Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Blog > Komentarze do wpisu
Dwa lata wakacji - Juliusz Verne (1956)
Każdy ma swoje dziwactwa. Mam koleżankę, która czyta książki tylko z dużymi literami. Inna z kolei czyta wyłącznie horrory i kryminały. Jeszcze inna wydane w danym roku, by być na bieżąco. Jeszcze inna – nowe, nie czytane przez nikogo. Nie muszę chyba dodawać, że nikomu ich nie pożycza. Naszła mnie taka oto refleksja – w związku z moimi dość częstymi zakupami na aukcjach. Wydajemy dużo na makulaturę, ale jednocześnie jesteśmy stałymi bywalcami dwóch bibliotek - jednej w moim mieście, drugiej – o dziwo lepiej zaopatrzonej w nowości – w pewnej wsi. A że bywamy i tu i tam często i gęsto – zawsze z dwójką naszych milusińskich w orszaku, panie przymykają oko na nasze torby pełne książek, mimo że w regulaminie mowa jest o pięciu (Ostatnio dzięki dzieciom uniknęłam zapłacenia kary za przetrzymanie książek – pani właśnie odwijała cukierka, gdy do biblioteki wkroczyłam z dziećmi. Tak się zapatrzyły na tego cukierka, ślinka zaczęła im cieknąć, słychać tylko było łakome gut – gut - gutanie. W każdym razie pani załatwiła nas w błyskawicznym tempie, a mnie się upiekło). Kolejna wyprawa do biblioteki to niezła zabawa, bo stos książek trzeba posegregować na kilka kupek, bo do tej całej gmatwaniny dochodzą jeszcze działy – dziecięcy i dla dorosłych. W każdym razie nie mam żadnych uprzedzeń do książek czytanych i używanych przez kogoś. Tylko raz obrzydzenie mnie ogarnęło, gdy zabrałam się do czytania Rebeki. Książka zalana była jakimś brunatnym płynem, pewnie kawą po turecku, bo tu i ówdzie kulały się wysuszone paprochy fusiaste, a z kilku stron puszczało do mnie oko przyklejone jajko. Innych traumatycznych przeżyć związanych z książką biblioteczną, w ogóle używaną, nie mogę sobie przypomnieć. W każdym razie bez obaw korzystamy z biblioteki, buszujemy po aukcjach internetowych. Pokażę, co kupiłam ostatnio –Dwa lata wakacji. Za całe cztery złote + przesyłka. Z 1956 roku. Moja mama miała wówczas 6 lat:) Kiedy paczuszka z książką nadeszła, zrobiłam sobie kawę (rozpuszczalną) i (naprawdę bardzo uważałam, ale mam przy tym wprawę, bo książka i kawa to taki mój zły nawyk) nie mogłam się naoglądać. Pokażę kilka rycin Leona Benetta, które zdobiły pierwsze wydanie (1888), a które są również w mojej nowej - starej książce. Jeśli nie macie nic przeciwko używanym książkom, buszujcie po aukcjach a znajdziecie:)
Wydawnictwo Nasza Księgarnia 1956 sobota, 06 listopada 2010, be.el
Tagi:
literatura francuska
Komentarze
szukamzyjepragne
2010/11/06 22:55:56
Też lubię książki biblioteczne :) choć bardziej chyba własne. Ale w bibliotece przynajmniej jest w czym wybierać i jest to opcja bezpieczniejsza dla zawartości portfela. ;)
2010/11/07 01:23:59
Ilustracje piękne! Dziękuję, tak rzadko można takie dzisiaj zobaczyć.
2010/11/07 08:39:29
Ja lubię starsze książki, takie, które zostały wydane np 20 czy 30 lat temu. Pamiętam je z dzieciństwa (teraz poczułam się staaaaaara). Mają ładniejsze ilustracje no i lepsze historie. Może czasem straszniejsze ale skoro ja przeżyłam to moje dziewczyny wytrzymają ;)
Ostatnią moją książką kupioną na Allegro są Baśnie Andersena. Wydane w 1981 roku, mają piękne ilustracje i jakiś taki klimat. Dlatego mnie nie przeszkadzają używane książki. A i moja starsza córka jakoś przychylniej patrzy na ksiażki jak jej mówię, że kiedyś były moje ;) 2010/11/07 11:01:34
A ja Ci polecam nową serię książek Verne'a w Zielonej Sowie bo każda z powieści została właśnie takimi rycinami zilustrowana. I w ogóle okładki stylizowane na stare pocztówki. Druk na "starym" papierze, którego zapach mnie się właśnie kojarzy z biblioteką:)
2010/11/08 22:59:39
A ja znów znalazłam fajne starocie na aukcji. Muszę koniecznie zajrzeć do serii Zielonej Sowy. Lubię takie klimaty.
|