Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Blog > Komentarze do wpisu
Mała Syrenka - H.Ch. Andersen/ Agnieszka Żelewska
Kiedy wiele lat temu, jako dziecko, przeczytałam pierwszy raz Małą Syrenkę, z wrażenia nie mogłam zasnąć. Było w niej tyle smutku. Zresztą w wielu andersenowskich opowieściach też trudno dopatrzeć się happy endu. Ponoć pisarz zaszyfrował w nich szczegóły ze swojego życia. Mimo, że w swojej autobiografii z 1846 r. przygotowanej dla niemieckiego wydawcy, skrzętnie ukrywał ciemne strony swojego życia, dziś znawcom tematu wiadomo o wiele więcej na temat nieszczęśliwych miłości (również do tej samej płci), biednym dzieciństwie, chorobie psychicznej w rodzinie, kompleksach, strachu przed odrzuceniem, poczuciu niższości. Może dlatego Andersen jest tak wielu czytelnikom bliski. Brzydkie Kaczątko, Ołowiany Żołnierzyk, Świniopas, Choinka, Cień, w końcu też Mała Syrenka – jakże często mówią naszym głosem, o uczuciach, cierpieniach, samotności, rozterkach wewnętrznych, lękach. Bohaterowie, z którymi można się identyfikować, a baśń przestaje być baśnią, zaciera się gdzieś granica między światem nierealnym, wymyślonym, a rzeczywistością…Zupełnie inaczej niż w baśniach innych autorów, gdzie na końcu wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Mała Syrenka to baśń o nieszczęśliwej miłości. Jakże bolesne uczucie – kochać i nie być kochanym/ą. Jest się kimś na doczepkę, kulą u nogi, zawsze w cieniu. Ale z drugiej strony to opowieść o gotowości do poświęcenia w imię miłości właśnie. Można pokusić się nawet o stwierdzenie: któż tak dzisiaj umie kochać? Andersen, ponoć sam bardzo religijny, zahaczył w baśni o wartości religijne – życie wieczne i duszę. Autor nie był ojcem gatunku. W Niemczech spisywali baśnie bracia Grimm, we Francji Charles Perrault. Jednak w odróżnieniu od tamtych, ludowych, baśnie Andersena pełne były jego nowych pomysłów. Duński pisarz otworzył usta zwierzętom, roślinom, figurkom porcelanowym, przedmiotom codziennego użytku. Ożywił je, by przekazać pewną prawdę o życiu. Ta Mała Syrenka jest ale smutna – to pierwsza refleksja Tomka po lekturze. Do tej pory znał tylko disney’owską wersję – pstrokatą, przesłodzoną – innymi słowy - miód, lukier i róż, kicz? Gdy nie będziemy powoływać się na literacki pierwowzór, może uda nam się uniknąć tego ostatniego słowa – wtedy można powiedzieć: nawet dość ciekawy eksperyment filmowy, ze szczęśliwym zakończeniem, gdzie Arielka, bardziej przypominająca lalkę Barbie, z talią osy i fryzurą zawsze tipestopes, poślubia księcia. Sam Disney ponoć (to wg Wikipedii) wręcz był zauroczony baśnią Andersena jeszcze przed powstaniem Królewny Śnieżki, powoływał się na nią, a że potem wyszło jak wyszło. Można nawet pokusić się o stwierdzenie: ta wersja to siódma woda po Syrence. Tytułowa bohaterka według pomysłu Agnieszki Żelewskiej jest piękna, z burzą niesfornych włosów, staniczku z muszelek, wielkimi oczami. W wywiadzie dla Qlturki ilustratorka wyznała: Niektóre baśnie są dla mnie bardzo trudne. Na przykład "Jaś i Małgosia" czy "Mała Syrenka". Są takie straszne, że mam naprawdę kłopot, jak je oswoić kredką. Jest we mnie taka niezgoda na los bohaterów, że muszę trochę popajacować w ilustracji, żeby czytelnikowi było trochę mniej smutno. Dzięki zatem za to pajacowanie i za ocieplenie tej historii, próbę wywołania uśmiechu na małych buziach. Podwodna kraina została przedstawiona w tonacji niebiesko - zielonej. Strony, na których działo się źle - sztorm, wizyta u wiedźmy, calusieńkie czarne z białymi literami.Tam gdzie Syrenka zamienia się w pianę morską - jasność, jaka zawsze bije na początku dnia. To jedna z piękniejszych baśni Andersena. Zachęcam do sięgnięcia po wydanie z nowym tłumaczeniem B. Sochańskiej z języka duńskiego. Do książki dołączona jest płyta CD, na której można wysłuchać baśni w interpretacji Jerzego Stuhra. Wiek 4+
Mała Syrenka (1913 r.). Niestety kilka razy odcięto jej głowę, ramię, oblano farbą. Smutne to, bo wielu jedzie do Kopenhagi właśnie dla niej. Wydawnictwo Media Rodzina wtorek, 23 lutego 2010, be.el
Komentarze
abiela
2010/02/23 10:35:49
Zapraszam do mnie po wyróżnienie:)
2010/02/26 23:45:20
Kocham baśnie Andersena. Napisałaś tak piękną recenzję i wywołałaś wspomnienia z dzieciństwa, fascynację tym bajkopisarzem że aż się wzruszyłam. Ja też nie mogłam zasnąć po lekturze kilku baśni. To był geniusz. Pozdrawiam ciepło. Jola
|