Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
Blog > Komentarze do wpisu
Tydzień pełen sobót - Paul Maar

Dla mnie rewelacja. I dla Tomka też. Dawno książka nas tak nie rozśmieszyła. I dawno nie podeszłam do książki tak entuzjastycznie. Śmiejemy się w głos – mały patrzy na mnie ze zdziwieniem, co ja mu czytam, potem chodzi i powtarza, nawet wydaje mi się, że od kilku dni broi jakby troszkę więcej – a niech tam – niech czytanie książek choć raz ma uboczne skutki. Ale od początku…

Tadam tadam – przedstawiam Wam pana Piwko - zahukanego urzędnika pracującego w biurze pana Obersztajna. Tego drugiego nawet bym nie wspominała, ale jego udział w tej historii jest znaczny. Pan Obersztajn zgubił bowiem klucz od komody, w której był schowany inny baaaardzo ważny klucz i dlatego dał panu Piwce wolne. Ten poszedł na spacer i spotkał dziwne stworzonko – ani dziecko ani zwierzątko, o szerokiej buzi, ogromnym brzuszku, krótkim ryjku w miejscu nosa, z ognistorudymi włosami, stopami podobnymi do błon pławnych. Bezczelne Toto było, wesołe, wygadane, strasznie żarłoczne (zjadało dosłownie wszystko!), nadruchliwe, a w dodatku przykleiło się do pana Piwki i zaczęło nazywać go Tatusiem. Jak zareagowała na jego widok gospodyni pani Kapusta, jak potoczyły się dalsze losy spokojnego, trochę flegmatycznego Piwki, co to nigdy złego słowa nikomu nie powiedział, o  jakimkolwiek buncie już nie wspominając? Sobek – tak nazywało się owo stworzenie, zrewolucjonizował dotąd spokojne i stateczne życie starego kawalera. Każdy dzień niósł z sobą coś nowego, każdego dnia spełniały się życzenia.

Brawa dla tłumaczy, którzy bardzo sprytnie wybrnęli z pewnych pułapek językowych, jakie niósł ze sobą oryginał. Już samo imię bohatera w niemieckiej wersji– Sams, pochodzące od niemieckiego Samstag – czyli sobota; przez autora wykorzystane jako dzień z Sams-em, wymagało nie lada sprytu, by poradzić sobie z tą grą słów. Świetnie został uchwycony humor, z pazurem przetłumaczono wierszyki i piosneczki Sobka. Zabawa jest przednia. Spojrzałam na datę pierwszego wydania – 1973 rok. Ciekawa jestem, jak 36 lat temu ta książka – troszkę wywrotowa przecież, została przyjęta przez konserwatywnych i zawsze ordentlich czytelników niemieckich. Bo Sobek to taka troszkę niemiecka Pippi. Sam autor (ur.1937 r.) miał bardzo smutne dzieciństwo. Do zapisywania swoich myśli i pomysłów zachęcał go przybrany dziadek. To on wprowadził małego chłopca w magiczny świat różnych opowieści i nieograniczonej fantazji. Od samego początku mały Paul bardzo lubił czytać, co nie podobało się sfrustrowanemu ojcu, który licznymi razami i karami chciał wyprostować kręgosłup moralny syna nieudacznika-czytelnika. Bo czytanie to przcież strata czasu. Paul Maar wyznaje – że pan Piwko to on sam – we własnej osobie. Natomiast Sobek – zupełne jego przeciwieństwo. To ktoś, kim chciał być – choć od czasu do czasu.

W każdym razie i dziś święci tryumfy u sąsiadów za Odrą. Fajnie się czyta stadnie – i małym i dużym, bo wywołuje gromadne wybuchy śmiechu, co przerabiliśmy w naszym domu z podsłuchującym nas Tatą. Dla mnie ta lektura była relaksem, świetnie się przy niej bawiłam, a pewne rzeczy poważne przestały być tak baaaardzo poważne.  Mój prawie 5 letni Tomek też z entuzjazmem zakolegował się z Sobkiem. POLECAM!!!

PS. Dodam jeszcze, że w Niemczech jest kilka części przygód Sobka - zatem uśmiech w stronę Wydawnictwa:)))))

 

Wydawnictwo Media Rodzina

 

wtorek, 04 sierpnia 2009, be.el

Komentarze
2010/03/13 15:17:03
podzielam zachwyt nad ta ksiazka!!! i zazdroszcze Niemcom, ze maja ich tyle tego autora.
bardzo fajny ten Sobek - takie skrzyzowanie Karlsona z dachu z Pippi ;-)))

(a ja nie moge przestac czytac tego bloga ;-)))
-
2010/03/15 09:43:06
Musimy wrócić do tej książki. Choć moi chłopcy są już tak rozbrykani, że obcowanie z Sobkiem może tylko pogorszyć stan wiecznych wybryków i psot w naszym domu:) I dziękuję oczywiście za miłe słowa:)
-
2010/04/13 19:39:55
Jestem studentką germanistyki i w związku z tym miałam możliwość przeczytać "Der goldene Topf". Mam małe pytanie w związku z tą lekturą- jacy polscy pisarze przetłumaczyli tę nowelę? Ja znalazłam jedynie przekład Jana Kleczyńskiego, nie wiem, czy może był ktoś jeszcze? Czy ktokolwiek orientuje się w tym temacie? Chciałam porównać tekst niemiecki i jego tłumaczenie, oraz polskie przekłady, dlatego pytam:)

-
2012/01/23 09:35:14
Fajnie, że ktoś pomyślał o wydaniu Sobka w Polsce. Moje dzieciaki zaśmiewały się przy każdej z powieści o "Samsie" (tak się nazywa Sobek w oryginale). Na jesieni byliśmy na spotkaniu z autorem, bardzo miły pan.
Nie wiem, skąd u Ciebie opinia o "grzeczności" niemieckich książek, znam wielu pisarzy, którzy nie są ani trochę "grzeczni" czy drobnomieszczańscy... Niestety, mało się tego w Polsce wydaje, stąd i nieznajomość i powielanie stereotypów. A dalsze części Sobka warto wydać!