Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Dzieci korzeni - Sibylle von Olfers

 

Na początku recenzji chcę wyrazić swój entuzjazm: jak ja się cieszę, że ta książka została u nas wydana. Podglądałam ją u naszych sąsiadów za Odrą jakiś czas temu. Nawet skorzystałam z możliwości przeczytania jej w którejś z wirtualnych bibliotek. Mały literacki skarb, pięknie zilustrowany, który liczy sobie – ba -  110 lat (data pierwszego wydania 1906). A jednak to uczucie – kiedy bierzesz książkę do ręki – tego nie da się opisać:) To jedna z najstarszych książek, o jakich miałam przyjemność pisać. Powstała w czasach, gdy skrzaty, leśne duszki, elfy dość często pojawiały się w literaturze dziecięcej. Sibylle von Olfers z wdziękiem opisywała ich przygody, codzienność. Mało tego – następnie do tekstu sama tworzyła ilustrację. Z ciekawości sprawdziłam w różnych księgarniach internetowych w Niemczech – wiele z książek von Olfers jest ciągle dostępnych. To cieszy. Klasyka ciągle modna mimo bogatej oferty książkowej – a muszę tu podkreślić, że rynek książkowy w Niemczech należy do największych na świecie. Sibylle von Olfers nie odeszła w zapomnienie, jest ciągle wydawana, a motywy ilustracyjne z jej książek pojawiają się często w różnych elementach dekoracyjnych w dziecięcych pokojach.


Zbliża się wiosna. Pod ziemią ruch: dzieci korzeni szykują się, by wyjść na światło dzienne. Szyją ubranka, pucują chrząszcze. Nadchodzi w końcu ten moment: dzieci w nowych ubrankach, z trawami i kwiatami wychodzą powitać wiosnę. Książka pokazuje na przykładzie małych istot, jakie zmiany zachodzą w przyrodzie. Najmłodsi czytelnicy śledzą poszczególne pory roku: przebudzenie roślin wiosną - wytwarzanie się pączków i płatków - to te liryczne barwne ubranka, które trzeba "uszyć", feerię barw latem, eksplozję energii, bujność roślinności. W końcu szarości, brązy jesieni - kiedy to rośliny przygotowują się do snu zimowego. Widać na ilustracji, że dzieci korzeni są zmęczone, marzą tylko o tym, by się położyć i wypocząć. jakiś maluszek z utęsknieniem przytula się do Matki Ziemi. 


Sibylle von Olfers patrzy w tej książce oczami dziecka. Dostrzega najmniejsze kwiatki i najmniejsze zwierzęta. Te, obok których dorośli najczęściej przechodzą obojętnie. Tylko najmłodsi potrafią pochylić się nad małym fiołkiem i prawie niewidoczną biedronką. Widać to na ilustracjach. Ich autorka z wielką pieczołowitością i dokładnością narysowała swoich bohaterów wśród cudów przyrody. Po lekturze "Dzieci korzeni" kępka trawy nie będzie już tylko zwykłą kępką trawy. Tętni w niej życie. Male dzieciaczki uwijają się jak w ukropie, pracują, bawią się, robią wszystko, by świat był piękniejszy. 


O Olfers pisałam kilka lat temu. Oto, co znalazłam w sieci. Szwedzi mają zatem swoją Elsę Beskow. My – Marię Konopnicką. Niemcy  - Sibylle von Olfers (1881 – 1916). U nas z kolei ta pisarka jest zupełnie nieznana. Przyszła na świat w Prusach Wschodnich w zamku Metgethen niedaleko Królewca (dziś Kaliningradu). Trzecia z piątki dzieci od najmłodszych lat wykazywała olbrzymie zainteresowanie rysunkiem i malarstwem. Wrażliwa, bardzo religijna, z bogatą wyobraźnią, głową pełną pomysłów na najbardziej wymyślne zabawy. Z buzią anioła, a może i samej Madonny, stroniła jednak od nauki – przynajmniej na samym początku – robiła sobie żarty z poważnych lekcji udzielanych przez zatrudnionych w zamku guwernerów. Zamiast tego wolała wymyślać książeczki z własnymi ilustracjami dla swojej młodszej siostry. Była przeszczęśliwa, gdy do Metgethen przyjechała jej ciotka Maria – malarka i pisarka w jednej osobie. I to skąd – z dalekiego i światowego Berlina. To ona udzieliła jej pierwszych profesjonalnych lekcji rysunku. Mała Sibylle znikała na długie godziny w różnych zakątkach ogrodu i z wielką pieczołowitością malowała i rysowała świat roślin i zwierząt. Rodzina z różnych powodów musiała opuścić zamek i przeniosła się miasta. Siedemnastoletnia Sibylle pojawiła się w Berlinie, gdzie dalej zagłębiała tajniki malarstwa i rysunku u swej ciotki. Myli się jednak ten, kto myśli, że wielkie miasto zawróciło dziewczynie w głowie.


Ani specyficzny klimat ówczesnego Berlina, ani liczni adoratorzy (a Sibylle była chodzącą pięknością - widać na zdjęciu) nie odciągnęli jej od już dawno powziętego zamiaru. 21 maja 1906 roku dziewczyna wstąpiła w Königsbergu do Zgromadzenia Sióstr Św. Elżbiety, w którym przebywała od kilku lat jej starsza siostra Nina. Zszokowała rodziców, którzy od najmłodszych lat inwestowali w jej wykształcenie – jako dobrą partię na rynku małżeńskim w przyszłości. Już jako siostra Maria Alojza przybyła w 1908 roku do Lubeki, gdzie zaczęła uczyć m.in. rysunku w szkole katolickiej. W międzyczasie sama pobierała jeszcze lekcje na Akademii Sztuk Pięknych. Wtedy zaczęła chorować na płuca. Zmarła 29 stycznia 1916r. w wieku 35 lat. Do dziś znana jest jako autorka 9 książek obrazkowych. Widać w nich odbicie epoki – fascynację secesją – mnóstwo w nich motywów roślinnych, płynnych falistych linii, subtelnej pastelowej kolorystyki. Stworzyła baśniowy świat - podobny do tego, jaki pojawił się w książkach Elsy Beskow. Pełno w nich skrzatów, małych ludków, stworzonek, kwiatów, traw... Zresztą popatrzcie sami:)

W Niemczech nie tylko ilustracje artystki są i lubiane i popularne. W recenzjach jej książki pojawia się informacja, że rodzice i dzieci znają historię "Dzieci korzeni" nawet na pamięć. Ta książka jest tego warta. Może spróbujecie?:)

Wiek 3+

Wydawnictwo Przygotowalnia

środa, 23 marca 2016, be.el

Polecane wpisy