Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Blog > Komentarze do wpisu
Rok z Linneą - Christina Bjork/ Lena Anderson
W małej szwedzkiej dziewczynce zakochaliśmy się po naszej wspólnej wyprawie do Paryża, książkowej oczywiście, a to za sprawą Linnei w ogrodzie Moneta. Rok z Linneą przeczytaliśmy od razu, a teraz co kilka dni wracamy do niej. Podzielona na poszczególne miesiące, zachęca, by etapami odkrywać z dziećmi otaczający świat przyrody – rośliny, zwierzęta. Linnea to imię pochodzące od małego różowego kwiatka, zimoziołu, który po łacinie nazywa się Linnaea borealis.
Tak właśnie wygląda ten kwiatek (zdjęcie znalazłam tutaj) Linnea jest wielką miłośniczką przyrody. Wiele uczy się od dwójki starszych przyjaciół – pana Blomkvista ogrodnika i pana Kalle właściciela małej działki za miastem. To swego rodzaju podróż przez świat przyrody w ciągu całego roku. I tak: w styczniu – Linnea podaje mnóstwo informacji o dokarmianiu ptaków, w lutym – o przesadzaniu kwiatów i o tym, co dzieje się pod śniegiem; w marcu szukamy z nią wiosny. Tutaj dzieci dowiedzą się też, jak szanować przyrodę. W kwietniu Linnea sadzi rzeżuchę, gorczycę, orzeszki ziemne. W maju suszy kwiatki do zielnika - robi to z taką pasją. Podaje przepis na zupę z pokrzyw. Tak, tak – z tych, co tak strasznie parzą. Ponoć w zupie są całkowicie bezpieczne. Tutaj znaleźliśmy też przepis na latawiec – nie taki ze sklepu, gotowy, ale z listewek i folii. W czerwcu Linnea plecie wianki z mniszka lekarskiego. W lipcu robi sok z czarnego bzu i szuka skarbów na plaży, a w sierpniu próbuje zatrzymać lato. Jak? Susząc kwiaty na bukiety. A we wrześniu - liście drzew. W październiku robi koronę z kolorowych liści, w listopadzie troszczy się o rośliny cebulowe, a w grudniu przyozdabia bożonarodzeniowe drzewko i sama robi prezenty dla najbliższych.
Autorki korzystały przy pisaniu książki z pomocy wielu osób i instytucji – np. Szwedzkiego Muzeum Historii Naturalnej, sklepu z nasionami, Obserwatorium ze Sztokholmu, ogrodu botanicznego, znawców ptaków, szczurów. Każdy miesiąc to notatki Linnei – co robiła, jak i z kim. Dziecięcym językiem opowiada o kwiatach, ptakach, szkodnikach, gwiazdach. Nie brak tu humoru (w zielniku – przy zasuszonej Niezapominajce Błotnej – dopisek – Przez pomyłkę zasuszyłam też mszycę), dziecięcej radości i emocji (Ojej! Ile gwiazd!). Książka pełna jest jeszcze wielu innych pomysłów i informacji, które zaciekawią nie tylko dziecko, a rodzicom podpowiedzą, jak w prosty i tani sposób rozbudzić ciekawość, zainteresować tym, co się dzieje zaraz obok nas. Na końcu książki znajdziecie mnóstwo dalszych wskazówek w Dowiedz się więcej: ciekawe książki, strony, miejsca, a wszystko to z myślą o polskim czytelniku – czyli przegląd naszej rodzimej oferty. Lena Anderson jest mamą sympatycznej buzi Linnei. W słomianym kapeluszu, z filuternymi czarnymi kosmykami, uśmiechem od ucha, miną małej odkrywczyni, w blasku ekologicznej biżuterii – przesympatyczna i przemiła. Dzieci na pewno ją polubią. Jestem zachwycona tą książką i moje dziecko również. Podobnie jak Linnea w ogrodzie Moneta – i ta cześć jest – piękna, prosta, łatwo zapadająca w pamięć. Myślę, że ważna jest zwłaszcza dziś, gdy czasem zagonieni za czymś tam, nawet nie mamy czasu dostrzec tego, co wokół nas się dzieje. To już wiosna? Ach, a dopiero minęły święta. Tak, właśnie tak. Wydawnictwo Zakamarki czwartek, 04 marca 2010, be.el
|