Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Brzechwa nie dla dzieci - Mariusz Urbanek

Dla wielu Brzechwa to przede wszystkim autor bajek wierszem. Mało kto zna chyba jakiś przykład wiersza poważnego (w domyśle – dla dorosłych). Nie wykluczam, że są takie osoby, ale w obliczu popularności takich perełek literackich jak choćby Na straganie, śmiem wątpić, że tamto się liczy. Ulubionym wierszem moich synów: pięciolatka i ośmiolatka jest Leń. Całkiem pokaźnych rozmiarów – mogą wyrecytować nawet wybudzeni z głębokiego snu z pamięci. Dzieci znajomych też opanowały coś z bajek wierszem. Sama pamiętam – Samochwałę, Na straganie, Na wyspach Bergamutach. Taki jest Brzechwa w naszej świadomości. Tymczasem bajki dla dzieci zaczął pisać późno, bo krótko po czterdziestce, nie mając żadnego doświadczenia z takim (bardzo wymagającym skądinąd) czytelnikiem, jakim jest właśnie dziecko. Bo prawda jest taka, że jak się nie podoba – to coś zostaje odrzucone w kąt. I nie pomogą żadne uzasadnienia typu, że przecież Brzechwa wielkim poetą był. Dzieci są najbardziej szczerym i prawdziwym krytykiem. Tymczasem Kaczka dziwaczka, Opowiedział dzięcioł sowie są z nami już tak dawno. I będą – co jest baaaaaaardzo pewne. To właśnie dzięki nim poeta stał się nieśmiertelny.

Sam Jan Wiktor Lesman (ur. 1898r - poeta wykorzystał rozgardiasz powojenny w dokumentach i się odmłodził. Zawsze podawał rok 1900 jako datę urodzenia. Takowa widnieje również na jego grobie) – adwokat z wykształcenia, chciał być poetą – i to poetą poważnym. Pisał poezję, teksty do kabaretów: piosenki, skecze (jako Szer-Szeń). I żył w cieniu swojego, ponoć bardziej zdolnego, kuzyna – Bolesława Leśmiana, który pewnego dnia stwierdził, że przecież nie może być dwóch poetów Lesmanów i wymyślił dla młodszego o lat dwadzieścia Janka pseudonim.

-Pomyśl – przekonywał krewniaka – jakie to piękne: opierzona część strzały.

I tak zostałem Brzechwą na całe życie”.

Punktem wyjścia książki Michała Urbanka są rodzice. On: Aleksander, inżynier po Instytucie Technologicznym w Sankt Petersburgu. Ona: Michalina Lewicka, była już po trzydziestce, gdy zdecydowała się podjąć trudy tułaczki i nudnego życia po rosyjskiej prowincji.

"Co parę lat wnoszono do domu wielkie kosze i skrzynie, do których pakowano nasze meble i rzeczy" - wspominała po latach siostra poety. "Zamieszanie i harmider, towarzyszące przeprowadzce, stanowiły dla nas wielką atrakcję". Nowe miejsce oznaczało nowych ludzi, nowe znajomości, nowe przygody.

Książka przedstawia różne aspekty życia Brzechwy – jego próby twórczości, często krytykowane przez kolegów po fachu, odrzucane przez wydawców.

-Synku, niedobre są te wiersze – powiedział mu kiedyś Tuwim, choć, jak wspomniał, „z wyrazami najwyższego zakłopotania”.

Jako prawnik wsławił się jako obrońca praw autorskich, działał aktywnie w Związku Literatów Polskich i ZAIKS-ie.

Dużo tu informacji na temat życia prywatnego, jego miłostek i małżeństw. Ciekawie przedstawiono czasy okupacji. Pewnego dnia został wyciągnięty siłą przez szmalcowników z cukierni i zaprowadzony na gestapo. Podczas przesłuchania stwierdził, że jest mu wszystko jedno – że nie jest Żydem, ale i tak mogą go zabić, bo kobieta, którą kocha, go nie chce. A życie bez niej nie ma sensu (chodziło o Janinę Serocką, którą poeta w końcu poślubił po wojnie. Była jego trzecią żoną). Niemcy rozbawieni tym, puścili go wolno. Mało tego, za chwilę ryknęli śmiechem, kiedy po kilku minutach zauważyli powracającego mężczyznę, który dopiero na dole przy wyjściu przypomniał sobie, że nie zabrał przecież swojego torcika mocca.

Książkę Urbanka – pełną szczegółów z życia, ciekawostek, wspomnień, anegdot czyta się jednym tchem. Autor zajął się też współczesnością – a to co z tym się wiąże – tematami trudnymi. Pamiętacie burzę wywołaną jakiś czas temu, żeby Brzechwa przestał być patronem naszych szkół i ulic? Bardzo ciekawa jest rozmowa z Krystyną, córką poety, o ich trudnych relacjach. Na samym końcu – bogata bibliografia, która zachęca do własnych dalszych poszukiwań.

Przez cały czas chciałem być poetą lirycznym. No, ale stało się inaczej” - powiedział pod koniec życia Krystynie Nastulance. „Przydarzyło mu się bowiem to, co się czasem poetom przydarza (…) złote jabłko znalazł nie tam, gdzie początkowo szukał”. (Ryszard Matuszewski)

 

Wydawnictwo Iskry



sobota, 06 lipca 2013, be.el

Polecane wpisy