Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Blog > Komentarze do wpisu
Mama Mu nabija sobie guza - Jujja Wieslander/ Sven Nordqvist
Już sam tytuł jest zwariowany: Mama Mu nabija sobie guza. Ta krowa jest po prostu niesamowita, jedyna na świecie. Wszyscy, którzy już znają naszą bohaterkę, nie będą się dziwić. Nowych czytelników zachęcam tymczasem do lektury. Podczas głośnego czytania kolejnej części Mamy Mu, zachodzę w głowę, gdzie są jej dzieci. No, bo skoro jest mama, powinny być i pociechy, a tych jest tutaj brak. I na huśtawce, i na sankach, podczas budowana domku na drzewie również. Oczywiście na ten fakt mój Tomek w ogóle nie zwrócił uwagi – świetnie się bawi, przeżywając wspólnie z główną bohaterką wszystkie jej upadki (dosłownie) Tymczasem ja dopatruję się tu jakiejś krowiej filozofii, szukam drugiego dna i patrzę na całą tę historię z perspektywy Matki Polki – zalatanej – do pracy, na zakupy, do przedszkola, do doktora, na delegację, konferencję, targi, walczącej o minutkę czasu wolnego dla siebie, na lekturkę, maseczkę, kaweczkę, i Bóg jeden wie, na co jeszcze. A tu – Mama Mu leży sobie jak łania na trawce, żuje zieloną trawkę, słoneczko świeci, a jej się kąpieli zachciewa. Zwariowana, jak zawsze, chce przeskoczyć ogrodzenie i …nabija sobie guza. Krew się leje, łeb boli. Przylatuje Pan Wrona, który zaczyna pełnić rolę pielęgniarki, co to pomoże, pocieszy, zrobi okład. Dzieci świetnie się bawią, przeżywają całą historię z plastrem i zimnymi okładami, zaśmiewają się widząc objedzonego do granic możliwości Pana Wronę, Mamę Mu z rozciapcianą maseczką szpinakową w okolicach oczu. A ja myślę sobie, co to za wspaniałe uczucie, zrobić od czasu do czasu coś zwariowanego, odlotowego, co nie przystoi statecznej mamie, by przypomnieć sobie to fajne uczucie wolności. Wspaniałe uczucie, o którym zapomniałam już dawno dawno temu, a które zawsze pojawia się przy lekturze o Mamie Mu. To nieodzowna lektura w razie domowych wypadków, guzów, ran mniejszych i większych. Książka nie raz pewnie pomoże zasuszyć małe łzy na dziecięcej buzi, Mama Mu pocieszy i pomoże zapomnieć o bólu. Jak zwykle świetne rysunki Nordqvista (ojca Findusa i Pettsona), które już tradycyjnie oferują masę szczegółów i szczególików, śmieszne dialogi. Jedyny minus całej tej historii jest taki – że mając takie książki w biblioteczce, dzieciaki zamęczą człowieka na śmierć….. Wydawnictwo Zakamarki środa, 02 grudnia 2009, be.el
Komentarze
2009/12/02 21:19:06
Lepiej się przyznaj, dla kogo ją kupisz? Dla siebie, czy dla Małego???:)
2009/12/02 21:21:29
O, przepraszam! Książkę kupię dla Bartka. Dla siebie kupiłem walec z Lego City :D
2009/12/02 21:25:25
A wiesz, że ja też patrzyłam na ten walec? W końcu stanęło na kompletto- autko, koń i przyczepka. Teraz to chowam , bo Mały ma nosa - a to przecież ma być od naszego kochanego wielkopolskiego GWIAZDORA!
|
Bazyl