Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
wtorek, 16 października 2018
Jeleń - Roksana Jędrzejewska-Wróbel/ il. Grażyna Rigall

 

Książki Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel zawsze mają w sobie to coś. Niby bajki, a jednak nie bajki do końca. Niby dla dzieci – ale i dorosły znajdzie w nich też coś dla siebie. Tak jak w najnowszym jej tytule – o Jeleniu. Dzieci odczytają go inaczej, dorośli – jeszcze inaczej. A takich, powiedzmy pracowników korporacji, wbiją w fotel. Pytanie – czy wyżej wspomniani mają szansę na dotarcie w ich zabieganym życiu właśnie to tej książki? Może przez dzieci właśnie? Proszę nie brać mi tych moich refleksji za czystą złośliwość – bo gdyby się uprzeć, może i każdy dorosły znalazłby w Jeleniu (jakkolwiek to brzmi) – coś z siebie i dla siebie – i ja też? Bo człowiek w  pewnym wieku zaczyna się gubić w powinnościach, obowiązkach, konwenansach, ustalonych z góry porządkach. I tak głupio rzucić wszystko i wyjechać, zamieszkać w chacie z drewnianych bali w jakiejś puszczy na końcu świata. Ale może nie od razu – tak radykalnie. Może pomyślmy najpierw o tym, co w życiu najważniejsze? Może Jeleń zmotywuje nas do mniejszych albo większych rewolucji? W relacjach z innymi, w spędzaniu wolnego czasu, traktowaniu rzeczy posiadanych. Może ułatwi odpowiedź na pytanie: czy lepiej być czy jednak mieć? Sama postać Jelenia, która w języku polskim z jednej strony kojarzy się z dostojnym zwierzęciem, z drugiej od razu nasuwa skojarzenia z niewybrednymi żartami: „robić za jelenia”, „znaleźć sobie innego jelenia”, „jeleń z ciebie” – ma w lekturze niezwykle ciekawą konstrukcję. Tutaj Jeleń ma klasę – to postać elegancka, dobrze ustawiona finansowo, posiadająca wygodne mieszkanko, świetny samochód, pracę. I życie na tip top zaplanowane i uporządkowane, ustalone trasy – którymi Jeleń się porusza: biblioteka, praca, pralnia, sklep. Nawet miejsce parkingowe zawsze jest gotowe na przyjęcie auta Jelenia. Jednak pewnego dnia owo miejsce parkingowe jest zajęte (Ach ten nielubiany sąsiad Muflon!), co oznacza poszukiwania wolnego miejsca dla auta. Jeleń objeżdża nowe rejony, opuszcza znane kątki, zakątki – najpierw osiedla, potem miasta. Dociera do daleko położonego lasu, gdzie poczuje zew ….. czegoś cudownego, znanego od dawna. Odzywają się w nim jakieś atawizmy – zagłuszone dotąd przez wielkie miasto. I to one biorą górą. Okazuje się, że z tego Jelenia to jest super gość, a nie żaden tam … jeleń.

Klimat tej opowieści świetnie oddają ilustracje Grażyny Rigall. Są nowoczesne, w odcieniach szarości. Kolor na topie – jak mieszkanie Jelenia z nowoczesnym dizajnem, układ apartamentowców w mieście, plątanina nowoczesnych dróg. Ma się wrażenie, że jest się w tym miejscu, słychać klaksony spieszących się właścicieli pojazdów – gwar, hałas, nadmiar bodźców zagłuszających zwykłe i proste tęsknoty i marzenia.

 

Wiek 5+
Wydawnictwo Bajka

poniedziałek, 15 października 2018
Krowa Matylda nie chce się kąpać - Alexander Steffensmeier

Krowa Matylda nie chce się kąpać. Nie pomagają zachęty gospodyni – a trzeba przyznać, że akurat w tej dziedzinie kobieta jest naprawdę pomysłowa  – jednak Matylda, podobnie  jak jej daleki kuzyn osioł, jest niezwykle uparta. Ucieka, kryje się po krzakach i za budynkiem  – jednym słowem robi wszystko, by uniknąć wody. Liczne ilustracje pokazują gospodynię i krowę jak ze sobą walczą, przeciągają linę, chcą przekonać siebie nawzajem  do swoich racji – niekiedy nawet siłowo, ale i podstępem. Śmieszna historia pokazująca dalsze perypetie krowy Matyldy. Dzieci mają możliwość poznania życia na wsi z przymrużeniem oka – widać sprzęty, maszyny, inne zwierzęta. Jest dużo szczegółów do odkrywania, pokazywania – na pierwszym planie oczywiście główne bohaterki, które w końcu dochodzą do konsensusu.  I jest oczywiście okazja do tego, by porozmawiać o higienie na co dzień. A może wśród małych czytelników jest ktoś, kto podobnie jak Matylda, też stroni od kąpieli?

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

czwartek, 11 października 2018
Kicia Kocia i Nunuś. Pa, pa, smoczku! - Anita Głowińska

Nunuś chodzi ciągle ze smoczkiem. Nic dziwnego,  wielka jest siła przyzwyczajeń – kocich dzieci również. Co zrobić, by Nunuś w końcu zrezygnował ze smoczka?

Nunuś – to braciszek Kici Koci. Tak trudno mu obyć się bez smoczka. Tymczasem okazuje się, że  życie ze smoczkiem też wcale łatwe nie jest. Bo nie można śpiewać. Bo nie można zjeść jabłuszka. Bo nie można nic powiedzieć. Kicia Kocia – mądra starsza siostra – zabiera Nunusia na spacer. A tam? Ptaszek bez smoczka. I piesek również. I dzieci w piaskownicy. Czas pożegnać się ze smoczkiem. Sami już sprawdźcie – jak do tego doszło. Rozwiązanie dobre do sprawdzenia na swoich dzieciach, którym pewnie też niełatwo pożegnać się ze „smokiem”.

Wiek 1+

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 09 października 2018
Czytam sobie. Strzała dla komendanta - Jarosław Górski/ il. Paula Dudek

Przenosimy się do roku 1918, do Lublina. Mietek jest mistrzem w rzucaniu papierowych strzał. Potrafi trafić nawet w lekko uchylony lufcik okna. Ba – w kok nauczycielki. I jest ku temu okazja – bo w powietrzu czuć, że za chwilę w mieście wydarzy się coś ważnego. Polscy żołnierze z hukiem przeganiają Austriaków tam, gdzie pieprz rośnie. Grupka dzieciaków – ich pasje i marzenia. Statki budowane z drewnianych ścinków przez przyszłego marynarza. Książki ukochane przez chłopca nieumiejącego czytać, oglądane z taką pasją. To oni są świadkami rodzącej się wolnej Polski – po 123 latach niewoli. Na ulicy, od przechodniów, mieszkańców co rusz słyszą jakiej ciekawostki z wielkiego świata: a to o rozbrajaniu niemieckich żołnierzy, a to o powstaniu Rady Regencyjnej czy uwolnieniu Piłsudskiego z więzienia. I o petycji, która ma być wysłana do komendanta. Dzieciaki chcą dorzucić swoje postulaty: by w szkole dla uczniów była gorąca herbata i by palono w piecach podczas lekcji. Ale to nie koniec ich pomysłów na „ulepszenie” Polski.

Kolejna część serii „Czytam sobie z kotylionem” jest przeznaczona wyraźnie dla starszych dzieci – i to nie tylko ze względu na wyżej postawioną poprzeczkę dotyczącą umiejętności czytania. Chodzi też o tematykę. Odnosi się ona do sytuacji w Polsce sprzed 100 – lat. Na pewno temat „podejdzie” bardziej dzieciom interesującym się historią.

Dla tych, którzy nie zetknęli się z tymi małymi cudeńkami wspierającymi naukę czytania, zaznaczę tylko, że poziom 3 to ostatni i najbardziej wymagający etap nauki czytania przeznaczony dla dzieci w wieku 5 - 7 lat. Oznacza to: 2500-2800 wyrazów w tekście, użycie wszystkich głosek, zdania bardziej złożone i dłuższe, alfabetyczny słownik wyrazów. Po lekturze dziecko może zdobyć „Dyplom sukcesu” (na końcu książki. To ważne dla początkującego czytelnika, który zmierzył się z książką, która tak bardzo przypomina lekturę dla dorosłych – a to przecież daje satysfakcję:)

O serii „Czytam sobie z kotylionem” pisałam już tutaj.

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont

niedziela, 07 października 2018
Ilustrowany elementarz do nauki angielskiego i polskiego. Dla dorosłych i dzieci - Beata Pawlikowska

 

Od dawna wiadomo, że angielski święci swoje tryumfy i wypada go znać. I że Polacy nie gęsi, też angielski znają. A jeśli ktoś się ociąga (wciąż jeszcze) albo lenił się na zajęciach w szkole – może sięgnąć po Elementarz, który powstał z  myślą o osobach chcących się nauczyć i angielskiego i polskiego. Myślę, że to ciekawa propozycja np. dla Polaków mieszkających za granicą, a którzy chcieliby podsunąć jakiś podręcznik (ale nie w tradycyjnym tego słowa znaczeniu) do nauki języka przodków swoim dzieciom. Ach, odbiorców może być znacznie więcej. Zresztą – motywy do nauki i polskiego, i angielskiego są naprawdę różne. Ja jedynie podpowiadam, że cosik takiego fajnego na rynku już jest. Dla nas, Polaków, nie mających na co dzień do czynienia z jakąkolwiek metodyką nauczania naszego języka ojczystego, na pewno ciekawym doświadczeniem jest zapis wymowy polskich słów dla obcokrajowców: dziękuję (jen-koo-yeh) czy dzięki (jen-kee). Oj, nabrałam przekonania, że nasz język do łatwych nie należy i że lepiej „powalczyć” trochę z angielskim zamiast z polskim. Dlatego też skupię się bardziej na angielskim.

Autorka – znana podróżniczka i obieżyświatka, zapisała wymowę tak, jak się mówi. Oryginalna transkrypcja jest trudna do zapamiętania, dlatego Beata Pawlikowska zapisała tak jak słychać wymowę poszczególnych słów.  To na pewno duże ułatwienie. Nie trzeba co rusz sprawdzać jak powinno się wymawiać daną literę lub głoskę. Materiał od podstawowych zwrotów po bardziej wyszukane słownictwo, które pozwoli odnaleźć się w nietypowych, codziennych sytuacjach. Można też poczytać o różnicach w języku angielskim i wersji amerykańskiej. Elementarz będzie na pewno dobrą książka dla początkujących. Dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z angielskim. By się zmotywować do dalszych działań, a może i sięgnięcia po inne książki w celu rozszerzenia umiejętności językowych. Tutaj są podstawy, które po opanowaniu na pewno pomogą w podstawowej komunikacji z tubylcami. Elementarz został podzielony na poszczególne lekcje. Można sobie zaplanować pracę z książką – np. jedna lekcja regularnie na 1-2 dni. Zawsze jest na początku krótkie wprowadzenie teoretyczne – albo po angielsku dla uczących się polskiego, albo po polsku dla adeptów j. angielskiego. Co mnie się podoba w szczególności:

- Elementarz został przygotowany z myślą o dzieciach i dorosłych. Można uczyć się w pojedynkę, można i z pociechą. W grupce zawsze raźniej. A podczas wspólnej nauki można mieć wielką frajdę.

- Podział na lekcje, które można rozpisać sobie w formie osobistego planera do nauki języka obcego. W ramach postanowień – nie-noworocznych powiem sobie: „Ok. Nauczę się angielskiego. Zamierzam pracować CODZIENNIE przez 15-20 minut. Regularnie. Dla siebie. Dla satysfakcji. Z uśmiechem jak banan”. Zresztą książka przez swoje słoneczne barwy oddziałuje tylko optymistycznie.

- Goethe powiedział, że iloma językami mówisz, tyle razy jesteś człowiekiem. Pewnie warto zatem zgłębić obcy język dla swojego rozwoju. Bo ucząc się obcego języka, zauważamy moc rzeczy, na które wcześniej nigdy byśmy nie zwrócili uwagi.

- Akurat przy tej książce można wykorzystać zasadę maleńkich kroczków. Materiału w poszczególnych lekcjach nie ma aż tak wiele, by się/ lub dziecko zniechęcać. To dobra wiadomość dla tych, którzy pracują i nie mają zbyt wiele wolnego czasu dla siebie.

- Prezentacja materiału przejrzysta i zrozumiała.

- Wymowa „od razu”. I taka dla przeciętnego człowieka – bez zbytecznych mądrości i zakrętasów, które podawane w tradycyjnej transkrypcji normalnie, po ludzku zniechęcają „na wejściu”.

- Spora liczba ćwiczeń. Wiele z nich do tłumaczenia. Ja akurat lubię tę formę sprawdzania wiedzy.

- Przejrzysta prezentacja nowego słownictwa na żółtych marginesach – od razu z wymową.

- Ciekawa forma graficzna. Nawiązująca do obcych kątków i zakątków na świecie. Aż chce się uczyć. Dodam tylko - ilustracje Autorki. 

- Na końcu – klucz do ćwiczeń. Można się sprawdzić. A to, co dobrze zrobione, można powtarzać, powtarzać i jeszcze raz powtarzać. A potem już stosować i cieszyć się ze swoich małych kroczków. I wielkich sukcesów. 

Wiek – dla każdego

Wydawnictwo Edipresse

sobota, 06 października 2018
Mała Księga Mądrości Kubusia - wybór Brittany Rubiano/ il. Mike Wall

 

Kubuś Puchatek – książki jak i kreskówki zdobyły sobie rzesze wiernych fanów z różnych powodów, o których teraz nie chciałabym się bliżej rozpisywać. Jednym z nich w moim akurat przypadku są liczne mądrości, których jest całe mnóstwo – do przeanalizowania, refleksji, w  końcu do zastosowania. Mądrości te (mniej lub bardziej mądre, a nawet przemądrzałe) wygłaszane są co rusz przez licznych bohaterów: samego Kubusia, Prosiaczka, Kłapouchego i innych. Sama łapię się na tym, że niektóre tak weszły mi w nawyk stosowania, że traktuję je jak swoje. Inne – po zapoznaniu się z książką – stosowałam, choć nie wiedziałam, że źródło tkwiło właśnie w „Kubusiu Puchatku” lub „Chatce Puchatka”. Moim najulubieńszym od lat jest cytat, którego niestety nie znalazłam w omawianej książce - Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było. (używam, gdy długo szukam czegoś/ kogoś bez skutku)

Ale są i inne, które pewnie znacie – a które teraz zebrane w małej poręcznej książce posłużą za źródło inspiracji do używania w dniu codziennym. Kilka przykładów – więcej wraz z ilustracjami bohaterów znajdziecie już w książce, która zmieści się w torebce albo tornistrze.

A więc cytując KLASYKÓW zapamiętajcie, że:

„Jeśli nie ma tego Tutaj, to znaczy, że jest Tam” (Kubuś)

„Czasami najlepiej zrobić Nic. Z takiego Nic może wyniknąć naprawdę Coś” (Kubuś)

Kocham Prosiaczkowe: „Och jej, jak dobrze być w domu”

„Nie da się kichnąć i tego nie zauważyć” (Kubuś)

„Czas coś przekąsić” (Kubuś)

„Czasami odrobina uprzejmości wiele zmienia” (Kłapouchy)

(*Mądrości w tłumaczeniu Eweliny Gładkiej)

Wiek 6+

Wydawnictwo Egmont  

piątek, 05 października 2018
Czytam sobie. O Zofii, co zbierała kolory - Angelika Kuźniak/ il. Maciek Blaźniak

Do Oli przyfrunęła kartka, na której widniała osobliwa para: krakowiak i krakowianka w tradycyjnych strojach. Mało tego, postacie z kartki zaczęły mówić. Za pomocą jakiejś magii Ola nagle przeniosła się do dawnego Krakowa, gdzie spotkała autorkę ilustracji: siedmioletnią Zosię Stryjeńską. Dziewczynka z przeszłości jest akurat z ojcem na rynku w Krakowie. Miasto bure i szare, ale Ola zaczyna patrzeć na całe otoczenie oczami Zosi, która wyraźnie ma artystyczną duszę. Feeria barw: zabawki, owoce i warzywa na straganach, kwiaty, stroje mieszkańców. Można dostać oczopląsów. Nagle Zosia wpada na pomysł, że ona te wszystkie kolory pozbiera.  Ciekawe, jak to zrobi? Dalej Ola widzi Zofię bawiącą się w teatr, marzącą o studiowaniu malarstwa. Emocje budzi jej wyjazd na akademię za granicę i … udawanie chłopaka. Bo studia dla kobiet były wtedy zakazane. Jak wyglądało dalsze życie znanej malarki? Jak skończy się wyprawa Oli do Krakowa? To ciekawy obraz ludzi, dawnej sytuacji społecznej i kulturalnej. Podoba mi się, że bohaterką serii „Czytam sobie” została właśnie Zofia Stryjeńska (1891-1976), znakomita malarka, która walczyła o swoje miejsce na ziemi, pozycję w środowisku artystycznym. Na początku XX wieku nie było to łatwe.

Ta książka to Poziom 2. Zatem jest przeznaczona dla dzieci, które już sobie lepiej radzą z czytaniem. Poziom drugi oznacza bowiem składanie zdań, 800-900 wyrazów w tekście, dłuższe zdania – pojedyncze i złożone, elementy dialogu, 23 podstawowe głoski oraz „h”, ćwiczenie sylabizowania. Na końcu jak zwykle Dyplom sukcesu dla czytelnika i naklejki – tym razem niepodległościowe – w formie kotyliona. I właśnie na ten kotylion chciałabym tu zwrócić uwagę – i jak na nazwę serii „Czytam sobie z kotylionem”. Alfred Znamierowski, autor książki „Orzeł biały. Znak państwa i narodu”, pisze o „kokardach narodowych”, które w ostatnim czasie zrobiły olbrzymią „karierę”, a które mylnie nazywane są właśnie „kotylionami”. Przed 11 listopada jak Polska długa i szeroka wszystkie przedszkolaki robią tak naprawdę biało – czerwone kokardy. Zatem i tu pewnie powinna się pojawić nazwa „kokarda” – przynajmniej tak twierdzi znawca i autorytet w kwestii heraldyki i weksykologii.

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont

Mam przyjaciela rolnika - Ralf Butschkow

Maciej jest rolnikiem. Odwiedza go mały chłopiec, który w przyszłości pragnie zostać rolnikiem. Wiadomo – dzień pracy w gospodarstwie rolnym jest ciężki – ale co innego wiedzieć, co innego doświadczyć wszystkiego na własnej skórze. Chłopiec przede wszystkim musi wstać z kurami – czyli baaardzo wcześnie. Obserwuje w oborze dojenie i karmienie zwierząt, dowiaduje się, co dalej dzieje się ze zwierzęcymi odchodami. Ma możliwość poznania ekologicznych rozwiązań – bo z jednej strony odchody wykorzystywane są jako naturalny nawóz, z drugiej zaś – jako biomasa do wytwarzania energii w biogazowni. Dalej chłopiec poznaje smak żniw – koszenie zboża i przerób słomy na bele (u nas nazywane … balotami). Następnie wylewanie gnojówki do gruntu, orkę i pracę siewnika.  Obserwuje też pracę kombajnu ziemniaczanego – czyli jednym słowem jest świadkiem kiedyś bardzo popularnych w szkole (przepadały lekcje) wykopków. Na kolację szczęśliwy Gość Kasi i Macieja zajada ziemniaczki purre i jajko sadzone. Ale to nie wszystko – jest jeszcze wizyta u owiec i kóz, bo przecież bez zwierzaków nie ma prawdziwej wsi. Tak sobie myślę, że strasznie dużo działo się tego jednego dnia – znam trochę wieś i połączenie tych wszystkich robót, elementów żniw i wykopków to nie lada wyzwanie. Autorowi pewnie chodziło o przedstawienie jak najwięcej prac związanych z prowadzeniem gospodarstwa rolnego. Myślę, że przyszli rolnicy będą ukontentowani. Tym bardziej, że wszystko zostało ładnie i ciekawie pokazane na realistycznych ilustracjach.

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

czwartek, 04 października 2018
Okropny rysunek - Johanna Thydell/ il. Emma Adbåge

 

Cudna książka, która od razu trafiła do mojego serducha. Dotyczy ona tak wielu aspektów w relacjach między rodzeństwem. Jakich?

Jest tu Starszy Brat, który (ponoć) lepiej i ładniej rysuje. Jest młodsza siostra, Inka, która (ponoć) jeszcze nie ma takiej wprawy w rysowaniu jak jej Brat. Rysunki Inki są (ponoć) gorsze – tak twierdzi Inka.

Jest tu chęć dorównania Starszemu Bratu. Za wszelką cenę.

Jest odgradzanie dwóch światów – własnymi rękami – tu jest moje, a tam jest twoje. A przekroczenie granicy grozi wybuchem konfliktu na skalę międzynarodową.

Jest tajemnica, której nie można zdradzić, bo druga strona zaraz cosik spapuguje.

Jest charakterystycznie zadarty języczek – wystający z dziecięcych usteczek – ukazujący zatracenie się w robocie, pasji. Pokazujący wielkie zaangażowanie małego człowieka w to, co robi.

Są opuszczone rajtuzki – bo kto by tam pamiętał o podciąganiu garderoby, gdy trzeba tworzyć rzeczy wielkie – w postaci dzieła sztuki dorównującemu dziełu Brata.

Jest płacz. Nieee, właściwie ryk przez duże „eR”. Kiedy rysunek nie wychodzi tak dobrze, jak dziecko by sobie życzyło. I ta świadomość: Brat jest jednak lepszy.

Jest złość, którą trudno opanować.

Jest kłótnia ze Starszym Bratem – i wyzywanie od „głupich”.

Jest darcie, cięcie obrazka na kawałki.

Są wypieki. Jest buraczana twarz – czerwień z emocji.

Jest niespodzianka i rozejm – przynajmniej na jakiś czas. Prezent dla młodszej siostry od Starszego Brata. Czyż to nie piękne?

Któż tego nie zna z własnego podwórka? Tylko nie wiedziałam, że to taki wspaniały temat na książkę. To samo życie. Obudziły się wspomnienia. Pięknie zilustrowana – bardzo dziecięco. 

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

wtorek, 02 października 2018
Tajemnica zamku - Martin Widmark/ il. Helena Willis

Znam dzieci, które z wielkimi emocjami czekają na każdy nowy tomik serii: „Biuro detektywistyczne Lassego i Mai”. Która to już część? Przyznam się, że musiałam sprawdzić na stronie wydawnictwa: 25. To ładna liczba, nie ma co. Kilku mieszkańców Valleby otrzymało zaproszenie od hrabiego Erika von Farsena na degustację czekolady w starym zamku. Warunkiem było dotarcie do celu na rowerach. Jak się potem okazało – samochody mogłyby przestraszyć młode kaczki, które mieszkają w fosie okalającej starą budowlę. Jest miło, sympatycznie, gościnnie – jednak Maja i Lasse od samego początku są niezwykle czujni. Bo dlaczego służący hrabiego tak na wszelki wypadek zakluczył rowery wszystkich uczestników wyprawy? Dlaczego serwowana czekolada ma posmak taniej czekolady z supermarketu? Dlaczego prawie wszystkie pomieszczenia na zamku są puste – bez mebli i dzieł sztuki? Te są jedynie w jednym pokoju, w którym podejmowani są goście. I to dziwne zachowanie hrabiego i jego służącego. Jak się potem okazało – wszystkie podejrzenia jak najbardziej uzasadnione.

Kolejny tomik serii niesie z sobą wiele niespodzianek, jest tajemnica i jest rozwiązanie. Znów pojawiają się mieszkańcy malutkiego szwedzkiego miasteczka, którzy w tej części dają się skusić na obiecanki cacanki hrabiego. Są czarne charaktery, które są w każdej części o Lassem i Mai przysłowiową wisienką na torcie. Główny bohater potrafi mamić, mówić miłe słówka – człowiek zastanawia się, jak sam zachowałby się w takiej sytuacji. A gdy w planach pojawia się podróż każdego roku na wyspę niedaleko Jamajki. Ooooo – to już naprawdę, nic tylko decydować się na współpracę z Hrabim. Na szczęście Lasse i Maja studzą gorące głowy i pomagają rozwiązać tę kryminalną sprawę.

Duża czcionka, szeroka interlinia, krótkie rozdziały, świetne ilustracje.

„Biuro detektywistyczne Lassego i Mai” trzyma poziom.

Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki  

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 182