Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Ocalić Kubusia Puchatka


Wróćmy do Puchatka. Do tego prawdziwego. Do źródeł. Do tego przetłumaczonego przez Irenę Tuwim. Pewnie narażę się niektórym z Was, ale … no cóż…. Czy nie uważacie, że to, co ma miejsce aktualnie, to stanowczo zbyt wiele dla jednego biednego Misia o Bardzo Małym Rozumku? Dobrze, dobrze, nie marudzę. Tylko skrupulatnie wyliczam, co można znaleźć w moim domu: talerzyk, trzy komplety puzzle, jedna książka otrzymana w prezencie, której nie da się czytać. Była jeszcze piłeczka, ale wyniosły psy od sąsiadów i śladu po niej nie ma. I film, kupiony okazyjnie przez Babcię jako dodatek do gazety. Tak sobie myślę i mruczę głośno pod nosem, czy to aby wszystko? Nie, jeszcze miseczka do zupki od taty chrzestnego na pierwszą gwiazdkę. Nie powiem, przydała się. Tomek - niejadek śmigał łyżką w pomidorówce i koniecznie jak najszybciej chciał dotrzeć do Puchatka ukrytego na samym dnie pod napęczniałym ryżem. Maluch nabrał rumieńców i przynajmniej trochę przytył. Patrzę na listę powyżej i stwierdzam, że niczego sama do domu nie przyniosłam. To inni. (Przypomina mi to czytankę z Mam 6 lat o Witku Psotniku – To Witek! To Witek!)

Nic dziwnego, że trudno było mi zachęcić Tomka do zaprzyjaźnienia się z Puchatkiem książkowym – bo przecież wszystko już było ponoć wiadome i znane. Zresztą – sami wiecie, odwieczny dylemat- co najpierw: film czy książka? A skoro Puchatek jest wszędzie, to po co coś powielać. Jednak w końcu przeforsowałam Puchatka (trochę niewychowawczo) – coś w rodzaju – ja wybieram książkę do czytania, a potem będzie nagroda. Widzicie, do czego doszło w domu mola książkowego? Tak sobie myślę, że stała się wielka krzywda z tym Puchatkiem. Wspomnę choćby dygresję Tomka podczas czytania:

-A kiedy będzie Tosia? -  Prawdę powiedziawszy, zdrętwiałam.

- Jaka Tosia? - pytam

-No, superdetektyw!!!

-???!!!

Niestety, Disney robi z Kubusiem co mu się żywnie podoba, a A.A. Milne powinien z nieba pacnąć tych ważnych panów dobrze w nos. Ode mnie też. A tymczasem książka… I tu się rozmarzyłam. Czy czytaliście tego prawdziwego Kubusia? I Chatkę? Miód, delicja – pycha. Tytułowy bohater Miś łakomczuch, strachliwy Prosiaczek, który tak naprawdę wcale takim bojączką nie jest; fatalista i pesymista Kłapouchy, nerwowy Królik, Tygrys (obecny dopiero w Chatce), Kangurzyca z Maleństwem, Sowa Przemądrzała i Krzyś, syn autora. Wszystko dzieje się w Stumilowym Lesie, gdzie zwierzątka przeżywają swoje mniejsze i większe problemy – Kłapouchy gubi ogon, Puchatek tkwi w króliczej dziurze, wszystko zalewa woda, Maleństwo wpada do wody. Phi - żachnie się malec. Przecież każdy to wie. Ale jak to wszystko jest opisane. Ocalić w tłumaczeniu – czytałam kiedyś o przekładach literatury. Ten przekład to perła, klasyka. Jak tu się nie uśmiechnąć do siebie czytając plan porwania Maleństwa (akuku), albo o pułapce na słonie (Tomek do dzisiaj śmieje się ze: „Słoniocy”, zresztą czasem, gdy ucieka młodszemu bratu, wrzeszczy tak na całe osiedle)

Albo:

-Chwileczkę – przerwał jej [Sowie] Puchatek, podnosząc łapkę do góry. – Co mamy zrobić dla tego czegoś, coś powiedziała? Bo właśnie kichnęłaś w tej chwili, kiedy chciałaś to słowo wymówić.

-Mylisz się. Nie kichnęłam.

-Kichnęłaś, Sowo!

-Przepraszam Cię Puchatku, nie kichnęłam Niepodobna kichnąć, nie wiedząc o tym.

-Tak, ale nie można usłyszeć kichnięcia bez tego, żeby ktoś nie kichnął.

[Kubuś Puchatek]

Albo:

Puchatek dreptał po białej ścieżynce leśnej i, idąc, wyobrażał sobie, że zastanie Prosiaczka w domu, grzejącego sobie pięty przy kominku. Ale jakże się zdziwił, gdy zobaczył, że drzwi jego mieszkania są otwarte. Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było.

[Chatka Puchatka]

A piosenka o śniegu? –bim-bom?

[Chatka Puchatka]

Kubusia - tego najprawdziwszego z prawdziwych przypomniała Nasza Księgarnia z okazji swoich 90 urodzin. Oczywiście ze świetnym tłumaczeniem Ireny Tuwim (nie myślcie, że to aby jedyny przekład. Ponoć w latach 80 pojawiła się wersja o dość specyficznym tytule – „Fredzia Phi – Phi ”(?!), ostatnio chyba wznowiona zresztą, z mądrym wstępem, że pewne przekłady się starzeją (!!!) Cierpnie mi skóra tak samo, gdy słyszę o kolejnym nowym tłumaczeniu Fausta) Ja zawsze, gdy wracam do Kubusia, albo Chatki zastanawiam się, czy tłumaczka konsultowała od czasu do czasu swoje pomysły ze starszym bratem, Julianem? Może tak, może nie. Któż to wie – była utalentowaną poetką i tłumaczką (Mary Poppins, książki Edith Nesbit, Baśnie bajki bajeczki, Gałka od łóżka) Wreszcie ilustracje – E. H. Sheparda. Nieśmiertelne. Zapadające w dziecięcą pamięć. Zresztą sami popatrzcie.

Jubileuszowe wydanie książek Milne’a na papierze o ciekawej fakturze daje posmak starego, czegoś, co minęło. Przypomniał mi się stary elementarz. Takie same odczucia. Miłe. Ciepłe. I niech ktoś nie myśli, że my tak łatwo zapomnimy o tym prawdziwym Kubusiu – ma swoje lata (84), ale ciągle jest młody. I nie zaszkodzą mu ani lukrowane piłeczki, klocki, długopisy, piórniki, koszulki, śliniaczki dla niemowląt, pościel czy firanki. Tylko szkoda, że niektórym dzieciom - otocznym przecież ze wszystkich stron umęczonym Kubusiem, nie będzie dane poznać tego prawdziwego Puchatka. Do książki warto wrócić – już choćby w celu znalezienia odpowiedzi na pytanie dziecięcia:

-Mamo, a dlaczego Puchatek nazywa się Puchatkiem?

No właśnie, dlaczego?


Kubuś Puchatek i Chatka Puchatka to nasze książki sierpnia.

 

P.S. Ciekawam bardzo Powrotu do Stumilowego Lasu – dalszego ciągu napisanego po latach przez kogoś innego, i przetłumaczonego też (z wiadomych względów) przez kogoś innego. Może uda mi się napisać o tej książce.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 26 sierpnia 2010, be.el

Komentarze
2010/08/26 00:42:54
Dzielimy więc odczucia. Walczyłam długo z disneyowskim Puchatkiem ale nie ma szans. Moja starszaczka nawet ma ubranka z Puchatkiem, nie mówiąc o książeczkach, talerzykach i czym tam jeszcze. Ja do niczego ręki nie przyłożyłam. Prawdziwego Puchatka, jeszcze z dzieciństwa mam, ale nie czytałyśmy jeszcze. Na razie przerabiamy Paddingtona.
-
2010/08/26 18:05:52
Mam stare wydania Kubusia i Chatki. Dla mnie są jak oryginały bo te nowe tłumaczenia jakoś nie przypadają mi do gustu. O ile nie przeszkadza mi np talerzyk czy kubeczek z Kubusiem, bo sama widzę, że sprzyjają dziecięcemu apetytowi , to denerwują mnie obecne wydania książek. A najbardziej to , że tłumacz zmienia wiele w historii.
Dlatego wyciągam swoje stare książki, wyszukuję też na Allegro takie w moim wieku ;) a nie nowo wydane.
-
2010/08/28 22:17:22
No to i my dołączamy do grona wielbicieli (-elek) prawdziwego Kubusia Puchatka oraz Chatki Puchatka - nasze wydania nie są tak stare, jak ja, bo zakupiłam dla Wiktorii parę lat temu w Świecie Książki, ale zajmują bardzo ważne miejsce w naszej biblioteczce. Długo były u nas czytane, niektóre opowieści nawet po kilka razy. Mam też audiobooka w wersji niemieckiej (6 płyt) "Pu der Bär", czytanego przez Harry'ego Rohwolta - głos prawdziwie "misiowy", po prostu rewelacja, a zakupionego na jakiejś internetowej wyprzedaży za 5 Euro -mogłabym słuchać na okrągło. Masz całkowitą rację - w natłoku produktów z bohaterami disneyowskich superprodukcji - trzeba tego prawdziwego Puchatka czytać, czytać czytać i kochać....
-
2010/08/30 15:51:17
Z Kubusiem to jest naprawdę ciężka sprawa. Bo ten telewizyjna w sobie coś ma i nie ma się co dziwić, że dzieci go kochają. Szkoda jednak, że często tak dalece odbiega od pierwowzoru. A od jego wszechobecnej obecności można dostać puchatkowych misiopląsów. Wiem, że tymi moimi przemyśleniami wkładam kij w mrowisko, ale chodziło mi też o to, by zapoznać dzieciaki z książką, koniecznie w tłumaczeniu Ireny Tuwim. Jest to rewelacyjna lektura. A co do książek na podstawie kreskówki - tu będę nieugięta - tego się nie da czytać. Często nawet tłumacz się pod tym nie podpisuje. Wstyd. Nie dziwię się.