Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Kot Prot - Dr. Seuss

Wszystko zaczęło się od mojej siostry Moniki, która pomieszkuje sobie w Danii i w chwilach wielkiej tęsknoty za nami i domem, podczytuje moje pisanie o książkach dla dzieci i nie tylko. A więc pewnego dnia nadszedł mail takiej oto treści: Nata, a dlaczego nie napisałaś jeszcze o Kocie Procie???!!! Jak byłam w Stanach (jako au – pair opiekowała się czterema amerykańskimi fąflami) moje dzieciaki przepadały za tą książką. I potem była lista kilkunastu linków, na które, według Moniki, musiałam koniecznie kliknąć, by osobiście poznać Dr. Seuss’a i jego DZIEŁO. Dzieło, które okazało się zabawną historią, pisaną wierszem, nie za długą, nie za krótką – taką w sam raz.

Scena rodzinna – czas akcji: kilka dni temu, wieczorem; miejsce akcji:  sypialnia

- Co??? Wierszszsz??? – Tomek zaczął kręcić nosem, gdy zapowiedziałam, że z okazji zbliżającego się Dnia Matki JA wybieram książkę do czytania. Nos spuszczony na kwintę, prychnięcie wyrażające niezadowolenie. Postawiłam sprawę jasno – bo czytanie po raz kolejny Robin Hooda, w której bohater legenda przedstawiony został jako jakiś bliżej nie zidentyfikowany zwierzak (borsuk? skunks?), naprawdę odbierało mi ochotę na wieczorne obcowanie z książką dziecięcą.

-Będzie "Kot Prot" – zapowiedziałam.

-Co? "Kot Prot"? Nie cierpię "Kota Prota" – Dzieci mają jednak niesamowity talent do nielubienia rzeczy i osób, których nie znają, o których nigdy nie słyszały, nigdy nie próbowały.

-Nie cielpię Kota Plota – rezolutny dwulatek w niczym nie ustępował bratu. Wręcz dolewał oliwy do ognia.

-Będzie "Kot Prot" i basta. - No i się zaczęło…

"Kot Prot" okazał się dla nas wybawieniem. Tak, jak dla dwójki rodzeństwa z książki. Taki sam deszczowy dzień, takie same nudy na pudy, nic się nie dzieje.

Dzień od rana był szary,

Zimny, mokry, ponury.

Słońce ani na chwilę

Nie wyjrzało zza chmury.

Znacie to również, prawda? I kiedy nagle wydawało się, że tak już będzie zawsze, że zatoniemy we łzach kapiącego z nieba deszczu – nagle pojawił się ON – KOT PROT. Specjalista od psot. I od razu zrobiło się weselej. Rozjaśniły się buzie moich dzieci – mimo, że wcześniej zaklinały się, że nie lubią tego osobnika. Myślały, że Kot Prot to zwykły kociak, który nas niczym nie zaskoczy, a jednak….

Mało czytamy w domu wierszy. Sama rzadko sięgam po poezję i niestety złe nawyki przenoszę na dzieci. A szkoda. „Kot Prot” zmienił to, być może tylko na chwilę, ale jednak. Zauroczył nas przekład Stanisława Barańczaka. Tłumacz żongluje słowami, popisuje się erudycją. Człowiek czytając tę historię zostaje, nawet wbrew sobie, wciągnięty w nią, zaczyna nabierać tempa, by nie wypaść z rytmu, by nadążyć za Kotem, za Śmiesznymi Rzeczami, by zdążyć z porządkami przed powrotem Mamy – istne szaleństwo, mówię Wam. Język zaczyna się plątać, w gardle zasycha, brak tchu. Kot Prot bawi się nami a potem jak gdyby nigdy nic, macha na pożegnanie i znika wraz ze swoją maszyną sprzątającą, na widok której moi chłopcy dostali taaaaaakich oczu, a ja mogłam złapać tchu i ochłonąć.

Jak czytamy na okładce, historia składa się z 220 podstawowych słów i zapoczątkowała popularną w USA serię książeczek do nauki czytania. Stanisław Barańczak spolszczając tekst natomiast bardziej zwrócił uwagę na artyzm języka, niż na jego wierny przekład, bowiem pojawiły się słowa, które do podstawowego słownictwa na pewno w języku polskim nie należą: zaśniedzieć, stęchła woda, ofiary ekwilibrysty, tańczyć zwiewnie jak zefir.

Książka spodobała się – i dzieciom i mamie. Nawet zastanawiam się, czy nie wrócić znów do tego ni to Robin Hooda borsuka, ni to skunksa, bo ostatnio wszyscy domagają się tylko Kota Prota. To tylko taki żart, przekomarzanie się, którego w książce pełno. Ach, polubicie tego Kota, jego pomysły, zabawy, popisy w sztuce żonglowania. I przyznaję, że przydałaby mi się taka maszyna sprzątająca, jaka pojawiła się pod koniec opowiastki. Nie powiem, życie stałoby się niewątpliwie piękniejsze i łatwiejsze (tu następuje ciche westchnienie mamy bezustannie zbierającej zabawki, balansującej pomiędzy porozrzucanymi klockami, samochodzikami i żołnierzykami).

Świetnym pomysłem jest dodatek – płyta CD, na której można usłyszeć „Kota Prota” w wersji angielskiej Roberta Gamble'a i polskiej - w brawurowej interpretacji Zbigniewa Grochala. Ta ostatnia okazała się być dla mnie ostatnią deską ratunku – w przeciwnym razie niechybnie wyzionęłabym ducha – stałabym się pierwszą mamą - ofiarą - czytania - książek. A teraz już na poważnie – książka stała się wartościową odmianą w repertuarze lektur dla dzieci. Zauważyłam, że dzieci świetnie wyczuwają rytm, łapią słowa, uczą się rymowanych powiedzonek. Kot Prot – specjalista od hec i psot.

Albo:

Gdy w domu nie ma Mamy,

Nikogo nie wpuszczamy!

Niech sobie idą precz!

Polecam jako odmianę i na wywołanie uśmiechu w mokre dni, których w maju tak wiele:)

Wiek 3+


Inne książki autorstwa Dr.  Seuss'a w przekładzie Stanisława Barańczaka, które ukazały się w Polsce:

Kot Prot znów gotów do psot

Kto zje zielone jajka sadzone?

Na każde pytanie odpowie czytanie

Słoń, który wysiedział jajko

Sam to widziałem na ulicy Morwowej

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 18 maja 2010, be.el

Komentarze
2010/05/18 23:07:06
O! Znam doskonale i kocham ja w jezyku angielskim ( nie mialam okazji czytac tlumaczenia na jez.polski). Mamy w domu cala serie ksiazek o tym kocie i polecam je razem z toba!
-
2010/05/19 12:41:30
Małpujący Starszego 2-latek, skąd ja to znam. A książkę zanabędę, tylko niech już będzie, chlip, wypłata :)