Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Czerwonobrody Czarodziej. Baśnie celtyckie - C. Clement/ R. Fucikova

Baśnie celtyckie czytamy od kilku tygodni z prawdziwą przyjemnością. Uniwersalne, ponadczasowe, do których będziemy pewnie tak samo często wracać jak do chińskich, afrykańskich czy niemieckich. Wydane w podobnym klimacie – kwadratowym formacie, grubaśne, z wielkimi literami (ważne dla dzieci czytających już samodzielnie), bajecznie kolorowe – z mnóstwem ilustracji znanej już nam Renaty Fucikovej (Żółty Smok. Baśnie chińskie), prawie na każdej stronie – uwaga! stron jest 480. To świat zupełnie dla nas obcy – niby podobny krąg kulturowy. Pewnych odpowiedników należałoby doszukiwać się w naszych rodzimych baśniach, bajkach czy legendach. A jednak klimat zgoła inna – Tomka ten świat wchłonął całkowicie. To męski świat. Rycerze, królowie, czarodzieje, ale też zwykli ludzie z chłopskiej i rybackiej chaty. Cudowne konie, warowne zamki, niebezpieczne wyprawy. Piękne niewiasty raczej pozostają  w tle – Są obiektem westchnień odważnych wojów, którzy widzą je w swych snach, a potem szukają po świecie. Baśnie pełne magii, dziwów, cudów, pełne elementów ludowych jak i tych charakterystycznych dla eposu rycerskiego. To co w nich dominuje to oczywiście kult odwagi, bohaterstwa, czystego serca. Prawy człowiek zawsze góruje nad złym. Ciekawość mojego dziecka wzbudziły różne elementy, których na próżno szukać w naszych rodzimych podaniach – nie mamy elfów, imiona bohaterów brzmią obco, podobnie jak nazwy niektórych potraw, ubiorów, broni. Zauważyłam, jak szczególną uwagę autor zwracał na mijające pory roku, otaczającą przyrodę, motyw ślubu czy wesela.

Mnie najbardziej w pamięci utkwiła pierwsza baśń – Opowieść rybaka Seana. Pasuje mi do coraz zimniejszych wrześniowych wieczorów. Stary rybak w swojej opowieści nawiązał do prastarej tradycji przekazywania opowieści z ust do ust. Kiedyś ludzie spotykali się w chatach i do późnych godzin nocnych słuchali opowieści bajarza, barda.

„Przy okazji znosili mu różne dary: trochę herbaty, paczuszkę tytoniu do fajki, kawałeczek szynki czy słoniny lub parę ciepłych wzorzystych skarpet… Odwiedzali go od jesieni, kiedy dni stawały się coraz krótsze, Aż do wiosny, siadywali jak najbliżej ognia płonącego w kominku i zwykle już po chwili odzywał się któryś z najstarszych sąsiadów: -Sean, opowiedz nam teraz, jak to bywało dawno, dawno temu”.

Jak bardzo czasy się zmieniły. Teraz takie spotkania zastąpił w wielu domach telewizor. Jednak nic nie stoi na przeszkodzi, by samemu organizować jesienne baśniowe wieczory dla dzieci…

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 05 września 2010, be.el

Komentarze
2010/09/06 00:12:01
Nie wiem czy zauważyłaś jak fantastycznie jest kiedy wieczorem na kilka godzin wyłączą prąd. Wtedy jest jak w tej baśni - wyciąga się gry, słucha opowieści, rozmawia, śpiewa - przebywa się razem jak kiedyś. Może powinni częściej nam wyłączać prąd. ;-)

A seria baśni rzeczywiście jest świetna. Te ilustracje... Te kolory... Aż chce się z nimi zapoznać.
-
2010/09/06 21:38:12
A pewnie. Sama pamiętam takie wyłączenia prądu i długie ślęczenie przy stole w kuchni i rodzinne opowieści. Kiedyś dowiedziałam się podczas takiej przerwy w dostawie prądu o końcu świata. Albo kilka lat temu - kiedy wyłączyli prąd w Wielki Piątek przed Wielkanocą. Nie było placków i wyszukanych potraw, a my siedzieliśmy sobie w kuchni i gadaliśmy długo w noc, a każdy dzielił się tym co miał... Życzę nam wiele takich wieczorów przy ogarku świeczki:)))
-
2010/09/06 22:39:18
Nie pamiętam kiedy ostatnio wyłączono u mnie prąd. ;-) Słowa się sączą za dnia więc. Pozdrawiam!
-
2010/09/06 23:36:22
U mnie przy okazji burz ostatnio dwa razy wieczorem wyłączyli prąd (za dnia się nie liczy), więc przypomniałam sobie jak to jest.

Wieczory bez prądu z dzieciństwa pamiętam do dziś. Zawsze były wyjątkowe. Prąd to fantastyczna sprawa, ale wiele dając także coś nam kradnie.
-
2010/09/10 17:58:39
Oj tak, ja też uwielbiam dni i wieczory bez prądu i telewizji. Wspólne gry w szachy, w chińczyka, pogaduchy przy herbatce i kakao:) A jak jeszcze dodać do tego opowiadane cicho baśnie, to wieczór nabiera charakteru... Światło świecy mruga, cienie na ścianach potęgują nastrój, dzieci wtulone w mamę słuchają... W wakacyjne popołudnia u nas też królowały baśnie. Choć nie celtyckie, ale egzotycznie niejednokrotnie. W Czytulankach o nich piszę:) Pozdrawiam serdecznie, zaglądam niezmiennie, czerpiąc z propozycji i wydając majątek w merlinie:))) Aga-zojka
-
2010/09/10 22:18:45
Ależ nam się wzięło na wspomnienia!!!! Cudne są!!!!! Życzę wszystkim częstych przerw w dostawie prądu i baśniowych wieczorów przy herbatce:)))))

Aga - zojka - cieszę się, że znów jesteście!!!