Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Blog > Komentarze do wpisu
Pinokio. Historia pajacyka - Carlo Collodi/ il. Roberto Innocenti
Moje wspomnienie z dzieciństwa związane z Pinokiem? Wydawał mi się nieskończenie grubą książką. Z biblioteki wypożyczyłam z pewną nieśmiałością. Mój mąż miał podobne odczucia. Teraz, kiedy podjął się czytania dzieciom, stwierdził, że jak każda staruszka (liczy sobie dokładnie 130 lat) jakoś dziwnie poszła w ziemię, skurczyła się i wydaje się być… cieńszą. Podobnie moi znajomi, którzy odkrywają w naszym domu najnowsze wydanie powieści Collodiego. Biorą je do ręki z jakąś nabożną czcią, na początku trochę zdziwieni, że zamiast kultowych ilustracji Szancera, widzą zupełnie coś nowego. Coś, co nadaje tej powieści powagi, przed czym czują respekt. To nie ten Pinokio, który straszył tylko mnogością stron. Pinokio, któremu twarz dał polski ilustrator – drewniany pajacyk z chochlikiem w oku, kolorowy. Pinokio, do którego zdążyli przyzwyczaić nas wydawcy: kolejne nowe skrócone wersje, albo wynalazki literackie, które chciały zdobyć popularność na popularności XIX wiecznej powieści. To nie ckliwe i często kiczowate obrazeczki, które trudno nawet nazwać ilustracjami. To w końcu również nie disnejowska słodycza, którą można obejrzeć raz, no…. może dwa i koniec kropka. Nowy Pinokio to przede wszystkim obrazy. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam okładkę, przez myśl przeszło mi - zima jak u Breugla. Nie ma na niej ani myśliwych z psami, ani wioski ukrytej wśród drzew i stawów. Może to przez ten brudny śnieg i zimno, które i tu tam są jednakowe. Potem, oglądając dokładnie książkę znów łapałam się na tym, że w głowie szukam analogii do obrazów Boscha czy Goi. Na końcu uśmiechnęłam się pod nosem, bo nagle autor tych poważnych obrazów zakpił sobie z nas i przemycił do dzieła …Vespę. Maleńki włoski skuter, który rozładowuje ciężką atmosferę smutku i powagi, i każe myśleć o Pinokio jak o typowym Włochu – pełnym temperamentu i energii.
Obrazy Innocentego są pełne szczegółów. Często to, o czym jest mowa w tekście, jest ukryte, gdzieś w kącie, w cieniu. Trzeba się doszukiwać pajacyka, bo na pierwszym planie są tłumy ludzi – życie toczy się swoim trybem, a ty jak chcesz, to sobie szukaj. Bednarz turla beczkę, gospodyni zamiata taras, młynarz czeka na dostawę mąki, a kapelusznik pędzi z najnowszą kolekcją do swego maleńkiego sklepiku tuż za rogiem. Słychać nawoływania, przekleństwa, plotki i śmiech. I gdzieś tutaj stoi niepozorna kukiełka z drewna, która ma swoje odrębne życie. Podobnie jak dziesiątki ludzi na ilustracji. Można by się pokusić o to, by je opowiedzieć, umiejscowić w toskańskich krajobrazach, wśród smukłych cyprysów, wzgórz z pojedynczymi domkami pokrytymi terakotowymi dachówkami, rozległych pól, których u Innocentego też nie brakuje.
Nowy Pinokio to też nowe tłumaczenie Jarosława Mikołajewskiego, poety i laureata wielu literackich nagród. W Posłowiu opisuje perypetie Pinokia, jego autora, w końcu przybliża sens powieści i mówi o perypetiach związanych z przekładem. Nam znana jest wersja Zofii Jachimeckiej. Jej majster Wisienka zamiast Czereśni, Kukurydza zamiast Mamałygi, Gadający Świerszcz zamiast Świerszcza –Który-Mówi, tak bardzo wbiły się w pamięć, że po latach naprawdę trudno jest się tak od razu przestawić. Macie podobne odczucia? Największe zaskoczenie wywołał…. No właśnie…. Dzieci oglądają książkę i nagle wołają: Patrz mamo, REKIN! Ja, zajęta gotowaniem i odwrócona do nich tyłem, studzę ich emocje: Nie to Wieloryb. Nie – słyszę zaprzeczenie - Rekin. Nie wierzę, podchodzę i faktycznie – jednak Rekin. Ciekawe skąd takie rozbieżności i swawola translacyjna.
Książkę czyta się wybornie, tekst został uwspółcześniony. Zachował się jednak klimat powieści XIX - wiecznej, która od 1881r. ukazywała się jako opowieść w odcinkach w gazecie dla dzieci. Autor, którego prawdziwe nazwisko brzmiało Carlo Lorenzini (Collodi to nazwa miasteczka, gdzie urodziła się matka autora), w pierwszej wersji uśmiercił pajacyka. Zmienił jednak zakończenie pod wpływem próśb dzieci, które głośno zaprotestowały. Niespieszna narracja, dbałość o szczegóły, wszystkowiedzący narrator, bogate życie emocjonalne i duchowe bohaterów – czy taka książka może spodobać się współczesnym dzieciom, przyzwyczajonym do innego typu książek? Spróbujcie. Wydawać by się mogło, że o Pinokio powiedziano już tak dużo, że nic i nikt nie ma nic więcej do dodania. Myliłam się. A jeśli chcecie się o tym przekonać, koniecznie zajrzyjcie do najnowszego wydania.
Wiek 7+ Wydawnictwo Media Rodzina niedziela, 27 listopada 2011, be.el
|