Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Blog > Komentarze do wpisu
Śpiewająca lipka - Bajki Słowian Zachodnich
Każdy ma ulubione książki z dzieciństwa. W moim przypadku jest to na pewno Śpiewająca lipka. W czasach PRL-u wypożyczałam ją z biblioteki notorycznie, a potem dostawałam upomnienia za przetrzymywanie. Mało tego, odbijałam przez cieniutki papier śniadaniowy ilustracje Heleny Zmatlikovej. Biedę na piecu potraktowałam nawet kalką, tylko źle ją podłożyłam i Bieda pojawiła się na stronie poprzedzającej. Jak to moja mama zobaczyła… Oj, dostałam burę i już nigdy więcej tak nie zrobiłamJ Ta książka - to doskonała alternatywa dla tych, którym już osłuchały się wszechobecne i w coraz nowszej szacie Kopciuszki, Czerwone Kapturki, Koty w Butach. Jak czytamy w podtytule – to bajki Słowian Zachodnich, czyli: z terenów Polski, Czech, Słowacji i Łużyc (te leżą na terenie wschodnich Niemiec) Książka pojawiła się na rynku w latach 70-tych i od tej pory w każdym z rzeczonych krajów jest od czasu do czasu wznawiana i zawsze cieszy się olbrzymią popularnością. To wydanie, które zostało wznowione u nas, ma tę samą szatę graficzną co wyżej ciepło wspominane i taszczone z uporem do domu „na górach”J W ciekawym wstępie do najnowszego wydania Tomasz Derlatka zadaje ważne pytanie, czy dziś, w okresie tak wielkiego postępu technicznego, wielu zmian w różnych obszarach życia, bajki te, mają również rację bytu, czy mogą spodobać się małym czytelnikom (i dużym;) czy są w stanie stanąć w szranki z nowoczesnymi mediami – jak Internet, gry komputerowe, telewizja? Jak się ma sprawa z Zachodnimi Słowianami, których bajki znalazły się w zbiorze Śpiewająca Lipka? Mądrzy tego świata łamią sobie głowę nad poszukiwaniem odpowiedzi na te wszystkie pytania, a ja z własnego podwórka mogę tylko powiedzieć, że u nas te bajki mają się dobrze. Nawet bardzo dobrze. Nowoczesne media w moim domu akurat (w chwili obecnej) nie są zagrożeniem – największą karą dla moich dzieci, nie jest wcale zakaz telewizji, ale słowa matczyne – Oj chyba nie będzie bajki przed snem (telewizji właściwie u nas nie ma, nie dorobiliśmy się jeszcze własnego telewizora, ciągle szkoda jest nam na niego pieniędzy. Nasz obecny odziedziczyliśmy po cioci mojego męża, ciągle się coś psuje, w tej chwili wysiada na dodatek antena, są cudne pasy, które uniemożliwiają oglądanie obrazu, można jedynie posłuchać – jakoś nikt nie kwapi się, by to naprawić). Może kiedyś T i M będą bardziej interesować się nowoczesnym mediami – gdy dorosną i nie będą chcieli słuchać bajek – ale wtedy – tak sobie myślę i mruczę pod nosem, będą te bajki mieli już we krwi i pewnie będą ciepłym wspomnieniem z dzieciństwa. Bo tak naprawdę świat się nie zmienia – i te bajki to w wyraźny sposób odzwierciedlają. Zmieniają się tylko gadżety, ale my w środku, ciągle pozostajemy tacy sami - chcemy, by dobro zwyciężyło zło, by świat był sprawiedliwy, prawy, pełen miłości. Treści tych bajek są uniwersalne i w każdym czasie można znaleźć odniesienia do otaczającej rzeczywistości. Bajki są nieocenionym źródłem wiedzy o tym, jak żyło się dawniej – dzieci co rusz odkrywają wyrazy – archaizmy, jak: mielerz, talary, komnata. I mimo, że jak to w bajkach bywa, miesza się tu świat rzeczywisty ze światem fantazji, jest to pełna przygód wyprawa do dalekiej przeszłości, kiedy to wszystkie zwierzęta żyły ze sobą w wielkiej zgodzie – i wilczek i liszka i gąska i kurka; kiedy to Pan Bóg chodził sobie po tym naszym padole, a w wierzbach rosochatych kryły się diabły rogate, w szuwarach stawu czyhały na nas utopce, a każda ropucha była wielką niewiadomą – pocałować toto, czy nie? A nuż jest to jakiś zaklęty książę. Fajnie zabrać dziecko w taką podróż, z której tak potem trudno wrócić do zwykłej bułki z masłem, kiedy tam z królem jadało się gołąbki przy stole, do drewnianego konika, kiedy tam gnało się w wichrze na rumaku zaklętym, do strachów mniejszych i większych, jakie maluchom spokoju nie dają, kiedy w świecie bajek pokonywało się i czarty najsroższe, rycerzy z czterech stron świata, a Biedę wystrychnęło się na dudka. Zachęcam do takiej podróży, z której wspomnienia zostają na długie lata, o czym sama mogłam się kiedyś przekonać.
Wiek 4+
Wydawnictwo Media Rodzina środa, 04 sierpnia 2010, be.el
Komentarze
kamienna5
2010/08/04 09:31:42
Twój blog już wkrótce będzie obchodził drugie urodziny... jakieś bunty dwulatka zauważasz? :):):)
2010/08/04 11:24:29
Pamiętam, a jakże:) O buntach, wahaniach itp. napiszę z okazji urodzin. Pozdrawiam:)
2010/08/04 21:48:49
Też uwielbiałam, a 'wylizywacz brudas' przeszedł u nas do słownika codziennego. :)
|