Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Blog > Komentarze do wpisu
Malutka Czarownica - Otfried Preussler
Ponoć Otfried Preussler napisał Malutką Czarownicę z myślą o swej córce, która bała się ciemności i złych czarownic. Przecież nie ma złych czarownic - miał powiedzieć pisarz. Kto chce się o tym przekonać, powinien sięgnąć właśnie po tę lekturę. Została napisana dokładnie w 1959 i od tego czasu jej popularność wcale nie maleje. Jest wręcz odwrotnie - ponieważ my rodzice, mający kiedyś do czynienia z tą książką, czytamy ją teraz swoim dzieciom. Malutka Czarownica to spełnienie życzeń i marzeń naszych pociech, które tak bardzo chciałyby umieć czarować i latać na miotle. Dzieci doskonale identyfikują się z tą postacią - jest mała - ma przecież dopiero 127 lat (!!!), chce być dorosła, robi różne głupstwa, popełnia błędy, jest czasem przekorna i nieznośna. Dzieci zaśmiewają się do łez przy tej książce, w której często odnajdują siebie. Malutka Czarownica mieszka ze swoim gadającym krukiem Abraksasem w zaczarowanym domku w głębi lasu. W Noc Walpurgii wybiera się mimo stanowczego zakazu starszych czarownic na Blocksberg, by tam razem z nimi zatańczyć. Niestety ciotka Rrum-Brum-Trrach odkrywa jej obecność i prowadzi przed oblicze Najstarszej. Za rok będzie mogła wziąć udział w tańcach, ale tylko pod jednym warunkiem - przez ten czas musi stać się naprawdę dobrą czarownicą. Zadanie wydaje się być realnym do spełnienia. Sęk w tym, że Malutka Czarownica rozumie określenie dobra czarownica zupełnie inaczej niż jej kuzynki wiedźmy. Jak? Koniec jest naprawdę zaskakujący. Ta książka to wspomnienie mojego dzieciństwa. Pamiętam jak dobrze bawiłam się przy tej lekturze. Bardzo zaciekawił mnie na przykład rozdział o sprzedawcy kasztanów. To kasztany można jeść? Byłam szczerze zdziwiona. Włożyłam kilka brązowych kulek do naszego pieca. Po jakimś czasie zaczęły one strasznie hałasować - bo pękały pod wpływem wysokiej temperatury i huczały jak armaty. Dostałam oczywiście burę i dopiero mama wytłumaczyła mi, że muszą to być specjalne kasztany, które można upiec i naprawdę zjeść. Bardzo lubiłam Abraksasa, tego zrzędę i marudera, pesymistę - ale trzymającego fason. Nie ma co - kruk z charakterem. Książka jest niezwykle cenna pod względem pedagogicznym. Każda z dwudziestu historyjek może służyć za wstęp do rozmów o ważnych wartościach w życiu człowieka. Niesienie pomocy, współczucie, przyjaźń, uczciwość, odpowiedzialność, optymizm i humor, mądrość, empatia. Może być również nieocenioną pomocą przy pokonywaniu lęków dziecięcych - bo przecież czarownice wcale nie takie straszne, jak je malują. Według mnie to książka ponadczasowa.
Właśnie ukazało się nowe wydanie - w serii Mistrzowie Ilustracji (wydawnictwo Dwie Siostry), z pięknym tłumaczeniem Hanny i Andrzeja Ożogowskich i czarno - białymi ilustracjami Danuty Konwickiej. Zwracam na to uwagę, ponieważ jakiś czas temu pojawiła się Malutka Czarownica w innym przekładzie - gdzie pewne wartościowe rzeczy umknęły po drodze, o ilustracjach i (smutnej) nieobecności ciotki Rrum-Brum-Trrach już nie wspomnę. Książki Preusslera, a napisał ich 32, są niezwykle popularne u naszych zachodnich sąsiadów. Wiele z nich weszło do klasyki dziecięcej, bo ich autor doskonale opanował sztukę tworzenia nieśmiertelnych historii dla dzieci- bohaterowie ze wszystkimi swoimi wadami, humor, ciekawe przygody, fantazja. Od momentu powstania Malutkiej Czarownicy zmienił się niewątpliwie typ czarownicy w książkach dla dzieci. W ciągu pięćdziesięciu lat pojawiło się mnóstwo innych pozycji z tą postacią. Jestem jednak pewna, że chyba żadna z nich nie wywołuje tylu wzruszeń i wspomnień, co ten wiedźmi podlotek mieszkający w chatce z pochylonym dachem, koślawym kominem i klekocącymi okiennicami. Tutaj można zajrzeć do książki piątek, 01 maja 2009, be.el
Komentarze
2009/05/01 14:29:07
Ja z kolei czytałam kiedyś Tomkowi wersję sidmiorogową i też nie mogłam się przestawić. Cały czas czytałam Rrum-Brum-Trrach i zastanawiałam się, co się z nią w międzyczasie stało, gdiez to mogła sie zagubić A okazało się, że to zupełnie dwa rózne przekłady. Masz rację - ilustracje koszmarne. Bardzo podobają mi się te z Dwóch Sióstr. I Niemcy mają świetne w swojej wersji:)
|
My znamy "Malutką czarownicę" z wydania "Siedmiorogu" z koszmarnymi ilustracjami Artura Piątka. Tam ciotka była Czarownicą Rumpumplą (czy jakoś tak) i teraz nie mogę się na Rum-Bum- Trach przestawić ;-)