Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
piątek, 17 marca 2017
Dlaczego? Księga najciekawszych pytań i odpowiedzi na temat nauki, przyrody i świata - Catherine Ripley/ il. Scot Ritchie

Dzieci z natury są ciekawe świata. Kiedy tylko zaczynają mówić – pojawiają się pytania: Dlaczego? Czemu? Po co? A kiedy w naszym domu faktycznie pojawią się trudne pytania, wówczas można sięgnąć po ściągę w postaci tej książki. A może właśnie ta pozycja wyprzedzi dziecięcą ciekawość. Można dzieciaki dosłownie zaatakować książkowo. Bo w tej książce dzieci znajdą mnóstwo pytań i odpowiedzi dotyczących nauki, przyrody i świata. Całość podzielona jest tematycznie: miejsca i zagadnienia. Co my zatem tutaj mamy? Kąpiel, supermarket, sen, dwór, kuchnia, zwierzęta gospodarskie. Odpowiedzi są krótkie, konkretne. Trafiają w tzw. punkt. Bez zbędnych dłużyzn dzieci dowiadują się dlaczego trzeba myć zęby, mydło jest śliskie, podczas kąpieli marszczą się palce, makaron ma różne kształty, tulipany zamykają się na noc, gwiazdy migocą, niebo jest niebieskie, płyn do mycia naczyń się pieni, mniszki lekarskie zmieniają się w  białe puszyste dmuchawce.

Dlaczego? Co? Czym? Skąd? Gdzie? Jak?

Razem pond 70 pytań i odpowiedzi. Każdy rozdział zakończony ciekawostkami o otaczającej rzeczywistości. W każdym rozdziale inne dziecko jest przewodnikiem po świecie. Książka kolorowa, z licznymi ilustracjami, na samym końcu indeks z hasłami – łatwo odnaleźć to, czego się szuka. Książkę można czytać już małym dzieciom. Starsze dzieci znające litery mogą ćwiczyć na tych tekstach naukę czytania – szeroka linia i duże litery na pewno to ułatwią.

Wiek 5+

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

niedziela, 12 marca 2017
Działka dziadka działkowicza - Katarzyna Bogucka

Katarzyna Bogucka nie nadała głównemu bohaterowi imienia i to był strzał w dziesiątkę. Dziadek to w końcu dziadek. Każdy bardzo swój, osobisty, rodzinny. Znam kilku dziadków i wszyscy pałają miłością do ogrodu. Ach te dziadki: Geniu, Stasiu, Paweł, Piotr. A babcie? Wprawdzie nie o nich ta książka, ale nie sposób tutaj ich nie wspomnieć. Działkowicze całą gębą i z oddanym sercem. Gotowi poświęcić cały wolny czas, by tylko realizować swoją ogrodniczą pasję. Co to nie tylko wyhodują, ale i przetwory zrobią. Tak jak książkowy dziadek. Dlatego też twierdzę, że ta książkowa historia jest zaledwie początkiem mnóstwa innych rodzinnych przedsięwzięć. U nas dziadek Geniu przez długie lata był w dodatku prezesem ogródków działkowych w naszym miasteczku. Zna mnóstwo ludzi, historii, opowieści działkowych. No i świetnie zna się na ogrodzie. Ktoś kiedyś powiedział: chcesz być szczęśliwy przez cale życie – załóż ogród. I coś w tym jest. Potwierdzam.


Katarzyna Bogucka w klimatycznej historii opowiada o tym, co się dzieje na działce. Jest czas prac wiosennych, jest w końcu czas dojrzewania i zbierania owoców pracy. Z tej książki dzieci dowiadują się jakie prace należy przeprowadzić na działce, jakie warzywa i owoce można zebrać. Kto pomaga i w czym. Oprócz pielenia, sadzenia, zbierania warzyw i owoców jest też kwestia wyżywienia wszystkich pomocników. Bo przecież na działce na pewno jedzenia jest w bród. A na świeżym powietrzu wszystko wyjątkowo dobrze smakuje. Autorka na końcu zauważa, że nie każdy ma dziadka z działką. Dlatego też zachęca do zakładania mini-ogródeczków na parapetach okiennych i balkonach. Podpowiada rośliny, które można uprawiać w takich utrudnionych minimalistycznych warunkach. Podaje też przepisy na wyborne potrawy. Przecież to, co się wyhoduje, trzeba zjeść. Nie da się tego zrobić od razu, więc działkowe skarby można zamknąć w słoikach. Jesienią i zimą docenimy ich smaki. Jak zrobić przecier pomidorowy, lemoniadę bazyliową, ciepłe maliny, powidła śliwkowe bez cukru, sok z malin. Jak suszyć zioła i morele, jak zamrozić natkę pietruszki. Być może dzieci po lekturze tej książki zainteresują się kulinariami. Na samym końcu został przedstawiony wykres  zbioru popularnych warzyw i owoców. W książce mnóstwo plenerów ogrodowych, w których pierwsze skrzypce grają skarby z drzew i grządek. Przewijają się liczne osoby – pomocnicy. Charakterystyczne ilustracje Katarzyny Boguckiej, które znamy już z innych książek. Najważniejsze jest to, że pewnie odnajdziemy tutaj i siebie i najbliższych z naszej rodziny buszujących chętnie w naturze.


Wiek 5+

Wydawnictwo Widnokrąg

sobota, 11 marca 2017
Fantastyczny Pan Lis - Roald Dahl/ il. Quentin Blake

Roald Dahl w niebie siedzi obok Astrid Lindgren. Nie słyszeliście o tym? Możecie się sami zresztą przekonać, jak pisze ten brytyjski autor wielu książek dla dzieci. Gdy jeszcze dodam, że pisał scenariusze dla wielkiego Alfreda, tak tak,  TEGO Alfreda z Hollywood ma się rozumieć, hm hm, to robi się już naprawdę ciekawie. MatyldaCharlie z fabryki czekolady, wreszcie Fantastyczny Pan Lis. Krótka historia. A jak wciąga. Dzieciaki wbija w fotel jak podczas startu samolotem. Od początku do końca. Bo kogóż my tutaj mamy? Trzech typków, których wygląd może przyprawić o zawał serca. A ich charakterki. To już zupełnie osobny temat. Przebiegłe to i skąpe. Bo też jednej kaczuszki albo kurki od czasu do czasu przeboleć nie mogą. Za to Pan Lis jest FANTASTYCZNY. Mądry, o wiele sprytniejszy od tamtej trójki od siedmiu boleści, odważny, szybki, dobry. Przejrzy zamiary przeciwników na wskroś i znajdzie rozwiązanie.

W książce ciągle coś się dzieje, niebezpieczeństwo trzyma czytelników w napięciu, głodne liski wzruszają, koparka kopie bez przerwy i hałasuje, lisy kopią tunele, a groźne typki czekają – ze strzelbami. A wszystko to bogato okraszone kultowymi czarno- białymi  ilustracjami Quenita Blake’a.  Oczywiście opowieść kończy się happyendem – jakżeby inaczej – Uff!!! - Zadowolone dzieci zasypiają – a my nareszcie mamy wolny wieczór.

Książka jest ładnie wydana - w twardej oprawie, z mnóstwem ilustracji. 

Wiek 5+

Wydawnictwo Znak

piątek, 10 marca 2017
Drzewo - Katarzyna Bajerowicz

 

Kiedy „Drzewo” znalazło się w moich rękach pomyślałam: „Oooo, rozlatuje się”. I rozleciało się faktycznie, bo… taka jest właśnie idea tej książki – tablic. Ruchome 15 części, które w całości tworzą niezwykłą panoramę drzewa – od jego korzeni po wierzchołek. Temat niezwykle ważny  - właśnie teraz – gdy tak wiele mówi się o wycince drzew. Gdy tak wielu ludzi pozostaje obojętnych wobec pojedynczych drzew i wielkich połaci lasów. Tymczasem Katarzyna Bajerowicz w bardzo przystępny sposób pokazuje jak wiele jedno drzewo znaczy dla człowieka i całego środowiska. Jest domem wielu stworzeń, pochłania dwutlenek węgla, produkuje tlen. To  nasze zielone płuca, które oddychają dla nas – choć często o tym nie wiemy bądź zapominamy.


Na planszach widzimy drzewo od korzeni po sam wierzchołek. Pod korzeniami leżą szczątki zwierząt, toczy się życie w borsuczej i lisiej norze, korytarzach kreta i mrówek. Pod koroną drzew znajdują cień żubry, dziki, jeleń z łanią, głuszec i zając. W samej koronie – istne ptasie radio: sroki, wrony, gołębie, sójki dzięcioły – i to najróżniejsze gatunki. Są też owady: kozieróg dębosz, szerszeń, paśnik, jelonek rogacz, chrabąszcz majowy, galasówka. Oczywiście dzieci dowiedzą się, które z nich są pożyteczne a które szkodliwe. Co to takiego „spałowanie dębu”? Kto jeszcze oprócz ptaków buduje gniazda?


A żeby dzieciom się nie nudziło – mogą wykonać różne zdania, które zabiją nudę i poszerzą wiedzę o świecie. Książka zachęca do zrobienia własnego zielnika – trzeba tylko wybrać się po liście do lasu albo parku. Przy dębie można pobawić się w szukanie spiżarni dzięciołów – może uda się najmłodszym odnaleźć kilka ukrytych żołędzi „na potem”. Można poszukać szyszek, patyków, listki, kasztany, żołędzie i zrobić z nich ludziki. A może ktoś pokusi się o wyhodowanie własnego dębu. Autorka pokazuje, jak z żołędzia na naszych oczach może narodzić się dąb. To zadania, które namawiają do wyjścia z domu. Są i takie, które związane są z planszami.


Książka jest istną skarbnicą wiedzy – w ilości w sam raz dla najmłodszych – w atrakcyjny sposób, aktywujący różne zmysły.

Plansze zapakowane są w gustowną teczkę z gumką. Kiedy podzielimy książkę na poszczególne plansze, nie będzie problemu, by je przechowywać w bezpiecznym i uporządkowanym miejscu.

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

sobota, 04 marca 2017
Przygody smerfów. Latający smerf - Peyo

Smerfy to bajka dzieciństwa mojego młodszego rodzeństwa. Pamiętam jak brat z siostrą wyczekiwali kreskówki o niebieskich ludkach. Głos Gargamela rozbrzmiewał w całym domu. Podobnież jak przeraźliwe miauczenie Klakiera. Kiedy po latach sięgam po książkę (komiks był pierwszy – dopiero potem kreskówka), gdzieś w głowie kołacze mi głos Wiesława Drzewicza – charakterystyczny, ochrypnięty – gdy widzę Gargamela znów prześladującego mieszkańców małej wioski ukrytej w lesie.

W tym komiksie znajdziecie pięć opowieści.

Tytułowy latający smerf marzy o tym, by wysmerfować maszynę, która zabierze go wprost ku niebu. Oczywiście powstanie maszyna latająca, dzięki której dzielny smerf wyratuje Smerfetkę z rąk Gargamela.

„Łakomstwo smerfów” pokazuje, że nadmierny apetyt może przysporzyć sporych kłopotów. Tym bardziej, że wiadomo, iż LICHO – czyli Gargamel - nie śpi. A ten przeklęty czarodziej ma pewien plan – zresztą jak zawsze.

W „Smerfie w masce” pojawia się tajemniczy smerf, który rzuca inne smerfy tartą w twarz. Kim jest ten osobnik i jaki ma cel?

Kolejna opowieść o szczeniaku, który wywraca życie smerfów do góry nogami. To stworzenie zyska ogromną sympatię i smerfów i czytelników – co zechce również wykorzystać Gargamel. Oj, smerfy naprawdę muszą się mieć na baczności. Na szczęście psiak doskonale odróżnia dobro od zła.

Kolejna opowieść – taaak, Zgrywusa zawsze trzymają się żarty, które o zzzgrozzzo,  śmieszą tylko ich autora. Wszyscy w wiosce mają już dość wybuchających prezentów. Kiedy Zgrywus opuszcza wioskę, wpada w łapska Gargamela. Już mały smerf wie, co robić, by pokrzyżować plany czarodzieja. Nie muszę c hyba dodawać, że czeka go niespodzianka. W dodatku wybuchowa.

Komiks o smerfach to przede wszystkim przygoda. Dalej humor, bo nie brak tu komicznych sytuacji i powiedzonek. Smerfowe neologizmy to już kolejny temat – mimo, że wyrazy te zazwyczaj zaczynają się od przedrostka „smerf+ coś tam” użyte w konkretnym kontekście znaczą właśnie to, co mają znaczyć. I ani duży ani mały nie ma problemów z ich zrozumieniem: smerfolotować, najsmerfniejszy, wysmerfować, smerfny, smerfuje mnie to. Wiadomo o co chodzi, prawda?

Tak na marginesie – czy kiedyś jakiś językoznawca zajmie się językiem smerfów na poważnie? I Poważnie o to pytam – bo to zjawisko nietuzinkowe, a pewnie arcyciekawe.

Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont

piątek, 03 marca 2017
Lucky Luke. Fingers- Lo Hartog van Banda i Morris/ Lucky Luke. Jesse James - René Goscinny i Morris

Czy wiecie, że Lucky Luke ma wiele wspólnego z Mikołajkiem i Astreiksem i Obeliksem? A co? A raczej kogo, należałoby spytać. Te wszystkie postacie łączy francuski pisarz René Goscinny, który jest również jednym ze współautorów komiksów o Lucky Luke’a. Obok Morris’a – pod tym nazwiskiem kryje się belgijski rysownik i scenarzysta Maurice de Bevere. Po śmierci Goscinnego seria, która odniosła wielki sukces, była kontynuowana. Dwie książki, które chce dziś przedstawić , mają właśnie różnych autorów. „Jesse James” to Goscinny, natomiast „Fingers” –to już Lo Hartog van Banda, niderlandzki autor komiksów. Oczywiście idea głównego bohatera nic a nic się nie zmienia. Od samego początku zawsze ta sama. Lucky Luke jest niereformowalny – klasyczny kowboj, niczym średniowieczny rycerz,  zawsze gotowy, by nieść pomoc słabszym , chronić ciemiężonych , mający nerwy ze stali sługa sprawiedliwości. Razem ze swoim koniem, wiernym towarzyszem, ściga przestępców. Rumak pomaga swemu panu w każdych okolicznościach, a koń zna różne sztuczki, które wykorzystuje w pozytywnym tego słowa znaczeniu w dążeniu do celu – co potwierdzają liczne przykłady z książki.

W „Fingers” pojawia się bardzo kontrowersyjna postać. Z jednej strony rzezimieszek, do którego paluszków dosłownie wszystko się klei: klucze, biżuteria dam. Z drugiej strony – to istny czarodziej, który swoim urokiem dosłownie zniewala kobiety, rzuca je na kolana. I mimo tego, że te zostały wcześniej przez zacnego dżentelmena w kulturalny sposób (jakkolwiek to brzmi) obrabowane, to damy te nie mają złodziejaszkowi za złe, nie pielęgnują urazy. Gorzej – mają innym wręcz za złe, że traktują faceta jak złodzieja i bandytę. Oj bardzo rozbawiła mnie scena ze strony 31 komiksu – „Ferdynandzie! Daj panu dojść do słowa!” . Koniecznie poszukajcie:)


W kolejnej książce pojawia się prawdziwy bohater, bowiem Jesse James żył naprawdę. Krótką notkę biograficzną znajdziecie zresztą na końcu książki. Weteran wojny secesyjnej zapragnął zostać Robin Hoodem Dzikiego Zachodu. Chciał odbierać bogatym, by darować biednym. Ale czy tak czynił w rzeczywistości? Lucky Luke dowiaduje się, że banda Jessego zmierza do Teksasu. Dzielny kowboj musi stawić im czoła i wymierzyć sprawiedliwość.

Przygoda, humor słowny i sytuacyjny, wyraźny podział na dobre i złe, świetne rysunki, wartka i trzymająca w napięciu akcja. To powinien mieć dobry komiks – a Lucky Luke TO właśnie ma.

Wiek 8+

Wydawnictwo Egmont

czwartek, 02 marca 2017
Seria "Raz, dwa, trzy" - Joanna Bartosik

 

Raz, dwa, trzy słyszymy – to zobrazowane różne dźwięki: kominiarz wyskakujący z komina i wołający: „a kuku”, deszcz padający z nieba na parasole i ludzi w płaszczach ortalionowych z charakterystycznym „kap kap”, piesek na rowerze „hau hau”, dzięcioły w lesie szukające korników „stuk puk”, słoń na kółkach „tru tu tu tu”, czarna wrona, jeździec na koniu przeskakujący przez przeszkody „hop”, dziewczynka ze złamaną nogą „oj oj oj aj aj aj”, plotkarki „gadu gadu gadu”, których rozmowy są dłuższe niźli wszystkie szale świata, nurek podziwiający piękno podwodnego świata „bul bul bul”.

 

Raz dwa trzy mówimy – ta książka z kolei uczy najważniejszych słów: „dzień dobry, poproszę, dziękuję, przepraszam, nazywam się, proszę pani, proszę pana, do widzenia.

 


Propozycja dla najmłodszych, z wartościowymi treściami, wspierająca naukę i rozwój mowy (w drugim przypadku również – naukę savoir vivre).


Nowoczesne, minimalistyczne  ilustracje, ciekawa paleta barw. Do tego grubaśne kartki, które można przewracać tam i z powrotem – bez końca. Bez narażenia, że coś się zniszczy

RAZ – DWA – TRZY to seria dla dzieci najmłodszych, która została wyróżniona w konkursie Instytutu Książki i Polskiej Sekcji IBBY na książki rosnące razem z dzieckiem TRZY/MAM/ KSIĄŻKI.

O trzeciej książce z serii „Raz dwa trzy patrzymy” pisałam tutaj.

Wiek 0+

Wydawnictwo Widnokrąg

środa, 01 marca 2017
Gębolud - Roksana Jędrzejewska-Wróbel/ il. Agnieszka Żelewska

Książka w mądry sposób pokazuje, że w każdym człowieku kryją się olbrzymie pokłady dobra, trzeba je tylko wydobyć na zewnątrz. Gębolud jest ponoć okrutnym czarownikiem. Ponoć to dobre określenie. Niby jest zły do szpiku kości, ale sam nie jest o tym do końca przekonany. Ooo – trudno mu się samemu zdefiniować.

Tkwi po uszy w swoim złym, brudnym i złym świecie, choć w głębi swojej Gęboludowej duszy marzy o zupełnie czymś innym. Podczas lektury wyczuwa się jego rozterki i wahania. Dlatego tak dobrze czuje się u wróżki Hortensji, u której panuje porządek aż miło: wszystko pokładane, czyściutkie, na swoim miejscu.

Nieeee, Gębolud nigdy się do takich ciepłych uczuć i tęsknot publicznie nie przyzna. Ale wykorzystuje sytuacje, wyszukuje je wręcz, by od czasu do czasu – niby to z jakiejś głębokiej potrzeby, odwiedzić swoją miłą sąsiadkę. Tym razem Gębolud zapragnął pożyczyć zieloną piórkową miotełkę. Człek ów bowiem ma zamiar doprowadzić choć trochę do porządku swoje zapuszczone domostwo. Jakże będzie wielkie zdziwienie – i Gęboluda i nasze, gdy miotełka przemieni się w ...


Nieeee, niczego nie wyjawiam, bo zakończenie jest tak zaskakujące, że po zdradzie, iż sprawcą był ogrodnik, nie mielibyście tak wielkiej frajdy z lektury.

Zabawna i mądra historia o tym, że każdy tak naprawdę tęskni za poukładanym życiu, cieple rodzinnym, bliskiej mu osobie. W końcu to lektura o nadziei, że wszystko może się zmienić o 180 stopni. Trzeba tylko wziąć się za siebie. A jeśli pomoże w przemianie ktoś bliski – to radość z sukcesu jest co najmniej podwójna.


Książka wyraźnie podzielona jest na dwie części: ciemniejszą i jaśniejszą. Ta ciemna to przeszłość Gęboluda. Jasność – nowe życie. Do Agnieszki Żelewskiej mam generalnie słabość. Jej ilustracje są promyczkiem w podręcznikach szkolnych moich dzieci. Na półce mamy kilka książek, które zdobią ilustracje pani Agnieszki. Lubię jej wizję dziecięcego świata. Tutaj Gębolud od samego początku budzi mimo wszystko sympatię.  Na początku gębula niby obleśna, zarośnięta i brudna – a  jednak widać pod nią przyzwoitego osobnika, który szuka recepty na życie. I baaaardzo mi się podobają elementy florystyczne. Ja po prostu lubię ogród. I cieszę się razem z podarku Hortensji, którym został obdarowany nasz bohater na końcu książki.

Rozumiem Hortensję, że do róży można mieć słabość. Też tak mam:) W moim ogrodzie rośnie blisko 40 gatunków:) I już się cieszę na wiosnę i lato:) 



 

Wiek 3+

Wydawnictwo Bajka

poniedziałek, 27 lutego 2017
Przenosiny - Arthur Geisert

Na pewno słyszeliście, że nasionko mniszka lekarskiego z naszego ogródka niesione wiatrem może powędrować w świat, daleko daleko – za góry, rzeki, morza i góry. Może spaść na ziemię w takiej oto Szwecji albo Norwegii, może zapuścić korzenie. Dzieje się tak za sprawą puchu kielichowego, który moje dzieci potocznie nazywają „helikopterem”.  I z takiej oto malutkiej (uwaga uwaga – sprawdziłam) niełupki wyrasta całkiem nowa roślina, która swój początek miała na naszej grządce, pobliskiej polnej dróżce czy łące. 

Właśnie o tym – między innymi jest kolejna książka z serii: Historia bez słów. To opowieść o nasionku, które pewnego dnia ląduje na pewnej wyspie. Jej mieszkańcy (nie ludzie – małe świnki?) pielęgnują go: sadzą, podlewają, doglądają okiem troskliwego ogrodnika. Nie na darmo – bo przyszłość pewnego dnia zaskoczy owych mieszkańców, a roślina odwdzięczy im się za okazaną troskę. Dorodny mlecz uratuje mieszkańców przed wulkanem, który ni stąd ni zowąd wybucha i stanowi ogromne zagrożenie dla wszelkich istot zamieszkujących wyspę. Dojrzałe nasionka mniszka przypominające olbrzymie parasole pomogą świnkom przy ewakuacji z wyspy. Za ich pomocą mieszkańcy wraz z dobytkiem docierają do bezpiecznego miejsca, gdzie zaczną nowe życie.

To historia dla wszystkich – nie tylko tych, którzy jeszcze nie potrafią czytać. Fascynująca, trzymająca w napięciu walka o przetrwanie. Niczym thriller – tyle że bez słów, opowiedziany obrazami. To właśnie ilustracje motywują, by mówić o tym, co się widzi, by opowiedzieć tę historię po swojemu. Poruszają wszystkie nitki wyobraźni, rozwiązują język. Tę książkę można czytać na różne sposoby – głównym bohaterem mogą być świnki, może być roślina, może być sama wyspa. Jakże ciekawym doświadczeniem będzie odczytanie tej historii z różnych perspektyw.

Poszukałam w necie – jak się okazuje – Przenosiny to nie jedyna książka o losach mieszkańców wyspy. Puszczamy zatem oko do Wydawnictwa o jeszcze. Może kiedyś…

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

czwartek, 23 lutego 2017
W to mi graj. Bajki muzyczne - Justyna Bednarek/ il. Józef Wilkoń


Zainteresowałam się książką ze względu na Józefa Wilkonia. Dla mnie to mistrz nad mistrzami w kwestii ilustracji. Śledzę zawsze z wypiekami na twarzy jego najnowsze pomysły i realizacje (ach, niedawno wydany „Don Kichot”). Nic dziwnego, że moje oczy wypatrzyły szybko  „W to mi graj”. Najpierw były zatem ilustracje. Tymczasem szybko okazało się, że całość wciągnęła mnie błyskawicznie. Zatęskniłam za wiosną i latem. Bo w muzyce, którą naprawdę można usłyszeć czytając teksty Justyny Bednarek, przede wszystkim słyszy się dźwięki tych dwóch pór roku: śpiew ptaków, kiełkujące nasiona, żerujące turkucie podjadki, pękające pąki drzew.

Oprócz dużej dozy baśniowości, autorka przemyciła mnóstwo informacji ze świata przyrodniczego. Bohaterowie – rośliny i zwierzęta, mówią, radują się, złoszczą – zupełnie jak my, ludzie. Ale tuż obok tego są konkretne informacje, jak choćby ta, że nietoperze słyszą dźwięki niesłyszalne dla innych. Jednak to muzyka gra pierwsze skrzypce. Ona jest tutaj najważniejsza. Nie jest to tematyka łatwa - jak zresztą sama muzyka poważna, klasyczna. Książka Justyny Bednarek przygotowuje dzieci do odbioru muzyki wyższych lotów, ponadczasowej. Stara się zainteresować tematyką, przyzwyczaić ucho do odbioru innego rodzaju utworów niż piosenki współczesne, które - prawdę mówiąc - i tak przeminą. No, może z małymi wyjątkami:) Jednak Bolero, Marsz żałobny, Marsz turecki, Cztery pory roku - one będą zawsze - czy się to komuś podoba, czy nie:) To one są górą w świecie muzyki:)

 

Oprócz wspomnianych postaci każda kolejna z 12 opowieści ma swojego bohatera. Dziecko, które wprowadza w świat swoich problemów, a które rozwiązywane są właśnie za sprawą muzyki. Losy tych dzieci splatają się ze sobą, z losami zwierząt, które stanowią tło tych muzycznych historii. Miejscem docelowym jest szkoła muzyczna, mająca powstać w domu starszej pani Genowefy. Co ciekawe, Autorka wybrała na swoich bohaterów jednostki nieprzeciętne: dzieci, dla których ważna jest właśnie muzyka. Dzieci buntownicze, uparte, niezrozumiane przez innych, oryginalne, wrażliwe i … z charakterem. Karolek, który uwielbia słuchać płyt. Teodozja, ze swoim odstającym (dosłownie) uchem, które pewnej nocy wyruszyło na chwilę w świat. Antek – chłopiec, który ożywił Ducha Dawnych Czasów. Kasia – która mimo wbrew swojej woli (jakkolwiek to brzmi!) pomaga staruszce Genowefie. 

Każda z tych opowieści, każdy z życiorysów to okazja, by przedstawić znane postacie ze świata muzyki: m. in. Mozarta, Ravela, Vivaldiego, Bacha, Beethovena, Chopina, Gershwina, Bizeta, Czajkowskiego. Krótkie biografie z ciekawostkami o ich życiu. Powinny zainteresować dzieci. Doskonałym uzupełnieniem tej lektury będzie zapewne odsłuchanie jakiegoś utworu danego kompozytora.

Są oczywiście ilustracje – niesłychanie muzyczne, plastyczne, jakby w ruchu. W ilustracji do tekstu o Marszu Tureckim czuje się wrzawę, tempo utworu Mozarta. Ilustracja tętni życiem. Małe postacie wirują przed oczami. Józef Wilkoń po raz pierwszy pokazał tło tego utworu dosłownie. Jednak myślę, że wielu z nas, w swojej wyobraźni miało właśnie taką scenę w swojej głowie. 

Książka dla wszystkich - młodszych i starszych, uwrażliwiająca nie tylko muzycznie. Justyna Bednarek uczy dostrzegać na pierwszy rzut oka rzeczy niewielkie i niewidoczne. Brawo!

Wiek 5+

Wydawnictwo Poradnia K

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 160