Książki na półkach w naszej biblioteczce układam sama. Możecie się z tym zgadzać, bądź nie. Przecież każdy Rodzic najlepiej zna swoje dziecko i wie, co dla niego najlepsze. I tym się kierujcie
Książka STYCZNIA! Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Czarownica Nanga. Baśnie afrykańskie - K.S. Kamanda/ Milos Koptak

 

Kama Sywor Kamanda nie jest zwykłym pisarzem. Jest gawędziarzem, który potrafi urzekać swoimi opowieściami. Oczarować. A niewielu to potrafi. Kongijski autor, kandydat do nagrody Nobla, opowiada prostym językiem. W końcu taki powinien być język baśni, gatunku, który od samego początku był przekazywany ustnie. Ta książka to też baśnie zasłyszane w dalekiej przeszłości, w dzieciństwie, opowiadane przez starszych, doświadczonych, znających życie. Każda opowieść jest krótkim, przelatującym obrazem, niezwykle barwnym i silnie oddziaływującym na wyobraźnię małego słuchacza. Sama widzę różnicę w zachowaniu mojego Tomka podczas czytania zwykłej popularnej książki, a jak podczas czytania baśni. Wierzcie mi czy nie, ale chyba to są jakieś czary i cuda. Czasem bawi się chusteczką, chowa pod kołdrę, wierci z boku na bok. Gdy czytamy baśnie – moje dziecko zastyga, zamienia się w kamień, słucha, przeżywa, obserwuje moje usta. Niesamowite. Sprawia to klimat baśni, jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny. Czarownica Nanga też oczarowała mojego zbója. Nagle znalazł się w odległej krainie, gdzie ludzie noszą dziwaczne imiona, nie ma jabłoni, za to są mangowce, biegają lamparty, zamiast wróbelków-elemelków fruwają niewielkie nektarniki królewskie, ludzie jedzą słodkie pataty, ich szaty są w kolorze ochry, a gdy ktoś zaniemoże, udaje się do szamana. Busz, rytualne tańce, maski, szarańcza, pora deszczowa, wezyr i wiele innych wyrażeń zmuszających dziecko do współpracy, zachęcające jego umysł do działania. Przekonałam się zresztą, że dzieci mają niesamowity dar zapamiętywania takich egzotycznych wyrażeń, wręcz lubią do nich wracać. Czasem jest śmiesznie, bo przemieniają obce wyrazy i dzieją się cuda – niewidy. Dzieje się tu wiele niewiarygodnych zdarzeń, pojawiają się czarnoskórzy książęta i księżniczki, zwierzęta mówią ludzkim głosem, dobro walczy ze złem.

Także Baśnie afrykańskie, podobnie jak wszystkie baśnie, były kiedyś źródłem marzeń dla ludu. Biedni chcą być bogatymi, starzy pragną odzyskać młodość i urodę, chorzy zdrowie. Czasem te marzenia się spełniają, czasem nie. W ciekawych opowieściach z Czarnego Lądu kryje się prawda o człowieku, jego wadach i zaletach; to próba tłumaczenia świata, poznania go, pewnych zjawisk. To też inne zachowania, inna mentalność. A reakcje czytelnika są takie, że inne też może być bliskie, ale przede wszystkim ciekawe, intrygujące, smakowite. Jako dziecko zaczytywałam się w Baśniach z dalekich wysp i lądów. Takie książki zostawiają na zawsze ślad. I apetyt na jeszcze. By po latach poczuć smak dzieciństwa czytając jedno z najsłynniejszych zdań w literaturze – Miałam farmę w Afryce u stóp gór Ngong. By poczuć zapach Afryki i choć przez chwilę ulec złudzeniu, że wróciło miłe i ciepłe kiedyś.

 

Milos Koptak, ilustrator z Bratysławy, dokonał cudów. Jego rysunki przypominają niezwykle barwne tkaniny afrykańskie. Jakby zabrał nas na targ, na którym w skwarze afrykańskiego słońca oglądamy barwne chusty i szale. Jedne proste, inne bogate, o nasyconych barwach.

Wydawnictwo Media Rodzina

poniedziałek, 23 listopada 2009, be.el