Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
I kto to papla? Nietypowy słownik języka dziecięcego - Damian Strączek

Dzieci nie gęsi, też swój język mają – pozwólcie, że przytoczę tu słowa naszego poety, pana Reja. A od kilkunastu dni – mają również swój słownik. I to niezwykły. Już choćby ze względu na temat – bo słownik języka dziecięcego to ewenement, rzecz naprawdę nietypowa. Po drugie – nie ma chyba drugiego słownika na naszym rynku, przy którym człowiek wybucha zdrowym śmiechem i to takim, że ściąga na siebie spojrzenia całej rodziny. I te pytające spojrzenia – A co? Dlaczego? I to nie tak wyrywkowo – śmiech towarzyszy od deski do deski. Ale teraz już na poważnie, bo w gruncie rzeczy każdy słownik jest rzeczą poważną, którą należy poważnie potraktować. Najpierw pomysł – dlaczego? Damian Strączek – nie-naukowiec, żaden leksykograf, ale też tata, zafascynował się mową maluczkich. Z prostych pomysłów i zachwytów zawsze powstawały rzeczy wielkie. Podsłuchując swoją córcię, doszedł do wniosku, że dobrze byłoby to wszystko uporządkować. Czy język dzieci da się okiełznać, naukowo zbadać, poukładać? Autor napisał książkę na podstawie swoich obserwacji i przy pomocy rodziców, którzy wsparli pomysł słówkami i historyjkami z własnego podwórka. Słownik pokazuje niesamowitą kreatywność dziecięca, która nie zna granic. Wszystko da się nazwać, na wszystko jest określenie. (00- zernaście).

Znajdziemy tu listę dwudziestu kilku słówek, o których nie wiemy, czyje tak naprawdę są – nasze, czy naszych dzieci. Trudno stwierdzić, czy to my rodzice je uczymy, czy jednak pojawiają się samoistnie- am, baba, brum, bach, be, papa. Słowa i wyrażenia dorzeczne, nawiązujące do znanych wyrazów lub nimi się sugerujące. (onomatopeje, frazeologizmy) ciśnik – przycisk, czipsy sztruksy – czipsy karbowane. Nazewnicze wariacje – czyli poszukiwania maluchów, tworzenie zupełnie nowych wyrazów: buńda- budyń, bugo- słoń, dziukuluku- dziękuję. I są historyjki, niesamowite, całe mnóstwo. Czasem aż się zastanawiam, jak dzieci mogły coś takiego wymyślić – takie słowo, puentę, ripostę. Dodam, że książka jest ślicznie wydana, kolorowa, z rysunkami i zdjęciami dzieci.

Dziecięca wyobraźnia to teatr offowy. Codziennie dzieje się nowy performance i powinniśmy w nim z zaangażowaniem. Ale warto podjąć próbę nawet niedoskonałej rejestracji tych spektakli. Nagrania i zapiski będą inspiracją dla nas samych, pozwolą rozruszać szare komórki i pośmiać się trochę z dziecięcej pomysłowości, a także z nas, dorosłych.

Ja za autorem powtórzę, że notowanie scenek, jest o wiele ciekawsze od cyfrowej fotografii. Jeśli ktoś chce się z autorem podzielić swoimi podsłuchańcami, może napisać na adres: mowadzieci@autograf.pl

Przykłady z książki: 

1. Kuba (8lat) zapiera się:

-Nie dam rady zjeść więcej zupy, najadłem się. Czy mogę dostać wafelka na deser?

-Wafelka? Podobno już się najadłeś- mówię.

-Najadłem się w kategorii zupy, w kategorii deseru jestem nadal głodny.

 

2. Jaś przychodzi do siostry Małgosi i pokazuje jej cukierek:

-Zobacz, mama mi dała.

-Jak to ci dała?! A mnie nie dała!

-Boś sobie nie wywyła!

 

3. Borys (3,5 lat) do babci:

-Ty jesteś stara?

-No tak – szczerze odpowiada babcia.

-Ale można cię jeszcze użyć?

 

4.Przed wyjściem z domu mama perfumuje się.

Emilka (3lata) jest zachwycona:

-O rajciu, mama, jak jesteś ładnie obsikana!

 

Z naszego podwórka i podsłuchańce:

1. Moi synkowie to Tomek (teraz prawie 5 lat) i Mikołajek (2 latka). Gdzieś tak w wieku 1,5 Mikołajek zaczął mówić na starszego – Tadzia. Nie wiem, dlaczego. W końcu Tomek to nie jest trudne słowo. Tym bardziej, że czwartym z kolei słowem po: mama, tata, dziadzia, była brama, z pięknym soczystym eR.

 

2. Ja: Tomek, powiedz ŻY-RA-FA.

T: Żafa!

Ja: Synku – ŻYRAFA.

T: Mamo, no mówię przecież Żafa

 

3. Mój Tomcio późno zaczął mówić. Miał prawie 3 latka, gdy pojawiły się pierwsze rozbudowane zdania. Zawsze dużo śpiewałam moim dzieciom. Cały repertuar- dziecięco-biesiadno -żołniersko- harcerski. Jednym z pierwszych zdań, które usłyszałam od mojego malucha, było- Jak ja nie lubię takiego HAŁASU!

 

4.Dziewczynka (ok.2) idzie z mamą po ulicy i widzi sprzątającą panią. Pani dziarsko macha miotełką na wszystkie strony. Dziecko pyta mamę:

-A czemu ta pani tak dużo wymiotuje?

 

5. Brat mojej koleżanki, gdy był mały (3lata), uwielbiał kolędy. Szczególnie często i w miejscach publicznych lubił wyśpiewywać: Chwała na wyspie kości! Chwała na wyspie kości! (Przybieżeli do Betlejem pasterze)

 

6. Ten sam brat mówi do siostry:

Brat: Gośka daj kartki do MIECIA.

Gośka: Nie po to kupuję kartki, byś ty wydawał je jakiemuś MIECIOWI.

Brat: Oj Gośka, te kartki to po to, żeby MIEĆ!!!

 

Książka super! Polecam wszystkim rodzicom, tatusiom, mamusiom (szczególnie dobra w podróży, na delegacji!), babciom i dziadkom!!!

Wydawnictwo ZNAK 

 

piątek, 27 listopada 2009, be.el

Polecane wpisy

Komentarze
2009/11/27 16:22:34
oho, chyba się do tego przymierzę ;-) powoli zaczęła mi w głowie kiełkować myśl o pisaniu mojej pracy rocznej na temat dziecięcych neologizmów, bo to takie prawdziwe cuda niewida, i myślę, że "przyda się" z pewnością.
Pozdrawiam!
-
2009/11/27 16:38:13
Witam,
Chciałem zaproponować Pani udział w pewnym przedsięwzięciu związanym z premierą polskiego przekładu amerykańskiego bestsellera. Jeśli jest Pani zainteresowana, proszę o kontakt: studios@fr.pl
-
2009/11/27 22:47:00
Moja 1,5 roczna prawie córcia zaczyna mówić słówkami, więc wszystko przede mną:) Poszukam! Pozdrawiam
-
2009/11/27 23:22:42
fajna książka, kupiłam ją kuzynce tak na Mikolaja, ale jeszcze o tym nie wie;p w każdym razie zdążyłam już przejrzeć ją kartka po kartce i zdrowo sie obśmiać. Badzo fajny wesoły słownik, a ile zabawy! osobiście bardzo lubię tekst małpim medium :)

Kuba rzuca:
- Idę zrobić łinsora.
- To znaczy?
- To znaczy, że idę zrobić kupę.
- Co takiego?
Kuba wyjaśnia:
- A, tak sobie wymyślaliśmy w przedszkolu z Michałem i Kamilem, jak nazwać kupę i siki. I kupę nazwaliśmy łinsor.
- A siki?
- Małpie medium.
-
2009/12/02 21:23:02
Zosiafrankowska- muszę przyznać, że to baaaardzo wdzięczny i śmieszny temat pracy. Aż chce się pisać:)

Montgomerry- ja to samo przechodzę z moim 2 letnim Mikołajkiem. Jest śmiesznie i wiele przede mną takich cudnych momentów:)

Prawdziwy-kermit- znam ten fragment, a jakże:) Aż trudo wybrać, co fajniejsze:)