Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
wtorek, 18 grudnia 2018

Nietuzinkowa książka o ciemności. Porusza mnóstwo ciekawych zagadnień związanych właśnie z ciemnością. Wyjaśnia kwestie samej ciemności i światła. Czy Słońce znika z nieba? Jak działają sztuczne źródła światła: ogień, pochodnia, lampa naftowa i żarówka? Jak oświetlali sobie domy i drogę nasi przodkowie? Ciemność jest niezwykle ważna w życiu roślin i zwierząt. To właśnie nocą można odnotować największe przyrosty roślin. Mnóstwo zwierząt – jak choćby żbik europejski, puchacz zwyczajny czy jeż zachodni naprawdę świetnie czują się w ciemnościach. A czy możecie sobie wyobrazić mroczne głębiny oceanu: żyją tam takie stwory, o których nam się nie śniło. Wielu ludzi musi nocą pracować – np. w branży transportowej. A miasto w ciemności – ono to dopiero fascynuje najmłodszych. Punktowe światełka w oknach domów, neony, światła latarni ulicznych odkrywające zaledwie fragment całości. Kursują nocne autobusy, koło śmietnika przemknął lis, elegancko ubrani ludzie udają się do teatru. W drukarni też praca wre – trzeba wydrukować najnowszy numer gazety.

Książka rewelacyjnie pokazuje ciemną stronę naszego życia (jakkolwiek to brzmi). Odwiedzamy różne miejsca, poznajemy ludzi, zwierzęta, rośliny. Jednak najbardziej przykuwają uwagę rozkładane plansze, które osiągają wymiary czterech stron książki. Można zobaczyć różnice – jak wygląda dany fragment rzeczywistości, kiedy jest mało światła i zaraz za tym różnicę, gdy światło pojawia się w całej krasie. Kto by przypuszczał, że za osłoną ciemności kryje się tyle niespodzianek do odkrycia. Co dzieje się w przyrodzie, w mieście, na wsi, w głębiach oceanicznych, na lotnisku, gdy zapanuje na świecie ciemność? Intrygujące ilustracje, wiadomości, ciekawostki. Dzieci przy okazji odkrywania świata wiele się nauczą.

Wiek 6+

Wydawnictwo Adamada

poniedziałek, 17 grudnia 2018

 

Fajna gra rodzinna, która wywołuje dyskusje i wybuchy śmiechu. Bo z wyłożonych 11 kart z różnymi fotografiami trzeba ułożyć pary, następnie zweryfikować je ze wszystkimi graczami, wyjaśnić, dlaczego tak, a nie inaczej. Ja sparowałam skorpiona z kurczakami – bo zwierzęta. Tymczasem mój młodszy syn zobaczył w tym skorpionie Afrykę i pary dobrał inaczej. Liczy się spostrzegawczość, wyobraźnia, kreatywność i refleks, bowiem mała klepsydra odmierza czas, a jak wiadomo przesypującego piasku nie da się zatrzymać. Trzeba myśleć, myśleć, może od czasu do czasu podsłuchać, co mruczą pod nosem inni, bo zgodność parowania daje możliwość zdobycia punktów.

Jak zatem gramy? Najpierw rozkładamy planszę, na której jest 11 numerów. Każdemu numerkowi przypisujemy jedną kartę z jakimś zdjęciem. Robimy to losowo – bez żadnych kombinacji czy planowania – to akurat i tak nie ma w grze znaczenia. Chwilę patrzymy na te fotki bez mierzenia czasu – aby mieć pewność, że wszyscy dobrze widzą, co się znajduje na obrazku – ważne zwłaszcza przy mniejszych dzieciach. Potem stawiamy klepsydrę i czas start. Szybko kojarzymy fotki, sami siebie przekonujemy do naszych skojarzeniowych pomysłów – co czasami też jest zabawne. Następnie jest weryfikacja par w odniesieniu do propozycji jednego z graczy (każda kolejna runda – to weryfikacja względem innego gracza – my u nas w rodzinie robimy to zawsze z ruchem wskazówek zegara). Gdy oprócz tej osoby ktoś miał taki sam pomysł znalezienia pary, wówczas otrzymuje się punkty. 11 kart – wiadomo – jedna karta zostanie bez pary. Jeśli ktoś odłożył bez pary tę samą kartę, co osoba weryfikująca, wówczas też otrzymuje w nagrodę dodatkowe punkty. Generalnie, bardzo ogólnie przedstawiłam zasady i na pewno trzeba zajrzeć do instrukcji. Ta akurat jest krótka – to nic w porównaniu z wielostronicowymi instrukcjami innych gier, które wyglądają jak książki (mnie to zniechęca – korzystam wówczas z filmów instruktażowych w Internecie, choć nie dla każdej gry takowy istnieje). Gra jest ładnie wykonana – plansza, karty ze zdjęciami, karty z numerami, klepsydra. Wygrywa ten, kto w czterech rundach zdobędzie największą liczbę punktów. Jest podczas tej gry często głośno, niekiedy nieprzyzwoicie cicho. Jest i burzliwie i spokojnie. Często słychać słowa niedowierzania: „Niieeeee, no  co ty…………….”. I jest dużo śmiechu. Fajna gra towarzyska, również dla większej liczby osób (maksymalnie dla 8).

Pudełko zawiera:

- 156 kart ze zdjęciami (o wymiarach: 57 mm x 57 mm. Zdjęcia są na obydwu stronach, co daje razem 312 fotografii)

-8 kompletów kart z numerami, co daje: 8 x 11 kart = 88 kart numerów. Każdy komplet jest w innym kolorze

-plansza do gry

-100 arkuszy do gry – warto sobie skserować czysty arkusz, by mieć na tzw. „potem”. Gdy się skończą arkusze, można powielić dla potrzeb własnych lub przygotować dla każdego tabelę odręcznie wg wzoru

-klepsydra – uwaga! czas na przygotowanie par – to zaledwie / jak się okazuje po rozgrywkach rodzinnych, dla niektórych AŻ – 90 sekund!!!

-instrukcja z zasadami gry

Wiek 9+

Liczba graczy 3-8 osób

Wydawnictwo Rebel

 

Pamiętacie przygody detektywa Sventona? Miła niespodzianka sprzed kilku dni. Ukazała się nowa część przygodowej serii, o której pisałam na swoim blogu już kilka razy. Do tej pory wydano u nas trzy części pt.: Latający detektyw, Detektyw na pustyni, Ture Sventon w Sztokholmie. Jak podaje Wikipedia Ake Holmberg napisał 10 części detektywistycznej serii. A więc posyłamy uśmiech w kierunku Wydawnictwa Dwie Siostry – z prośbą o jeszcze. Jeśli zatem ktoś lubi klimatyczne kryminały w scenerii sprzed lat, niespiesznie skonstruowaną opowieść w oparciu o intelekt bohaterów, a nie tylko i wyłącznie o nowinki techniczne, to trafił pod właściwy adres. Ta część została wydana po raz pierwszy w 1950 roku – książka liczy sobie zatem prawie 68 lat. Autor pisał wszystkie książki z serii przez prawie 20 lat.

Ture Sventon otrzymuje zlecenie od lorda Hubbarda. Ten mieszka w Londynie w okazałym domu. Kilka dni temu zaczęły dziać się różne dziwne rzeczy zaobserwowane przez służbę. Ta spotkała w rezydencji pewnego dziwnego mężczyznę, który dość osobliwie się zachowywał. Sam lord Hubbard zobaczył natomiast w bibliotece tajemnicze buty wystające spod zasłon. Zaznaczam, co ważne, że były to buty ze spiczastymi czubkami. Ture Sventon wkracza do akcji i już ma pewne podejrzenia.

Po kilku latach przerwy cudnie jest znów spotkać ulubionego detektywa od spraw niemożliwych. Znów przeczytać o jego miłości do psysi (ptysi) z cukiernia Rozalii. O latającym dywanie służącym za środek lokomocji. Spotykamy tu znów starych znajomych – pana Omara z pustyni arabskiej, pannę Johansson – sekretarkę Sventona i Wilhelma (Wilusia) Łasicę – najgroźniejszego przestępcę, jak się okazuje nie tylko w Szwecji. Do tego jest jeszcze klimatyczny, jesienny Londyn zatopiony w gęstej mgle. I oryginalny dom lorda Hubbarda – zupełnie z innej epoki. I jest naprawdę świetny humor – inteligentny, chciałoby się powiedzieć: „angielski”. Ale to w końcu szwedzka opowieść. Więc jak to jest?

Książka została wydana w ramach serii "Mistrzowie Światowej Ilustracji". 

Wiek 7+

Wydawnictwo Dwie Siostry

niedziela, 16 grudnia 2018

 

Zwierzęta mniejsze i większe są świetnie przystosowane do środowiska i wiedzą jak sobie dać radę, by żyć bezpiecznie. Jest mnóstwo przykładów gatunków, które rewelacyjnie maskują się, by jakiś wróg ich nie odkrył w gąszczu gałęzi i liści czy w piasku pustyni. I właśnie o tym jest ta książka. Z jednej strony takie zwierzęta upodabniają się do elementów przyrodniczych (np. kwiatka, gałązki) albo maskują się z pomocą dodatków (np. krab wykorzystuje do maskowania korale i drobiazgi z dna morza) A jeszcze inne zwierzęta są jak magicy – raz, dwa trzy i wygląd danego osobnika zmienia się o 180 stopni. Przekonacie się, jak radzą sobie gepard, jeleń, żółw morski, ośmiornica i wąż. Poznacie ich kryjówki, sztuczki, pozy, przyzwyczajenia, reakcje na niebezpieczeństwa. Dzięki przesuwanym obrazkom (cudo) można przekonać się na własne oczy, że dzięki sztuce kamuflażu stosowanej przez wiele zwierząt, często nasze oczy mogą nas zmylić. Ale dzięki takiej książce i nasze dzieci, i my, będziemy mieć się na baczności podczas wyprawy w naturę. Taki jeleń  już nas nie zaskoczy. Podsumowując – informacje, ciekawostki, proste teksty, świetne ilustracje i zabawa w przesuwane obrazy. Nie ma zwierzątka – jest. Świetny pomysł.

O innej książce z tej serii „Kto się chowa w lesie i na śniegu?” pisałam tutaj.

Wiek 3+

Wydawnictwo Adamada

sobota, 15 grudnia 2018

 

 

Na tę książkę miłośnicy cyklu „Summoner” czekali  z niecierpliwością. Widziałam to na przykładzie moich synów. Aż się w końcu doczekaliśmy. Książka swoją drogą. Natomiast pewien klimat tworzy już życiorys autora: Tarana Matharu, który pierwszy tom „Początek” napisał jako baaaaardzo młody człowiek, bodajże jako 17-latek.

„Rebelia” to prequel do wcześniejszych trzech części. Czyta się lekko i z przyjemnością – tak jak całą serię. Jak czytać całość? Opinie są akurat w tym względzie podzielone: najpierw trylogię, potem „Rebelię”. Są jednak i tacy, którzy zaczęli czytanie cyklu właśnie od „Rebelii”. Już po lekturze całości nie wiem, czy akurat tego sposobu nie poleciłabym osobiście. Choć obydwa sprawdzają się. W „Rebelii” na pierwszy plan wysuwają się ci bohaterowie, którzy w trylogii mieli niewielki, jeśli nawet nie znikomy, udział. Można się było obawiać, czy autor nie pokusi się o „kalkowanie” w wielu aspektach: prezentacji bohaterów, pewnych zachowań. Ale spokojnie, można odetchnąć – powstała powieść oryginalna, w swoim klimacie, z charakternymi postaciami, często tak odmiennymi od tych, którzy wystąpili w trzech pierwszych częściach. Niestety, przy cyklu bez porównań się nie obejdzie. Oczywiście, że szukamy podobieństwa. Arcturus przypomina mi osobiście Fletchera – ale może najbardziej w kwestii prawości, honoru, odwagi, nastoletniej lekkomyślności. I w tej części pojawia się mnóstwo fantastycznych postaci. Gdzieś w tle poruszane są ważne sprawy zahaczające o kwestie społeczne, polityczne. Kraina, w której rozgrywa się ta historia – jest ważnym elementem całości – zresztą tak było i jest we wszystkich częściach. Jest to ciekawe uzupełnienie trylogii, ale trzeba być tego świadomym, że „Rebelia” skupia się na Arcturusie, bo … Fletcher jeszcze się nie narodził. Arcturus jest tutaj młodym człowiekiem, pracuje jako stajenny w karczmie przy gościńcu. Nie podoba mu się to życie, nienawidzi arystokratów. Pewnego dnia jednemu z zaklinaczy kradnie skórę. I tak jak się mówi – jest działanie jest i konsekwencja. Ten ruch jest początkiem wielu zmian w życiu Arctursa –bohatera z początku bardzo niedojrzałego, porywczego i podejmującego pochopne decyzje. Musi przejść długą drogę, by wiele rzeczy zrozumieć, spojrzeć na nie z innej perspektywy. I towarzyszenie mu we wchodzeniu w dorosłość jest miłą przygodą czytelniczą.

Wiek 14+

Wydawnictwo Jaguar

Czy wiecie, że w świecie zwierząt i roślin istnieją przyjaźnie? Kto by pomyślał. I to taka przyjaźń na dobre i złe, bezinteresowna. Choć, STOP, jak się okazuje, interesowna akurat w przypadku zwierząt też się zdarza, o czym za chwilę. Książka niesie ze sobą wiele niespodzianek, przykładów takich różnych przyjaźni. Ta historia zaczyna się od perypetii kota Homera, który pewnego dnia wraca do domu i zastaje brudną kuwetę. Nie ma miejsca dla niego w żadnym kącie domu, więc kot ów postanawia wyruszyć na poszukiwanie swojego miejsca na ziemi i prawdziwego przyjaciela. Wędruje do różnych bliższych i dalszych zakamarków naszej planety. Podpatruje, analizuje, wszędzie wściubi swój koci nosek. Czy jego przyjaciółmi mogłyby zostać na przykład mrówki i mszyce? Błazenek i ukwiał? Krab pustelnik i ukwiał? A może krewetka pistoletowa i ryba babka? Kot podgląda na czym ta przyjaźń polega. I tak np. mrówki w zamian za słodką wydzielinę opiekują się mszycami. Ukwiał przyczepia się do muszli pustelnika i chroni go swoimi parzydełkami. A za to ten krab pustelnik właśnie zostawia mu resztki swojego jedzenia. Kot Homer podczas poszukiwania swojego przyjaciela bierze pod uwagę różne aspekty: czy w przyjaźni ważne jest bezpieczeństwo, wzajemna pomoc, współpraca? Pojawia się niestety też przyjaźń interesowna, fałszywa, w której swoje potrzeby i zachcianki załatwia tylko jedna strona. Kukułka potrafi bezczelnie podrzucić trzcinniczkowi swoje jajo do gniazda. Na podobnych zasadach oszustwa działają też muchołówka i mucha, gąsienica modraszka i mrówka, dziwogon żałobny i surykatka, czapla zielona i ryba, żabnica i ryba. Jak się okazuje hiena i lew czy bąkojad i nosorożec są przyjaciółmi od święta. Przyjaźń – jak to w życiu może przemienić się też w miłość – i to między różnymi gatunkami: przykłady to płoć i leszcz, niedźwiedź polarny i grizzli, klacz i osioł. Są i przyjaciele sąsiedzi: dzięcioł łąkowy i termity, mrówka i akcja, bocian i wróbel.

Czy kotu Homerowi uda się znaleźć prawdziwego przyjaciela? Zajrzyjcie koniecznie do książki. Można samemu sprawdzić, jakim typem przyjaciela się jest. Na końcu znajdziecie test do rozwiązania. A opcje są naprawdę ciekawe. Co się kryje pod określeniami: czy jesteś Homerem, krewetką, mrówką, fasolą, trzmielem czy lwem? Jest i labirynt, w którym zagubiła się krewetka i trzeba jej pomóc odnaleźć drogę. Książki Emilii Dziubak są zawsze wydarzeniem ze względu na ilustracje i treść. Tutaj obrazy zdecydowanie dominują. Jednak wiedzy jest w sam raz. Każdy rodzaj przyjaźni pokazany jest na konkretnych przykładach z krótkim opisem. Książka jest dużego formatu, ma sztywne kartki. Wspaniały świat przyrody, który fascynuje, ciekawi i powoduje, że czytelnik ma większy apetyt na jeszcze.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 14 grudnia 2018

Znacie to uczucie, kiedy nagle znaleźliście się w jakimś ciemnym pomieszczeniu, albo ciemnym miejscu na zewnątrz. Zwłaszcza, gdy nie ma żadnego najmniejszego źródła światła. Oczy nie widzą niczego. Mówi się przecież: ciemności egipskie, ciemno choć oko wykol. Ale gdy się już oczy przyzwyczają do ciemności, pojawiają się niepewne zarysy konturów, czerń – czarniejsza i mniej czarna, udaje się rozpoznać sylwetki drzew, przedmiotów. Gdzieś znikają niepewność, pewna nieporadność. Albo nawet i strach. I tak jest w tej książce: „Czarnej książce” – są różne odcienie czerni, szarości, niekiedy bardzo jasne punkty. Znajdujemy się najpierw na czarnej górze, potem w czarnym lesie, czarnej chacie, czarnym korytarzu, czarnym pokoju, czarnym strychu, czarnej szafie. A tam? Niespodzianka!

Być może „Czarna książka” pomoże dzieciom oswoić ciemności, oswoić swój strach. A może jakieś dziecko boi się duchów? Spróbujcie z „Czarną książką”. A może warto wczuć się w uczucia osoby niewidzącej lub słabo widzącej, nie rozróżniającej kolorów? I wtedy ta książka może okazać się pomocna. Mało słów, tylko ciemne obrazy. Książka, która ma moc. Na pierwszy rzut oka niepozorną, ale jednak…Zaskakujące zakończenie pokazuje dzieciom jak silna jest wyobraźnia. To ona rządzi w ciemnych pomieszczeniach i miejscach. Tymczasem rzeczywistość jest bardziej optymistyczna, kolorowa i bezpieczna niż nam się wydaje.

A może ktoś się pokusi o twórcze czytanie "Czarnej książki" i razem z dzieckiem wymyśli jakąś "czarną" opowieść, która będzie miała szczęśliwe zakończenie?

Wiek 4+

Wydawnictwo Dwie Siostry

 

czwartek, 13 grudnia 2018

Do zbioru baśni świata dołączyły niedawno  baśnie perskie. Pochodzą z Iranu, jednego z najstarszych państw na świecie. Dawna nazwa „Persja” związana jest z prowincją Pars, która obecnie jest południową częścią Iranu. I na pewno jeszcze z plemieniem Parsa. Nazwy Persja, Persowie zaczęli używać po raz pierwszy starożytni Grecy. Tak też tereny te nazywali Europejczycy – przez długie, długie wieki. Dopiero w 1935 roku wszystkie ambasady w Teheranie otrzymały notę od ministra spraw zagranicznych, że Persja ma być odtąd nazywana Iranem. W ciekawym „Posłowiu”  przeczytacie, dlaczego mimo wszystko mówimy o „baśniach perskich” a nie „baśniach irańskich”. Baśnie te – jak większość dawnych baśni istniały najpierw w tradycji ustnej. Przekazywano je w tej formie z pokolenia na pokolenie, z ust do ust. Dlatego nie ma się co dziwić, że ulegały one różnym przemianom i że jedna baśń miała wiele innych wersji. Ktoś coś nowego dodał, ktoś o czymś zapomniał. W ten sposób powstawał zupełnie nowy tekst. W tej grubaśnej książce zabrano 33 baśnie. Przy jednej z nich „Modlitewny dywanik” zaznaczono, że jest to opowieść dla dorosłych. Pięknie zilustrowane- i to prawie na każdej stronie. Dajemy się porwać tym baśniom, w egzotycznym klimacie i obcej tematyce. Tak jak w wielu baśniach z różnych stron świata – zło zostaje pokonane, a dobro zwycięża. A czytelnikowi/ słuchaczowi przekazuje się ważną naukę o życiu i człowieku. Jak potoczą się losy człowieka o imieniu Jusef (Ptak Tufan), który marzył o bogactwie? A gdy już je zdobył, stwierdził, że bogactwo wcale szczęścia nie daje. Drzewo i słowik to mądry tekst o miłości. Młodzi zakochani spędzają ze sobą całe dnie. Pewnego dnia dziewczyna zostaje porwana przez czarny wiatr. Czy młodzieńcowi uda się odnaleźć ukochaną? W baśni Rogi syn biedaka po śmierci ojca otrzymuje magiczny woreczek. Ilekroć się do niego sięgnie, za każdym razem wyciągnie się garść monet. Jest jednak jeden warunek działania czaru: trzeba dochować tajemnicy. Czy chłopcu uda się zachować milczenie? Pewien starzec przed śmiercią rozdaje swoim synom sakiewki ze złotem. Nie mogą jednak otwierać pewnych tajemnych drzwi. Czy bracia znajdą tyle wewnętrznej siły, by spełnić wolę ojca? (O tym, jak Mohammad szedł do Krainy Dwóch Słońc).

Te baśnie to mnogość obcych motywów, postaci, miejsc. Pojawiają się w nich postacie wymyślone, ale też historyczne: Chan, derwisze, Dżafar Barmakida, Harun ar-Raszid, Kagan, Kalif, Sułtan Mahmud i Ajaz, Wezyr. Można o nich wszystkich poczytać na końcu książki. Kobiety mają skórę pobarwioną henną, a powieki i brwi poczernione sormą. Ludzie wierzą w Azraila, Anioła Śmierci, który zabiera duszę człowieka. Pojawia się Dew - demon ciemności, Monker i Nakir – anioły zadające duszy pytania o wiarę w Boga, Simorg – mityczny ptak, opiekun  bohaterów. Dzięki tym baśniom przeniesiecie się też do odległych zakątków świata – do Balch, miasta w Afganistanie, Buchary w Uzbekistanie, zdobędziecie mityczną Górę Kaf i odwiedzicie Maharlu – słone jezioro w Iranie.  

Wiek 8+

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 12 grudnia 2018

Mama Gęś to uczta dla oka i ucha. Z wstępu „Od Autorki” można dowiedzieć się wiele ciekawych rzeczy na temat Mamy Gęsi – jej historii i wkładu w krzewienie bajek i baśni. A wkład ten jest olbrzymi, bowiem jak się okazuje, Mama Gęś jest postacią historyczną. Dla jednych jest to królowa Franków Bertrada z Laonu (znana też jako Berta Wielka Stopa - żyła w latach ok. 720-783). Mama Karola Wielkiego – postaci znanej z historii, kobieta z pasją i umiłowaniem do bajek i wierszyków, które zresztą często opowiadała swoim dzieciom. Dla innych z kolei Mama Gęś to Elisabeth Foster Goose (1665-1758). I Elisabeth lubiła opowiadać bajki. Wykorzystał to jej zięć wydawca, który w 1719 r. miał ponoć wydać wierszyki teściowej. Piszę „ponoć”, ponieważ żaden egzemplarz tej książki niestety się nie zachował. W każdym razie Mama Gęś to postać zacna, nobliwa i cudnie, że jej bajki doczekały się wydania i u nas.

Rymowane wierszyki – kilkuwersowe, przy niektórych opis Autorki zawierający zawsze jakąś ciekawostkę czy celną uwagę, nowinkę. Bo jeżeli wierszyk o myszy drepczącej po zegarze, to warto nas, czytelników, zapoznać z informacją na temat prastarego zegara z XV wieku usytuowanego na katedrze św. Piotra w Exter. Albo wierszyk o kocie, który przegonił myszy spod tronu królowej. Chodzi w nim o Elżbietę I. To ponoć spod fałd sukien tej monarchini wyłoniła się myszka, która nieźle nastraszyła królową. Sprowadzono więc kota, który upolował mysz. A może to zupełnie inna historia związana jest z tą rymowanką? Bo to przecież może sam kot wędrujący sobie po Windsorze przestraszył królową? Kto wie? W każdym razie  znajdziecie tu wiele uroczych rymowanych wierszyków: o pantofelkach pięknej Felki, Michale Trzpiocie, Wacku i placku (do tego dołączona jest ciekawa historyjka z czasów Henryka VIII), Miglancu Ignacym, Krzywym człowieku, staruszce mieszkającej w bucie i inne. Dodam, że lektura jest bajecznie zilustrowana przez Adama Pękalskiego. Wydana specjalnie na 10-urodziny Wydawnictwa Bajka, któremu dziękuję za piękne książki i życzę pięknych i jeszcze piękniejszych w kolejnych latach.

Wiek 6+

Wydawnictwo Bajka

wtorek, 11 grudnia 2018

Istne szaleństwo. Co też się dzieje w kwestii „kobiecej” literatury. Ale nie takiej, jaka zwykle kojarzy się z tym określeniem. Bo kobieca literatura to też książki, które podejmują tematykę kobiet – ich życiorysy i zasługi. Pokazują sylwetki słynnych pań. Wcześniej nie było takiego zjawiska – a jeśli już – to na pewno w mniejszym stopniu. Teraz zauważam wysyp takich książek. I pojawiają się wciąż nowe – wyrastają jak grzyby po deszczu.

Tutaj znajdziecie portrety 35 bohaterek z całego świata. A że autorką książki jest Polka, nie zabrakło i nazwisk właśnie z Polski. Mianowicie: można poczytać o Marii Skłodowskiej-Curie, Antoninie Żabińskiej (czytanie książki zbiegło się w moim przypadku z obejrzeniem filmu pt. „Azyl”, który jest wartościowym uzupełnieniem akurat tej biografii) i Wandzie Rutkiewicz. Panie różnej profesji, różnych pasji i zainteresowań. Wśród nich uczone z różnych dziedzin, artystki, sportsmenki, pisarki, działaczki społeczne i polityczne. Nazwiska znane młodszym czytelnikom jak: J.K. Rowling, Carrie Fisher czy Coco Chanel. Jednak myślę, że gros tych postaci raczej jest większości dzieci raczej nieznana. I to jest właśnie plus tej książki  - poznać nowe postacie, dowiedzieć się, jak przebiegało życie pań, na czym polegały ich sukcesy. Ta lektura daje siłę, motywację do działania. Pokazuje, jak kobiety żyjące w różnych czasach – bardziej nam bliskich, czasem jednak bardzo odległych – miały pod górkę. Z uwagi na płeć, pochodzenie miały często trudności ze zdobyciem wykształcenia. I tak każda kobieta przedstawiona jest w różnych kontekstach: społecznym, rodzinnym, zawodowym i politycznym. Ciekawym pomysłem jest nawiązanie do innych kobiet, które zajmowały się podobną dziedziną. W skrócie zostały przedstawione ich sylwetki – jeśli ktoś chce poszukać więcej informacji – myślę, że Internet okaże się w tej kwestii pomocny. Mnóstwo ciekawych historii, imponujące życiorysy – pełne konkretnych informacji, ciekawostek – nie tylko na temat tych bohaterek, ale też o czasach, w których przyszło im żyć. O panujących wówczas stosunkach społecznych, politycznych i historycznych. Książka jest pięknie wydana. Każdy z portretów w formie obrazu i tekstu przygotowany z niezwykłą starannością. Piękne portrety i ilustracje są zasługą Karoliny Matyjaszkowicz. Każdy w klimacie epoki i profesji danej pani – zdobienia i motywy oraz ornamenty. Znajdziemy tu zatem elementy sztuki maoryskiej, egipskiej, afrykańskiej, botanicznej i wielu innych.

Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Książka pokazuje dzieciom, jak wygląda wieś. Nie wszystkie dzieci mają możliwość bliskiego kontaktu z wsią – a jest to temat bardzo wdzięczny i często opiewany w książkach dziecięcych. Maluchy „odwiedzają” tutaj typowe dla wsi zabudowania i elementy gospodarstwa: stodołę (w amerykańskim stylu), dom rolnika, silosy, grządki warzywne, pola. Poznają zwierzęta. Tutaj mogą odkrywać poszczególne okienka. Każde  z nich to fragment całości, jakiś mały element: np. ogon, sierść, dziób. Dopiero po otwarciu okienka można się przekonać, do jakiego zwierzaka ów element należy. Dalej są obrazki z maszynami rolniczymi, okienka z domkami zwierząt: stajnią, kurnikiem, budą, chlewem i stawem. Dzieci na fotografiach poznają uprawy z całego świata: obok rodzimych: pszenicy, rzepaku i słonecznika są tu herbata, ryż, bawełna, kakao, trzcina cukrowa. Dalej: zwierzęta z ich dziećmi. Fajnie, że są przykłady mniej znane, jak alpaka, osioł i indyk. Następnie owoce i warzywa, różne odgłosy na wsi – jakie dźwięki wydają krowa, owca, koń, kaczka, świnia, kura. Stodoła i narzędzia: kalosze, nawóz, widły, łopata, wiadro, taczka, grabie. Można odwiedzić i stajnię – zobaczyć jak wygląda podkowa, siodło, uprząż, szczotki czy czapka jeździecka. Dzieci mogą otwierać kolejne okienka. Dzięki nim poznają, skąd się biorą dżemy, jajka, chleb, wełna, mleko, miód, mozzarella i lemoniada. Książka ładnie wydana, obrazki i zdjęcia bardzo wyraźne. Dzieci poszerzają swoje słownictwo i zaspakajają ciekawość świata.

Wiek 0+

Wydawnictwo Egmont

niedziela, 09 grudnia 2018

Współczesna literatura dziecięca daje możliwość wglądu dzieciom w różne kultury. Na półkach księgarskich i bibliotecznych można znaleźć mitologie i mity różnych ludów.

Atlas mitów jest kompendium wiedzy o herosach, bogach i potworach, które pochodzą z najróżniejszych zakątków świata. Niektóre nam bliskie ze względu na lekcje historii (np. bohaterowie greccy) czy kontekst kulturowy. Bo przecież całkiem blisko nam do wierzeń dawnych Słowian. Dzięki temu atlasowi możecie odwiedzić Polinezję, Japonię, Nepal i Indie, świat Indian Ameryki Północnej i Południowej. Są oczywiście i pradawni Słowianie.

Każdy świat mitów jest potraktowany osobno. Każdy rozpoczyna się wstępem – swego rodzaju wprowadzeniem do tematyki. Następnie mapa, na której znajdziecie wybranych przedstawicieli danej mitologii: z krótkim opisem na marginesie. Są i ciekawe opowieści przybliżające nam wybrane postacie. Na końcu zawsze jakieś osobliwe stworzenia i artefakty. Ach, zapomniałabym – wiele imion ma skomplikowaną wymowę. By ją nam ułatwić, zamieszczono też informacje dotyczące wymowy.

Zapraszam w takim razie na przykład do świata Janomamów. Raczej mało znane mity z terenów dżungli amazońskiej na pograniczu Brazylii i Wenezueli. We wstępie czytamy informacje o wierzeniach Janomamów i postrzegania świata, który np. według nich składa się jednocześnie z czterech części w kształcie dysków usytuowanych jeden na drugim. Na mapie owe cztery części dysku i bohaterowie mitów: Księżyc, który ponoć lubi pożerać ludzi. Słońce – odwieczny wróg Księżyca, chroni ludzi. Makoane – twórca nieba, ziemi, Księżyca, Słońca i ludzi. Czerwony Boa – niekiedy przyjmujący postać człowieka. Jeleń – pierwszy szaman, autor rytualnych pieśni. Są też Tapir, Pore, Xapiripe, Peta, Aligator, Ocelot, Jaguar, Sipina i Horonami. Przypatruję się tym nazwom bohaterów. Wszystko akurat dla mnie brzmi egzotycznie. Każdy krótki opis jest ponumerowany, można bez trudu odnaleźć odpowiednik na ilustracji. Następnie poznajemy opowieść z morałem o tragicznym ropuszym śpiewaniu. I historię, skąd zwierzęta wzięły ogień. Ciekawe są stworzenia i artefakty: duchy nocy, wodny potwór i wielka ryba z ludzkimi rękami – aun pana.

Książka daje możliwość poszerzenia wiedzy, poznania obcych kultur. Wiele wątków będzie pewnie nowych – ale za to ciekawych. Teksty nie są za długie, takie w sam raz. Dominują ilustracje. Mnóstwo tu ciekawostek i konkretnych informacji.

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Mała świnka Tutu mieszka z mamą w chlewiku. Tutu jest jedyna w swoim gatunku – i to w całej wiosce. Bo żadna ze świnek nie ma tak jak Tutu całego ciałka w kropki. Prawdziwy piegusek z niej. Tutu uwielbia swoją opiekunkę Basię, która odwiedza Tutu każdego dnia. Jednak pewnego razu dziewczynka znika na kilka dni. Okazuje się, że była na kilkudniowej wycieczce. Opowiada Tutu, co zwiedziła, co widziała. I o filmie pt. „Wyspa Świnek”. Tutu nastawia uszu i uruchamia wyobraźnię. Od tego dnia nic nie będzie już takie samo, jakie było przedtem. Tutu chciałaby zamieszkać na takiej wyspie. Jednak nadchodzi dzień, gdy Tutu razem z mamą wywieziona zostaje na targ. Ona zostaje sprzedana do  „Małego Zoo”. Tutaj Tutu poznaje mnóstwo innych zwierząt. Jednak cały czas marzy jej się wyprawa na wspomnianą wyżej wyspę. Na dalekim morzu, bez domów ludzi, gospodarstw, za to ze świnkami w różowe i czarne ciapki – jak Tutu. Czy Tutu uda się zrealizować swoje marzenia?

Ta książka jest właśnie o marzeniach. Że się spełniają – nawet wtedy, gdy wszystkie znaki na niebie i Ziemi wskazują na to, że nic z tego nie będzie. I jest jeszcze o przyjaźni. Świnka Tutu na swej drodze spotyka pokrewne dusze, prawdziwych przyjaciół spieszących z pomocą i dobrą radą. „Czas marzenia wprowadzić w czyn!” – warto zapamiętać motto szczura Radka, który odegra dużą rolę  w realizacji marzeń Tutu.

Celowo przytoczyłam dokładniej treść tej opowieści. Pewnie podczas lektury mogą zdarzyć się pytania: dlaczego Tutu została sprzedana, co dalej z jej mamą Tutu? Sama książka kończy się happyenedem – ale pewnie bez wiercenia dziury w brzuchu się nie obędzie. Więc  - decyzja należy do Was.

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

sobota, 08 grudnia 2018

 

Gra sprawdza się na naszym podwórku już od kilku miesięcy. Warunek – trzeba lubić historię, bo wokół niej wszystko się toczy. Jeśli ktoś nie ma odpowiedniej wiedzy – to spokojnie – nie jest to przeszkodą, ponieważ cel tej gry to również przyswojenie pewnych pojęć – i to poprzez zabawę i humor. U nas nie ma problemu – dzieci są fanami serialu Był sobie człowiek, a ta gra jest w jakimś sensie naturalną jego kontynuacją. Zasada jest taka - jak to zwykle w przypadku planszówek bywa: trzeba przejść przez wszystkie epoki od startu do mety, przy okazji nazbierać pieniążków – wygrywa ten, kto ma ich najwięcej. Na początku każdy z graczy otrzymuje pewien finansowy zapas – i w trakcie gry może go albo pomnażać albo zmniejszać. A nie jest łatwo – bowiem po drodze czyhają różne mniej lub bardziej przyjemne niespodzianki , jak : zapłata podatku, pojedynek, podjęcie ryzykownej gry z jakimś wybranym przez siebie przeciwnikiem, skrzynia skarbów, czterolistna koniczynka, a nawet zbój – a to spotkanie, jeśli nie ma się w zanadrzu karty rycerza bądź mistrza, może delikwenta drogo kosztować. Dzieci uczą się też inwestowania pieniędzy – można kupować karty mecenasów i otoczyć opieką jakiś znany i cenny obiekt sztuki. Każdy z uczestników gry wybiera sobie na początku swojego bohatera: żołnierza, damę, artystę, rewolucjonistkę (8 postaci do wyboru – 4 męskie i 4 kobiece). Każda z nich ma jakieś indywidualne cechy charakteru – w zakresie: sprytu, siły, inteligencji i talentu. Jest to ważne, bowiem niektóre z zadań do wykonania są związane właśnie z małymi figurkami znanymi z kreskówki. Co rusz uczestnicy losują karty z pytaniami historycznymi (tekstowe i obrazkowe). Można za nie zdobyć 100 albo 200 dukatów. Do wyboru zawsze trzy odpowiedzi – specjalny detektor pomaga przy trudniejszych zagadnieniach. Pytania – jak zwykle – jedne łatwe inne trudne. Skutek tego jest taki, że dzieci naprawdę szybko uczą się prawidłowych odpowiedzi i w ten sposób poszerzają wiedzę.  Dużo przy tej grze śmiechu, emocji, żalu (nikt nie lubi tracić pieniędzy). Świetny jest pomysł rzutów z dwiema kostkami – szybko przemykamy przez historię ludzkości, a dzieciaki ćwiczą dodawanie. Gra jest bardzo dobrze wykonana. Na planszy znajduje się mnóstwo miniaturowych scen z historii powszechnej – od samego początku przyciągały one oko graczy, rodziły pytania, na które dorośli musieli znaleźć odpowiedź. Nie lubię grać figurkami – w przeciwieństwie do moich dzieci. Figurki wybranych postaci są leciutkie jak piórko i przez to wywrotne. Można je zastąpić pionkami z innej gry – czego moje dzieci akurat nie lubią. Do gry dołączona jest instrukcja – bardzo czytelna, zrozumiała.

Wydawnictwo Hippocampus

Co roku podczas planowania wakacji zastanawiamy się, gdzie zamieszkamy. I cieszymy się, że będzie to jakieś cudne, klimatyczne miejsce – jakiś pensjonat, hotel. Dzieci nie mogą się doczekać. A tymczasem 10-letni bohater tych obydwu książek chciałby z takiego właśnie hotelu … czmychnąć w siną dal. Może na swoje wymarzone wakacje? Bo (biedaczek) Jan-Albert Muszelka jest synem właściciela hotelu. I gdy turyści w najlepsze odpoczywają, zwiedzają, prażą się na słoneczku – on, Jan-Albert, musi dla nich pracować. To nie koniec wakacyjnych niedogodności. Ba, najlepsze pokoje przeznaczone są też dla gości. A sam chłopiec ma swój kąt w zwykłej suterenie, z tyłu domu, bez żadnych pięknych widoków. Chłopak jest zdolnym, inteligentnym uczniem. A jeśli pojawiają się jakieś problemy, to są one związane z lekcją wf-u. No ale cóż, nie można być dobrym we wszystkim. W każdym razie inteligencja i spryt chłopaka bardzo są pomocne w prowadzeniu hotelu, o czym się nie raz przekonacie podczas lektury. Oprócz chłopca na kartach opowieści przewijają się następujące postacie: Rózia, czyli wnuczka hotelowego ogrodnika. Tata, Henryk Muszelka, który lubi usłyszeć, że syn jest do niego bardzo podobny. Pan Józef – ogrodnik, nazywany przez wnuczkę Zefem, Greta – odpowiedzialna za porządek w hotelu, pani Stasia – kucharka i Ludwik Lulu – dwuletni synek Grety. Jest też mnóstwo gości, bez których nie byłoby tych książek. W pierwszym tomie głównie poznajemy domowników hotelu i samo miejsce. To taka codzienność hotelowa. Bo przecież trzeba się zatroszczyć o gości, przynieść świeże pieczywo z piekarni, warzywa z ryneczku. A sprawa się znacznie skomplikuje, gdy pani Stasia będzie musiała udać się do szpitala w celu zrobienia koniecznych badań lekarskich. Nikt przecież nie potrafi tak dobrze gotować. W dodatku w zlewie piętrzy się góra brudnych naczyń. Perypetie mieszkańców hotelu – tych stałych i sezonowych są opowiadane raz z perspektywy Rózi raz Jana-Alberta. Poznacie tajemniczych goście Dzięciołów, którzy tak bardzo wydają się dzieciakom podejrzani, że Rózia i Jan-Albert rozpoczną małe śledztwo. Znajdziecie tu przygody dnia codziennego, drobne kłótnie dzieciaków, gości ze specjalnymi upodobaniami (ach ta słynna skrzypaczka i jej dieta).


W tomie drugim pojawiają się nowi goście. Rózia starym zwyczajem drze koty z Janem-Albertem. Choć wiadomo: kto się lubi, ten się czubi. Po wymianie zdań tych dwoje zawsze znajduje wspólny język. Pani Stasia opowiada gościom tak straszne historie, że niektórzy nawet opuszczają przybytek. Dzieciaki próbują rozwikłać tajemnicę Tutwela, który ponoć jest mordercą, dusicielem, wyrywaczem paznokci i wyłupywaczem oczu. Jeden z gości po nocy ćwiczy ostro do zbliżającego się halloween, hotel odwiedza znana i lubiana z telewizji Sandra Puls, która jak się później okaże, do zbyt wychowanych osób nie należy. Zajrzycie z bohaterami jeszcze do tajemniczych podziemi i przeżyjecie niezapomniane Boże Narodzenie. Jednym słowem – w hotelu Muszelka ciągle coś się dzieje i nie ma czasu na nudę.

W obydwu tomach jest mnóstwo zabawnych, czarno-białych ilustracji. 

Wiek 8+

Wydawnictwo Znak

piątek, 07 grudnia 2018

Książka dla tych, którzy lubią zwierzęta i opowieści o nich. Mała pustułka jest przekonana, że potrafi już dobrze latać i dlatego opuszcza bezpieczne miejsce. Na szczęście są ludzie, którym zależy na tym, by małemu sokołowi nic się nie stało. Kotka Jodie wypadła z balkonu i złamała sobie łapkę. Potrzebna pomoc – natychmiast. Słoniowi Kacprowi z cyrku łzawi jedno oko. Coś mu tam wpadło i strasznie przeszkadza. Jak człowiekowi. Z tą tylko różnicą, że człowiek może się pozbyć paprocha. Dla słonia to ogromny problem. Kacper podczas wynoszenia śmieci i wyprowadzania psa na spacer znajduje w śmietniku karton z trójkolorową świnką morską. Papuga Pola … chyba oszalała. Zdenerwowana wrzeszczy i nie chce wejść do swojej klatki. Pani Ula znajduje pudełko z trzema kotkami. I co z nimi teraz będzie? Powiem krótko: na wszelkie kłopoty … redaktor Grzegorz i doktor Wojtek. Ten pierwszy prowadzi audycję w radiu „Klinika zdrowego chomika”. Ten drugi leczy zwierzęta, doradza, pomaga. Obaj panowie współpracują ze sobą, dają z siebie wszystko, by nikogo nie zostawić bez pomocy. A przecież niektóre przypadki są skomplikowane. Podpowiadają ludziom, jak dbać o zwierzęta, jak je pielęgnować. Oprócz głównych bohaterów,  w tle pojawia się plejada innych dwu- i czteronożnych zwierzaków. Na ich przykładzie dzieci poznają losy zwierząt, przygody, a także pomysły na rozwiązanie problemów. Książka uwrażliwia na losy zwierząt. Pokazuje zaangażowanie ludzi w ratowanie ich i otaczanie opieką. To naprawdę piękne przykłady zachowań, które warto pokazywać i o nich mówić. Reporter Radia Kraków, pan Karol, pomaga w drodze do pracy pustułce. Mama Karola godzi się, by bezdomna świnka znalazła dom właśnie u nich w mieszkaniu. Pani Ula angażuje się w poszukiwanie domu dla 3 małych kotków z kartonu.

Książka porusza oprócz przypadków złamań, chorób również inne ważne problemy. Gdzieś w tle pojawia się cyrk i protestujący ludzi. Dalej: pozostawianie zwierząt w kartonach w jakichś ustronnych miejscach, podrzucanie ich. O tym wszystkim można porozmawiać z dzieckiem podczas lektury.

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

Pojawienie się tej książki było właściwie kwestią czasu. Można by nawet pokusić się o pytanie: dlaczego dopiero teraz?  Od wielu lat w sezonie zimowym trwa u nas skoczkowe szaleństwo. Małyszomania, Stochomania – ciekawe co jeszcze przed nami. Nasi mistrzowie tak nas przyzwyczaili do sukcesów, że skoki bez medali chyba by nas zaskoczyły. Warto więc poznać tajemnice skoków i skoczków (choć pewnie każdy Polak w teorii jest świetny). Tymczasem książka Jarosława Kaczmarka w przystępny sposób opowiada o tej dyscyplinie sportowej, która przed Adamem Małyszem była raczej może nie „wyspą nieznaną”, ale dla przeciętnego rodaka znad Wisły na pewno mało znaną. Autor jest nie tylko miłośnikiem, obserwatorem z boku. Stara się być jak najbliżej skoczków, penetruje skocznie, stara się wczuć w rolę skoczka, który mknie w powietrzu z prędkością przekraczającą 100 km na godzinę, „wchodzi” między kibiców, by podsłuchać nastroje. Odkrywa tajemnice mocy skoczków, którzy po zdjęciu kombinezonów są niesamowicie szczupli, mają drobną budowę ciała. Przybliża sylwetki naszych skoczków: Kamila Stocha z Zębu, który w wieku 3 lat nie chciał oddać nart swojej siostrze Ani. I dobrze się stało mimo kłótni. Wojciecha Fortuny – trzeba przyznać, że z takim nazwiskiem był skazany na sukces. Urodzony skoczek pokazał swoją klasę  w 1972 roku. Autor wzruszająco przedstawia ikonę polskiego narciarstwa Stanisława Marusarza. Bycie narciarzem pomogło mu w ucieczce z więzienia. Został skazany przez gestapo na śmierć. Podczas ucieczki skakał, biegł slalomem, musiał wykazać się niesamowitą sprawnością fizyczną. Przeżył ucieczkę. Dalej - Adam Małysz – Orzeł z Wisły, który w 2001 roku zmienił polskie narciarstwo na zawsze. Odnosił niesamowite sukcesy. I pomyśleć, że miał zostać dekarzem. Nieśmiertelny Noriaki Kasai (rocznik 1972!) – skoczek … od zawsze. Planuje wystartować na olimpiadzie w Sapporo w 2026 roku. Będzie miał wtedy 54 lata. Twierdzi, że wtedy zdobędzie złoty medal. Simon Ammamn, Gregor Schlierenzauer, Peter Prevc, Robert Johansson (ach ten wąsik!!!). Wiele ciekawostek i ploteczek dowiecie się na ich temat.

W przeciągu lat zmieniał się styl skoków narciarskich. Zmieniało się ubranie. Dawniej skoczkowie skakali tylko w wełnianych czapkach. Dopiero od 1976 r. w kaskach ochronnych. Dieta również ma ogromne znaczenie. Kiedy Adam Małysz zaczął odnosić wielkie sukcesy, wszyscy zaczęli go obserwować. Ktoś podpatrzył naszego mistrza, jak wcina bułkę z bananem. Banan od razu został „rozebrany” na czynniki pierwsze i stwierdzono, że faktycznie owoc ów może przyczyniać się powiększania zestawu medali, bowiem zawiera wiele składników odżywczych, mało tego – również serotoninę i norepinefrynę. Dalej: etapy skoków, sprzęt skoczków, słynne skocznie na całym świecie, strach, liczenie punktów, kalendarium imprez, upadki, kontuzje, tajemnice „mamutów”. Każdy chce być „naj”. Skoczkowie co rusz przekraczają granicę niemożliwego. Austriak Josef Bradl skoczył 100 metrów w 1936 roku. Fin Matti Hautamäki w 2003 roku odleciał na … 230 metrów.

Ciekawy jest rozdział o tym, jak  skoki mogą wyglądać za 100 lat. Fantastyczne dywagacje, co będzie – może. Ale tego już nie zdradzam. Można pokusić się o stwierdzenie, że i sam Lem by tego nie wymyślił.

Wiek 8+

Wydawnictwo Egmont

czwartek, 06 grudnia 2018

Wiedzieliście, że Kropka – taka zwykła i niezwykła zarazem, ze szkolonego zeszytu, ma rodzinę? Tak, waśnie tak – tatę i mamę. I cała trójka ma marzenia. Ot choćby takie jak to: żeby przenieść się do zeszytu w jedną linię albo w kratkę. Albo i do gładkiego. Na razie wszyscy mieszkają w zeszycie dla małych dzieci: mianowicie w zeszycie w trzy linie. Kropka ma też siostrę – Kreskę. I po wakacjach wybiera się do szkoły. Dziadek przepowiada, że „teraz dopiero się zacznie, koniec z nicnierobieniem, przyjdą obowiązki”. W tej opowieści jest przecież jeszcze Błąd. Przyplątał się kiedyś na stronę rodziny Kropki i mamie (jak to mamie) zrobiło się go żal, więc został. Choć nie powiem – bardzo odmienił życie całej rodziny, dał się nieźle też we znaki sąsiadom. Wszyscy, którzy dużo piszą (a są i tacy, dla których pisanie jest czynnością taką „od czasu do czasu”). Wiedzą, że taka Kropka czy Kreska, nie mówiąc już o Błądzie (Błędzie?), mogą nieźle w tekście narozrabiać. Zwłaszcza jeśli ktoś pisze odręcznie, ołówkiem lub długopisem. Pisząc na komputerze system nam podpowiada, co należy zrobić, żeby było dobrze, co i jak poprawić. Ta książka to niecodzienne przygody Kropki i Błąda. Pewnego dnia Kropka wszczyna poszukiwania. Błąd znikł. W tym celu wyskakuje z niebieskiego zeszytu i odwiedza m.in. szary zeszyt Pawła. Przy okazji tej wyprawy poznaje inne znaki interpunkcyjne, matematyczne, muzyczne. Pojawiają się w tej opowieści Cudzysłów, Iksy i Igreki, Klucz. Kropka sprawdza leżące w jej okolicy zeszyty, książki, notesy, kalendarz. Miłe to, bo raczej nikt w swoich pracach błędów (Błądów) nie lubi. A tu takie przywiązanie do Błąda. Czy Kropka odnajdzie swojego nowego przyjaciela? Kogo jeszcze spotka?

Nietuzinkowa, oryginalna książka dla dzieci poruszająca dziecięcą wyobraźnię. Spójrzcie sami – zwykła kropeczka w zeszycie i błąd stały się inspiracją do takiej opowieści. Książka ładnie wydana na grubych szorstkich kartkach z oryginalnymi ilustracjami, na których Kropka wygląda jak mała dziewczynka z warkoczykami, a Błąd jak piesek.

Wiek 7+

Wydawnictwo Dwie Siostry

środa, 05 grudnia 2018

Cztery małe wilczki pod nieobecność matki opuszczają bezpieczną kryjówkę. Nęci je las: zapachem, dostojeństwem swoich drzew, nieznanymi i tajemniczymi miejscami. Zwierzęta poznają smak przygody, po raz pierwszy widzą swe odbicie w tafli niewielkiego jeziora, zażywają kąpieli, spotykają innych mieszkańców leśnych: sarnę i sowę, a nawet myśliwego. Wilczki chłoną zapachy, dźwięki i obrazy wszystkimi zmysłami. Poznają świat, który jest ich domem. Na razie to wszystko jest nowe, ale z każdym dniem będzie bardziej znane , spowszednieje. W chwili obecnej wyczuwa się euforię wilczków i radość z nowych doznań.

Kilka lat temu, kiedy poznawałam dopiero wraz z moimi małymi dziećmi literaturę dziecięcą, z zazdrością śledziłam zagraniczne wydawnictwa Józefa Wilkonia. Pamiętam wyjazd do Warszawy i upolowanie „Wilczka” Gerdy Wagener. Na „Kleine Wölfe – dunkle Nacht” musiałam długo czekać. Ale w końcu są. Przepiękne ilustracje (a swoją drogą, czy tylko mi się zdaje, że Wilkoń lubi ilustrować wilki?), jakby przypadkowe plamy, wzięte w ryzy przez mistrza ilustracji, zabawa tuszem ze świetnym  efektem końcowym. Wydawać by się mogło, że trudno namalować noc w lesie. Ściana ciemnych drzew, czasem widoczny zaledwie zarys konturu, wierzchołki drzew na tle jaśniejszego nieba. Wilkoniowi udało się stworzyć niesamowity klimat. Połączenie naturalnego  z baśniowością. Bo w tekście nie ma baśniowego klimatu. Nawet przeszło mi przez myśl, że tekst czytany na głos świetnie wypadłby w interpretacji Krystyny Czubówny, która świetnie czyta filmy przyrodnicze. Autorka trzymała się realnego świata. Starała się pokazać prawdziwa naturę małych wilków. To ilustracje wnoszą do tej wilczej opowieści swego rodzaju tajemniczość. Słychać trzask łamanej gałązki, pohukiwania sowy, skowyt wilka. Troszkę czarnej grozy, rozświetlonej białymi pniami drzew. Efekt robi wrażenie.

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 04 grudnia 2018

 

Osoby, które były świadkami stanu wojennego w Polsce, mają pewnie swoje osobiste wspomnienia związane z tym smutnym wydarzeniem. Ja pamiętam poranek zimowy 13 grudnia – strasznie śnieżny i mroźny. Moja mama zdenerwowana słuchała obrad sejmu w radiu. Potem zapłakana powiedziała, że wprowadzono stan wojenny i w jakiś dziecięcy sposób próbowała wyjaśnić, co to znaczy. Przypomniałam sobie ten obrazek sprzed lat właśnie przez „Wilczka”. Gdy przeczytałam o rozbitym kubku kakao pod nogami zapłakanej mamy Wiktora (zwanego Wilczkiem).  To chłopiec, który żyje w rodzinie zaangażowanej. Zarówno mama jak i tata są działaczami opozycyjnymi. Często dokądś idą, wtedy Wilczek zostaje pod opieką niezliczonej liczby różnych cioć i wujków. Zresztą jedna z tych cioć nadała chłopcu właśnie ten tytułowy przydomek „Wilczek”. Wilczek mieszka z nimi w akademiku. Przysłuchuje się przemówieniu „pana w okularach”. To określenie znało wtedy tyle dzieci. Organizowane są strajki, obowiązuje godzina milicyjna. W drodze do babci Wilczek jest świadkiem rewizji maminej walizki. Jest to smutne przeżycie i przygnębiający widok. Wyłączone telefony, brak kontaktów, przyczajony wron w kącie, nerwowe czekanie na powrót taty, wyłączenie ogrzewania w akademiku. I gdzieś pomiędzy tym małe dziecko. Dziecko, któremu zimno, ciągnięte ze spotkania na spotkanie, rozumiejące świat po swojemu, tęskniące za wciąż nieobecnymi, zaangażowanym ojcem. Jest to wzruszająca opowieść o grudniowych wydarzeniach z perspektywy przedszkolaka. Trudne decyzje, trudne wybory rodziców, rozstania. I to smutne mądre stwierdzenie: „Wszystkie wojny wyglądają tak samo”. Dzieci czasem mają swoje wyobrażenie na temat wojny. Chcą traktować ją jako przygodę. A tak nie jest – i doświadczenia Wilczka ze stanu wojennego to pokazują. Historia ta wydarzyła się naprawdę. Katarzyna Ryrych wspomina tu siebie – jako "gitarową ciocię", która zaprzyjaźniła się z mamą Wilczka.

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura

 

poniedziałek, 03 grudnia 2018

Prywatnie cieszę się z takich lektur, które pokazują, ile dokonały kobiety. Jak się okazuje – w dziedzinie nauki: wiele, bardzo wiele. Temat i tak wybiórczo potraktowany, bo przecież nikt nie jest w stanie opisać wszystkich zasłużonych pań. Myślę, że takie książki dają siłę i motywację do działania.

Razem 50 kobiet – uczonych, badaczek, wykładowczyń, laureatek prestiżowych nagród. Z całego świata, z różnych epok i krajów. Choć patrząc na spis treści, który zawiera nazwiska i daty narodzin oraz śmierci, jakiś ruch w tej dziedzinie rozpoczął się dopiero w XIX wieku. Wcześniej za wyjątkiem paru nazwisk, które policzyć można na palcach jednej ręki – totalna posucha. Jakby kobiety w wiekach wcześniejszych w ogóle nie istniały. Wiele z tych nazwisk było mi wcześniej nieznanych. Z polskich kobiet jest tylko Maria Skłodowska-Curie. Ale to raczej zrozumiałe, skoro autorka jest z zagranicy i musiała „ogarnąć” cały świat. Ja mam taką cichą nadzieję, że publikacja o podobnym charakterze obejmie kiedyś nasze rodzime podwórko – bo mamy wspaniałe panie, które warto poznać. Rachel Ignotofsky zaczyna od Hypatii, która żyła w czasach starożytnych i była astronomką, matematyczką oraz filozofką. Życiorysy wielu tych postaci fascynują. Gros z nich miało pod górkę, działało wbrew przyjętym porządkom i konwenansom. Wiele z notek biograficznych naprawdę czyta się z ciekawością. Jak choćby o Marii Sibylli Merian, która połączyła naukę ze sztuką i została autorką ilustracji naukowych. Są wśród pań poetki, astronomki, matematyczki w jednym. Często łączą kilka pasji i we wszystkich są dobre i odnoszą sukcesy. Kolekcjonerka skamielin i paleontolożka Mary Anning, matematyczka i pisarka Ada Lovelace. Lekarka, inżynierka, wynalazczyni, psychoanalityczka, genetyczka, edukatorka, fizyczka, chemiczka, botaniczka, wulkanolożka, geolożka, neurolożka, sufrażystka, działaczka. Piszę i piszę, a system podkreśla mi niektóre formy jako błędne. Jeszcze do niedawna nie było w ogóle w naszym języku żeńskich form. Na tym gruncie jest jeszcze sporo do zrobienia. Wiele z opisywanych kobiet było pionierkami w swojej dziedzinie i przetarły szlak innym kobietom chcących wykonywać poważne i męskie profesje. Jak pomyślę, że w wiekach wcześniejszych nawet czytanie było uznawane za niebezpieczne dla kobiet – to aż mnie niemiły dreszcz po plecach przechodzi. Ciekawym elementem książki jest oś czasu obrazująca ważne momenty w dziejach kobiet. Dalej narzędzia laboratoryjne, które przez tak długie lata były niedostępne dla pań – teraz to może być krótka ściąga dla dziewczynek, które marzą o karierze naukowej w przyszłości. Są i (niestety) niechlubne statystki – ale myślę, że to może być akurat element mobilizujący do działania. Na końcu słowniczek trudniejszych pojęć – też dla przyszłych naukowczyń. Ta książka może świata nie zmieni (choć kto to wie?), ale świetnie pokazuje, w jaki sposób kobiety zmieniały i nadal zmieniają świat.

Wiek 9+

Wydawnictwo Egmont

niedziela, 02 grudnia 2018

Bajka o Aurelce, która pewnego dnia otrzymała swoje Maleńkie Królestwo. Dziwnie to brzmi, prawda? Ale wyobraźcie sobie coś takiego: Wasze Królestwo przychodzi zupełnie nieoczekiwanie pocztą. Niby się wydaje takie malutkie. Tymczasem za sprawą czarodziejskiego psikacza, można stać się tak małym, że hop i można wejść do swojego Królestwa.

Samo Królestwo jest czymś zupełnie nowym dla Aurelki. Dziewczynka do tej pory znała życie królewien i księżniczek wyłącznie z bajek. „Aurelka Pierwsza, królewna Maleńkiego Królestwa”, musi sobie szybciutko przypomnieć, co robiły te wszystkie królewny w bajkach. I kiedy jej rozkazy wydają się jej samej troszkę nierozsądne (np. „Zawieście tron na drzewie! Chcę się na nim pobujać!”) Aurelka asekuracyjnie myśli: „Jutro powiem coś mądrzejszego”. Troszkę przypomina mi tym stwierdzeniem Scarlett z „Przeminęło z wiatrem”, która lubiła znajdować wyjście z trudnych sytuacji dzięki stwierdzeniu: „Pomyślę o tym jutro”. Tymczasem Aurelka doświadcza tego, że Królestwo to wielka odpowiedzialność, a prawdziwe życie królewny mało przypomina bajkowe życie z książek. Bo przecież jakieś nieprzemyślane zarządzenie może spowodować chaos. Jak choćby takie, że wszystko wolno. A skoro wolno, to Wielki Ochmistrz nie pojawia się i nie woła na kolację. Dama dworu zamiast kłaniać się w pas, skacze na skakance. A kucharka nie podaje posiłków, tylko (o zgrozzzzzzzo) obojętnie wzrusza ramionami.

Mądra, nie pozbawiona humoru opowieść o tym, że życie królewny ma swoje jasne i ciemne strony. I wcale nie jest takie słodkie, jak się powszechnie wydaje. Aurelka czasami ma serdecznie dość, bo musi podejmować decyzje wagi państwowej, odpowiadać na trudne i męczące pytania, nie ma czasu na zabawę. A przecież tak bardzo chciałaby być normalną, zwykłą dziewczynką. Tyci-tyci Królestwo też może sprawiać kłopoty, o których, jak i o licznych przygodach, przeczytacie w tej pięknie wydanej i zilustrowanej książce. Została doceniona przez czytelników. To zwyciężczyni pierwszej edycji konkursu Empiku: „Przecinek i Kropka”. Znajduje się też na Złotej Liście Fundacji ABCXXI – „Cała Polska czyta dzieciom”.

Wiek 5+

Wydawnictwo Bajka

sobota, 01 grudnia 2018

Trzy siostry tracą swoich rodziców i zostają wbrew swojej woli przeniesione do Krainy Elfów. Półelfka Vivi i dwie bliźniaczki – śmiertelniczki: Taryn i Jude. Są wychowywane przez Madoka, zaufanego króla, pierwszego męża matki, człowieka okrutnego i gotowego zabić, żeby tylko osiągnąć swój cel. Kraina Elfów w tej książce to nie słodka kraina, jaką być może znamy z bajek dla dzieci. Dziewczyny nie zostały ciepło przywitane w  elfiej krainie. Tak jak i inni śmiertelnicy, są obywatelami drugiej kategorii – są poniżane i wyśmiewane. Zresztą nie posiadają jedynych w swoim rodzaju elfich umiejętności. Za to muszą bardzo uważać, by nie paść ofiarami magii i czarów. Najstarsza Vivi unika kontaktu ze światem. Porwana jak dziewięciolatka dużo pamięta. Tęskni za dawnym życiem, dżinsami, centrami handlowymi, lodami. Znalazła sposób, by od czasu do czasu wrócić do równoległego świata śmiertelników. Dzięki czarom i łodyżce krwawnika udaje jej się zabrać swoje siostry do krainy zwykłych ludzi. Właśnie, a co z siostrami? Porwane jako małe dzieci w ogóle nie pamiętają dawnych czasów. Znają tylko życie w Krainie Elfów i cały czas mimo licznych trudności próbują się jakoś dostosować, znaleźć tutaj właśnie swoje miejsce w Elysium. To nie podoba się oczywiście najstarszej siostrze. Jednak zarówno Jude jak i Taryn mimo swoich starań, zawsze są wyszydzane, zwłaszcza przez najmłodszego z synów króla – księcia Cardana i jego przyjaciół. Dzięki koralom z jarzębiny ukrytym pod strojem udaje im się unikać klątw, zaklęć, które elfy chętnie rzucają w ich stronę. Zwłaszcza wtedy, gdy dziewczynom coś się udaje, gdy są lepsze od kogoś z nich, np. podczas zajęć w elfiej szkole. Nadchodzi jednak czas, kiedy Jude zaczyna się buntować. Widzi wielką niesprawiedliwość w ich traktowaniu i nie godzi się z tym. Coś w niej pęka, rodzi się wola walki o swoją godność i honor. Odważnie podnosi czoło do walki, patrzy prosto w oczy Cardanowi. Czuje się silna, bo świetnie radzi sobie z mieczem. Marzy o tym, by zostać w przyszłości rycerzem. Czy jej marzenia się spełnią?

Udana powieść fantasy dla młodzieży autorki kultowej serii „Kroniki Spiderwick”. Stworzyła świat, w którym panują określone zasady, z charakterystycznym nazewnictwem (tłumacz musiał się nieźle natrudzić, by sprostać i nazewnictwu i neologizmom). Mnie podobało się pokazanie całej machiny władzy. Dwór z konwenansami i ustalonym porządkiem. Te wszystkie intrygi, knowania, układy – życie na dworze naprawdę nie ma nic wspólnego z tym znanym z bajek dla dzieci. Jude rzuca wyzwanie i ponosi tego konsekwencje, już taką ma naturę, że wybiera sobie drogę pod górkę. Żadne skróty w ogóle nie wchodzą w grę. Ciekawe, jak potoczą się jej dalsze losy, bowiem „Okrutny książę” to pierwsza część trylogii.

Wiek 15+

Wydawnictwo Jaguar

Pewnie, że czekamy na wiosnę. Wszyscy – bez wyjątku. Zima swe uroki ma, ale …. W Dolinie Muminków małe stworzenia powoli budzą się ze snu zimowego. Nie wiem, czy wiecie, ale Muminki oraz ich przyjaciele – zapadają w zimowy sen. Najpierw jedzą na kolację trochę igliwia świerkowego, a potem z napełnionymi żołądkami dobrze śpią w swoich łóżkach przez trzy długie miesiące.

W pewien wiosenny poranek o godzinie czwartej do Doliny Muminków przyleciała pierwsza kukułka. Usiadła na dachu niebieskiego domu Muminków i zakukała osiem razy, co prawda trochę ochryple, gdyż była to jeszcze bardzo wczesna wiosna.

Wiosna! Nareszcie! A ta przynosi z sobą wiele niespodzianek. Muminek, Włóczykij i Ryjek znajdują na szczycie góry Czarodziejski Kapelusz. Kiedy okazuje się, że nie pasuje na głowy domowników (za duży) Tatuś Muminka radzi, by przeznaczyć go na kosz do papierów. Nie muszę dodawać, że skoro kapelusz jest czarodziejski, zaczynają dziać się dziwne rzeczy: skorupki jajek przemieniają się w obłoczki, Muminek – w potwora, a woda w rzece – w sok. Historia bardzo wciąga, bo przygoda goni przygodę – czasem jest śmiesznie, czasem tajemniczo, a czasem strach zagląda w oczy. Paszczak zmienia swoje hobby, wszyscy wyprawiają się łódką na Samotną Wyspę Hatifnatów, w Dolinie pojawiają się Topik i Topcia, czarodziej oraz potworna Buka. Ta część bardzo podobała się moim dzieciom. A z jakim zainteresowaniem słuchał jej mój trzylatek:))) Polecam tym, którzy nie sięgnęli do tej pory po książki Tove Jansson – klasyka przez duże „ka”, nieśmiertelne, piękne teksty, gdzie z rozmów małych bohaterów, albo między słowami, można wyczytać tyle filozoficznych prawd. I ilustracje – wyśmienite.

I najpiękniejsza scena w całej książce: kiedy Muminek podczas zabawy chowa się pod Czarodziejskim Kapeluszem i przemienia w potwora, kiedy wszyscy jego przyjaciele nazywają go oszustem i chcą wypędzić z Doliny, pojawia się Mamusia Muminka. Wystarcza jedno spojrzenie:

-Tak, ty jesteś Muminek.

Każda mama rozpozna swoje dziecko, a Mamusia Muminka poznała swego synka po strachu w wielkich oczach.

P.S. Wciąga – wciąga – dorosłych też;) I tylko szkoda, że znów zbliża się jesień. W Dolinie Muminków oczywiście. Bo nasza wiosna ciągle przed nami.

Serię o Muminkach czyta wyśmienicie mistrz słowa Krzysztof Kowalewski. Prawie 4 godziny cudnej lektury (bez czterech minut). 

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Ostatnio przeczytałam, że drastycznie spada liczba motyli. Mój ogród latem jest tego zaprzeczeniem, ale ja mam mnóstwo lawendy, ziół, róż – nic dziwnego, że jest ich pełno. Ach, zapomniałabym – jest też budleja, za którą motyle wprost przepadają. Ale może coś jest w tym smutnym stwierdzeniu? Jako dziecko pamiętam, że co rusz gdzieś napotykaliśmy na gąsienice, kokony – teraz już nie. Choć jakoś nie umiem sobie wyobrazić świata bez motyli. O nieeee….

O motylach napisano już tak wiele. Ale nigdy dla dzieci nie było chyba takiej książki. Mnóstwo informacji, ciekawostek podanych w tak atrakcyjny sposób. I to nie tylko oczywiste oczywistości, które wielu z nas pamięta ze szkoły – np. o cyklu rozwojowym motyli. W 45 rozdziałach Krzysztof Pabis – na co dzień związany z Katedrą Zoologii Bezkręgowców i Hydrobiologii Uniwersytetu Łódzkiego, z prawdziwą pasją znawcy tematu i miłośnika, dzieli się wiedzą o łuskoskrzydłych. Dlaczego użyłam takiego określenia? Odpowiedź oczywiście znajdziecie w książce, ale założę się, że tak jak i ja nie wiedzieliście, że w ten sposób można określić motyle. A czy wiecie może, że ćmy to również motyle? Znam ludzi, którzy twierdzą, że ćma to … ćma, a nie motyl. I że przepiękny pawik składa jajka na pokrzywie – aż dziw, że go nie parzy, prawda? Że jeśli znajdziecie kokon po motylu i zajrzycie do środka, zobaczycie w nim skórkę gąsienicy. I że serce motyla przypomina rurkę z otworami, i że motyle potrafią zachowywać się jak ludzie. Potrafią też udawać liść lub gałązkę. Motyle można znaleźć dosłownie wszędzie. W cieplejsze dni zimowe ponoć obserwator – uparciuch zaobserwuje gąsienice barczatki napójki.  Motyl kaktusowy pomaga w dalekiej Australii walczyć z kaktusem opuncją, którą nieopatrznie sprowadził na ten kontynent brytyjski kapitan statku. I faktycznie – prawdą jest, że gąsienice motyli mogą spałaszować naszą ulubioną czekoladę. Mowa tu o białych gąsieniczkach omacnicy spichrzanki. Wybrałam zaledwie kilka ciekawostek. A jest ich tu całe mnóstwo. Autor przekornie nadaje podchwytliwy tytuł kolejnego rozdziału – w formie pytania. Następnie stara się albo obalić tezę, albo ją potwierdzić. Autor pyta np.: Po co motylowi skrzydła? Co się dzieje, gdy gąsienice hałasują przy stole? W jaki sposób motyl udoskonali swój smartfon? Prawda, że same pytania są już zaskakujące? Atrakcją są wyśmienite ilustracje Marty tęczy. To połączenie tekstu z obrazem, przekorne swego rodzaju „zaczepianie” nas, czytelników, jakimś pytaniem, powoduje, że tę książkę chce się wertować, czytać.  I co najważniejsze – chce się obserwować przyrodę wokół nas.

Wiek 8+

Wydawnictwo Multico

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 77