Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Kuracja odmładzająca z Pippi

Pippi jest nasza. I proszę się nie oburzać. Z wyrozumieniem przyjmujemy oczywiście każde podobne stwierdzenie z drugiego końca osiedla i świata. Bo Pippi to taka kumpelka z podwórka, którą każdy chciałby mieć dla siebie. Ostatnio w jednym z pism dla rodziców przeczytałam o niej - Obywatelka świata. Z tą opinią zgadzam się jak najbardziej - to postać wszędzie rozpoznawalna, a kogo tak naprawdę obchodzi, że jest Szwedką, gdy o życiu, jakie prowadzi, przygodach, jakie przeżywa, marzy kolejne pokolenie małych czytelników, a miliony (wśród nich i ja, mama Tomkowo-Mikołajowa) mają ją w pamięci, jako jedno z najmilszych wspomnień dzieciństwa. Willa Śmiesznotka, małpka na ramieniu, koń, torba złotych monet, niesamowita fantazja, cięty język, zarośnięty ogród, siła, której niejeden siłacz mógłby jej pozazdrościć, wspinanie się na drzewa - moje dziecko słuchało tej książki z otwartą buzią, śmiało się w głos, kazało czytać pewne fragmenty kilka razy. W najbardziej zwariowanych miejscach do głowy mi nie przyszło, żeby czuć obawę, że coś zostanie przeniesione na nasze podwórko. Bo ta Pippi, o której losy obawiała się sama autorka pisząc do wydawnictwa: "W nadziei, że nie zaalarmujecie Urzędu Opieki Społecznej nad Nieletnimi", w obliczu wielu zmian i wydarzeń, które zaszły w naszym społeczeństwie, które mają miejsce, jest tylko niewinną, rozbrykaną psotką, której wybryki wywołują uśmiech, a nie niesmak, albo oburzenie. Nijak nie mogę zrozumieć, jak to się stało, że we Francji dopiero niedawno Pippi ukazała się bez cenzury.  Tak jakoś przyjęło się, że lepiej, gdy nasze dzieci są grzeczniutkie, rozsądne, spokojne, ułożone. Tymczasem natura dziecięca jest niespokojna, chodzi własnymi ścieżkami, jest burzliwa, pokręcona i często nie daje się łatwo oswoić. Pippi wybiega poza utarte schematy. Mimo swojego wieku (rocznik 1945) może niejednego rodzica wprawić w konsternację. Jednocześnie demaskuje dorosłych, którzy nie mają w książce recepty na te jej figle, pyskówki, kłamstewka - nic poza groźbami typu, że pójdzie do Domu Dziecka, sierocińca, że przyjdzie po nią policja. Podobnież jest i teraz - bo często dorośli nie mają sposobu na takie zachowania a'la Pippi Pończoszanka. Pierwsze, co mi przychodzi na myśl to reakcja: Uspokój się, bo przyjdzie dziad i wsadzi cię do wora. Dzieci kochają Pippi, bo odnajdują w niej siebie. Mała ma charakter, czasem trudna z niej sztuka, nie do okiełznania, ale walczyć z nią ? Nie, tego nie polecałabym. Raczej spróbować inną drogę - zaprzyjaźnić się, jak to zrobili Tommy i Annika. Spojrzeć na nią z miłością, przytulić - bo przecież była samiuśka w tej wielkiej Willi, powiedzieć, że jest śliczna, bo wyśmiewali jej strój, sterczące warkocze i wielgachne buty. Pobawić się z nią, porozmawiać. Odwdzięczy się - na pewno. Wtedy będzie to wielka przyjaźń, na całe życie.

Dla mnie ponowne spotkanie z Pippi – po latach jest jak kuracja odmładzająca. Co tam nowinki kosmetyczne, cuda techniki wygładzające zmarszczki. Pippi sprawia, że człowiek nagle młodnieje, ma ochotę zjechać po poręczy, wleźć na pierwsze lepsze napotkane drzewo, iść do pracy tyłem, bo nareszcie mieszkamy w wolnym kraju. Nie wspomnę już o tym, jak kusi zamieszanie jajecznicy szczotką do szorowania pleców. Nie wiem, czy przeszłoby mi to danie przez gardło, ale tak dla żartu, dla posmakowania szaleństwa, przekory, które gdzieś tam po drodze zostały zaduszone przez wyrachowanie, powściągliwość, dyscyplinę.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 07 kwietnia 2010, be.el