Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Czerwień rubinu - Kerstin Gier

Nastoletnia Gwen przez wiele lat żyła w cieniu swojej kuzynki Charlotty.  Tamta była pępkiem świata, ciągle w cieniu zainteresowania całej rodziny. A to ze względu na gen poszukiwacza czasu, którego posiadaczką miała być niby Charlotta. Od dziecka przygotowywana na podróże w czasie do różnych epok, dodatkowe lekcje, zajęcia, długie rozmowy, specjalna troska. I oczekiwanie na TEN moment, kiedy będzie można wyruszyć do przeszłości. Tymczasem los spłatał figla i okazało się, że to właśnie ta szara myszka, zwykła dziewczyna z sąsiedztwa – 16-letnia Gwen została obdarzona rodzinną przypadłością. Darem czy raczej przekleństwem? Gwen przez tyle lat przyzwyczaiła się, że to nie ona jest wybranką losu. Dlatego też, jak tylko pojawiły się pierwsze mdłości i dziwna acz niespodziewana eskapada w zupełnie inne czasy – dziewczyna jest naprawdę przerażona, nie wie co zrobić. Szuka nawet odpowiedzi na pytanie, czy dwie osoby mogą nosić ów gen. Można sobie wyobrazić, co będzie się działo. Bo takie przenoszenie bohatera w zupełnie inny wymiar czasowy daje wiele możliwości. Osobiście zawsze lubiłam wędrówki w czasie bohaterów książkowych. Zwłaszcza w literaturze dziecięcej i młodzieżowej. Wspominam doskonale przygody Andy z „Godziny pąsowej róży” (też miała 16 lat) czy Małgosi z powieści Ewy Nowackiej. Ale to już temat na kolejny wpis.

Co ma w sobie książka Kerstin Gier?

Po pierwsze okładka.  Ja się śmieje nawet, że jeśli wejdziecie do księgarni lub biblioteki i spojrzycie na porozkładane książki, to właśnie ta okładka Was sama znajdzie. Przyciąga oko. Wprawdzie moja babcia Marianna mawiała: Ładna miska jeść nie daje, ale „Czerwień rubinu” na pierwszym spotkaniu oko w oko może tylko zyskać. Ciąg dalszy Waszej oceny będzie zależał już tylko od tego, czy dacie się skusić i zajrzycie do środka.

Po drugie: motyw wędrówki. Już wspominałam, bardzo lubię. I lubię tę mieszaninę współczesności z przeszłością. Tę swego rodzaju nieporadność bohaterki, jej gapowatość. Gwendolyn znajdzie się w zupełnie innej epoce i musi poradzić sobie z wieloma przeszkodami dnia codziennego, które ja tu tak górnolotnie określę jak (chociażby) konwenanse, język, wątki kulturowe.

Po trzecie: główna bohaterka. Tutaj zupełnie nieprzygotowana do roli, jaką ma odegrać. To kuzynka Charlotta od małego wychowywana była świadomości, że oto któregoś dnia przyjdzie jej się zmierzyć z takim wyzwaniem jak podróż w czasie: inni ludzie, inna otaczająca rzeczywistość. Taka konstrukcja bohaterki daje autorowi naprawdę wiele możliwości. Kerstin Gier wiedziała jak tę wartość dodaną wykorzystać.

Po czwarte: książkę czyta się lekko i przyjemnie. Mieszanina bajki z powieścią obyczajową. Jest coś dla tych, co to lubią łezkę uronić. I dla tych, którzy rozkoszują się humorem sytuacyjnym czy językowym. Jest i wątek miłosny.

Słuchajcie, Kochani – jesień się zaczęła, ciepła herbatka do rąk, dobra książka do tego, ciepluchny koc – i wieczór będzie udany. Dodam jeszcze, że książka się sprawdzi i jako lektura dla nastolatków, i dla dorosłych, zwłaszcza dla tych, którzy lubią pewne sprawy potraktować z przymrużeniem oka.

Wiek 12+

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 11 października 2017, be.el

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Mila, *.icpnet.pl
2017/10/19 16:03:03
Wychowałam się na cudownych "Godzinie pąsowej róży" i Małgosia contra Małgosia", więc to coś dla mnie. A co tam, kupię sobie! :))