach.

Autor nie ocenia - to zostawia nam. Nie traktuje tych czasów jako coś złego albo dobrego. To element jego życia. Jego dzieciństwo - na które z wiekiem też człowiek patrzy inaczej. Powstała książka, którą podobnie jak równe buty w całej klasie, można dopasować do niejednego z nas. Ta historia rodzi kolejne - tym razem w naszych głowach, bo nie ukrywajmy, odzywają się wspomnienia, i te śmieszne i te przykre.

A swoją drogą - ta lektura dla mnie, jako mamy dwóch (nie zawsze znośnych) chłopaków, niesie  ciekawą naukę, że nawet z największego łobuza, ludzie potrafią wyrosnąć. Fajni ludzie (puszczam oko do Prokopa - choć on nie wie o moim istnieniu). Podobne uczucia naszły mnie, kiedy zobaczyłam szczerbate zdjęcie Arkadego Fiedlera w Puszczykówku  a pod nim (aż moja dusza zapiszczała z radości) - cytat z jego wspomnień - "Święty nie byłem":)))) Takie zdjęcie podbudowałoby na pewno babcię Marcina Prokopa,  która niejeden wybryk wnuka musiała przełknąć, a który lubiła podsumować tak: "Skończysz w poprawczaku!".

Polecam na pewno dorosłym, którzy swoje korzenie mają w PRL-u i współczesnym małolatom, by spróbowali chociaż nas zrozumieć, zwłaszcza w tych czasach, kiedy półki uginają się od dóbr wszelakich, kiedy można wyjechać do najodleglejszego zakątka świata, a nam musiała wystarczyć czekolada czekoladopodobna i wakacje nad polskim morzem (które i tak jest najpiękniejsze na świecie - to taka refleksja poparta już życiowym doświadczeniem:))))) 

Wiek 9+

Wydawnictwo Znak


piątek, 19 grudnia 2014
Wacek i jego pies - Ferdynand A. Ossendowski/ il. Agata Krzyżanowska

Kiedy czytaliśmy tę książkę na głos, nie raz naszła mnie taka oto myśl – takich książek już dzisiaj się nie pisze. Ossendowski to pisarz pokolenia, które żyło w czasach bez Internetu i telewizji. Trzeba było całość uplastycznić, by czytelnikowi łatwiej było sobie wyobrazić obrazy. Bo któż widział dawniej wilka, rysia czy puszczę? Niewielu. Teraz wystarczy wygooglać – i gotowe. Technika proponuje wirtualne spacery po świecie, wyprawę do miejsc, o jakich nam się nie śniło. Mało tego – wszystko musimy mieć natychmiast, szybko, nie lubimy czekać, ma się dziać dużo, najlepiej bez specjalnych prozatorskich dłużyzn (czyt. pięknych opisów). Proza Ferdynanda Ossendowskiego (1876 – 1945) jest dla ambitnych małych czytelników, którzy po uszy potrafią się zanurzać w tej niespiesznie prozie. Razem z Wackiem cierpliwie czekać przyczajonym na zwierzynę, razem z Mikusiem (z wilkiem właśnie) przyglądać się dziwom przyrody, które tu trwają i trwają. W końcu potrafią podziwiać świat dookoła, w którym mimo strasznej wojny – tu – na szczęście – czas się zatrzymał.

Wacek jest dzieckiem wojny. Najpierw traci ojca, potem matkę. Pomieszkuje kątem u obcych ludzi, których również zły los nie oszczędza. W końcu trafia do leśniczówki gajowego Piotra. Tutaj znajduje bezpieczne schronienie, strawę, kąt do spania, życzliwych ludzi, którzy kochają go i opiekują się nim. Wszędzie dookoła Niemcy – Wacek opiekuje się domem, jego schorowaną żoną, w wolnej chwili poznaje puszczę.

Autor dużo miejsca poświęcił opisom przyrody, zachowaniu zwierząt w lesie, ich reakcjom na różne niebezpieczeństwa. Koncentruje się na opisach przeżyć wewnętrznych chłopca – na temat jego życia, przyjaźni  Mikusiem. Nie brak tutaj też opisów wojny – ja niektóre opuszczałam. Książka została napisana w czasie wojny (ukazała się po śmierci pisarza w 1947r.). Ludzie tyle przeszli, nie raz widzieli śmierć. Ja niektóre wypadki wyprzedzałam, czytałam najpierw dla siebie, potem streszczałam, ale oszczędzam szczegółów.

Taka lektura bardzo uwrażliwia na nieszczęście drugiego człowieka, pokazuje piękno przyjaźni międzyludzkiej i ze zwierzęciem. Minusem tej książki jest to, że na pewno pojawi się życzenie posiadania psa – co nie w każdym przypadku niestety jest możliwe.

Warto poczytać również informacje o życiu Ossendowskiego - obywatela świata, który z niejednego pieca chleb jadł. 

Wiek 9+

Wydawnictwo Zysk i S-ka

czwartek, 18 grudnia 2014
Tajemnice matematyki. Książka z okienkami - Alex Frith, Minna Lacey i Colin King

Lubię książki, które pokazują dzieciom, że matematyka wcale nie taka straszna i że jest praktycznie wszędzie. Gdzie się człowiek nie obejrzy - matma i już. Ta propozycja jest dla trochę starszych dzieci - nie ogranicza się bowiem tylko do prostego liczenia, ale wprowadza kilka trudniejszych pojęć. Są przede wszystkim większe liczby, mnożenie do stu, dzielenie, pierwiastkowanie, figury geometryczne. Bardzo fajnie wypadł dział o tym, jak dawniej mierzono i dzielono na części - to taka mała wyprawa do przeszłości. Największy entuzjazm wywołała wizyta w sklepie. Tutaj dopiero można się przekonać, co to znaczy matematyka w dniu codziennym. Jeśli ktoś marudzi, że jemu tylko potrzebne do życia jest dodawanie i odejmowanie, tu przekona się, że czasem trzeba policzyć procenty, zaokrąglić cenę, zapakować towary do kartonu (kłania się geometria). Dzieci z przyjemnością spróbują wydostać się z matematycznego labiryntu, sprawdzą swoje umiejętności matematyczne w grze Węże i drabiny, poznają rachunek prawdopodobieństwa. Oczywiście dużą atrakcją są okienka ukryte w obrazkach, które kryją dodatkowe treści, odpowiedzi na pytania i ciekawostki. Niekiedy, gdy przeoczy się okienko tu czy tam, jest wielka radość, gdy podczas kolejnego czytania natrafia się na miejsce, w którym się jeszcze nie było.

Książka bogato ilustrowana, kolorowa, na sztywnych kartkach, dużego formatu. Ciekawy pomysł na rozbudzenie apetytu matematycznego i pogłębienie wiedzy. Mimo że wiedzy jest sporo, jest to książka obrazkowa, w której za pomocą bajkowych ludzików, zabawy, autorzy podjęli się trudnego zadania - oswojenia matematyki. Myślę, że im się to udało.


Wiek 5+

Wydawnictwo Olesiejuk


poniedziałek, 15 grudnia 2014
Skarb Ali Baby - Józef Wilkoń

W książce dziecięcej chyba rzadko spotkać można sequele? Jeśli jest inaczej - proszę mnie uświadomić (tak, tak - wiem o Powrocie do Stumilowego Lasu:). W każdym razie ta książka to swego rodzaju sequel właśnie - starej baśni arabskiej Ali Baba i czterdziestu rozbójników. Nie tylko dorośli mają ochotę na literacki ciąg dalszy - niekiedy dopisywany po latach, często przez zupełnie innego autora, z wielką ostrożnością wybranego przez spadkobierców. Tutaj propozycja dla najmłodszych.

O tym jak Ali Baba dostał się do skarbca zbójników i jak ich pokonał, opowiadać raczej nie muszę - propozycje książkowe i filmowe wypełniły bowiem swoje zadanie. Posłuchajcie natomiast, jaki pomysł na dalsze losy bohatera miał Józef Wilkoń. Otóż w jego książce Ali Baba chce jeszcze więcej bogactw i dlatego sam zostaje rozbójnikiem. Staje na czele bandy czterdziestu kamratów. Karawany boją się go, a jego niecne czyny znane są w całej Arabii. I tak jest aż do czasu, kiedy na drodze Alego stanie piękna branka.

Opowieść opowieścią - widać, że Józef Wilkoń bawi się i słowem i motywami, wpędzając nas, czytelników w ciemny zaułek, serwując nam zakończenie, którego chyba jednak nikt się nie spodziewał. Najpiękniejsza jest historia opowiedziana obrazami - to majstersztyk. Noc nad pustynią budzi namacalny strach, piasek i skały sprawiają wrażenie jakby były prawdziwe. Mieni się złoto arabskich kupców, słychać tętent kopyt końskich, szczęk szabli. Autor co rusz każe nam obserwować sceny z różnej perspektywy - niekiedy całkiem blisko. Brance Alego Imaz, można spojrzeć prosto w oczy, podobnie jak niektórym ze zbrojnych - widać wyraźnie ich twarze, uzbrojenie, pozycję w siodle, uchwyt uzdy. Jednak najwięcej oko cieszy perspektywa z lotu ptaka - kiedy trzeba wytężyć wzrok i szukać jeźdźców wśród skał, w mrokach nocy, w bladym świetle księżyca.Zlewają się z krajobrazem, trudno ich dojrzeć.

Wilkoń stworzył swoją ilustracją specyficzny klimat - czytelnik czuje się, jakby przeniósł się w zupełnie inne miejsce, inny wymiar. Zapomina o bożym świecie - więc misja została należycie spełniona. Polecam małym rozbójnikom (i ich rodzicom).

Wiek 5+

Wydawnictwo Czytelnik

niedziela, 14 grudnia 2014
Gąska Zuzia i pierwsza gwiazdka - Peter Horacek

Świąteczna propozycja dla najmłodszych. Gąska Zuzia razem z innymi zwierzętami – przyjaciółmi stoi pod pięknie ubraną choinką. Nagle pojawia się myśl – przydałaby się jeszcze gwiazdka z nieba, która przystroiłaby czubek zielonego drzewka. Gąska swoje marzenia przekuła od razu w czyn: wystartowała w górę, by zdjąć gwiazdkę z nieba. Ale to niełatwe zadanie. W pewnym momencie gąska traci kontrolę i nawet zaczyna jej grozić niebezpieczeństwo. Na szczęście – od czego ma się przyjaciół. Historia kończy się happyendem.

Bardzo ciepła i nastrojowa opowieść na długie zimowe wieczory o magii świąt i przyjaźni. Również o cudach, które mimo wszystko nadal się zdarzają.

Siłą tej książki są ilustracje. Można nawet pokusić się o snucie opowieści swojego autorstwa – tylko na podstawie obrazów. Dużym plusem jest wersja w języku angielskim.   

Wiek 2+

Wydawnictwo Babaryba

sobota, 13 grudnia 2014
Bullerbyn. Trzy opowiadania - Astrid Lindgren/ il. Ilon Wikland

Bullerbyn - trzy w jednym - czyli trzy opowieści, w dodatku bardzo bogato ilustrowane: Wiosna w Bullerbyn, Dzień Dziecka w Bullerbyn, Boże Narodzenie w Bullerbyn. Gratka dla miłośników wesołej ferajny z Hałasowa. Dwa pierwsze teksty zostały odrębnie napisane - jako samodzielne książki dla najmłodszych. Motyw bożonarodzeniowy pewnie znacie z grubaśnych Dzieci. Z dwóch pierwszych książek pewne elementy pojawiają się gdzieniegdzie, ale tych tytułów nie znajdziecie w wersji dla starszych. 

W Bullerbyn dzieciaki zgłupiały na wiosnę. Latają w kaloszach po kałużach (na bose nogi!), łażą po płotach, brodzą w strumieniu, zrywają kwiaty, piknikują, skaczą z dachu drewutni, dosiadają byka, chodzą po dachu obory, skaczą dookoła ogniska. Oszalały zupełnie. Wszystkie bez wyjątku. Taka jest wiosna w Bullerbyn:)

Dzień Dziecka w Bullerbyn to trochę taki wyraz tęsknoty zapyziałej prowincji za wielkim światem. Dzieci tęsknią do obchodów tego święta w Sztokholmie, o którym wyczytały w gazecie. Aż strach wyliczać, jakie niespodzianki szykują dla najmłodszej mieszkanki Bullerbyn. Na szczęście ktoś przychodzi po rozum do głowy i Dzień Dziecka przebiega już spokojnie i bez zakłóceń - bardzo bullerbynowo, na łonie natury, na zabawie, ze zwierzakami, w swoim miłym towarzystwie. 

A jak obchodzi się święta w zagrodach – Północnej, Środkowej i Południowej? Lisa opowiada jakie zwyczaje panują w szwedzkich rodzinach podczas gwiazdki - snopki owsa dla ptaków, wypiekanie pierniczków (jak ja od dawna poluję na foremkę prosiaczka do wykrawania pierników), zwożenie opału dużymi sankami, wyprawa po choinki, kolędowanie, ubieranie drzewka, prezenty dla przyjaciół, świąteczna kolacja, podczas której dzieci jedzą szynkę, kiełbasę, salceson, gotowaną rybę, ryż z cynamonem. Dalej - Święty Mikołaj, taniec wokół choinki, msza bożonarodzeniowa o świcie. 

Całość przypomina mi stare książki sprzed lat – papier w kolorze złamanej bieli, szorstki, książka szyta, wydłużony format. Jak dobrze, że Wydawca nie skusił się na lśniący kredowy papier.

Lektura obowiązkowa dla miłośników dzieciaków z Bullerbyn – bez względu na wiek.

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

czwartek, 11 grudnia 2014
Antonino ze snu w sen - Juan Arjona/ il. Lluïsot

Oj ten Antonino! Ratując niedźwiedzia w pierwszej części (Antonino w walce z czasem) nawet nie przypuszczał, że ta historia tak się skończy. A jak? Z jednej strony przyjaźń, a z drugiej chęć na pobycie ... sam na sam z sobą. Bo przyznajmy - nawet najgorętsza miłość, najgorętsza przyjaźń potrzebują od czasu do czasu ciszy, spokoju, odosobnienia. Niekiedy trzeba wyjechać, wyjść, żeby zatęsknić. A tu Antonino nawet nie może śnić w samotności. Kiedy Antonino w swych snach ma zostać superbohaterem, pojawia się nagle Niedźwiedź, który spija najspokojniej w świecie śmietankę. I tu niespodzianka - nasz Antonino ma taką możliwość - tyle że właśnie wtedy docenia swojego przyjaciela, który w tym samym czasie .... spoko, spoko, nad wszystkim czuwa:)))))

Kolejna książka o przyjaźni - niekiedy niełatwej, o swoim ja i obszarach, w których chciałoby się samemu zaistnieć. Ale też i o tym, że dobry przyjaciel, nawet odsunięty na chwilę na bok, czuwa i jest gotowy by służyć pomocą i radą. Taki jest właśnie duet Antonino i Niedźwiedź. W ostatniej recenzji o tej sympatycznej dwójce trochę ponarzekałam na to, że Antonino tak (zdecydowanie za bardzo) skacze wokół Niedźwiedzia, że nie ma czasu dla siebie. Tutaj Antonina nachodzi refleksja - chce być sam, chociaż w snach. To krok do przodu. Tak trzymać, Antonino. Choć miła jest myśl, że gdzieś tam, jest ktoś, kto myśli o tobie:) ( w domyśle - Niedźwiedź)

Świetnie zilustrowana, z temperamentem południowców - wszak Antonino to Hiszpan. Sceny zmieniają się jak w filmie - wyczuwalny jest ruch, tempo. Mimo to, że książka traktuje o śnie, nie ma tu sennej atmosfery. 

Wiek 4+

Wydawnictwo Tako

środa, 10 grudnia 2014
Pinokio - Carlo Collodi/ czyta Piotr Adamczyk

Dziś będzie nie o wersji papierowej, ale o audiobooku. Pewnego jesiennego dnia jechałam z dziećmi samochodem i miałam włączone Radio Merkury (nasze - wielkopolskie:). Mieliśmy okazje wysłuchać wtedy fragmentu książki tygodnia, którym był Pinokio Collodiego w interpretacji Piotra Adamczyka. A że dzieci wiozłam w przyjemne miejsce, zdziwiłam się, kiedy zaprotestowały i nie chciały wysiąść z samochodu. Musiałam poczekać, aż lektor skończy. To chyba wystarczająca zachęta, by sięgnąć po audiobook.

Nowa wersja Pinokia w przekładzie poety Jarosława Mikołajewskiego narobiła sporo zamieszania trzy lata temu. Ale zamieszania pozytywnego. Otóż po latach otrzymaliśmy nowy przekład - wierny i odświeżony, z nowościami translacyjnymi, z którymi pinokiowi puryści nijak się zgodzić nie mogli (kruszenie kopii o majstra Czereśnię, Mamałygę i ... rekina). My przyjęliśmy z zadowoleniem. Książka pięknie wydana stała się w ciągu tych kilku lat trafionym i eleganckim prezentem dla dzieciaków z rodziny i wśród znajomych. Zawsze budząca radość i zachwyty małych i dużych. Właśnie ta nowa wersja klasycznej powieści znalazła się na audiobooku w interpretacji aktora Piotra Adamczyka. Mogę tylko zachęcić - u nas książka zdała egzamin podczas długiej podróży i jesiennych wieczorów. Interpretacja lektora stonowana, choć nie brak tu dużego zaangażowania w odmalowanie poszczególnych postaci. Z łatwością można się domyślić, kogo w danej chwili aktor naśladuje. Moduluje głos, buduje klimat - gwarno i rojno w Pinokiu od postaci - i to nie tylko na papierze. Można sobie te postacie wyobrazić, mieć je przed oczyma. 

1 płyta CD z nagraniem w formacie MP3. Całkowity czas nagrania 4 godziny 43 minuty.

 

Taką piękną ilustrację Innocentiego znajdziecie po otwarciu okładki audiobooka. 

 

Wiek 7+

Wydawnictwo Media Rodzina 

wtorek, 09 grudnia 2014
Świat w liczbach - Steve Martin, Clive Gifford, Marianne Taylor/ il. Andrew Pinder

Mamo, ile minut żyję? A ile sekund. A kto jest starszy, ty czy może...? A kto najstarszy? A jak szybko jeździ najszybszy samochód na świecie?

To tylko kilka przykładów fascynacji liczbami. Bo te faktycznie intrygują dzieci. Mimo że często zostają one w sferze czystej abstrakcji, jakiejś niewyobrażalności, budzą podziw i zainteresowanie. Świat i niesamowite dane - z różnych dziedzin. Jest tu mowa o skarbach, muzyce, wężach, titanicu, słynnych ucztach, dostojnych władcach, drzewach i roślinach, dzikim zachodzie i dzikich kotach. Musiałabym długo wymieniać. Każda rozkładówka książki wielkoformatowej to odrębny temat. A każdy temat to mnóstwo ciekawostek i danych podanych w ciekawy sposób. Przyjrzyjmy się starożytnemu Egiptowi (podaję tylko kilka wybranych przykładów):

2 brwi golili często starożytni Egipcjanie na znak żałoby po zmarłym kocie

10 dni trwał tydzień w starożytnym Egipcie (...)

140 - metrowej wstęgi materiału potrzeba było do zawinięcia mumii

3 pory roku wyróżniano w roku staroegipskim (...)

700 małych obrazków zwanych hieroglifami tworzyło alfabet staroegipski. Wszystkie z nich to spółgłoski, gdyż nie zapisywano samogłosek.

Opisano w ten sposób blisko 60 zagadnień z różnych dziedzin: geografii, historii, fizyki, przyrody i innych.

Książka napisana jest przystępnym językiem, kolorowa, z mnóstwem ilustracji.

Wiek 7+

Wydawnictwo Jedność


 

Takie lektury chciałabym dla swoich dzieci

Na stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej można zgłaszać swoje typy lektur dla dzieci w szkole podstawowej. O tym, że lista powinna być przewietrzona, mówi się nie po raz pierwszy. Mamy szansę zabrać głos w tej sprawie.

Podaję tytuły, które chętnie widziałabym na liście. To pierwsza piątka - po głowie chodzą jeszcze inne tytuły, dla których niestety zabrakło miejsca:(

"Dawca" - Lois Lowry (dla starszych dzieci)

"Pamiętnik Blumki" - Iwona Chmielewska 

"Dokąd iść. Mapy mówią do nas" - Kim Heekyoung/ il. Krystyna Lipka - Sztarbałło

"Dziadek i niedźwiadek" - Łukasz Wierzbicki

"Czarna książka kolorów" - Menena Cottin/ il. Rosana Faria

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 121