Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Blog > Komentarze do wpisu
Dzieci w kuchni:)
Przepisy Tosi i Franka, czyli jedz zdrowo od najmłodszych lat - Anna Kłosińska/ Elżbieta Kidacka To przykład książki smakowitej. I scalającej rodzinę, bo nic tak nie łączy, jak wspólne gotowanie. Sama pamiętam nasze sceny kuchenne - mama gotowała, my z siostrami budowałyśmy pod stołem domy, nad naszymi głowami rodzicielka szatkowała kapustę, ubijała kotlety, robiła ciasto na makaron i szagole (?), smażyła naleśniki, których jako dziecko nie cierpiałam. Na nasze głowy obficie sypała się mąka, małe ręce co rusz coś podkradały z blatu stołu do naszego królestwa pod ceratą w kratę. Były jeszcze lukrowane pierniki babci Marianny, toffi taty, kisiel Kasi, który można było kroić i trzymać w ręku (to ci dopiero wyczyn). Pochodzę z domu, w którym się gotowało. I moje dzieci mają dom, w którym teraz ja gotuję. Wiem z własnego przykładu, że pewne smaki, zapachy zostają w nas na całe życie, a szybkie włączenie dzieci do prac domowych jest gwarancją, że kiedyś w przyszłości nie zginą z głodu i nie będą czekać, aż skorupki jajek ugotują się na miękko. Absolutnie nie przeszkadza mi, że moje młodsze dziecko najchętniej siedzi w szafce z garnkami (dosłownie też), że włóczy i roznosi po pokojach garnki, rondle, z misek robi hełmy rycerskie, z warzeszki (?) miecz, a w durszlaku gotuje klocki. Nie przeszkadza mi, że gdy piekę ciasto, Tomek mi pomaga, wszystko miesza, wysypuje, rozsypuje po podłodze, dodaje ingrediencje, a potem w ciągu 45 minut 100 razy otwiera piekarnik i sprawdza, czy aby ciasto już się nie upiekło. Nie przeszkadza mi, że wszystko trwa trzy razy dłużej, niż jakbym to robiła sama. Jeśli jest dla nich w kuchni bezpiecznie - hulaj dusza, piekła nie ma. Przepisy Tosi i Franka zachęcają do wspólnego gotowania z dziećmi. Ba, włączają po nowoczesnemu też w to całe kuchenne zamieszanie tatusiów. Jak tytuł sugeruje, ma być nie tylko smacznie ale i zdrowo. Franek (4 lata) i Tosia (6 lat) oraz ich pies Pirat z pomocą rodziców dokonują cudów w kuchni – mieszają, solą, pieprzą, cukrzą, ważą, płuczą, kroją, a potem oczywiście ze smakiem wszystko zjadają. W dodatku przeżywają ciekawe i ważne rodzinne przygody – bo każdy rozdział opowiada jakąś ciekawą historię, niekoniecznie związaną z jedzeniem i kucharzeniem - są tu: wycieczka do lasu, pierwszy dzień w przedszkolu, niespodziewane odwiedziny małego kotka, domowy sklepik, przygotowania do świąt. Dzieci chorują, przeżywają urodziny i Dzień Matki. Książka zawiera 68 przepisów na potrawy, które można wspólnie wyczarować. Wśród tradycyjnych, jak choćby zupa pomidorowa, karp z migdałami, mazurek, jest wiele potraw na czasie – dipy, sałatka z tuńczyka, ciasto daktylowo-pomarańczowe. Mnie porwał rozdział poświęcony zdrowiu. Nie wiedziałam, że kasza jaglana ma taki zbawienny wpływ na zdrowie i jest polecana przy kaszlu. Mam zamiar wypróbować na swoich pociechach i to jak najszybciej, bo od kilku tygodni słychać u nas duet kaszlących i to w najróżniejszych tonacjach. Oprócz przepisów są porady, co robić, jak robić. Książka jest kolorowa i zachęca do natychmiastowego szturmu na kuchnię. Na samym końcu autorka, która prowadzi fundację Zdrowy Uczeń i jest m.in. dietetykiem i fizjologiem, namawia dzieci do stworzenia własnej rodzinnej książki kucharskiej. Przyznam się, że brzmi to zachęcająco. Kto wie… może też się skuszę na takie zapiski. Po latach fajnie będzie powspominać, jak choćby w rozdziale Śniadanie do łóżka pewną niedzielę, kiedy to nasz czteroletni smyk bladym świtem wymknął się do kuchni i przygotował „romantyczne” śniadanko dla mamusi i tatusia odsypiających całotygodniowe poranne wstawanie. Na pierzynę wjechały dwie skiby chleba, każda grubości 3 centymetrów, gdzieniegdzie rzucone górki brie, obficie polane ketchupem, a wszystko to na baaaaardzo wysłużonej desce do krojenia warzyw, do popicia dwa kubki lodowatej kranówki – a niech tam, na zdrowie. Nasze i naszych dzieci! Smacznego!!! Wydawnictwo Media Rodzina poniedziałek, 07 grudnia 2009, be.el
|