Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
wtorek, 15 kwietnia 2014
Maleńka pani Flakonik - Alf Prøysen/ il. Krystyna Witkowska

Maleńka pani Flakonik to kolejne wspomnienie z dzieciństwa wznowione właśnie w ramach serii Mistrzowie Ilustracji. Po latach – już po lekturze z dziećmi, stwierdzam: ile tu nienachalnej i delikatnej magii. Tak różnej od tej, która serwowana jest w książkach dla dzieci współcześnie – jeśli takowa faktycznie jest elementem fabuły. Subtelna proza, w której zwykła rzeczywistość miesza się właśnie z magią. Bo za sprawą jakichś czarów pani Flakonik nagle ni stąd ni zowąd maleje – do rozmiarów flakonika. I nie ma na to żadnego racjonalnego wytłumaczenia. Bo tak jak maleje, tak nagle znów staje się duża. I nie ma niczego nadzwyczajnego w pani Flakonik. Ta osóbka nie jest ani czarodziejką ani czarownicą. Sprząta swój domek, przygotowuje kochanemu mężowi posiłki, krząta się to tu to tam. I nagle – czary mary – robi się ociupinką drobinką, którą pan Flakonik może spokojnie schować kieszeni na piersi. Pani Flakonik gdy maleje – zaczyna rozumieć również mowę zwierząt.

W książce znajdziecie 5 krótkich opowiadań o przygodach małej bohaterki o tym jak sama zdziwiona swoim nowym wzrostem stara się nie zaniedbywać obowiązków domowych, jak sprawia radość dziewczynce z sąsiedztwa, jak sprytnie staje się posiadaczką dwóch eleganckich niebieskich filiżanek ze złotym brzegiem, jak zostaje wybrana królową wron i jak udaje nakręcaną lalkę na szkolnej zabawie.

Książka na pewno działa na wyobraźnię. Zaraz w małych głowach pojawiają się pomysły – co by było gdyby. No właśnie: ile możliwości daje właśnie taki rozmiar flakonika do octu albo oliwy. W jakie zakamarki można by wejść, jakie psikusy zaplanować. Pojawiają się marzenia i nadzieja, że może kiedyś … kto wie.... A wtedy to naprawdę będzie się działo.

Oczywiście trzeba tu zwrócić uwagę na wyśmienite ilustracje Krystyny Witkowskiej, które równolegle opowiadają tę historię. Są dopełnieniem tej opowieści.


Wiek 4+

Wydawnictwo Dwie Siostry



niedziela, 13 kwietnia 2014
TERE - FERE - Wanda Chotomska/ il. Bohdan Butenko

Takie książki to perełki. Ukazały się dawno dawno temu, może nawet po drodze zostały zapomniane, teraz dla przypomnienia, świeżutkie, pachnące, starannie wydane, na pięknym papierze. Mole książkowe powinny być ukontentowane. Ja mam zresztą wielki sentyment do klanu pań Chotomskich – ale to już osobna historia. Pani Wanda wiadomo: no i jej córka – Ewa, dla której biegłam po szkole, by mi nie umknęła Ciotka – Klotka. Bo ja to jestem dziecko PRL-u, wychowana jeszcze na dobrych programach dla dzieci. I Bohdan Butenko, którego była moc w moim dzieciństwie – zwłaszcza w gangsterskich książkach dla dzieci. Jak nikt, potrafił wbić się klimatycznie w te wszystkie detektywistyczne historie dla dzieciaków: pościgi, napady, śledztwa.

Z rozrzewnieniem wspominam Butenkowe gęby – nieogolone, z pypciami gdzieniegdzie wystającymi, z fragmentem czegoś tam, czego wyraźnie brakowało, a co trzeba było dopowiedzieć sobie w dziecięcej głowie, ewentualnie odnaleźć na kolejnej stronie. Oj to były książki. Dlatego serce moje i buzia wykrzywiają się w wielkim rogalowym uśmiechu, gdy widzę takie przedsięwzięcia – wznowienia naprawdę dobrych tekstów dla dzieci, świetnie zilustrowanych.

Wanda Chotomska rekomendacji nie potrzebuje – to wysoka jakość tekstów dla najmłodszych, pełnych humoru, z zaskakującymi puentami, poetyckimi zwrotami akcji, koncentrujących się i na świecie fantazji i zwykłej rzeczywistości. Razem 35 utworów: o mieszkańcach pewnego miasteczka za górami, za lasami; o mysiej mowie, która nie zawierała słowa kot, Urszuli uwielbiającej zagadki, kłótni gąski z kurką, słoniu szukającym posady, pannie Sabinie co dla zapamiętania związywała 5 supełków, i Julku mającym problemy z prawidłową wymową er. Śmieszny jest wiersz o butach pana doktora, które zbuntowały się, że od tego chodzenia od pacjenta do pacjenta same zachorowały. Poetka wyjaśnia tajemnicę dziurki w obarzanku. Moim chłopakom, zakochanym w samolotach, spodobała się historia wuja Barnaby, który po pewnym locie samolotem właśnie zmienił się nie do poznania. Ale co z tego wniknęło, jakie były skutki owego feralnego (tak tak) przedsięwzięcia? Nie zdradzam – sami zajrzyjcie do tej książki.

Chotomska czaruje słowem, rymem, rytmem. Butenko równolegle bawi się obrazem – np. zachęca do wycięcia skarbonki na głosiki kanarka, robi psikusa autorce: na początku jest fotografia Wandy Chotomskiej … bez twarzy. Ciąg dalszy oczywiście w środku (strona podana).

Tere Ferewedług słownika to wyrażanie, które można wypowiedzieć wtedy, gdy wątpimy w prawdziwość czyichś słów. Właśnie w takim klimacie są te wiersze – zwariowane, oderwane od rzeczywistości. Takie bajdurzenie – miłe, śmieszne. Bardzo przyjemna lektura.


Wiek 5+

Wydawnictwo Muza







czwartek, 10 kwietnia 2014
Rety! Jakie niesamowite są zwierzęta - Emma Dods/ il. Marc Aspinall

Książka kryje mnóstwo ciekawostek na temat najróżniejszych zwierząt, ale też mnóstwo niespodzianek. Bo czy wiedzieliście o tym, że krokodyle mogą przeżyć bez pożywienia nawet dwa lata, albo że koliber na strawienie muchy potrzebuje tylko 10 minut? Że ryk lwa można usłyszeć z odległości 8 kilometrów? A o kaszalocie wiedzieliście? Potrafi nie oddychać nawet 40 minut – w tym czasie lubi sobie … ho...ho... pobuszować po głębinach. Nie wspomnę o najdroższej kawie świata – to wiadomość dnia dla rodziców, którzy podczytują bloga (i lubią popijać kawę), by potem pobuszować w księgarniach albo w bibliotekach. Jak chcecie się dowiedzieć zatem hm...hm... jak powstaje – to zajrzyjcie do tej książki – razem z dziećmi oczywiście. Sama natura :)) Naprawdę – ta kawa – choć i książka po części również:)))

Krótkie teksty, zaledwie 2 – 3 zdania opisujące niesamowitą cechę danego zwierzęcia. Duże litery, bogata kolorystyka, wiele ilustracji. O tych rzeczach nie dowiecie się na lekcji przyrody w szkole – a wiele z nich faktycznie zaskakuje.

Duży format, twarda oprawa.

Wiek 6+

Wydawnictwo Firma Księgarska Olesiejuk



środa, 09 kwietnia 2014
Rak to niechciany gość - jest już 131 000:)))

Właśnie przeczytałam dzieciom małe co nieco na dobranoc, teraz przygotowuję się do pracy. Weszłam na stronę FB pana Macieja Uzarskiego, który mieszka w moim rodzinnym mieście - super!  Na koncie jest już 131 000!!! Jednocześnie zdaję sobie sprawę jakie dziwne rzeczy dzieją się na świecie - ja siedzę przed komputerem, sprawdzam czy dzieci spokojnie śpią, myślę jak zorganizować jutrzejszy dzień, by wszystko dobrze zagrało, mąż kibicuje ulubionej drużynie, ktoś właśnie zaszalał na naszej ulicy na motorze, a ktoś inny walczy dzielnie o życie. Do 150 000 zostało niewiele! Może ktoś przeczyta i się dołączy:) Fajnie by było gdyby pan Maciej mógł poczytać bajki na dobranoc swoim dzieciom, pokibicować ulubionej drużynie, organizować kolejny jutrzejszy dzień....

https://www.facebook.com/pages/M%C3%B3j-niechciany-go%C5%9B%C4%87-Rak/479472595512304

http://www.tvp.pl/poznan/aktualnosci/maciej-potrzebuje-pomocy/14706314

"Rak to niechciany gość"

Na koncie pana Macieja Uzarskiego, o którym pisałam we wcześniejszym poście, jest już 88 tysięcy. Razem potrzebne jest 150 tysięcy. Może ktosik dołączy?:)

Ta historia jest na ustach wielu mieszkańców mojego miasta. Wielu ludzi angażuje się w pomoc w zbieraniu pieniędzy na operację, która daje szansę życia. Moją stronę odwiedza dziennie mnóstwo czytelników, nadal można pomóc, albo podać linki dalej:) Wierzymy, że się uda:)

O tej wzruszającej historii można poczytać tutaj:

http://www.tvp.pl/poznan/aktualnosci/maciej-potrzebuje-pomocy/14706314

https://www.facebook.com/maciej.uzarski.96

 

62 1090 1258 0000 0001 2307 4361
BZWBK S.A. o/Gostyn


 



 

poniedziałek, 07 kwietnia 2014
Rak to niechciany gość - prośba o pomoc!

W dzisiejszym poniedziałkowym (07.04.2014) wydaniu Teleexpressu był reportaż o panu Macieju Uzarskim, który pochodzi z mojej miejscowości i walczy o życie. Rak to niechciany gość - czytamy na plakacie promującym akcję pomocy dla pana Macieja. Ja powiem, że to draństwo, paskudztwo. Do gościa to rakowi daleko. Ze 150 tysięcy potrzebnych na operację w Berlinie zebrano połowę. Może ktoś zechce pomóc:) Liczy się każda złotówka i każdy dzień!!! Szczegóły na stronie pana Macieja.
https://www.facebook.com/maciej.uzarski.96


Wakacje z duchami - Adam Bahdaj/ il. Bohdan Butenko

Pewnie znacie:) Tutaj totalnie rozklejona, na fatalnym PRL-owskim papierze (widać ilustracje z drugiej strony). No i ta tematyka - a to dopiero kwiecień. Ale cóż - robi się cieplej - człowiek zaczyna myśleć o niebieskich migdałach i wakacjach. A te w tej książce były wyjątkowo udane. Przy okazji polecam film. Obejrzeliśmy niedawno stadnie - i baaaardzo sie podobał:)

niedziela, 06 kwietnia 2014
Szkrzynka potworów. Zombi - Enric Lluch/ il. Oriol Hernandez

Dzieci lubią się bać. Wiem to z własnego podwórka. Patrzą przez palce, ale nadal ... patrzą. Chowają się pod kołdrę, ale chcą słuchać. Skrzynka Potworów - seria wydawnictwa Tako, na pewno serwuje porcję mocnych wrażeń dla najmłodszych - stąd - decyzja, czy podsunąć najmłodszym te książki, należy do nas rodziców. Przed wspólnym czytaniem albo wręczeniem dziecku najpierw samemu poczytać - a znając wrażliwość pociechy odłożyć na wyższą półkę i poczekać na doroślejsze czasy. Zresztą zamierzeniem serii na pewno nie jest celowe straszenie najmłodszych. Bardziej chodzi tu o wyśmianie, spojrzenie na strachy z przymrużeniem oka, pokazanie im gdzie raki zimują Kto wie - a może te książki staną się swego rodzaju antidotum na istniejące już strachy. Przerysowane postacie, umiejscowienie ich w zwariowanych, absurdalnych sytuacjach, często śmieszne imiona.

Zombi Mikołaj raczej budzi sympatię i współczucie niż strach. Sprowadzony do świata ludzi, czuje się w nim nie do końca szczęśliwy. Nie radzi sobie tak, jak oczekiwałby tego od niego Czarnoksiężnik Zielonka. Nie potrafi straszyć przechodniów, a na konkursie dla zombiaków wywołuje salwy śmiechu przez swoją nieporadność. Na szczęście znajdzie się pewny jegomość, który odprowadzi Mikołaja w bezpieczne i spokojne miejsce.

Pewne jest, że nie odgrodzimy się od tych wszystkich potworów i dziwadeł, jakie serwuje nam współczesność. Kiedyś (dawno temu to było) - z ciemnych kątów wyzierały czarownica i jej troszkę inna wersja czyli Baba - Jaga. Od czasu do czasu był i czarnoksiężnik - ale chyba zdecydowanie w mniejszych ilościach bajkowo - baśniowych. Toto można było jeszcze jako tako domowymi sposobami ogarnąć. Kto by tam zaprzątał sobie głowę wampirami, mumiami, wilkołakami, ogrami (!!!). Skrzynka potworów to swego rodzaju odtrutka na takie strachy, które raz po raz wyzierają z kreskówek, reklam, bilbordów, książek, oładek czasopism.
Jeśli ktoś szuka czegoś oryginalnego - to voila:)

Wiek 7+

Wydawnictwo Tako

czwartek, 03 kwietnia 2014
Lekkie życie Barnaby'ego Brocketa - John Boyne/ il. Oliver Jeffers

Mówiąc o czyimś życiu, że jest lekkie – można by pomyśleć, że to życie łatwe, bez większych nieszczęść. Ot, żyje mu się lekko, bezproblemowo – oby tak dalej. Jednak w przypadku Barnaby'ego jest zupełnie inaczej. Jego lekki byt oznacza to, że nie stąpa swoimi obiema dolnymi kończynami mocno po ziemi, ale frunie, wbrew wszelkim prawom fizyki. Wszak człowiek jest za ciężki, by nie podlegać prawom grawitacji. By unosić się nad ziemią jak ptak, owad. Ale nie Barnaby Brocket. Fakt ten wprawia w wielką konsternację rodziców chłopca, marzących o tym, żeby mieć dziecko jak inne, czyli … normalne (według ich widzimisię). I mama, i tato wstydzą się swojego syna, katują wiecznym przywiązywaniem do czegośtam, ukrywają przed światem, mają kompleksy posiadaczy odmieńca. Aż kiedyś mama wpada na cudowny plan uwolnienia się od kłopotu. Wystarczy tylko przeciąć linę, do której był przywiązany Barnaby podczas spaceru...

Naprawdę bałam się dalszego ciągu, bo nie wierzyłam, że TO COŚ nastąpi. Chciałam happyendu tamtej przechadzki, podczas której matka zrealizowała swój misternie uknuty plan.

A pewnie że John Boyne zamieszał w mojej głowie (moje dzieci nie znają tej książki), bo wywołała tak niewyobrażalne emocje – wściekłości, niedowierzania, popłochu i ...bezsilności. Ale cóż – czy wiadomości codzienne nie potwierdzają (o zgrozo) od czasu do czasu tego, że takie postępowanie może być możliwe? Jedynie protest dzieci niepełnosprawnych w naszym Parlamencie niesie nadzieję – bo to rodzice, którzy walczą o godność swoich dzieci, w dzikim świecie jakiejś sztucznie wykreowanej normalności (nie nie będę upolityczniała w tym miejscu książki literackiej).

Inność – czy to z twarzą wykręconą bólem, stylem życia, myśleniem. To problematyka tej mądrej książki. Inność, którą definiuje ... większość. Bo być może w innym środowisku Barnaby byłby uważany za normalnego chłopca, a biegający po ziemi – dyskryminowani. Nie sposób nie zastanowić się nad tym – jak to jest, że coś lub ktoś z góry w pewnym środowisku skazane jest na porażkę, gdy tymczasem triumfuje zupełnie coś przeciwnego. Inność i tolerancja, miłość mimo wszystko. Zagadnienia poważne, tutaj potraktowane przez autora lekko, niekiedy z przymrużeniem oka, z krztą kpiny, humoru. I właśnie to szokuje i zaskakuje - bo w tej książce nic nie jest wiadome do końca. Podkreślają to ilustracje Olivera Jeffersa ("Chłopiec i pingwin"): czarno - białe, jakby dokumentujące sceny z życia Barnaby'ego. Powiem tak - na pewno rozluźniają niekiedy gęstą atmosferę, nadają faktycznej lekkości tak naprawdę wcale nielekkiemu lekkiemu życiu okładkowego bohatera.

I choć to w gruncie rzeczy smutna książka, niesie ona z sobą nadzieję, że zawsze jest jakieś wyjście, że można znaleźć bratnią duszę, która poda pomocną dłoń. I że życie bywa czasem okrutne. A to boli. I to bardzo.

Mądra lektura, która na długo pozostaje w głowie.

Wiek 9+

Wydawnictwo Dwie Siostry




środa, 02 kwietnia 2014
To ona napisała Mary Poppins. Życie P.L. Travers - Valerie Lawson

O P. L. Travers zrobiło się ostatnio głośno za sprawą filmu „Ratując pana Banksa” z Emmą Thompson w roli głównej. Nic dziwnego, że w tych okolicznościach wzrosło zainteresowanie jej osobą. Taka książka musiała powstać, bo przecież w filmie o wielu sprawach nie powiedziano, wiele ominięto. Niektórzy – podobnie jak ja – najpierw szukają lektury, potem wybierają się do kina. W każdym razie Mary Poppins przeżywa renesans. I to zasłużenie. Bo to dobra seria, na której wychowały się nasze babcie i mamy (w Polsce Mary Poppins nadano nawet bardziej polskie imię … Agnieszka). Niania trochę … wojskowa, nie na nasze czasy. Jej metody dziś pewnie wielu rodzicom spędzałyby sen z powiek. A jednak miała wiele uroku. Ja traktuję jak ciekawostkę. Mary Poppins tylko spojrzała – i już wiadomo było jak trzeba się było zachować. Współczesne dzieciaki nie mogą w to uwierzyć – a jednak...

Jak tylko zaczęłam czytać biografię P.L. Travers szczególną uwagę zwracałam właśnie na … Mary Poppins. Ciekawa byłam ile jej było w życiu samej pisarki, czy był jakiś pierwowzór. A może jej rodzina, znajomi znaleźli swoje odbicie w wielu częściach o niani, którą przywiewał wiatr ze wschodu, a porywał wiatr z zachodu. W końcu szukałam odpowiedzi na nurtujące mnie od zawsze pytanie (od czasów mojego dzieciństwa) – dokąd udawała się Mary Poppins, jak jej nie było, jak nagle znikała z życia Banksów?:))) Czarodziejka, dobra wróżka mająca w sobie tak wiele sprzeczności – surowość i wrażliwość, tajemnicę i pragmatyzm, w końcu dobro, ale takie czasem szorstkie i surowe. Autorka biografii – Valerie Lawson, już na samym wstępie zaznaczyła, że P.L. Travers nie lubiła zdradzać swoich tajemnic. Miała napisać do niej taki liścik:


Szanowna Pani Lawson! Nie lubię opowiadać o swoim życiu prywatnym, ale chętnie porozmawiam z Panią o swojej twórczości.”

(22 sierpnia 1994)

(str. 9)

Jej życie to na pewno pasmo sukcesów, ale też nieszczęść, czym za bardzo nie lubiła się „dzielić”. To niezbyt szczęśliwe dzieciństwo, utrata ojca, jego choroba alkoholowa, kłopoty finansowe matki, błąkanie się i pomieszkiwanie u zamożniejszych krewnych – zwłaszcza u ciotki Ellie.

Ellie użyczyła swoich manier niejednej kobiecie z książek o Mary Poppins. Nie tylko wcieliła się w sztywną i zaaferowaną postać samej Mary Poppins, ale jej cchy można odnaleźć również w budzącej grozę pannie Duduś: niani pana Banksa – oraz pannie Skowronek , aroganckiej, ale romantycznej sąsiadce Banksów. Panna Duduś i panna Skowronek – die fikcyjne kbiety w pewnym wieku, które nigdy nie wyszły za mąż – reprezentowały dwie strony charakteru cioci Ellie, apodyktycznej i łagodnej”.

(str. 46)

Takich mary – poppinsowych śladów jest w całej książce mnóstwo. Można odnieść wrażenie, że nic w książkach o niani nie było przypadkowe, a samo dzieciństwo Lyndon, a zwłaszcza relacje z rodzicami, wywarło ogromny wpływ na dalsze życie i podejmowane decyzje.

Jest mnóstwo ciekawych epizodów, ba - etapów życia słynnej postaci. Jednym z nich to na pewno adopcja Camillusa. Chłopca z Irlandii mającego brata bliźniaka Anthony'ego – co zresztą skrzętnie przed nim ukrywała.

Autorka ciekawie pisze o relacjach z przyjaciółmi, zainteresowaniach, poglądach filozoficznych, dylematach sercowych i jej podejściu do wychowania przybranego syna. Często sięga po ciekawostki, przytacza wspomnienia, rozmowy, korespondencję. Nie ocenia swojej bohaterki – raczej powiedziałabym, zachowuje dystans do przedstawianych wydarzeń. I choć pisze też o różnych planach pisarskich P.L. Travers, główne miejsce zajmuje oczywiście Mary Poppins – kontakty z wydawcą, ilustratorką, również wspomnianym na samym początku czarodziejem z Hollywood – czyli Waltem Disneyem.

Każda opowieść o Mary Poppins ma coś z mojego własnego doświadczenia … w niektórych zawarłam moją nudną pokutę z czasów dzieciństwa, chodzenie na spacer. Ale również rozkoszne, pełne przebaczenia chwile w porze kładzenia się spać, kiedy nagle czułam się tak dobrze. Migotanie, kiedy rozpalano ogień i paliła się lampa, pokój dziecinny odbijający się w ogrodzie”.

(str. 186)

Mimo że całkiem dobrze znałam cykl o Mary Poppins, niewiele wiedziałam na temat jej autorki. Dopiero ta książka rozwikłała dla mnie tajemnicę okładkowych inicjałów. Pochodząca z Australii autorka naprawdę nazywała się: Helen Lyndon Goff. Tyle że nikt nie wołał na nią inaczej jak Lyndon. Irlandzkie imię, nadawane od dziesiątek lat w rodzinie ojca zarówno dziewczynkom i chłopcom, a oznaczające wodę i kamień. Kiedy postanowiła wydać książkę o Mary Poppins, przyjęła jako nazwisko imię swojego ojca: Traversa Roberta Goffa. Pamela twierdziła, że chciała wydać książkę o Mary Poppins anonimowo, ale wydawca wpadł w szał i umieścił moje nazwisko. Pierwotnie podpisałam się jako P.L. Travers, bo miałam wrażenie, że w owym czasie wszystkie książki dla dzieci napisały kobiety, a nie chciałam, żeby autorstwo przypisywano mężczyźnie czy kobiecie, tylko po prostu człowiekowi”.(Str. 189).

To rzetelna biografia, wzbogacona licznymi fotografiami, nienużąca, pokazująca jak skomplikowane może być ludzkie życie. Dla miłośników cyklu o kultowej niani – na pewno lektura obowiązkowa.


Wydawnictwo Marginesy







 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 109